Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wydawnictwo W.A.B.. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wydawnictwo W.A.B.. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 14 października 2024

[153./24] 1668. - "Znaki zodiaku"


"Znaki zodiaku"
Maciej Marcisz

"Każde dobre kłamstwo ma w sobie solidne elementy prawdy"

Nie zawsze to, co widać na froncie okładki ma związek z tym, co znajdujemy wewnątrz książki. I w takich przypadkach zastanawiam się, dlaczego ona jest taka, a nie inna. Tak było z powieścią „Znaki zodiaku”, której opis i okładka oraz fragment na jej skrzydełku zwróciły moją uwagę, gdyż liczyłam na historię z otoczką mistycyzmu, tajemnicy, a nawet sensacji. Tymczasem nic z tych elementów nie znalazłam w tej opowieści, więc z każdą stroną mój zapał zaczął gasnąć. Książka okazała się opowiadaniem o charakterze obyczajowym z filozoficznymi wtrąceniami. 


Poznajemy Maksa i Idę, których łączy więź przyjacielska. Ona często zwierza mu się ze swoich przeżyć, pisząc do niego długie tekstowe wiadomości, które nazywa raportami z życia. Kilka dni temu zaręczyła się z Karolem, ma pracę, która ją nie satysfakcjonuje, więc ogólnie nie czuje się dobrze pod względem psychologicznym.

Maksowi też nie brakuje powodów do frustracji i zmartwień. Ma wyrobioną pozycję, jako pisarz, który zdobył popularność, dzięki swoim autobiograficznym wątkom w swoich książkach. Wkrótce ma zostać doceniony za swoją twórczość, gdyż czeka na niego nagroda literacka. Jednak wszystko może się zmienić, gdyż jeden ze studentów, który bierze udział w spotkaniu autorskim na Uniwersytecie Warszawskim, oświadcza mu, że ma dowody na to, że w jego powieściach autobiograficznych nie ma nic z tego, co faktycznie pisarz przeżył. Okazuje się, że chłopak pisze prace na temat jego powieści i dokopał się do informacji, które dowodzą, że pisarz udaje biednego, a nigdy nim nie był. 

Książkę zawiodła wprawdzie moje oczekiwania, ale nie oznacza, że jest to zła opowieść, gdyż została napisana poprawnie, jednak zabrakło mi w niej dynamiki i tego, czego się spodziewałam. Czekałam na jakiś przełomowy moment, ekscytujący zwrot akcji, który jednak nie nastąpiła, a całość nieco mi się dłużyła, mimo że książka nie jest zbyt gruba, bo ma niewiele ponad 200 stron.

Recenzja powstała w ramach współpracy z księgarnią Bonito
i serwisem DOBRE CHWILE
gdzie znajdziecie szerszą 
moją recenzję TUTAJ

Wydanie: I
Data premiery: 05.06.2024
Ilość stron: 224
Wymiary: 200 x 130 mm
Okładka: miękka ze skrzydełkami
ISBN: 978-83-8319-732-6
Wydawnictwo: W.A.B. / GW Foksal
Moja ocena: 3/6


środa, 30 czerwca 2021

817. - "Mała zielarnia w Paryżu"


Mała zielarnia w Paryżu
Donatella Rizzati

Wydanie: I
Data premiery: 2 czerwca 2021r.
Oprawa: miękka
Rok wydania: 2021
Ilość stron: 464
E-book: rodzaj pliku: epub,mobi
Tłumaczenie: Joanna Kluza
Wydawnictwo: W.A.B.

„Piękne słowa i dobre postanowienia są potrzebne, aby skupić się na celach, jeśli jednak nie przekuwamy ich w czyny, pozostają na zawsze tylko słowami i postanowieniami”.

Rozwój medycyny spowodował, że odeszliśmy od naturalnych sposobów uzdrawiania ufając jedynie specyfikom zapisywanym nam przez lekarzy na każdą bolączkę. Tymczasem istnieją sposoby na uzdrowienie poprzez metody ofiarowane przez Matkę Naturę. Na ten temat możemy znaleźć wiele poradników, które przybliżają nam temat terapii naturalnych ale autorka powieści „Mała zielarnia w Paryżu” podeszła do tego zagadnienia nietypowo, tworząc romantyczną historię z zapachem ziół w tle.

źr. zdjęcia:
www.librimondadori.it
Donatella Rizzati pochodzi z Rzymu, gdzie ukończyła studia z języków obcych i literatury, uzyskując tytuł magistra w zakresie przekładu. Na co dzień pracuje, jako wykładowca literatury obcej, korektor oraz copywriter. Przez wiele lat zajmowała się przekładem literackim powieści z języka angielskiego i francuskiego.

Viola Consalvi zawsze chciała zostać naturopatką. Jednak jej rodzice nie popierali jej wyboru, gdyż pragnęli, by córka kształciła się na kierunku kardiologii. Jako lekarze, nie potrafili zrozumieć jej pasji postrzegając to, jako niepoważne marzenia nastolatki. Gdy mimo tego Viola podjęła naukę w szkole naturopatii w Paryżu, relacje z mamą i tatą uległy pogorszeniu. Podczas tego pobytu dziewczyna znajduje niezwykłe miejsce - niewielki sklepik zielarski i jej uroczą właścicielkę, Gisele. Po trzyletniej nauce w szkole naturopatii, wraca do rodzinnego Rzymu i podejmuje pracę w prestiżowym gabinecie terapeutycznym. Tam poznaje swego męża, Michela. Niestety, ich szczęście nie trwa długo, bo 6 lat później Michel umiera, pozostawiając po sobie smutek, tęsknotę i ból ale też spuściznę w postaci wiedzy o irydologii. Ten epizod nie został dostatecznie rozwinięty w powieści, ale przewija się przez niemal całą fabułę. O swojej depresji żalu i trudnych miesiącach bohaterka opowiada z perspektywy czasu, gdy postanawia ponownie pojechać do francuskiej stolicy, by znaleźć ukojenie wśród ziołowych zapachów i w towarzystwie swojej przyjaciółki. Wraz z tym krokiem rozpoczyna się jej niezwykła podróż do uzdrowienia własnej duszy.

„Nie możesz uciec od bólu, możesz jedynie dojść na koniec świata, ale jeśli nie uporasz się ze swoimi demonami, one nadal będą cię ścigać, gdziekolwiek się udasz”.

„Mała bielarnia w Paryżu” to pierwsza powieść Donatelli Rizzati z ujmującą historią o szczególnym uroku, który tworzą miejsce akcji, postacie i sposób prowadzenia fabuły. To opowieść o akceptacji tego, co niesie nam los, umiejętności wybaczania przede wszystkim sobie, pogodzeniu się z przeszłością, przeżytymi traumami i poszukiwaniu miłości, także tej do siebie oraz otwarciu się na nowe możliwości, ale też o relacjach międzyludzkich i rodzinnych.

Główna bohaterka często mnie irytowała swoim analitycznym spojrzeniem na każdy problem, wyciąganiem zbyt pochopnych wniosków i nieuzasadnionymi lękami. W ten sposób tworzyła swoje własne scenariusze zdarzeń, nie pozwalając sobie na dostrzeżenie prawdy. Natomiast doskonale radzi sobie z rozwiązywaniem problemów swoich klientów, lecząc ich zranione dusze i umysły a tym samym uzdrawiając ich życie. W każdym z tych przypadków poznajemy różne metody pracy nad swoim charakterem, zmianą nastawienia i nawyków. Przy okazji dowiadujemy się więcej o irydologii, mowie ciała, ziołach, esencjach kwiatowych Bacha i reiki. Autorka pokazuje, w jaki sposób odzyskać wewnętrzny spokój, zrównoważyć czakry, zrobić naturalne kosmetyki i ziołowe herbatki pomagające zmierzyć się z różnymi problemami. Przez całą fabułę przewija się wiele wskazówek, porad, mądrości życiowych i sentencji, które zwracają uwagę na to, co jest w życiu ważne. Z tego względu jest to książka nietypowa, niemal mistyczna i duchowa, ale osadzona w realiach życia.

Pani Donatella Rizzati pragnęła przekazać w formie powieści wiele wskazówek i sposobów na życiowe dylematy, nie tylko zdrowotne, ale też duchowe. Jednak ja nie jestem całkowicie przekonana czy połączenie beletrystyki z poradnikiem jest dobrym pomysłem, mimo że informacje przekazywane przez autorkę bardzo mnie zainteresowały. Wolałabym je mieć w osobnym wydaniu, jako publikację o medycynie holistycznej i naturopatii. Wiedza ta przewija się przez całą fabułę stanowiąc niejako przerywnik w toczących się wydarzeniach. Rozumiem zamysł autorki ale mnie przeszkadzało on w śledzeniu kolejnych wydarzeń i wczuciu się w emocje, które są obecne w powieści, ale nie do końca wniknęłam w ich ekspresję.

Historia Violi jest okazją do poruszenia wielu istotnych zagadnień z zakresu medycyny holistycznej i rozwoju osobistego. Zwraca uwagę na odpowiednie nastawienie do pacjenta przez lekarzy medycyny konwencjonalnej i naturopatów, ukazując jak ważne jest empatyczne i holistyczne podejście do zdrowia. Wyłania się też przy okazji podejście społeczeństwa do stosowania terapii naturalnych, które często są lekceważone i traktowane z ironią. Tymczasem jest to dziedzina, która doskonale uzupełnia tradycyjne leczenie, gdyż dociera aż do najskrytszych zakamarków duszy. Pokazuje też, że wśród wielu specyfików, metod i technik nie ma lekarstwa tylko na jedno – na miłość. W tej kwestii musimy znaleźć w sobie siłę i odwagę, by na nią się otworzyć.

Książkę otrzymałam z Klubu Recenzenta serwisu nakanapie.pl




poniedziałek, 25 maja 2020

588. - "Teściowe muszą zniknąć"


Teściowe muszą zniknąć
Alek Rogoziński

Wydanie: I
Data premiery: 20-05-2020
Liczba stron: 352
Format:  135 x 202 mm
Wydawca W.A.B.
ISBN 978-83-280-7688-4
Okładka:  miękka ze skrzydełkami

„z niektórymi życzeniami należy uważać, bo czasem bywa, że kiedy się spełniają, to niekoniecznie w taki sposób, w jaki je sobie człowiek wyobrażał“

Każdy z pewnością mógłby przytoczyć mnóstwo dowcipów o teściowych. Z reguły są przedstawiane jako kobiety co najmniej z piekła rodem. Ten schemat wykorzystał w swojej najnowszej powieści „Teściowe muszą zniknąć“ Alek Rogoziński.

źr. zdjęcia: Facebook,
profil autora
Alek Rogoziński to polski dziennikarz, redaktor i pisarz, twórca komedii kryminalnych i powieści obyczajowych. Jego kariera rozpoczęła się w połowie lat 90. w kultowej już dzisiaj Rozgłośni Harcerskiej. Pracował też jako prezenter oraz DJ w Radiu Plus i warszawskim Radiu Kolor a w 2007 roku został zatrudniony w dwutygodniku „Party”, z którym związany był do 2020 roku. Od tego roku postanowił poświęcić się tylko twórczością literacką. Zadebiutował w 2015 roku książką "Ukochany z piekła rodem", która zdobyła ogromną popularność. Od tamtej pory, z każdą jego kolejną powieścią poszerza się grono zwolenników jego twórczości. Ja, wraz z przeczytaniem „Teściowe muszą zniknąć“, z przyjemnością dołączam do tej grupy uważając, że przypisywany autorowi tytuł Króla Komedii Kryminalnej jak najbardziej jest uzasadniony. Napisanie dobrej komedii jest ogromną sztuką, wymaga bogatej wyobraźni i umiejętności patrzenia na rzeczywistość z dystansem ale też z przymrużeniem oka.

W swojej najnowszej powieści Alek Rogoziński postawił na przeciwieństwa, które razem tworzą mieszankę wybuchową.

Dominującymi postaciami są tytułowe teściowe, które z mocnym przytupem pojawiają się w pewnym momencie na literackiej scenie. Różne jak ogień i woda, reagujące na siebie jak pies na kota, a jednak w sytuacji wymagającej współpracy, potrafiące zjednoczyć siły. 

„O ile (...) z osobna żadna z nich nie była szczególnie groźna, o tyle kiedy zeszły się razem, w mgnieniu oka rozpętywały prawdziwe piekło“.

Maja Wrzesińska to kobieta energiczna, niezależna, walcząca o ekologię, prawa człowieka, uczestnicząca w Marszach Równości i korzystająca w pełni z życia. 

Kazimiera Niedzielska z „ulem“ lub „kokonem“ na głowie, jest jej przeciwieństwem - narzekająca na wszystko, wszędzie widząca lewaków, LGBT, zwolenniczka obecnego rządu, Zenka Martyniuka, bogobojna, oglądająca Telewizję Czuwam, wspierająca Radio św. Jadwiga ale na swój subiektywny sposób interpretująca religijne dogmaty. Analogie są tu oczywiste dla tych, którzy orientują się w naszej obecnej rzeczywistości.

Mąż Kazimiery - Władysław, przyzwyczajony do długich wywodów swojej połowicy, wykazuje się anielską wręcz cierpliwością, gdyż „przez lata obcowania z nią przyzwyczaił się już do jej prywatnej koncepcji heliocentrycznej zakładającej, że Ziemia krąży wokół Słońca, ale za to Słońce zdecydowanie krąży wokół jego żony“. Ich relacja bardzo mnie rozbawiła, przywołując na myśl małżeństwo Dulskich... dlatego musiałam wspomnieć o tej drugoplanowej postaci.

„Gdyby kiedyś na łożu śmierci przyszło mu najpierw wygłosi hurtem wszystkie przemilczane przez całe życie riposty na słowa żony, spokojnie dożyłby do wieku Matuzalema. O ile nie dłużej.“


Obie panie wzbudzają sympatię zarówno swoimi wadami jak i zaletami. Są jak tornado, które wywraca wszystko „do góry nogami“. Mają jasno sprecyzowane poglądy i reprezentują dwa przeciwległe bieguny. Łączy je jedno: miłość do dzieci, których bezpieczeństwo i szczęście stanowi dla nich istotną wartość. 

Amelia - córka Mai i Janusz - syn Kazimiery i Władysława są młodym małżeństwem, którzy niedawno wprowadzili się do mieszkania w bloku przy ul. Emilii Plater 47. Co ciekawe, blok faktycznie istnieje w Warszawie, jak zaznacza na początku autor w swoim Oświadczeniu, którym już od początku wprawił mnie w dobry nastrój. Pewnego dnia do ich klatki schodowej przychodzi Sylwester Mrożek, który okazuje się być wnukiem zmarłego wujka Karola. Jego wizyta zapoczątkowuje serię zdarzeń, którą trudno będzie powstrzymać...


Każda z postaci tej zakręconej historii ma swoją rolę do odegrania i swoimi działaniami coraz bardziej zagęszcza sytuacje. Wszystkie stworzone osoby mają nietuzinkowy charakter i wytyczony cel: odnalezienie skarbu. Tygrys Złocisty, zwariowana Babette i jej „uroczy“ chłopak Kamilek, bracia Krecikowie, Pelagia Miłorząb to tylko niektóre z barwnej galerii postaci. Splot różnych okoliczności powoduje, że o ukrytym skarbie dowiaduje się coraz więcej osób. To rodzi zabawne sytuacje, nieporozumienia a nawet niebezpieczne epizody. Tak to już jest z tajemnicami, że szybko robi się o nich głośno, mimo zachowania dyskrecji i nie rozpowiadania o tym nikomu. 

„jak to możliwe, że kiedyś ludzie pili z jednej szklanki przemywanej między kolejnymi konsumpcjami zimną wodą i jakoś niczym się nie zarażali“


Książka przepełniona jest energią, szybkim tempem akcji, wciągającą fabułą, co sprawia, że trudno się przy niej nudzić. To wielowątkowa historia, w której wszystko jest możliwe. Barwny język literacki, zabawne dialogi, dowcipne opisy sytuacyjne i charakteryzujące poszczególne postacie a do tego tajemniczy skarb, wychodzące na jaw historie rodzinne, sekret pustego mieszkania i morderstwo są niewątpliwie doskonałymi składowymi tego literackiego dania, jakie zaserwował nam autor. Sprawił, że targały mną różnorodne emocje: od obawy o życie głównych bohaterów, poprzez irytację aż po śmiech. Nawet w dramatycznych sytuacjach potrafił rozbawić dowcipnymi porównaniami, skojarzeniami i opisami.

Alek Rogoziński do końca zwodzi czytelnika pozwalając mu na wysnuwanie własnych wniosków i próby odgadnięcia sprawcy morderstwa. Zastosowana narracja trzecioosobowa nie ułatwia zadania, mimo że znamy działania każdej strony. W efekcie wszystkie wątki zmierzają ku dynamicznemu, zaskakującemu i jednocześnie komicznemu finałowi.

„Teściowe muszą zniknąć“ to świetnie napisana powieść z wieloma zabawnymi sytuacjami, dialogami i nietuzinkowymi postaciami. Dzieje się w niej tak wiele, że momentami zapominamy o tym, że jest w niej element kryminalny. W swoim niepowtarzalnym stylu autor wprowadza kolejne wątki i osoby niczym kucharz komponujący swoją potrawę z różnych składników, by w efekcie otrzymać smakowitą strawę. 

Książkę przeczytałam dzięki portalowi: