wtorek, 30 września 2025

[170/25] - 1883.: "Pod maską kłamstw"


"Pod maską kłamstw"
Kinga Litkowiec

„Nie da się nakazać sercu kochać, 
a rozumowi szukać problemów.”

Kryzysy są wpisane w nasze życie. Nie są mile widziane, nie czekamy na nie z utęsknieniem, a jednak pojawiają się nagle,  czasem po cichu, czasem z hukiem, ale zawsze wywracają wszystko do góry nogami. Może dotyczyć pracy, relacji, zdrowia, marzeń, które nagle tracą sens. Czasem trwają chwilę, czasem miesiącami nie dając o sobie zapomnieć i bywa, że nie widzimy wyjścia z trudnej sytuacji, dopóki ktoś nie pokaże nam możliwości pokonania trudności. Właśnie w takim momencie poznajemy bohaterkę powieści Kingi Litkowiec „Pod maską kłamstw”.

Hayley Clark po ukończeniu studiów i bolesnym rozstaniu z chłopakiem postanawia zacząć wszystko od nowa. Przeprowadza się z Nowego Jorku do Chicago, licząc na zawodowy sukces i świeży start. Niestety, mimo upływu roku, wciąż nie udaje jej się znaleźć pracy, która odpowiadałaby jej ambicjom. Coraz częściej myśli, że jedyną opcją jest zatrudnienie się jako kelnerka w lokalnym barze. W momencie, gdy ją poznajemy dzwoni do niej przyjaciółka April z niespodziewaną wiadomością: Otóż Luis, kolega ze studiów, wie, że w firmie Chic Hub są wolne wakaty.  Hayley dostaje zaproszenie na rozmowę kwalifikacyjną. Problem w tym, że  ta posada znajduje się w Nowym Jorku — mieście, które kojarzy jej się z bólem, rozczarowaniem i dawną miłością, od której próbowała uciec.

Mimo obaw Hayley decyduje się wrócić. Zanim jednak dotrze na rozmowę, odwiedza z April pobliski bar, gdzie niespodziewanie spotyka Eliota White’a, byłego chłopaka, który był powodem jej wyprowadzki. To spotkanie wywołuje lawinę emocji, ale nie jest jedynym zaskoczeniem tego wieczoru. W tym samym lokalu Hayley poznaje Ryana Scotta, z którym od razu łapie kontakt. Ryan proponuje randkę, lecz Hayley, niegotowa na nowe uczucia - odmawia. Nie wie jeszcze, że ta decyzja będzie miała dla niej nieoczekiwane i gorzkie konsekwencje…


Kinga Litkowiec to autorka, po której książki sięgam zawsze bez wahania. Jej historie, choć często osadzone w znanych schematach gatunkowych, zawsze potrafią zaskoczyć świeżym podejściem i nietuzinkowymi bohaterami. Nie inaczej jest w przypadku powieści „Pod maską kłamstw”, która wpisuje się w nurt romansu biurowego, ale nie ogranicza się do typowych rozwiązań.

Akcja przenosi się na zawodowe pole w naturalny sposób, ukazując realia pracy nad internetową stroną redakcyjną. To ciekawe tło fabularne, które pokazuje, jak współczesne dziennikarstwo coraz częściej funkcjonuje w przestrzeni cyfrowej, wypierając tradycyjne, papierowe wydania.

Autorka po raz kolejny udowadnia, że doskonale potrafi budować napięcie, grać na emocjach czytelnika i tworzyć atmosferę, która wciąga od pierwszych stron. Narracja prowadzona z perspektywy Hayley pozwala nam głęboko wejść w jej świat, a jednocześnie, dzięki dobrze zarysowanym postaciom drugoplanowym, obserwujemy reakcje i dynamikę relacji wokół niej. Jednostronna narracja sprawia, że nie wszystko jest dla nas od razu jasne, co tylko potęguje napięcie i sprawia, że razem z bohaterką odkrywamy kolejne tajemnice.

Styl Kingi Litkowiec pozostaje lekki, przystępny i pozbawiony zbędnych opisów, dzięki czemu książkę czyta się szybko i z rosnącą ciekawością. Wykorzystała w swej powieści  znany schemat hat love, czyli od nienawiści do miłości, ale ukazuje go w nowy sposób. Pierwsze spotkanie bohaterów sprawiało wrażenie, że od razu zaczną tworzyć zmysłową, obiecującą relację. Jednak potoczyła się ona zupełnie inaczej, a dzięki temu osobowość Hayley znacząco się rozwinęła i w efekcie odnalazła swój sposób na szczęście.


„Pod maską kłamstw” to nie tylko romans biurowy lecz także emocjonalna podróż przez meandry ludzkich relacji, w której nie brakuje humoru, uszczypliwości, nieszczerości, ale intryg, zazdrości, nieporozumień i zaskakujących zwrotów akcji. Jak zawsze u tej autorki, nie brakuje tu namiętności, pożądania i wyrazistych osobowości. To historia, która wciąga, porusza i nie pozwala się oderwać aż do ostatniej strony.

Sceny intymne są nieliczne, nakreślone subtelnie i estetycznie, wpisane w odpowiedni nastrój, nieprzesadzone, dodające historii smaku, ale niedominujące nad fabułą. Co więcej, tym razem jest ich znacznie mniej, co tylko pokazuje, że Kinga Litkowiec nie potrzebuje ich nadmiaru, by zapełnić karty książki wciągającą, pełną emocji opowieść.

W swoje karierze pisarskiej zyskała tytuł Królowej Romansów Mafijnych, a teraz udowadnia, że zasługuje również na miano Królowej Romansów w ogóle. Zawsze z ciekawością oczekuję jej nowych powieści, które nigdy mnie do tej pory nie zawiodły. I tak jest w niniejszej książce, w której w bardzo sprawny, dogłębny i ekspresyjny sposób nakreśla uczucia swoich bohaterów, wystawiając je na próbę i pokazując, że miłość to nie tylko namiętność, wzajemna chemia, ale też walka z przeszłością, lękiem i własnymi słabościami.



Książkę przeczytałam w ramach współpracy z wydawnictwem


Wydanie: I
Data wydania książki drukowanej : 02.09.2025r.
Wymiary: 140x208 mm
Ilość stron: 262
Okładka: miękka ze skrzydełkami
ISBN Książki drukowanej: 978-83-289-2264-8
ISBN Ebooka: 978-83-289-3407-8, 9788328934078
Data wydania ebooka : 02.09.2025r.
Rozmiar pliku Pdf: 1.5MB
Rozmiar pliku ePub: 3.2MB
Rozmiar pliku Mobi: 7MB
Wydawnictwo: Editio Red
Moja ocena: 6/6


poniedziałek, 29 września 2025

[169/25] - 1882.: „Zabójcze istoty”


"Zabójcze istoty"
Rory Power

„Każdy kres jest jednocześnie początkiem.”

Przyjaźń to jedna z relacji, jaka powstaje między ludźmi i opiera się na zaufaniu, wspólnych sekretach i emocjonalnej bliskości. Jednak bywa też tak, że nie zawsze każda taka więź wytrzymuje próbę czasu i jest wiarygodna. W powieści „Zabójcze istoty” poznajemy nieco inny obraz koleżeńskich powiązań, które zamiast  poczucia bezpieczeństwa są źródłem dramatu.

Patrząc na okładkę książki, można się spodziewać mrocznej opowieści i dokładnie to dostajemy. Rok temu cztery przyjaciółki: Lucy, Jane, Edie i Nan wypływają łódką na jezioro w stronę kanionu. Z tej wyprawy wraca tylko Nan, która nie potrafiła wytłumaczyć, co się stało. 

Fabuła zaczyna się w momencie, gdy w rocznicę tej tragedii mieszkańcy Saltcedar zbierają się nad plaży, by uczcić pamięć zaginionych dziewczyn.  Czuwanie przy świecach przerywa nagłe zamieszanie, gdyż na powierzchni  widoczny jest jakiś kształt. Gdy policja go wydobywa, okazuje się, że jest to ciało Lucy.  Żywej. Nan jest w szoku, gdyż  wie, że to niemożliwe, bo przecież to ona osobiście pozbawiła koleżankę życia. A jednak Lucy jest żywa i po rekonwalescencji, wraca do pełnego lecz wydaje się, że niczego nie pamięta. W umyśle Nan rodzi się wiele pytań, ale i obaw, gdyż istnieje możliwość, że wszystko może się wydać.

Od niemal pierwszych stron historia wzbudza emocje. Fabuła ma charakter odwróconego thrillera: znamy sprawczynię, ale nie znamy całej prawdy. Autorka doskonale zaplanowała ciąg wydarzeń, utrzymując napięcie przez całą powieść. Nan od samego początku przyznaje się do winy, o czym my, jako czytelnicy, wiemy. Tego nie wiedzą osoby z jej otoczenia, co wywraca klasyczną strukturę kryminału. Zamiast śledzić śledztwo, obserwujemy psychikę sprawczyni przestępstwa, jej lęki, obawy, kalkulacje, analizy sytuacji i wnioski. 

Pani Rory Power mistrzowsko buduje napięcie, prowadząc narrację z perspektywy bohaterki, której niewiarygodność subtelnie podważa nasze zaufanie. Nan opowiada nam o wydarzeniach dziejących się teraz, ale też sprzed roku przedstawione w rozdziałach pod nazwą „Wtedy”. Zanurzenie się w przeszłości, ukazuje relacje między dziewczynami — pełne zazdrości, napięcia, fascynacji i ukrytych emocji. To nie jest opowieść o przyjaźni w pastelowych barwach, a  historia o tym, jak blisko jest od zauroczenia do obsesji, od zaufania do zdrady.

Czytając jej zwierzenia, śledząc tok myślenia i to, co czuje, można by pomyśleć, że Nan tęskni za przyjaciółkami. W takim tonie wybrzmiewają jej słowa, gdy wspomina dziewczyny. Jednak im głębiej wchodzimy w ich relacje sprzed tragedii, tym wyraźniej wyłaniają się prawdziwe uczucia bohaterki. Wiemy, że jej wynurzenia są nieszczere, stopniowo poznajemy jej wersję wydarzeń, które wskazują, że w kanionie, na dnie Diabelskiego Oka zostały wszystkie trzy ofiary morderczyni.

Zostajemy wciągnięci w psychologiczną grę, niczym w wir aktywny w wodach jeziora, w której obsesja, zdrada, zauroczenie i zemsta splatają się w dusznej atmosferze małego miasteczka. Nan nie wzbudziła u  mnie sympatii od początku. Jest chłodną, manipulatorką, kalkulującą każdy krok, fałszywą w swoim żalu nie dlatego, że pozbawiła życia przyjaciółki, ale dlatego, że jedna z nich w niezrozumiały dla niej sposób przeżyła. Od chwili pojawienia się Lucy robi się coraz ciekawiej, bo nie wiemy, co jest prawdą, a co kłamstwem.

Każde kolejne wydarzenie podważa to, co wydawało się pewne. Pani Power z premedytacją igra z naszym zaufaniem, prowadząc nas przez labirynt różnych, nie raz szokujących emocji. Odsłania warstwa po warstwie sekrety, które budowały przyjaźń, rodziły animozje i doprowadziły do tragedii. Jej styl jest niepokojący, wnikający w psychikę osoby winnej zbrodni. Treść pulsuje napięciem, a tempo — choć niespieszne — wzbudza emocje. Autorka świetnie dobiera słowa, by stworzyć duszną atmosferę, ukazać rozchwianą psychikę Nan i jej lęk przed ujawnieniem sekretów.


„Zabójcze istoty” to doskonałe studium psychologiczne kogoś, kto wybiórczo podchodzi do minionych wydarzeń i pamięta tylko to, co chce. Nan łatwo manipuluje faktami, wypiera niektóre zdarzenia, usprawiedliwia swoje czyny, ale w żadnym przypadku nie ma poczucia winy. Autorka nie daje prostych odpowiedzi — ukazuje tylko część prawdy i wciąga nas w paranoję bohaterki, zmusza do zadawania pytań i burzy wszelkie nasze domysły. Nie jest to historia, w której wszystko jest jasne — wręcz przeciwnie. Zaskoczenie pojawia się w finałowych rozstrzygnięciach, gdy wydaje się nam, że wiemy już wszystko. 

Pani Rory Power stworzyła książkę, która długo rezonuje w pamięci, gdyż podczas czytania analizujemy dotychczasowe dane, zebrane dowody oraz zwierzenia Nany, by na końcu dać się zaskoczyć wyjaśnieniami i zakończeniem. To thriller inny, niż wszystkie, jakie dotychczas poznałam. Nie jest on krwawy z brutalnymi opisami, a raczej oparty na tajemnicach, niedopowiedzeniach, urwanych wątkach i obserwacji umysłowych reakcji na pojawiające się zdarzenia. Towarzyszy temu można pomruk czegoż niebezpiecznego, mrocznego naznaczonego psychologicznym napięciem. Trudno ją czytać spokojnie, gdy śledzimy tylko tok rozumowania głównej bohaterki, która nie jest pozytywną postacią. Historia stworzona wokół tej postaci wywołuje szereg przemyśleń i refleksji chociażby nad tym jak dobrze znamy bliskie nam osoby, które uznajemy za przyjacielskie. 

Książkę przeczytałam w ramach współpracy z wydawnictwem 


Wydanie: I
Data premiery: 13.08.2025r.
Data premiery angielskiej: 05.06.2025r.
Ilość stron: 320
Okładka: miękka
Wymiary: 135x200 mm
Tytuł oryginału: Kill Creatures
Tłumaczenie: Monika Wiśniewska
ISBN 978-83-68383-55-3
Wydawnictwo: Jaguar
Moja ocena: 5/6


niedziela, 28 września 2025

[168/25] - 1881.: „No one needs to know”


„No one needs to know”
Iga Daniszewska

„czasem najtrudniej uciec od tego, 
co nosisz w sercu”

Pierwszą miłość z pewnością wiele osób wspomina z nostalgią, dostrzegając, że bywała niedojrzała, jednostronna, nieśmiała, ale za to niezapomniana. Bohaterka książki „No one needs to know” po kilku latach próbuje o niej zapomnieć, ale wkrótce przekonuje się, że nie jest to takie proste. 

Nelie Davis od dwóch lat mieszka razem ze swoim starszym bratem Darrenem w Ann Arbor w stanie Michigan i jest przekonana, że ma swoje życie pod kontrolą. Studiuje kreatywne pisanie i literaturę, pracuje w studio fotograficznym, marzy, by zostać pisarką, a od czasu do czasu spotyka się ze znajomym na seks. Wszystko wydaje się być na właściwym torze do czasu, gdy do miasta wraca Hunter Cowan, przyjaciel brata. Perspektywa jego obecności burzy jej pozorny spokój. Nelie czuje się wobec niego niepewnie, gdyż jako kilkunastoletnia dziewczyna skrycie się w nim kochała. Teraz postanawia go unikać, co według mnie, jest dziwnym, a nawet głupim zachowaniem, wręcz dziecinnym. Przekonuje się jednak, że nie tak łatwo zapomnieć o uczuciach i je ignorować.


Nelie to postać, która wzbudza mieszane uczucia. Z jednej strony – ambitna, niezależna, z pasją do sztuki i literatury. Z drugiej – emocjonalnie niedojrzała, reagująca na powrót Huntera jak nastolatka, która nie potrafi poradzić sobie z własnymi uczuciami.

Hunter to z kolei mężczyzna, który skrywa swoje tajemnice — o czym dowiadujemy się, gdy poznajemy jego perspektywę wydarzeń. To sprawia, że historia nabiera intensywności. Za jego powrotem coś się kryje, a jednocześnie uświadamia sobie, że siostra przyjaciela nie jest już małolatą, lecz kobietą — piękną, pewną siebie, intrygującą.

Rozwój ich relacji był do przewidzenia, tak jak do przewidzenia była postawa brata Nelie, Darrena, który stawia przyjacielowi ostre warunki, a nawet groźby w przypadku zbyt bliskiego zbliżenia się do swojej siostry. To motyw, który często pojawia się w tego typu opowieściach — brat, choć darzy siostrę szczerą miłością i mają dobre relacje, nie potrafi zaakceptować jej związku z przyjacielem. Zarówno Nelie, jak i Hunter zdają sobie sprawę, że Darren nie przyjąłby ich relacji ze spokojem, co wpływa na ich decyzje i emocje.


Narracja prowadzona jest w podwójnej perspektywie, choć to Nelie częściej ma możliwość przedstawienia swojego punktu widzenia. Pomimo znanych schematów, których trudno uniknąć w tego rodzaju literaturze, ale mimo to fabuła rozwija się w niespodziewany sposób. Motywy i myśli Nelie znamy od początku, natomiast ciekawość wzbudza Hunter i jego sekrety, które skutecznie trzymane są przez długi czas w cieniu, więc nie zawsze wszystkie sytuacje były jasne. Z tego względu nie raz pojawiały się osoby, o których nie było wiadomo, kim są, ale to wyjaśnia się w odpowiednim momencie. Widać zatem, że autorka wszystko miała przemyślane, by skutecznie przykuwać uwagę i nie za szybko znudzić czytelnika.

Relacja Huntera i Nelie jest pełna przekomarzań, niedopowiedzeń i magnetycznego przyciągania, co stanowi oś tej historii. Pani Daniszewska doskonale operuje emocjami, używając odpowiednio dobrane zwroty, dzięki czemu dialogi są żywe, pełne napięcia i autentyczności. Bohaterowie nie są idealni, ale to właśnie ich niedoskonałości pozwalają czytelnikowi lepiej wniknąć w ich osobowości. Często nie zgadzałam się z ich decyzjami, zwłaszcza z tokiem rozumowania Nelie, ale to tylko dowód na to, że postacie są wielowymiarowe i prawdziwe.

„No one needs to know” to powieść z dobrym pomysłem pokazująca, jak ważne jest, by wysłuchać drugiego człowieka do końca. Bo tylko wtedy możemy naprawdę zrozumieć, co kryje się pod powierzchnią czynów i dokonywanych wyborów. 

Muszę dodać kilka słów o samym tytule, który jest w języku angielskim. Obcobrzmiące nazwy książek to ostatnio nowa moda wśród pisarzy i trudno mi zrozumieć powody takiego zabiegu. Jednak mimo to sięgam po takie książki, gdyż często zawierają ciekawe historie. I tak jest w tym przypadku. Autorka pokazuje  że czasem pierwsza miłość nie jest tylko wspomnieniem z młodości. Czasem to właśnie ona okazuje się tą najprawdziwszą i ostatnią, która zostaje w sercu na zawsze. Nawet jeżeli nie jest idealna, często niedojrzała, pełna błędów i niedopowiedzeń, ale jeśli wraca, to znaczy, że wciąż ma znaczenie. Historia Nelie i Huntera opowiada o tym, że niektóre uczucia nie przemijają. One po prostu czekają na właściwy moment, by na nowo rozkwitnąć w zupełnie nowych okolicznościach. Wystarczy jedynie trochę im pomóc, otwierając się na miłość stojącą za progiem.

Książkę przeczytałam w ramach współpracy z wydawnictwem 

Wydanie: I
Data premiery: 27.06.2025r.
Wymiary: 130x210 mm
Ilość stron: 376
Okładka: miękka
ISBN: 978-83-8423-034-3
Wydawca: Amare
Moja ocena: 5/6


sobota, 27 września 2025

[167/25] - 1880.: "Drobne przysługi"



Drobne przysługi
Seria: Większe litery
Alicja Filipowska

„W szarej rzeczywistości wiejskiego życia nie chodzi o sam brak kolorów, ale brak wyboru”

„Życie zaczyna się po czterdziestce” – tak głosi popularne powiedzenie. Dla Haliny, bohaterki książki „Drobne przysługi” życie po czterdziestce to raczej kontynuacja samotności, rutyny i stagnacji, które uważa za uporządkowane. Jej zdaniem - najlepsze lata ma już za sobą, a zmiany nie są jej potrzebne. Codzienność daje jej poczucie bezpieczeństwa, choć coraz częściej doskwiera jej samotność.

Po „Nigdy bym” i „Ani słowa o rodzinie”, które miałam okazję przeczytać, Alicja Filipowska, ponownie zabiera nas do Kamionki – małej wioski pod Lublinem, gdzie czas płynie wolniej, a życie toczy się w rytmie codziennych rytuałów, plotek, zaściankowości i spotkań międzyludzkich. Tym razem centrum wydarzeń stanowi lokalny urząd pocztowy, a główną bohaterką jest Halina – kobieta po czterdziestce, samotna, zrzędliwa, zamknięta w swojej rutynie.

Tę stałość zaburza pojawienie się nowego listonosza - Stefana Buca. Tak - Buca - ale jego nazwisko przeczy temu, co sobą reprezentuje. Swoim wyglądem nie przypomina adonisa. Halina porównuje go do Maliniaka z „Czterdziestolatka”, ale za tym niepozornym wyglądem kryje się człowiek o wielkim sercu, wrażliwy, uczynny, kochający zwierzęta. Jego obecność burzy ustalony porządek Haliny, która nie jest przyzwyczajona do komplementów, zainteresowania, bezinteresownej życzliwości i ciepła. Nie jest przyzwyczajona do komplementów i takiego kulturalnego traktowania. Wręcz ją to denerwuje. Czy Stefan jest ideałem? Wiadomo – takich nie ma, co wkrótce wychodzi na jaw.


Choć książka porusza ważne tematy i ma swój urok, muszę przyznać, że początek fabuły nie przypadł mi do gustu. Opis książki i jej okładka mogą sugerować lekką, romantyczną historię młodej kobiety, której życie zmienia się za sprawą przystojnego listonosza. Tymczasem pani Filipowska serwuje nam coś znacznie bardziej autentycznego – opowieść o dojrzałości, o kobietach, które wiele przeszły, i o tym, jak trudno jest otworzyć się na zmiany. Zamiast romantycznych uniesień, dostajemy subtelną, spokojnie toczącą się historię o tym, jak trudno jest wyjść ze swojej skorupy. Nie dziwiłam się, że jest starą panną, czy – jak dziś się mówi – singielką obserwując jej podejście do wielu spraw.

Powieść zaczyna się tak, jak nie lubię, czyli od rozmowy dwóch kobiet, o których nic nie wiemy. Autorka nie ujawnia od razu ich imion i kim dla siebie są. Trudno było też zrozumieć, o czym rozmawiają. To wyjaśnia się oczywiście później, ale wprowadza małą dezorientację. Na przykład nie wiedziałam, kim jest Dawid i co się z nim stało, bo jedna z kobiet jest tym załamana. Drugą niewiadomą była Ania, której zniknięcie kobiety przeżywają. Te wątki przeplatają się z wydarzeniami, które śledzimy z perspektywy Haliny i wszystko powoli się staje się bardziej klarowne.

Nie ma tu jednej wyraźnej fabuły, choć to Halina jest osią, wokół której toczą się kolejne wydarzenia. Jej perspektywa pozwala zrozumieć sposób, w jaki postrzega świat – i siebie. Stopniowo poznajemy jej codzienność, relacje rodzinne – zwłaszcza z siostrami Bożeną i Basią oraz z mieszkańcami Kamionki.

Żądna z występujących tu osób nie jest bez skazy i bez problemów. Najmniej polubiłam Bożenę, starszą siostrę Haliny, która ma apodyktyczny charakter. I to ona oraz nieżyjąca już babka miały negatywny wpływ na bohaterkę, która nigdy nie czuła się wartościową osobą mającą możliwość samodzielnych wyborów. Zawsze spełniała oczekiwania innych, nigdy nie mając swojego dobra na względzie.

Pani Alicja Filipowska opowiada o życiu, które układa się czasami tak, że trudno wyjść poza pewne schematy mentalne. Na jej kartach toczy się zwykłej, codzienności wypełnionej tymi samymi zadaniami, bez większej nadziei na zmianę. Zabrakło mi przełomu, czegoś, co odmieniłoby bohaterkę, nadało historii bardziej romantyczny i emocjonalny ton. W pewnym momencie już miałam nadzieje, że to zaistnieje, ale w efekcie nic takiego spektakularnego nie nastąpiło, a postawa Haliny i jej sposób myślenia niejednokrotnie mnie irytowały. Ona ma dopiero czterdzieści lat, a zachowuje się, jakby miała znacznie więcej.


Z drugiej strony, gdy poznajemy jej przeszłość, wplecioną w teraźniejsze wydarzenia, łatwiej zrozumieć jej zachowanie. Choć nie sprawiło to, że bardziej ją polubiłam, to jednak pozwoliło spojrzeć na nią z większą empatią. Halina nie robi nic, by coś zmienić – ani w swoim życiu, ani w wyglądzie. Wciąż te same szarobure ubrania, spięte włosy, grube okulary – jakby uważała, że najlepsze lata już za nią. Okazuje się, że przez lata spełniała oczekiwania innych, nie wierząc, że sama zasługuje na zainteresowanie.

„Drobne przysługi” to książka o charakterze obyczajowym, w której pokazuje zwykłe życie na wsi. Autorka pokazuje, że największe zmiany nie muszą być spektakularne. Mogą zaczynać się od drobnych przysług, od rozmowy, od spotkania z kimś, kto widzi w nas więcej, niż my sami. Uświadamia, że dzisiejsze czasy są tak dziwne, że nikogo nie razi ludzka podłość, a zdumiewają dobre uczynki.

Przede wszystkim opowiada o potrzebie bliskości z drugim człowiekiem, ale też kobiecych relacjach, które przełamują samotność. Halina długo żyje w przekonaniu, że zmiany są niepotrzebne, a rutyna daje jej poczucie bezpieczeństwa. Jednak jej historia pokazuje, że czasem warto choć odrobinę uchylić drzwi codzienności, by dostrzec to, co przez lata pozostawało niewidoczne. Zmiany nie muszą być gwałtowne ani spektakularne – mogą zaczynać się od małych kroków, od gestu życzliwości, od rozmowy, od obecności drugiego człowieka. Pani Filipowska subtelnie przypomina, że nawet najbardziej uporządkowane życie może skrywać przestrzeń na coś nowego, jeśli tylko pozwolimy sobie to zauważyć.


Egzemplarz książki otrzymałam od portalu 


Wydanie: I
Data wydania: 21.07.2025r.
Ilość stron: 320
Okładka: miękka
Wymiary: 155 x 225 mm
ISBN: 978-83-68302-35-6
Wydawnictwo: Szara Godzina
Moja ocena: 4/6


piątek, 26 września 2025

[166/25] - 1879.: "Namaste"


Namaste
Hinduski sposób na szczęście
Héctor García Puigcerver, 
Francesc Miralles Contijoch

„Indyjska droga do szczęścia jest utkana 
z niezliczonych ścieżek.”

W świecie pełnym pośpiechu, napięcia i niepewności coraz więcej osób szuka sposobów na odnalezienie wewnętrznego spokoju i sensu życia. Nie raz pytamy siebie dlaczego spotykają nas niektóre nieprzyjemne sytuacje, jest nam trudno poradzić sobie z codziennymi zadaniami i mamy wrażenie, że wciąż ciągnie się za nami jakiś pech. Okazuje się, że to my sami jesteśmy winni temu, co przeżywamy, gdyż to my kształtujemy swoje życie. Można zapytać: ale jak to? Odpowiedzi na wiele tego typu pytań udziela książka „Namaste. Hinduski sposób na szczęście” autorstwa Héctora Garcíi i Francesca Mirallesa to zaproszenie do duchowej podróży w głąb jednej z najstarszych tradycji świata — mądrości Indii. Autorzy, znani z popularyzacji filozofii Ikigai, tym razem odkrywają przed czytelnikiem sekrety szczęścia zakorzenione w indyjskiej kulturze, filozofii i codziennej praktyce. Z lekkością i głębią prowadzą nas przez rytuały, idee i techniki, które mogą stać się drogowskazem w życiu pełnym wyzwań.


Sanskryckie słowo „namaste” to coś więcej niż uprzejme powitanie. Oznacza pozdrowienie tkwiącej w nas boskości i tłumaczy się go „Moja dusza pozdrawia twoją duszę. W kulturze indyjskiej stanowi ono głęboko zakorzeniony gest szacunku, pokory i uznania dla drugiego człowieka. Wypowiadając je, nie tylko pozdrawiamy, lecz także dostrzegamy wewnętrzną wartość drugiej osoby oraz naszą wspólną duchową tożsamość. Ten uniwersalny wymiar „namaste” staje się punktem wyjścia do rozważań zawartych w książce Namaste. Hinduski sposób na szczęście, która zachęca do odkrywania szczęścia poprzez pryzmat hinduskiej filozofii życia.

Choć publikacja nie należy do obszernych, nad jej treścią pracowało dwóch cenionych autorów: Héctor García (Kirai) i Francesc Miralles — hiszpańscy pisarze, którzy wcześniej zasłynęli jako propagatorzy idei ikigai. Tym razem skupili się na Indiach — kraju o niezwykle bogatym dziedzictwie duchowym i kulturowym. Ich wspólna refleksja prowadzi do przekonania, że elementy hinduskiej filozofii życia są kluczowe dla zrozumienia przyszłości, a ich celem jest przybliżenie tej tradycji jako źródła wewnętrznego spokoju i harmonii.


Treść książki koncentruje się na podstawowych aspektach indyjskiej duchowości, które — przy odrobinie otwartości i samoświadomości — mogą stać się inspiracją do codziennego życia. Autorzy przedstawiają lecznicze właściwości mantry OM, uczą jak uwolnić się od przywiązania karmiącego ego, dostroić karmę, by dokonać spektakularnych zmian w życiu, zadbać o zdrowie zgodnie z zasadami ajurwedy, pozbyć się stresu i niepokoju dzięki masażowi głowy champissage, a także doświadczyć praktyki tantry. Mnie osobiście szczególnie zainteresował rozdział poświęcony ajurwedzie, ale też karmie i medytacjom. Właściwie każdy temat został przedstawiony w bardzo przystępny, lekki i klarowny sposób. Całość uzupełniana została rysunkami, przypowieściami, przykładami z życia, poradami i ćwiczeniami. Szczególne dużo jest ich w trzeciej części, która jest praktycznym materiałem podpowiadającym, jak wprowadzić przedstawione wcześniej zasady w nasze codzienne życie. Warto też podkreślić, że prezentowana filozofia i nauki nie są związane z żadną religią, mimo że wywodzi się z tradycji indyjskiej. Wiedza ma charakter uniwersalny i wiele z opisanych zasad powinien mieć na uwadze każdy, bez względu na wyznanie i poglądy.


Od strony technicznej książka prezentuje się skromnie, ale z klasą i prostotą. Niewielki format, twarda oprawa i delikatna, ciepła kolorystyka okładki z motywem kwiatu lotosu tworzą spójną całość, która współgra z duchowym przesłaniem publikacji. Papier jest gruby, lekko żółtawy i przyjemny w dotyku, co zdecydowanie uprzyjemnia lekturę.

W czasach, gdy pośpiech, stres i nadmiar bodźców stają się codziennością, książka Namaste. Hinduski sposób na szczęście jawi się jako propozycja powrotu do prostoty, duchowej głębi i harmonii. To nie tylko opowieść o sile hinduskiej tradycji, ale też praktyczny poradnik, jak odnaleźć spokój i sens — nawet w środku codziennego chaosu. Wymaga jednak od czytelnika otwartości i gotowości do porzucenia utartych schematów. Dla tych, którzy są gotowi na taką podróż, może okazać się inspirującym przewodnikiem ku bardziej świadomemu życiu.

Egzemplarz książki otrzymałam od portalu 

Wydanie: I
Data premiery: 07.05.2025
Data wydania org. (hiszpańska) ‏ : 20.09.2022 r.
Ilość stron: 180
Wymiary 139 mm x 209 mm
Okładka: twarda
Tytuł oryginału: Namaste. the indian way to happiness
Tłumaczenie: Katarzyna Kozioł-Galvis
ISBN: 978-83-8252-889-3
Wydawnictwo: Czarna Owca
Moja ocena: 6/6

[165/25] - 1878.: "Uzdrawiające dłonie"


Uzdrawiające dłonie
Reiki w praktyce
Proste ćwiczenia skutecznego 
uzdrawiania energią
Tanja Kohl

„Język dłoni jest uniwersalny, 
każdy go zrozumie.”

Czy możliwe jest, że każdy z nas nosi w sobie dar uzdrawiania? Tanja Kohl, nauczycielka Reiki i trenerka hipnozy, przekonuje, że tak – i robi to z niezwykłą lekkością, prostotą i głębią. Jej książka „Uzdrawiające dłonie – Reiki w praktyce” to nie tylko przewodnik po technice Reiki, ale także inspirująca podróż do odkrycia własnej energii i potencjału. Napisała tę książkę, gdyż wie, że uzdrawianie energią ma niesamowite pozytywne skutki, czego doświadczyła na sobie.

Autorka przybliża historię tej metody, przedstawiając sylwetki jej najważniejszych propagatorów: Mikao Usui – twórcy systemu Usui Ryoho Reiki, Chujiro Hayasho – nauczyciela madame Hawayo Takaty, oraz samej Takaty, która spopularyzowała Reiki na Zachodzie. Dzięki temu nie tylko poznajemy technikę, ale również jej duchowe i kulturowe fundamenty.

W kilku częściach prowadzi nas krok po kroku przez proces odkrywania własnej zdolności do przekazywania energii. Pokazuje, jak pozwolić jej płynąć z dłoni i jak wykorzystać ją w sposób ukierunkowany – dla dobra własnego i innych, ale też uczy dostrajać się do wyższych wibracji i zadbać o zdrowie duszy, ciała i umysłu. Co ważne – podkreśla, że nie wymaga to specjalnych zdolności ani wieloletniego treningu. Wystarczy otwartość, chęć działania i gotowość do zmiany sposobu myślenia.


Książka pt.: „Uzdrawiające dłonie” to kompendium wiedzy o uzdrawianiu dotykiem. Znajdziemy tu informacje o równoważeniu czakr, otwieraniu trzeciego oka, pisaniu transformacyjnym, medytacji oraz metody połączenia z energią Matki Ziemi i kosmosu, a także o prostych technikach oddechowych.

Całość została przedstawiona w przystępny i atrakcyjny sposób, wzbogacona kolorowymi ilustracjami, tabelami oraz grafikami, które czynią lekturę jeszcze bardziej angażującą. Autorka, Pani Kohl, pisząc tę książkę, kierowała się pragnieniem przypomnienia nam o naszej wewnętrznej mocy samouzdrawiania. Zachęca do głębokiej refleksji nad tym, jak nasze myśli, emocje i przekonania wpływają na zdrowie i samopoczucie.

Zwraca uwagę na powszechnie powtarzane negatywne schematy myślowe, które utrwalają poczucie bezsilności – takie jak: „Choroba nie wybiera”, „Taki już mój los” czy „Starość nie radość”. Nie ogranicza się jednak do przekazywania wiedzy – zaprasza czytelnika do odkrycia własnej siły i sprawczości. Pokazuje, że zmiana sposobu myślenia, języka i codziennych nawyków może stać się początkiem głębokiej, uzdrawiającej transformacji. Przekonuje, że Reiki to nie tylko technika, lecz także filozofia życia, ucząca odpowiedzialności za własne wybory, zdrowie i dobrostan.

Publikacja wyróżnia się bogactwem ilustracji, estetyką i przejrzystością. Wypełniają ją kolorowe rysunki, zdjęcia, tabele i graficzne opracowania, co sprawia, że treść jest łatwa do przyswojenia, a sama lektura – przyjemna i inspirująca. Szkoda jedynie, że wydawnictwo nie zdecydowało się ubrać ten poradnik w twardą okładkę, tak jak to ma miejsce w wersji oryginalnej. To z pewnością podniosłoby bardziej wartość wizualną książki, ale też zapewnić lepszą trwałość przy jej używaniu. Natomiast bardzo mocno wzrok przyciąga piękna okładka, a to z kolei jest na duży plus dla strony graficznej.


W świecie, w którym coraz częściej szukamy alternatywnych metod leczenia, powrotu do natury i głębszego kontaktu z samym sobą, książka „Uzdrawiające dłonie – Reiki w praktyce” to pozycja obowiązkowa dla wszystkich, którzy interesują się rozwojem duchowym, medycyną energetyczną, pracą z ciałem i emocjami. Przydatna może okazać się też dla terapeutów i osób poszukujących alternatywnych metod leczenia, ale przede wszystkim dla tych, którzy chcą wziąć odpowiedzialność za swoje zdrowie i życie.

Pani Tanja Kohl przekazuje, że każdy człowiek nosi w sobie zdolność przekazywania energii – wystarczy ją obudzić. Jej publikacja nie tylko tłumaczy, czym jest Reiki, ale przede wszystkim pokazuje, jak każdy z nas może sięgnąć po tę uniwersalną moc, by poprawić swoje zdrowie, samopoczucie i jakość życia.


Egzemplarz książki otrzymałam od portalu 

Wydanie: I
Data premiery: 21.03.2025r.
Data premiery wersji oryg.: 16.09.2021r.
Ilość stron: 192
Oprawa: miękka
Wymiary: 145 x 205 mm
Tytuł oryginału: Heilende Hände – die Grundlagen der Energieheilung: Wie du deine Heilkraft für dich selbst und andere ganz einfach anwenden kanast
Tłumaczenie: Krystyna Wójcik
ISBN: 978-83-8301-815-7
Wydawnictwo: Studio Astropsychologii
Moja ocena: 5/6

czwartek, 25 września 2025

[164/25] - 1877.: "Potęga ochronna Feng Shui"


"Potęga ochronna Feng Shui"
Jak usunąć blokady energetyczne w domu, kreować swoją rzeczywistość i przyciągnąć to, czego pragniesz
Marie Diamond

„Manifestowanie swoich celów
 zawsze jest szybsze i bardziej skuteczne,
kiedy Wszechświat może dostrzec, 
że dostrajasz się do swojej wizji"

Dom to dla wielu z nas synonim bezpieczeństwa, ciepła i spokoju. Staramy się tworzyć w nim atmosferę sprzyjającą odpoczynkowi po trudach dnia, budując przestrzeń, która ma być naszą osobistą przystanią. Ale czy rzeczywiście nasze otoczenie zawsze działa na nas kojąco? Czy dom, w którym żyjemy, wspiera nasze samopoczucie, równowagę emocjonalną i wewnętrzny spokój. Czasami zastanawiamy się, dlaczego nie wszystko biegnie tak, jakbyśmy chcieli, wciąż trafiamy na przeszkody i problemy, czujemy się zmęczeni i sfrustrowani. Marie Diamond w swojej książce pt.: „Potęga ochronna Feng Shui” przekonuje, że dom nie jest tylko miejscem do życia lecz szczególną tablicą marzeń, która komunikuje Wszechświatowi nasze pragnienia i cele.

Techniki manifestacji zyskały ogromną popularność w ostatnich latach, jednak wiele osób nie zdaje sobie sprawy, że kluczowym elementem tego procesu może być ich własne otoczenie. Wszystko to, co posiadamy w domu, sposób ustawienia przedmiotów, ukierunkowanie mebli, obrazy na ścianach, kolory, które wybieramy, a nawet układ pomieszczeń ma znaczenie. Te elementy wysyłają jasne sygnały energetyczne, które mogą wspierać lub sabotować nasze dążenia. Dlatego tak ważne jest, by wnętrza, do których wracamy każdego dnia, były nie tylko estetyczne, ale przede wszystkim przyjazne – pełne harmonii, inspirujące i wspierające nasz rozwój. Autorka uczy, jak świadomie kształtować przestrzeń, by wspierała nasze intencje i przyciągała pozytywne zmiany.


Marie Diamond to światowej sławy mistrzyni feng shui i ekspertka w dziedzinie Prawa Przyciągania, znana z łączenia duchowej wiedzy z praktycznymi narzędziami transformacji. Jej wiedza i doświadczenie sprawiły, że stała się cenioną mentorką biznesową i duchową dla celebrytów, dyrektorów generalnych oraz czołowych przedsiębiorców na całym świecie. Feng shui jest częścią jej życia odkąd miała 15 lat, a ostatnie 30 lat spędziła podróżując po świecie, ucząc zasad feng shui. Można, więc uznać, że jej wiedza ma mocne podstawy do tego, by uzyskać pewność skuteczności jej porad.

Bazując na ponad 30-letnim doświadczeniu pracy z klientami na całym świecie stworzyła prosty, a zarazem skuteczny system energetyczny, który może być stosowany przez każdego. Jej metoda pomaga odblokować brakujący element w procesie manifestacji, umożliwiając głęboką transformację w obszarach takich jak kariera, finanse, relacje czy zdrowie.

W swoim poradniku przekonuje, że dzięki jej wskazówkom możemy stworzyć przestrzeń wolną od energetycznych zanieczyszczeń, w której łatwiej o relaks, odpoczynek i wewnętrzne wzmocnienie. Uświadamia, że przestrzeń, która nas otacza, może zarówno dodawać energii, jak i ją odbierać. Dzięki praktycznym wskazówkom i narzędziom zawartym w książce, możemy krok po kroku nauczyć się, jak świadomie współtworzyć swoje życie – nie tylko poprzez myśli i działania, ale również poprzez przestrzeń, która go otacza.


Publikacja „Potęga ochronna Feng Shui” zaprasza do stworzenia życia w harmonii z energią, która nas otacza – i do odkrycia, gdyż zmiana zaczyna się tuż za progiem naszego domu. To inspirujący przewodnik, w którym Marie Diamond pokazuje, jak aktywować energetyczny potencjał swojego domu i otworzyć się na większą obfitość w życiu.

Dowiadujemy się, jak można w nowy sposób wykorzystać starożytną chińską sztukę harmonizowania otoczenia, która opiera się na uważnej obserwacji natury, kształtów i ich wpływu na człowieka. Nazywana „akupunkturą przestrzeni” Feng Shui to wiedza, która – odpowiednio zastosowana – może realnie poprawić jakość naszego życia.

Powrót do domu powinien być źródłem radości, ukojenia i poczucia bezpieczeństwa. Każdy zasługuje na miejsce, które będzie jego ostoją – pełne dobrej energii i sprzyjające regeneracji. W połączeniu zasad feng shui z zasadami tworzenia mapy marzeń daje to niesamowite możliwości manifestowania swoich pragnień.

Egzemplarz książki otrzymałam od portalu 

Wydanie: I
Data premiery: 30.05.2025r.
Data premiery oryg: 15.10.2024r.
Ilość stron: 272
Wymiary: 145 x 205 mm
Oprawa: miękka
ISBN: 978-83-8301-839-3
Tytuł oryginału: Your Home Is a Vision Board: Harness the Secret Manifesting Power of Your Home
Tłumaczenie: Agnieszka Rolka - Piotrowska
Wydawca: Studio Astropsychologii
Moja ocena: 5/6


środa, 24 września 2025

[163/25] - 1876.: "Uważność i spokój na co dzień"


"Uważność i spokój na co dzień"
Wykorzystaj medytację, techniki oddechowe i jogę, aby zmniejszyć stres, odzyskać równowagę i pozbyć się chorób psychosomatycznych
Aatmanika Ram

„Każda podróż w kierunku uważności jest inna”

W dzisiejszym świecie, w którym tempo życia nieustannie przyspiesza, coraz trudniej znaleźć chwilę na zatrzymanie się i refleksję. Gonimy za sukcesem, stabilizacją, spełnieniem zawodowym i osobistym, a w tym wszystkim często zapominamy o sobie. Książka „Uważność i spokój na co dzień” autorstwa Aatmaniki Ram jest odpowiedzią na tę potrzebę – to przewodnik, który pomaga odnaleźć wewnętrzną równowagę i nauczyć się żyć bardziej świadomie.

Autorka w przystępny sposób wprowadza czytelnika w praktykę mindfulness, czyli uważności – świadomego bycia tu i teraz, bez oceniania i analizowania. Pokazuje, że uważność to nie tylko technika medytacyjna, ale styl życia, który wpływa na każdy jego aspekt: od relacji, przez pracę, po codzienne decyzje. Uważność to świadome doświadczanie chwili obecnej, bez oceniania i analizowania, z pełnym zaangażowaniem w to, co dzieje się tu i teraz – zarówno w naszym ciele, jak i w umyśle. Ram podkreśla, że praktykę tę można rozwijać poprzez obserwację własnych emocji, myśli i reakcji fizycznych, a także dostosowywać ją do indywidualnych potrzeb.

Publikacji na temat uważności można znaleźć na półkach księgarskich w dużych ilościach. Każdy autor na swój sposób przekazuje wiedzę na ten temat, więc wydaje się, że kolejne książka poruszające to zagadnienie mija się z celem. Tymczasem pani Aatmanika Ram podeszła do tego nieco inaczej, gdyż postanowiła pokazać skuteczność omawianych metod na bazie własnych doświadczeń – i to dosłownie, bo po prostu o nich opowiada. Dzieli się swoją osobistą historią, pokazując, jak uważność pomogła jej w radzeniu sobie z trudnościami. Dzięki temu książka nabiera autentyczności i staje się inspiracją do własnych poszukiwań. Autorka łączy tradycje duchowe, takie jak buddyzm, z nowoczesnym podejściem do zdrowia psychicznego, oferując holistyczne spojrzenie na uzdrawianie, które obejmuje zarówno ciało, umysł, jak i ducha.

Oferuje szereg praktycznych narzędzi podkreślając ich skuteczność poprzez realne efekty, jakie były jej udziałem. Pragnie w ten sposób zwrócić uwagę na nowatorski i unikalny punkt widzenia uważności. Jej życie i to, jak ono wygląda obecnie jest wyraźnym dowodem na to, że wprowadzenie proponowanych metod z zakresu medytacji, jogi i ćwiczeń oddechowych przynosi niesamowite korzyści pod wieloma względami.

Szczególnie wartościowe są rozdziały poświęcone technikom oddechowym – autorka przedstawia zestaw ćwiczeń dopasowanych do różnych stanów emocjonalnych, z jasnymi instrukcjami, które czynią je dostępnymi nawet dla początkujących. To nie tylko zbiór porad, ale kompleksowy przewodnik po codziennej praktyce uważności, który można zastosować w każdej sferze życia – od relacji międzyludzkich, przez pracę, po duchowy rozwój.

„Uważność i spokój na co dzień” to książka, która nie tylko uczy, jak zwolnić i skupić się na małych chwilach radości, ale także pokazuje, jak mindfulness może stać się integralną częścią codziennego życia. To lektura dla każdego, kto pragnie żyć bardziej świadomie, z większą empatią wobec siebie i innych. W dobie rosnących problemów ze zdrowiem psychicznym, publikacja ta oferuje spersonalizowane podejście do uważności, rozwiewa błędne przekonania i zachęca do świadomego zarządzania własną energią. Jeśli zatem szukacie książki, która pomoże odnaleźć spokój w codziennym chaosie, chcecie zrozumieć siebie lepiej i wprowadzić trwałe zmiany w swoim życiu, z pewnością ta pozycja będzie doskonałym wyborem.

Egzemplarz książki otrzymałam od portalu

Wydanie: I
Data premiery: 16.05.2025r.
Data premiery oryg: 02.09.2024r.
Ilość stron: 256
Wymiary: 145 x 205 mm
Oprawa: miękka
ISBN: 978-83-8301-838-6
Tytuł oryginału: Ancient Practices for Mindful Living
Tłumaczenie: Renata Czernik
Wydawca: Studio Astropsychologii
Moja ocena: 5/6