środa, 14 kwietnia 2021

„Nikt nie musi wiedzieć” - zapowiedź

JUŻ 5 MAJA 2021 roku
PREMIERA
nowej powieści Katarzyny Bondy!




Nie spełniły jego fantazji
Zapłaciły krwią


Na tę książkę czekają wszyscy fani Katarzyny Bondy! Najpopularniejsza polska autorka powieści kryminalnych, po niemal 10 latach przerwy, prezentuje kolejną część uwielbianej przez czytelników (i wyczekiwanej!) serii o psychologu śledczym – Hubercie Meyerze. 

Tajemnicze zbrodnie, niewyjaśnione zniknięcia, krwawe morderstwa i sekrety, które rozwikłać może tylko on. „Nikt nie musi wiedzieć” w księgarniach już od 5 maja!


To za sprawą Huberta Meyera Katarzyna Bonda wprowadziła do polskiej popkultury i literatury kryminalnej postać profilera. Seria o wybitnym, choć niesubordynowanym psychologu śledczym z Katowic („Sprawa Niny Frank”, „Tylko martwi nie kłamią”, „Florystka”) rozeszła się w setkach tysięcy egzemplarzy, a czytelnicy i krytycy okrzyknęli autorkę „królową kryminałów”. W „Nikt nie musi wiedzieć” Katarzyna Bonda zachwyca skrupulatnie skonstruowaną intrygą. Czy Meyerowi uda się rozwiązać, najtrudniejszą zagadkę w jego dotychczasowej karierze?

Hubert Meyer postanawia samotnie spędzić 13-dniowy urlop. Jego plan szybko legnie w gruzach. Już pierwszego dnia zaczyna być bombardowany esemesami przez tajemniczą kobietę. Następnego wieczoru do drzwi pukają znajomi policjanci razem z prokurator Weroniką Rudy. Okazuje się, że pół roku wcześniej jeden z nich zastrzelił Japę, niebezpiecznego gangstera. Przyjaciele proszą, by Hubert sporządził ekspertyzę, która skieruje śledztwo na lewe tory i śmierć Japy zostanie uznana za wynik gangsterskich porachunków. Potrzebują jednak „przykrywki”, zastępczej sprawy, nad którą oficjalnie będą pracować. 

Wybór pada na morderstwo w Mosznej, gdzie na drodze prowadzącej do zamku porzucono zmasakrowane ciało dziewiętnastoletniego Artura. Kiedy para śledczych próbuje odkryć tożsamość sprawcy, ten dokonuje kolejnych zbrodni. Od tej chwili Meyer i Rudy krążą pomiędzy Śląskiem a Moszną, przesłuchując świadków, ale linia tropu wciąż się urywa. Za murami starego zamku aż buzuje od konfliktów. Morderca zdaje się być na wyciągnięcie ręki, ale zeznania świadków wzajemnie się wykluczają. Meyer szybko orientuje się, że wszyscy z przesłuchiwanych mają coś do ukrycia i niemal każdy mataczy. Rozpoczyna się nierówna walka, w której nawet najmniejszy błąd może kosztować życie kolejnych osób...

A JUŻ JUTRO


Katarzyna Bonda – najpopularniejsza autorka powieści kryminalnych w Polsce. Jest autorką serii kryminalnej z Hubertem Meyerem („Sprawa Niny Frank” „Tylko martwi nie kłamią”, „Florystka”, „Nikt nie musi wiedzieć”), tetralogii z profilerką Saszą Załuską („Pochłaniacz”, „Okularnik”, „Lampiony” i „Czerwony Pająk”), a także powieści kryminalnych inspirowanych prawdziwymi zdarzeniami „Miłość leczy rany” i „Miłość czyni dobrym”. Pisarka ma w dorobku również dokumenty kryminalne: „Polskie morderczynie” oraz „Zbrodnia niedoskonała” i „Motyw ukryty” napisane wspólnie z Bogdanem Lachem. Do tej pory książki Katarzyny Bondy sprzedały się w Polsce w nakładzie przekraczającym dwa miliony egzemplarzy. Są wydawane w 15 krajach. Prawa do wydań zagranicznych zakupiły największe wydawnictwa na świecie, m.in. Hodder & Stoughton i Random House. W kwietniu 2021 roku stacja TVN wyemituje serial „Żywioły Saszy” na podstawie „Lampionów”. 



wtorek, 13 kwietnia 2021

753. - "Materiał na chłopaka"


Recenzja przedpremierowa
PREMIERA 14 kwietnia 2021 roku!

Materiał na chłopaka
Alexis Hall

Wydanie: I
Data wydania polskiego: 14 kwietnia 2021 r.
Data wydania angielskiego: 7 lipca 2020
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Liczba stron: 452
Wymiary: 206 x 139 mm
Tłumaczenie: Martyna Tomczak
Wydawnictwo: Otwarte

„Nigdy nie pozwól sobie wmówić, że będąc sobą, robisz coś złego”

Temat LGBT jest u nas zagadnieniem kontrowersyjnym, o którym mówi się albo poważnie albo ironicznie. Ostatnio jest to modny temat w literaturze ale często można spotkać się z podejściem do tego zagadnienia od strony psychologicznej. Książka „Materiał na chłopaka” pokazuje, że można to zagadnienie potraktować lekko, z humorem, dystansem a przede wszystkim z normalnością.

Profil nr 1: Luc O’Donnell jest synem znanej gwiazdy rocka Jona Fleminga i sławnej piosenkarki Odile O’Donnel. W związku z tym jest wciąż narażony na atakize strony paparazzi, którzy wykorzystują każde jego potknięcie. To nie przynosi mu chluby, zwłaszcza w pracy, która jest uzależniona od dobrej woli darczyńców. Luc jest zatrudniony w fundacji ratującej żuki, która nazywa się Specjalistyczne Towarzystwo Ochrony i Lobbowania w sprawie Chrząszczy, czyli w skrócie STOLC. Opinia o jej pracownikach jest ważna, gdyż dla zmanierowanej londyńskiej arystokracji i ludzi z dużym zasobem pieniędzy na koncie,  ważna jest nieposzlakowana opinia.


Profil nr.2: Oliver Blackwood jest wegetarianinem, znanym prawnikiem z nieposzlakowaną opinią. Zawsze jest elegancko i odpowiednio ubrany, wie jak się zachować, z nienagannymi manierami, dbający o swój wizerunek, sylwetkę, dokładny i uporządkowany tak, że nawet banany w kuchni trzyma na specjalnym stojaku. Sprawia wrażenie poważnego, nudnego sztywniaka uważającego się za lepszego od innych.

Problem: Praktycznie różni ich wszystko: styl bycia, ubierania się, odżywiania, rodzina, charaktery i postrzeganie siebie. Łączy ich jedno: są singlami gejami, którzy potrzebują chłopaka na pokaz. Luc musi mieć u boku kogoś na corocznej imprezie firmowej „Zrzutka na Żuki”, natomiast Oliver potrzebuje partnera podczas rodzinnego świętowania rubinowej rocznicy ślubu rodziców. Wskutek różnych powiązań i sytuacji dochodzi między nimi do spotkania, na którym opowiadają o sobie i swoich dylematach. 

Efekt: W efekcie zawierają umowę, która ma obowiązywać do czasu aż wypełnią swoje wzajemne zobowiązania. To, co wydawało się proste w teorii, w praktyce okazuje się nie takie łatwe.


Jakiś czas temu miałam okazję przeczytać książkę „Red, White & Royal Blue”, która ujęła mnie swoim podejściem do tematu LGBT, dlatego bez wahania sięgnęłam po „Materiał na chłopaka”, spodziewając się równie dobrej lektury. I faktycznie tak było.

Od pierwszych stron świetnie się przy przy niej bawiłam. Narracja pierwszoosobowa pokazuje jedynie punkt widzenia Luca i to rodzi zabawne sytuacje, gdyż chłopak ma specyficzne poczucie humoru, które wyczuwalne jest w jego sposobie wyrażania myśli, opinii, spostrzeżeń i komentowaniu dziejących się wydarzeń. Ma o sobie niskie mniemanie, wiele lęków, demonów tkwiących na poziomie mentalnym, problemy z ojcem i samym sobą, co nie pozwala mu spojrzeć na siebie łaskawym okiem.

„W życiu spotyka nas wiele trudności, ale często okazuje się, że było warto”

„Materiał na chłopaka” to świetnie napisana historia dwóch zagubionych serc. Fabuła oparta została na schemacie przeciwieństw, które się do siebie przyciągają. Niezwykle ujmująca była obserwacja transformacji w relacjach między głównymi bohaterami, ich budowania wzajemnego zaufania,  odkrywania swojej prawdziwej natury i wpływu tej znajomości na zmianę postrzegania siebie. Luc od początku pokazany jest jako typ bałaganiarza, niefrasobliwy i niepoukładany. Oliver wydaje się idealny ale w trakcie poznawania go bliżej, okazuje się, że nie wszystko jest w nim takie, jak pokazuje na zewnątrz. Czytając, można było się tego spodziewać i czekałam tylko na moment, gdy to wszystko się wyjaśni.


Stylem i atmosferą „Materiał na chłopaka” przypominała mi „Red, White & Royal Blue”, w której także w podobnym klimacie poznałam historię dwóch sympatycznych gejów, różnych od siebie pod każdym względem. Jednak mimo wszystko historia Luca i Olivera jest nieco inna ale tak samo wciągająca, emocjonalna i niesamowicie zabawna.

Specyfiką tej historii jest pozornie stabilna akcja, bez nagłych zwrotów czy szalonego tempa ale nie jest to monotonna i nudna opowieść. Wręcz przeciwnie: im dalej zagłębiałam się w jej treść, tym bardziej wnikałam w nią i nie mogłam oderwać się od czytania. Sposób wypowiedzi Luca, jego specyficzny, brytyjski humor dodaje całości lekkości i wprawia w dobry nastrój. Dodatkowy humorystyczny akcent wprowadzają biurowe rozmowy Luca z kolegami z pracy, zwłaszcza z Alexem, któremu każdego dnia Luc serwuje jakiś abstrakcyjny dowcip i potem musi tłumaczyć, o co w nim chodzi.

„dobrze jest mieć tylu przyjaciół, by nie zdołali się zmieścić przy stole”

Siłą tej powieści są stworzone postacie, zarówno główne, jak i drugoplanowe. Niezwykle zabawni przyjaciele, zwłaszcza Bridge, która potrafi w nocy zwołać naradę, gdy zaistnieje taka potrzeba. Przyjaźń jest tu jednym z cudownych i ogromnie pięknych wątków. Dzięki zgranej paczce przyjaciół i ich gotowości niesienia pomocy, Luc jak i Oliver wiedzą, że zawsze mogą na nich liczyć. Podobnie jest teraz, gdy obydwaj panowie potrzebują wsparcia, zwłaszcza Luc, który nie wierzy w siebie i trudno mu wyobrazić sobie, że ktoś chciałby się nim zainteresować, chociażby na niby. Takich przyjaciół życzyłabym każdemu, gdyż ich działania stanowią jeden z bardziej sympatycznych, ujmujących i wzruszających wątków w tej powieści.


Kolejnym atutem jest swobodny styl, w jakim została napisana powieść. Poruszana w niej tematyka par homoseksualnych ukazana jest jako jeden z normalnych elementów społecznego życia. Uderzające jest podejście znajomych, rodziny czy pracodawców Luca i Olivera do ich seksualności. Alexis Hall nakreśla ich otoczenie, które nie ma problemu z tolerancją.  

Motyw seksualny to jeden z wątków powieści ale nie jest on elementu dominującym, gdyż wszelkie intymne sceny są poprowadzone tylko do pewnego momentu, by zachować odrobinę prywatności, jak to Luc stwierdził: „To nie są sprawy, o których się opowiada, okej? To było tylko dla nas. I było najpiękniejsze na świecie”. 

Książka napisana przez Alexis Hall udowadnia, że o każdej miłości można napisać piękną historię, ukazując jej subtelną, romantyczną i emocjonalną stronę. Porusza wiele istotnych zagadnień związanych z budowaniem zaufania, wzajemnych relacji, wpływu wychowania na dorosłe życie ale nie są to sprawy ujęte w ciężkim stylu. To doskonała lektura pozostawiająca po sobie wspaniałe wrażenie i satysfakcję z poznania fascynującej, nietypowej i romantycznej historii.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu OTWARTE


752. - "100 prostych przepisów na dania ketogeniczne"


100 prostych przepisów na dania ketogeniczne
Pyszne i szybkie keto z 10 składników
Maya Krampf

Numer wydania: I
Data wydania polskiego: 28 sierpnia 2020 r.
Data wydania amerykańskiego: 22 października 2019 r.
Liczba stron: 288
Wymiary: 165 x 240 mm
Oprawa: miękka
Tytuł oryginału:T he Wholesome Yum Easy Keto Cookbook: 100 Simple Low Carb Recipes. 10 Ingredients or Less
Tłumaczenie: Anna Jurga
Wydawnictwo: Vital

„Nie bój się tłuszczu! Tłuszcz jest naszym źródłem energii i sytości”.

Wśród wielu diet i programów żywieniowych dieta ketogeniczna zdobywa ostatnio wielu zwolenników. Badania wykazały, że ma ona korzystne działanie na organizm nie tylko pod względem prawidłowej wagi ale też poprawia nastrój, reguluje ciśnienie, poziom cukru we krwi, obniża ciśnienie i poziom złego cholesterolu. Podstawowe zasady tej diety oraz propozycje zdrowych posiłków przedstawia autorka w swojej książce „100 prostych przepisów na dania ketogeniczne.”

źr. zdjęcia: vital.pl
Maya Krampf to autorka książek kucharskich.  Tworzy przepisy i plany żywieniowe. Jest założycielką popularnej strony internetowej o niskowęglowodanowej diecie ketogenicznej. Zajmuje się również wyrobem produktów ketogenicznych, które sprawiają, że niskowęglowodanowe żywienie jest pyszne i łatwe. 

Dieta ketogeniczna nie jest jedynie sposobem na kontrolowanie naszej wagi ale przede wszystkim jest propozycją określonego  stylu życia, który pomaga utrzymać optymalne zdrowie. 

Zaletą wprowadzenia zasad keto do naszego menu jest możliwość komponowania posiłków według naszych preferencji smakowych a nie tylko według kalorii czy zawartości tłuszczu. Pod tym względem te zasady mogą być szokujące dla osób, które walczą z nadwagą i miały możliwość poznać różne programy odchudzające. Strach przed tłuszczem został nam wpojony przez wiele dekad w przekonaniu, że jest on jedną z głównych przyczyn nadwagi i wielu chorób. Tymczasem badania wykazują, że tłuszcz pełni rolę źródła energii dla naszego organizmu, jest niezbędny w procesie przemiany materii, istotnym składnikiem budulcowym w powstawaniu ketonów i konieczny przy wchłanianiu niektórych, ważnych składników odżywczych. Odnosi się to do tzw, zdrowych tłuszczów, które autorka omawia, tak jak i inne produkty, wskazując, które z nich możemy spożywać bez obaw, które powinniśmy ograniczyć i takie, których w ogóle nie powinno być w naszym odżywianiu.


Przedstawione porady bazują na doświadczeniu autorki, gdyż jako nastolatka borykała się ze stanami lękowymi, depresją, niskim poziom energii i nadwagą. Poszukiwała skutecznej recepty aż trafiła na dietę ketogeniczną. Wkrótce okazało się, że utrata zbędnych kilogramów to nie jedyny plus tej diety, gdyż dodatkowym bonusem była poprawa samopoczucia i stanu zdrowia. Z tego względu taki sposób odżywiania stał się dla niej programem na życie. Zorientowała się też, że wiele osób obawia się tej diety, gdyż wymaga ona nieco dłuższego przygotowania, dlatego założyła stronę WHOLESOMEYUM, by pokazać ludziom, że gotowanie Keto nie jest trudne i nie muszą rezygnować z ulubionych potraw. Wystarczy je nieco zmodyfikować.


Poradnik został wydany w dużym formacie z wieloma kolorowymi zdjęciami, wydrukowany na dobrym, gładkim papierze wyraźną czcionką.  Niestety, minusem jest miękka okładka i klejone brzegi, co przy książkach z przepisami kulinarnymi nie jest gwarancją trwałości. Poza tym taki rodzaj wydania utrudnia szerokie otwarcie publikacji na wybranej stronie tak, by się nie zamykała.

Całe wydanie mieni się wieloma barwami, gdyż kolorowe są zarówno duże, wyraźne fotografie jak i tytułowe litery w spisie treści, nazwach rozdziałów i przepisów. Cały materiał w nim przedstawiony zawiera się w dwóch głównych częściach. 

Pierwsza to typowa teoretyczna wiedza, ale przedstawiona krótko i zwięźle, zawierająca tylko to, co niezbędne do zrozumienia podstaw diety i jej zasad. Autorka omawia w niej działanie i zalety diety ketogenicznej, przybliża działanie metabolizmu pod wpływem tej diety oraz przedstawia przykładowy, tygodniowy plan żywieniowy. Zamieszcza też kilka porad, które mają na celu ułatwienie przyrządzanie ketodań i zastosowania ketozamienników.


Druga część -  obszerna i różnorodna, składa się tylko i wyłącznie z przepisów, które zostały podzielone na jedenaście rozdziałów i ułożone pod kątem rodzaju dań. Znajdziemy wśród nich propozycje na śniadania słodkie i wytrawne, proste obiady, pożywne zupy i sałatki, przystawki mięsne i rybne, warzywa i dodatki, szybkie przekąski, pieczywo, dekadenckie desery oraz podstawowe przyprawy i dodatki. Na początku każdego z rozdziałów znajduje się lista przepisów zamieszczonych w danym temacie wraz z numerem strony, na której znajdziemy sposób wykonania wybranej propozycji. Wszystkie receptury kulinarne zostały opracowane tak, by zawierały nie więcej niż 10 składników i właśnie w tym zawiera się prostota wykonania.
 
Przepisy w większości ułożone są tak, że z jednej strony zamieszczona jest dokładna instrukcja wykonania potrawy, na drugiej stronie, obok, widnieje wyraźne, duże, dobrej jakości zdjęcie, na których omawiane danie wygląda apetycznie. Dla ułatwienia poruszania się po poszczególnych przepisach, na końcu książki zamieszczono alfabetyczny spis potraw i poruszanych zagadnień

Maya Krampf zachęca do skorzystania z dobrodziejstwa stosowania diety, gdyż uważa, że daje ona ogromne możliwości urozmaicenia posiłków i przekonuje, że nie musi być to skomplikowany proces jej wprowadzania. Wbrew pozorom nie jest to skomplikowane i nie wymaga wielkiej rewolucji żywieniowej. Jedyne, co trzeba zrobić, to zmienić sposób myślenia o tym, co jest dobre dla naszego organizmu. A tego właśnie uczy książka o diecie ketogenicznej. Publikacja jest rozszerzeniem  blogowego autorskiego projektu, by jak najwięcej osób mogło poznać zasady diety i skorzystać z jej dobroczynnego działania. Znajdziemy w niej bogactwo różnorodnych potraw, z których każdy na pewno  znajdzie coś dla siebie.

Książkę otrzymałam od serwisu 

poniedziałek, 12 kwietnia 2021

Słowiańsko- wiejsko-erotyczny mix w mojej biblioteczce


Dziś zaczął się nowy tydzień i dla mnie okazał się dniem przesyłek od Wydawnictwa Kobiecego, Prószyński i S-ka oraz z Klubu Recenzenta nakanapie.pl, dzięki któremu Wydawnictwo Muza przysłało mi swoją wydawniczą nowość. Jak zwykle poniżej zamieszczam krótkie notki redakcyjne, a niedługo pojawią się moje recenzje.

PREMIERA JUŻ 14 KWIETNIA!

Dobromiła Agiles w swojej książce "Słowiańska wiedźma" dzieli się wiedzą i wskazówkami, które zapoznają cię ze światem wierzeń i rytuałów naszych przodkiń – od wprowadzenia do wicca i rodzimowierstwa, poprzez opisy poszczególnych sabatów, po przepisy, zaklęcia, a nawet słowiańską gimnastykę.

„Magia wraca do nas wraz ze starymi wierzeniami – a może nigdy nas nie opuściła…”

Żyje tu i teraz. Rozumie przyrodę i czerpie z jej dóbr – w szufladzie trzyma korzeń jarzębiny, a wieczorami okadza dom jałowcem. Na jej szyi widnieje amulet, z ust wypływają słowa zaklęć. Szykuje się do obchodów nadchodzącego sabatu.

Słowiańska czarownica drzemie w kobiecym sercu i pomaga w życiowych wyborach, smutkach i radościach. Gdy pozwolisz jej rozkwitnąć, poczujesz w sobie ogromny dar, bezgraniczną wdzięczność i wielką siłę.


"Gościniec" to kolejny, po "Skrawku pola", tom Wiejskiej Sagi, przedstawiającej autentyczne losy chłopskich rodzin, inspirowanej opowieściami bliskich i wspomnieniami autorki.

Dom rodzinny powinien być bezpieczną przystanią, zdarza się jednak, że jest zupełnie inaczej. Z taką sytuacją niełatwo się zmierzyć dorosłemu, a co dopiero dziewczynce z wiejskiej chałupy. Bo choć wokoło zawsze będą oczy, które widzą, to rzadko znajdą się uszy gotowe do słuchania, a tym bardziej ręce chętne do pomocy.

Wojna zmieniła świat, ale czy na lepsze? Po odzyskaniu niepodległości życie w Tynczynie toczy się dalej, ze wszystkimi jego trudami i radościami. Ciężka praca, śluby, zdrady, ucieczki. Starzy ustępują miejsca młodym, a ci, obiecując sobie, że będzie inaczej, popełniają te same błędy, co ich matki i ojcowie.

Miłość, zdrada, namiętność i ogrom niebezpieczeństwa. Właśnie to znajdziecie w najnowszej książce Kingi Litkowiec pt. "Naomi" która autorka potwierdza, że powoli staje się Królową romansów mafijnych.

Kobieta uwikłana w sieć intryg i kłamstw. Płatny zabójca, który ratuje jej życie, a tym samym naraża się swojemu przełożonemu.

Naomi Lorenz miała zginąć z rąk Mateo Terrona, ale płatny zabójca darował jej życie. Problemy zaczęły się wtedy, kiedy szef klanu dowiedział się o zdradzie swojego człowieka. Pogłębiły się jeszcze bardziej, kiedy Mateo po raz drugi uchronił Naomi przed śmiercią, a stały się naprawdę poważne, kiedy do gry włączył się Zachar Morozow, bezwzględny boss rosyjskiej mafii. Jeśli Naomi do tej pory miała wątpliwości, czy rzeczywiście nikomu nie może ufać, to teraz rozwiały się one bez śladu…



751. - "Zamień mnie w krzyk"


Zamień mnie w krzyk
Część II
Anna Dąbrowska

Wydanie pierwsze
Data wydania 23 marca 2021
Format : 130x210mm
Okładka: miękka ze skrzydełkami
Liczba stron: 360
Wydawca: Wydawnictwo AMARE

"Nigdy nie zapomina się wyrządzonych krzywd. Nigdy. Jednak dobroć potrafi je przysłonić”

Krzyk jednoznacznie kojarzy się z jakimiś dramatycznymi doświadczeniami, gdyż jest wyzwolicielem nagromadzonych frustracji, żalu czy strachu. Okazuje się, że ma on wiele odcieni, co można dostrzec w książce pt.: „Zamień mnie w krzyk”. 

To kontynuacja powieści „Kochaj mnie szeptem”, po której przeczytaniu  nagromadziło się we mnie tyle emocji, myśli, wątpliwości i pytań, że niezwłocznie sięgnęłam po tom drugi, spodziewając się jeszcze bardziej porywających przeżyć. I tak faktycznie się stało, gdyż ponownie zostałam zaskoczona tym, co zaserwowała mi autorka, która jeszcze bardziej zamieszała w emocjonalnym kotle.

źr. zdjęcia:
lubimyczytac.pl
Anna Dąbrowska, znana też jako Laven Rose to Inowrocławianka, mama i żona, niepoprawna marzycielka. Fanka zespołu Thirty Seconds To Mars. Uwielbia koty, zieloną herbatę, zapach świeżo zmielonej kawy. Jej motto pisarskie brzmi: Zawsze stawiam na emocje! I to motto przyświeca jej także w jej najnowszym dziele.

To moje trzecie spotkanie z twórczością pani Anny Dąbrowskiej i wraz z tym faktem staję się fanką tego, co autorka wymyśli w kolejnych powieściach.  Swoimi pisanymi słowami potrafi przekazać ogrom emocji tak, że można je namacalnie poczuć.

Po burzliwym zakończeniu części pierwszej pt.: „Kochaj mnie szeptem”, wydawałoby się, że Gabriela ma za sobą trudne doświadczenia i teraz jej życie zacznie zmierzać w dobrym kierunku. Pierwsze rozdziały wydają się biec torem, którego moglibyśmy się spodziewać ale autorka po raz kolejny zaskakuje, odbiegając od schematów i oczywistych rozwiązań.

W drugiej odsłonie tej historii ujawnia się także wulkan emocjonalny, ale o zupełnie innym zabarwieniu. W tym, co przeżywa bohaterka jest mniej brutalności, gwałtowności ale nadal czuć naładowanie różnorodnymi odczuciami, smutkiem, żalem, tęsknotą i niepewnością o przyszłość. Sytuacja zmusza Gabi do wyboru między dwoma mężczyznami, którzy są ważni w jej życiu. Na jej przykładzie widzimy jak ważne jest pokochanie i akceptacja siebie, gdyż bez tego nie można zrobić porządku w swoim życiu i obdarzenie innych miłością. Bohaterka przechodzi ogromną przemianę, zaczyna wierzyć w siebie, wie czego chce i realizuje swoje marzenia.


Porównując obie części tej historii, mam odczucie, że tom I był bardziej nasycony ekspresyjnymi emocjami i wydawałoby się, że decyzja o tym, z kim dalej iść przez życie jest prosta i oczywista. Jednak kontynuacja obiera zupełnie nowy kierunek, wbrew temu czego można było oczekiwać. Autorka ponownie udowodniła, że w jej powieściach nic nie jest pewne do samego końca i w „Zamień mnie w krzyk” postawiła na zupełnie inny, nieoczekiwany rozwój zdarzeń. Zachowała jednak podobny układ prowadzenia fabuły, która także została podzielona na dwie części. Zarówno ich początki jak i kolejne rozdziały opatrzone zostały krótkimi sentencjami, które nawiązują do wydarzeń w danym epizodzie.


Zestawia ze sobą dwa związki, które różnią się od siebie zdecydowanie a jednak każdy z nich ma swoje własne odcienie. Pokazuje, że ważnym elementem budowania relacji jest dobra komunikacja i wzajemna chęć tworzenia pozytywnych relacji między sobą. Poza codziennymi sprawami, wspólnym spędzaniem czasu, zrozumieniu uczuć drugiej osoby, istotnym, scalającym związek elementem jest seks. Ten wątek  autorka potraktowała w swej powieści swobodnie, pokazując, że w tej sferze wszystko jest dozwolone, o ile jest to zgodne z wolą i chęcią obu stron.

"Zamień mnie w krzyk" dorównuje swoim kunsztem do fabuły części pierwszej i nawet przez chwilę nie mozna się przy niej nudzić. Nietuzinkowe rozwiązania, wciąż nowe dylematy bohaterów, zaskakujące sytuacje, nagłe zwroty akcji i niespodziewane epizody to tylko niektóre atuty zarówno pierwszej jak i drugiej części tej historii. Nie bez znaczenia są także wyraziste, konkretne postacie, z których żadna nie jest idealna. Każda z nich ma swoje charakterystyczne cechy osobowości, które albo irytują, albo dają się lubić lub też stawiają czytelnika w zadumie. Dzięki tak barwnym osobowościom całość nabiera ekspresji i sprawia, że coraz bardziej wnikamy w fabułę próbując zrozumieć tok rozumowania bohaterów i dostrzec sens ich działania oraz podejmowanych wyborów.

Nie do końca przekonała mnie decyzja podjęta przez Jeremiego, która miała wpływ na dalsze postępowanie i wybory Gabrieli. W tej kwestii nie wszystko było dla mnie jasne i klarowne wraz z zakończeniem, które, mam nadzieję, pozostawia furtkę do kontynuacji. Jak na razie historia Gabrieli została ujęta w dwóch tomach ale mam cichą nadzieję, że pani Ania wróci do swojej bohaterki w niedalekiej przyszłości.

Recenzja części I "Kochaj mnie szeptem"

Książkę otrzymałam z Klubu Recenzenta serwisu nakanapie.pl



niedziela, 11 kwietnia 2021

750. - "Powrót z piekła" część II


Powrót z piekła
Seria: Lwowska odyseja
Tom II
Magdalena Kawka

Wydanie: I
Data premiery: 18 marca 2021 r.
Wymiary: 195 x 126 mm
Liczba stron: 440
Okładka: miękka ze skrzydełkami
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka

„Świat dąży do bezpiecznej równowagi. Bo życie już takie jest; szarpiesz się, miotasz, a czas i tak wszystko przemiele”.

Po rozstaniu się z bohaterami części pierwszej „Lwowskiej odysei” pozostało mi wiele pytań o ich dalsze losy. Na szczęście wydawnictwo Prószyński i S-ka wydało od razu obie części, więc mogłam dalej podążać za wydarzeniami, tym razem w tomie drugim pt.: „Powrót z piekła”

źr. zdjęcia:
granice.pl
Magdalena Kawka jest autorką poradnika dla rodziców „Przygody Kosmatka kilkulatka” i powieści „Sztuka latania”, która byłą jej debiutem literackim w 2010 roku. Następnie powstały jeszcze takie tytuły jak: „Alicja w krainie konieczności”, „Wyspa z mgły i kamienia”, „W zakątku cmentarza, czyli koniec wieczności” oraz „Rzeka zimna”, za którą dostała nagrodę na FLK w Siedlcach w 2012 r. Wspólnie z Robertem Ziółkowskim napisała książkę „Tuż za rogiem”, traktującą o trudnych relacjach w małżeństwie.

Magdalena Kawka jeszcze bardziej podkręciła emocjonalną i dramatyczną stronę swojej opowieści, pokazując, że wojna odsłania prawdziwą naturę człowieka. Są tacy, którzy mimo wszystko starają się nie zatracić swoich wartości, ale są i tacy, którzy wykorzystują sytuację dla swojej korzyści. Pokazuje, że na wojnie często role się odwracają. Dawni panowie dzielą ten sam los ze służbą, zanikają nierówności społeczne i zależności. Nic nie jest oczywiste, nie wiadomo komu ufać, a kogo lepiej unikać.

W wywiadzie udzielonym portalowi granice.pl, autorka przyznała, że niektóre postacie są wzorowane na prawdziwych osobach. Tak jest na przykład z Maxem Lenthenem, który wraca do Lwowa wraz z niemieckim okupantem zasilając szeregi wroga, biorąc to, czego wcześniej nie mógł zdobyć. Jego pierwowzorem był Pieter Menten, Holender - zbrodniarz wojenny, ale wcześniej był znany we Lwowie z licznych procesów i afer. Max Lenthen także pochodzi z Holandii.  Przed wojną próbował z ojcem Lilki, Gustawem, zrobić interes i m.in. kupić obraz Mehoffera „Dziwny ogród” wiszący w mieszkaniu u Lindnerów. To dzieło przewija się zarówno w pierwszym tomie powieści jak i w drugim i nabiera w niej wymiaru symbolicznego.


Porównując  tom drugi  do pierwszej części, uważam, że jest on bardziej dopracowany, lepiej napisany i dynamiczniejszy. „Pora westchnień, pora burz” toczyła się głównie z poziomu życia Lilki i jej rodziny. „Powrót z piekła” ukazuje nam losy kilku osób, które tym razem muszą żyć pod okupacją niemiecką. Ta część toczy się we Lwowie i na Syberii, gdzie został zesłany Gustaw Lindner. Na przemian śledzimy jego zmagania i walkę o przetrwanie z tym, co dzieje się u jego rodziny we Lwowie. Każdy z bohaterów ma tutaj swoją własną historię a wraz z nimi tworzą wielowątkową, przejmującą, wzruszającą, budzącą lęk, a nawet przerażenie, prawdziwą życiową opowieść o zawiłościach ludzkich losów.

Lilka przeszła szybki proces dorastania poprzez bolesne lekcje zapadające w pamięć. Wojna nauczyła ją, że nie można nikogo sądzić po pozorach i zbyt szybko oceniać. Dostrzegła różnice między dawną Lilką a dzisiejszą.  Kiedyś podchodziła zbyt naiwnie do życia, teraz wie, że ono zawsze weryfikuje wszelkie deklaracje, wyznawane ideały i wartości. Zatraciła swoją niewinność, bezkompromisowość i proste postrzeganie rzeczywistości. Nie raz widziała jak szczęście zmienia się w nieszczęście a radość miesza się ze smutkiem.


Jej mama, Marianna, już w pierwszym tomie okazała się kobietą o silnym charakterze. Teraz jej postać nabiera równie mocnego wydźwięku, gdyż musi stawić czoła wszelkim przeciwnościom mając na względzie dobro rodziny. Mimo wszechogarniającego lęku o życie, nieustającej walki o chociażby odrobinę normalności pośród wojennych, dramatycznych realiów, nadal się nie poddaje i robi wszystko, by rodzina była razem i czuła wzajemne wsparcie.

Z kolei Gustaw, przebywając na Syberii w obozie o zaostrzonym rygorze, nie raz zostaje wystawiony na próbę wierności, człowieczeństwa i wytrzymałości w trudnych warunkach syberyjskiej tajgi, gdzie czyha niebezpieczeństwo, grasują wilki, a w obozie panuje głód, praca ponad siły, pluskwy nie pozwalające spokojnie spać ale też zawiązują się przyjaźnie, wzajemne wsparcie i współczucie.


„Powrót z piekła” to świadectwo minionych, mrocznych dni, hołd złożony ofiarom II wojny światowej i ludziom zmagającym się z szarą codziennością pod okupacyjną siłą najpierw Sowietów, a potem Niemców. Można ją potraktować jako przesłanie dla dzisiejszego młodego pokolenia, które nie doświadczyło brutalności wojny a często młodzi ludzie nie potrafią docenić tego, co mają. 

Autorce nie raz udało się mnie zaskoczyć, sfrustrować, przerazić a nawet zbulwersować.  Serwuje wciąż emocjonalne niespodzianki, wprowadza świeże wątki i nowe postacie. To wszystko sprawia, że nie można oderwać się od czytania aż do samego końca, gdy  pozostawia nas w zawieszeniu. Zakończenie jest otwarte, dając pole dla kolejnej części, która ukaże się zimą pt.: „Nowy początek”. Z wywiadu udzielonego granice.pl wiem, że na pewno warto czekać, gdyż kontynuacja będzie jeszcze bardziej emocjonująca.


Książkę przeczytałam dzięki wydawnictwu:

Do nabycia na stronie wydawnictwa oraz księgarni 


sobota, 10 kwietnia 2021

749. - "Wszyscy patrzymy na ten sam księżyc"


Wszyscy patrzymy na ten sam księżyc
M. Sienkiewicz

Wydanie: I
Data wydania: 19 mara 2021 r
Liczba stron: 220
Wymiary: 293 x 313 mm
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Wydawca: Novae Res

„Praca nad sobą, to ciężka walka. Ta praca nigdy się nie kończy, jest trudna, ciężko zacząć, a efekty przychodzą wolną i długo się na nie czeka”.

Gdy spotykamy na swej drodze tego jedynego, wydaje się, że już nic nie jest w stanie zmienić się w naszym życiu na gorsze. Mamy nadzieję, że u boku naszego ukochanego czeka nas szczęśliwe życie i razem z nim jesteśmy w stanie pokonać wszelkie problemy. Tymczasem decyzja wspólnej drogi to dopiero początek budowania związku i najczęściej to ścieżka wymagająca ogromnej pracy okraszonej kompromisem, zrozumieniem i dobrą wolą a przede wszystkim miłością. O tego rodzaju kwestiach ale też o wielu innych opowiada autorka książki pt.: „Wszyscy patrzymy na ten sam księżyc”

O autorce niewiele wiadomo, więc domyślam się, że tą książką debiutuje na literackim rynku.

W podjęciu decyzji przeczytania tej książki pomógł intrygujący opis redakcyjny, w którym zawarta była obietnica refleksyjnej, lirycznej i duchowej historii, w której każdy może odnaleźć siebie. Uwagę zwraca też bardzo skromna, minimalistyczna okładka ze skrzydełkami, która w całości jest w czarnej kolorystyce i tylko widnieje na niej biały sierp księżyca oraz wyraźne, proste i również białe tytułowe litery. Książka ma niewielki format, gładki, biały papier i wyraźną ale małą czcionkę.

Rozdziały mają charakter krótkich relacji i przemyśleń w kontekście opisywanego epizodu. Każdy z nich opatrzony został dokładną datą, która pozwala zorientować się w jakim momencie jesteśmy. Niestety, wydarzenia ułożone są niechronologicznie, co mi przeszkadzało w czytaniu. Nie raz musiałam poszukać wcześniejszego epizodu, by uzyskać ciąg zdarzeń, a to wprowadziło, według mnie, nieco chaosu w fabule. Raz jesteśmy na początku związku, za chwilę poznajemy sytuację kilka lat później, potem znowu powrót do wcześniejszych wydarzeń. 

To tak jakby wyrzucić w górę kartki z zapisem poszczególnych dni w górę, pozwolić im opaść i złożyć razem w takiej kolejności, w jakiej się przypadkowo ułożyły.

Od czasu do czasu autorka snuje rozważania na jakieś konkretne zagadnienie, zastanawiając się nad zwykłymi, codziennymi rzeczami, czynnościami lub osobowościami. Dzięki temu książka nabiera filozoficznego charakteru. Język jest bardzo różnorodny, od pięknego, niemal poetyckiego aż po wulgarny i dosadny. Możemy z nich  dowiedzieć się, na przykład:  ile w mężczyźnie jest kota albo o czym możemy porozmawiać z bogiem lub z diabłem lub jakie znaczenie może mieć pita każdego dnia kawa lub kim są dziewczyny-ameby?

„Wszyscy patrzymy na ten sam księżyc” to spisana na nieco ponad 200 stronach historia pewnego związku, który autorka analizuje na wszelkie sposoby, ukazując proces rodzącej się miłości ale też powstającej niechęci, znużenia wzajemnych pretensji. Wylicza wiele „grzechów”jakie popełniamy w związkach, wytykając to, co go niszczy i sprawia, że osoby oddalają się od siebie coraz bardziej. Uświadamia, że często z małych okruchów żalu, złości, tworzy się ogromna kula niszcząca to, co było między dwojgiem osób – miłość.


Narracja w pierwszej osobie ujęta została w formie osobistego pamiętnika, w którym bohaterka zapisuje swoje przeżycia, przemyślenia i relacje z pojawiających się w jej życiu wydarzeń o różnym zabarwieniu emocjonalnym. Czasami są to gorzkie refleksje, czasami słodkie a czasami wzruszające i szczere. Ukazuje w niej codzienne dylematy, podejmowane wybory, radości i smutki, wzloty i upadki ale przede wszystkim to opowieść o wyzwoleniu się spod jarzma własnych emocji, czerpaniu siły ze zmian i pozytywnym nastawieniu do życia.

To bardzo prawdziwa, szczera i surowa opowieść o wspólnym życiu dwojga osób, którzy chcą stworzyć swój mały świat we własnych czterech ścianach. Autorka pokazuje wszelkie elementy, z których składa się codzienność odzierająca z romantyzmu to, co na początku wydawało się najpiękniejszym i najszczęśliwszym uczuciem. Podkreśla, że nie warto żyć przeszłością, gdyż wszyscy popełniamy błędy i nie zawsze dokonujemy trafnych wyborów ale nie możemy stać w miejscu i czekać aż szczęście samo do nas przyjdzie. Namawia, by iść do przodu, podnosić się z trudnych doświadczeń, nie użalać się nad sobą tylko czerpać siłę z każdej sytuacji. Prawda bowiem jest taka że wszyscy możemy patrzeć na ten sam księżyc ale każdy będzie go postrzegał inaczej.

Książkę przeczytałam dzięki portalowi:


748. - "Mala M."

Recenzja przedpremierowa


PREMIERA 14 KWIETNIA 2021
Mala M.
Paulina Świst
Lilka Płonka

Wydanie: I
Data wydania: 14 kwietnia 2021r.
Liczba stron: 320
Format: 13,0 x 20,5 cm
Oprawa: Miękka ze skrzydełkami
Wydawnictwo: Muza

„Trzeba mieć dokumentnie popierdolone pod deklem, żeby w najzimniejszych skurwysynach odnajdywać mężczyzn swego życia”

Wybrany przeze mnie cytat, który otwiera tę recenzję, nie jest przypadkowy, gdyż doskonale odnosi się do charakteru bohaterki książki "Mala M."

Paulina Świst - kiedyś pisała dla rozrywki, do pracy szła na salę sądową – teraz bywa odwrotnie. Niepoprawna marzycielka, beznadziejna wyrocznia: marzyła o sprzedaniu dziesięciu tysięcy egzemplarzy swojej pierwszej powieści a rozeszło się już grubo ponad pół miliona sztuk jej książek. Do tej pory napisała siedem powieści, więc wciąż jest w stanie wymienić wszystkie tytuły: „Prokurator”, „Komisarz”, „Podejrzany”, „Karuzela”, „Sitwa”, „Przekręt” i „Paprocany”.

Lilka Płonka - od dobrych kilku lat jedna z najważniejszych osób w życiu Pauliny, nie tylko dlatego, że razem pracują i że wystąpiła na kartach Świstowych powieści. Podobnie jak Paulina, ze względów zawodowych musi ukrywać się pod pseudonimem. Uwielbia piwo i muzykę metalową, bardzo rzadko chodzi w sukienkach, ale lubi, kiedy to robią inne kobiety.

Taki niesamowity i wybuchowy babski duet pisarski to gwarancja ekscytującej lektury, która zyskała sobie miano jednego z najgorętszych romansów.

Z reguły w tego typu powieściach, występują nieskazitelne kobiety będące obiektem westchnień wszystkich mężczyzn, którzy tylko pojawiają się w ich pobliżu a one to niziemskie piękności, nieświadome swej urody, skromnie idące przez życie aż spotkają tego jedynego, który nauczy je miłości. Takiej kobiety nie znajdziecie w książce Pauliny Świst i Lilki Płonki "Mala M."


Mala M. to skrót od imienia Malwina, którego bohaterka nie cierpi. Do tego dochodzi nazwisko Mączka, z którym temu imieniu nie za bardzo po drodze, dlatego wszystkim przedstawia się swoim pseudonimem stwierdzając czasami, że chyba matka jej nie lubiła. Mimo, że przekroczyła trzydziestkę, nadal jest singielką, gdyż do tej pory trafiała na nieodpowiednich facetów. Ma nienormowany czas pracy, ponieważ na zlecenie projektuje okładki książek. Jej sposób bycia czasami irytuje, czasami zdumiewa, rozbawia, gdyż mimo swego już dojrzałego wieku, myśli i zachowuje się jak nastolatka. Doskonale autorki oddały to w stylu narracji, w której bohaterka używa potocznego języka, pełnego młodzieżowego slangu, zwracając się wprost do czytelnika, jakby była obok i zwierzała się mu ze swoich dylematów.

Malwina nie jest grzeczną dziewczynką lecz kobietą świadomą swojego seksapilu , który z premedytacją wykorzystuje. Uwielbia piwo, głośną muzykę, imprezy i oczywiście seks, ale do tego dobiera sobie odpowiednich partnerów. Dotychczasowi mężczyźni, z którymi próbowała stworzyć jakiś związek wydawali się interesujący, mieli swoje pasje, byli inteligentni ale ich urok rozpływał się przy bliższym poznaniu. Żaden z nich nie pozostał w jej pamięci dłużej niż to było konieczne. 

I jak to w życiu bywa, wszystko jest do czasu aż trafi w końcu swój na swego. Tak się stało na imprezie u przyjaciółki Malwiny, Zuzy uznanej pani adwokat. Tam spotkała boga seksu, który zawładnął jej ciałem i umysłem tak, że ona nie potrafi o nim zapomnieć. Budząc się na drugi dzień rano pamięta tylko, że z jakimś niebieskookim przystojnym nieznajomym przeżyła niesamowity, satysfakcjonujący seks.

Ten epizod poznajemy stopniowo, gdyż fragmenty tamtego wieczoru rozpoczynają fabułę wraz z prologiem i pojawiają się na końcu prawie każdego rozdziału. Dla odróżnienia został on wyszczególniony kursywą. Sceny erotyczne dodają całości szczególnego smaczku ale nie są brutalne czy wulgarne. Nakreślone zostały z odpowiednią, ponętną aurą, skoncentrowaną bardziej na doznaniach niż anatomicznych szczegółach.


Bohaterka nie jest zbyt inteligentna i bystra, sprawia wrażenie naiwnej, słodkiej idiotki. Zresztą ona sama mówi o sobie, że jest poprana a jej zdrowie psychiczne to nie jest jej najmocniejsza strona. Często działa impulsywnie i lekkomyślnie a przez to pakuje się w kłopoty. Lubi ryzyko, adrenalinę i tzw. „złych facetów”. Nie przejmuje się swoim pokręconym charakterem, jest bezpośrednia, dowcipna ale czasami brakuje jej odpowiedniej reakcji na niespodziewaną sytuację. Mimo wielu wad, nieidealnej osobowości nie sposób jej nie lubić.

Wszelkie wydarzenia śledzimy z jej punktu widzenia a to pozwala poznać jej charakter, styl bycia, wyrażania się, myślenia i postrzegania rzeczywistości. Narracja prowadzona w pierwszej osobie potęguje wrażenie uczestniczenia w akcji i patrzenia na pojawiające się sytuacje z punktu widzenia Mali. Tak jak ona przeżywamy jej rozterki, targają nami wątpliwości i tak jak ona jesteśmy zaskakiwani, razem z nią  czujemy się zdezorientowani i próbujemy zrozumieć o co tu chodzi.

„Czułam się jak na safari. Z lewej lampart, z prawej lew. A pośrodku tępa gazela, która niczego nie rozumie, ale wie, że święci się coś niedobrego”.


Urok tej powieści zawiera się w słowach. To one sprawiają, że czyta się ją bez znużenia i z zainteresowaniem, mimo że dominują w niej dosyć obszerne partie opisowe. Bohaterka ma dowcipny sposób opowiadania tego, co przeżywa i co ją spotyka. Niektóre porównania, wyciągane wnioski, sarkastyczne komentarze czy trafne obserwacje nie raz mnie rozśmieszyły, a dzięki temu książkę przeczytałam szybko, bo w ciągu kilku godzin. 

„Mala M.” to przyjemnie napisana, lekka, zaskakująca i dowcipna opowieść z erotycznym tłem.  Kunszt zaplanowanej fabuły i jej finezję  docenia się dopiero po poznaniu całości. Zaczynając jej lekturę, sądziłam, że będzie to prosta historyjka o perypetiach dziewczyny i jej sercowych dylematach. Tymczasem autorki zaskakują rozwojem sytuacji i zostawiają nas w lekkim zawieszeniu.  Gdy dotarłam do ostatniego zdania, byłam zaskoczona, że to już koniec powieści. Nie wszystko zostało w niej powiedziane, więc liczę, że autorki wrócą jeszcze do tej historii.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu: