Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura obyczajowa z elementami kryminalnymi. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura obyczajowa z elementami kryminalnymi. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 25 czerwca 2023

1395. - " Miłosna loteria"


"Miłosna loteria"
Anna Rybkowska

Wydanie: I
Data wydania: 2023
Data premiery: 21 marca 2023
Wymiary: 145 x 205 mm
Oprawa: Miękka
Liczba stron: 320
ISBN: 978-83-67639-34-7
Wydawnictwo Replika
Moja ocena: 4/6

„siłę mają tylko ci, którzy nie okazują słabości”

Często można usłyszeć, że życie to loteria, gdyż nigdy nie wiadomo, co nam się przydarzy i na kogo trafimy. Bohaterowie książki „Miłosna loteria” wciąż trafiają na niezbyt fartowne losy, więc nie raz muszą stawiać czoła pojawiającym się dylematom i dokonywać odpowiednich wyborów. Tytuł wskazuje, że będzie to opowieść o problemach miłosnych i faktycznie ten wątek przewija się przez fabułę książki, ale nie jest to  jedyny temat. Poznajemy kilkoro bohaterów, którym życie układa się na różne sposoby.


W opisie jest mowa o trzech przyjaciółkach, ale zanim je poznamy, najpierw autorka serwuje nam satyryczny obraz turystycznej części społeczności Kołobrzegu, w którym mieszka i pracuje, jako taksówkarz Marek Wiernicki. Poznajemy go, gdy budzi się w pokoju hotelowym, do którego przywiodła go seria przypadków, na którą nie miał pozornie wpływu. Po jego perypetiach przenosimy się do Poznania, w którym spotykamy „trzy gracje”: Zuzannę, Bernadetę i Mariannę. Zuzanna jest pisarką z niespełnionymi ambicjami, zwana Serwerem, gdyż jest komputerowym beztalenciem. Jest właśnie na etapie sprawy rozwodowej oraz miłosnej porażki z niejakim panem W. Z kolei Bernadeta to korpulentna porzucona żona na ciągłej diecie pełniąca obecnie rolę menadżerki Zuzanny, a Marianna to atrakcyjna rozwódka wychowująca nastoletnią, krnąbrną córkę.


Każda z nich boryka się z problemami związanym z mężczyznami i uczuciami do nich. Jedna z nich, Zuzanna, przeżywa właśnie miłosny zawód i szuka sposobu na powrót kochanka i na nowo rozpalenia w jego sercu uczucia. I tak trafiają na Michała Słupińskiego zwany Amaretto, samozwańczego wróżbitę jasnowidza, który bazuje na ludzkiej naiwności. Do tego towarzystwa dołącza jeszcze Weronika Zwiał, której życie dało w kość, a i teraz nie brakuje jej zmartwień. Jest młodą dziewczyną z przekorną duszą, która jest w związku z Saszą Pachnikiem, karykaturalną wersją rosyjskiego mafioso. Każdą z tych osób poznajemy w osobnych rozdziałach, w których otrzymujemy zarys tego, co dzieje się w ich życiu i jak obecnie ono wygląda, jakie mają plany, rozterki i marzenia.

Po książkę sięgnęłam ze względu na urokliwą okładkę i interesujący opis redakcyjny licząc na równie ciekawą historię. To jednak nie oddaje tego, co skrywa w swoim wnętrzu, gdyż nie jest to typowa obyczajówka podana w monotonnym stylu roztrząsająca psychologiczne podłoże zdarzeń. Pani Anna Rybkowska podeszła do przedstawianych problemów z humorem i lekkością poruszając zagadnienia związane z dylematami sercowymi, ale też ukazując ludzkie przywary, potknięcia, zawiedzione nadzieje i próby ułożenia życia na nowo. Opisy postaci, różnych sytuacji, charakterystyki zachowań społecznych czy prowadzonych dialogów są pełne porównań, metafor, czasami sarkazmu, a nawet groteski, co sprawia, że patrzymy na to wszystko z dystansem, a czasami z uśmiechem.


Książka stała się od pewnego momentu dziwna i zaskakująca, ale jednocześnie przez cały czas wciągająca. Zaczyna się wszystko normalnie, jak w większości obyczajówkach. Fabuła biegnie w kilku wątkach związanych z poszczególnymi bohaterami, których jest w niej kilkoro, a w związku z tym ilość występujących osób jest dosyć spora. Każdy ma swoje powiązania, problemy, relacje, które tworzą razem splot wydarzeń. Ich losy łączą się ze sobą poprzez zlepek serii przypadków, czarów, pomyłek i zbiegów okoliczności. Czytanie wymaga pewnej uważności, gdyż mnogość postaci, zarówno tych pierwszoplanowych, jak i pobocznych może wywołać poczucie dezorientacji. Autorka ujęła w jednej powieści kilka historii, które nie zawsze dotyczą głównych wątków. Nie raz odbiega od nich opisując jakąś sytuację z życia danej osoby, by pokazać jej charakter i otaczające ją okoliczności i wcześniejsze zdarzenia.

„Miłosna loteria” to lekka opowieść, którą czyta się bez gwałtownych emocji, gdyż nie ma w niej nagłych zwrotów akcji przyspieszających bicie serca. To historia z obyczajowym klimatem, nutką komedii,  z magią w tle i delikatnym absurdem. Opowiada przede wszystkim o relacjach międzyludzkich, poszukiwaniu miłości, codziennych zmaganiach, przyjaźni, ale przede wszystkim o potrzebie bliskości drugiego człowieka. Autorka puściła wodze fantazji, czyniąc z realnych zdarzeń nieprawdopodobny skutek stosowania magicznych zaklęć. Od tego momentu powieść przybiera nieco surrealistyczną, fantazyjną, całkowicie zaskakującą formę, gdyż takiego obrotu spraw  się nie spodziewałam. Na przykładach stworzonych postaci autorka pokazuje, że życie nie zawsze spełnia nasze oczekiwania w sposób, w jaki byśmy chcieli, a w tej powieści wszystko poszło w zupełnie nieoczekiwanym i absurdalnym kierunku. Jeżeli, zatem spodziewacie się ckliwego, słodkiego romansu, to tego w tej książce nie znajdziecie. 

Egzemplarz książki otrzymałam od portalu


czwartek, 20 kwietnia 2023

1352. - "Wahadło sumienia"


"Wahadło sumienia"
Paweł Wichowski

Wydanie: I
Data premiery:
Liczba stron: 294
Wymiary: 130x210 mm
Okładka: miękka
ISBN: 978-83-8313-290-7
Wydawnictwo: Novae Res
Moja ocena: 5/6

„Jeżeli pozwolicie komuś skrzywdzić człowieka, może zacznie od okładania go pięściami. Lecz po pewnym czasie poprosi o nóż. Jeżeli go zaś dostanie, niebawem rozejrzy się za siekierą.”

Naszym życiem kierują podejmowane decyzje, wybory, które dokonujemy na każdym kroku, ale czasami wpływ mają przypadkowy przypadkowe spotkania i sytuacje. Tak zdarzyło się w przypadku bohatera książki „Wahadło sumienia”, który postanowił osobiście nam o sobie opowiedzieć. 

Roman S., jak się przedstawia nasz bohater, od razu w pierwszych słowach nie pozostawia wątpliwości, że jego przeszłość i podjęte decyzje nie były najlepsze, a on teraz ponosi konsekwencje swoich czynów. Na razie nie wiemy, co się stało, za co trafił do więzienia i jaki dostał wyrok. Wiemy tylko, że w tym wszystkim chodziło o dziewczynę, w której Roman zakochał się mając 15 lat, a ona było uroczą czternastolatką. Nazywano ją Markiza, co było zlepkiem wziętym z jej imienia i nazwiska, gdyż naprawdę nazywała się Iza Markowicz. Od pierwszej chwili, gdy ją ujrzał, już wiedział, że to ona jest tą osobą, z którą chciałby spędzić resztę życia. Nie wziął po uwagę tylko jednego – że Markiza nie podziela jego nadziei i nie odwzajemnia jego uczuć. Był wówczas 2005 rok. Roman chodził do II klasy miejskiego gimnazjum, a Iza uczyła się w klasie pierwszej tej samej szkoły. Pewnego dnia chłopak zauważa, że przez ich wieś przejeżdża biały van, ale wówczas nie przywiązał do tego szczególnej uwagi. W toku dalszych wydarzeń okazało się to być istotnym elementem całej sprawy. 

Pierwsze zauroczenia, porywy serca, pierwsza miłość to przeżycia, które z czasem nikną w toku wielu późniejszych wydarzeń i dorastania. Wspominamy ten czas z nostalgią, czasami z tęsknotą, ale z reguły nie wzbudzają one przykrych odczuć. Jednak u bohatera książki wszystko potoczyło się wbrew jego oczekiwaniom i nadziejom. Wszystko na początku sprawiało wrażenie opowieści o zranionym sercu, niespełnionej miłości, a tylko od czasu do czasu wypowiadane słowa, konkluzja czy zwroty mające mroczny charakter, wzbudzają niepokój i są zapowiedzią jakichś dramatycznych wydarzeń. 

W pierwszych rozdziałach było trochę chaotycznie, więc trudno mi było od razu skupić się na fabule, ale potem zrobiło się bardziej klarownie. Roman S. od początku intryguje, gdyż już słowa rozpoczynające opowieść mają niepokojący wydźwięk. Autor zastosował, bowiem narrację przypominającą zwierzenia, tak jakby na bieżąco, tu i teraz Roman opowiadał nam o sobie i swojej przeszłości. Do tego stosuje formę pierwszoosobową, ale jego sposób przekazywania wydarzeń daje wrażenie, jakby mówił wprost do nas. Sprawiało to wszystko odczucie niepewności tego, o czym chce nam opowiedzieć, gdyż najpierw zaczyna przedstawiać jakąś sytuację, czy osobę, ale potem nagle zmienia zdanie mówiąc na przykład: „Albo nie” i mówi o zupełnie innej kwestii. 

Na przykład: na początku Roman postanawia, że najpierw opowie nam o „cholernym lesie”, w którym znalazł „te cholerne kości”, co złamało mu „życie na pół”, ale zaraz po tym decyduje, że porzuci ten wątek, by się nam przedstawić. Nakreśla swoją obecną sytuację, ale robi to w nieco mglisty sposób, gdyż uważa, że nie wszystko jest istotne w tym, o czym chce nam opowiedzieć.  Z czasem jednak z tego nieuporządkowanego tekstu i niechronologicznych wydarzeń, wyłania się całkiem logiczna historia. 

W swojej debiutanckiej powieści autor prowadzi naszą uwagę tak, że wydaje się nam, że wiemy, jak potoczą się wydarzenia, kto będzie ofiarą i jakie będą tego konsekwencje. Czyni z nas słuchaczy zwierzeń Romana S., który daje nam odczuć swoje emocje i przeżywane zdarzenia. Mamy niejako genezę pewnego przestępstwa, którego się spodziewamy, znając początek fabuły. Nikt przecież nie siedzi w więzieniu za niewinność. Do poznawania kolejnych epizodów motywuje nas ciekawość poznania prawdy i tego, co się wydarzyło w życiu nastolatka.

Nagle ze spokojnej, w sumie, obyczajówki wkraczamy w sferę psychiczną bohatera i mrok, który coraz bardziej daje o sobie znać. On sam nie zdawał sobie sprawy, w jakie kłopoty się pakuje. Powstaje obraz człowieka, który z bagażem niespełnionej miłości wkracza na ścieżkę naznaczoną gniewem i pragnieniem odwetu, gdyż kieruje się niezdrowym pragnieniem zemsty.  Dostrzegamy, że podejmowane decyzje i czyny są niczym kostki domina ułożone w szeregu. Wystarczy poruszyć jednym z nich, by ruszyła lawina niszcząca pozostałe elementy układanki. 

Książkę przeczytałam, dzięki wydawnictwu







sobota, 31 grudnia 2022

1272. - "Szept węża"


Szept węża
Robert M. Rynkowski

Wydanie: I
Data premiery: 14.10.2022r
Liczba stron: 412
Wymiary: 125 x 195 mm
Okładka: miękka
ISBN 978-83-8201-156-2
Wydawnictwo:  eSPe
Moja ocena: 4/6

„Ucieczka nie jest rozwiązaniem, twój los i tak cię w końcu dopadnie.”

W Watykanie zostaje zamordowany Giuseppe Esposito, ale ten czyn został upozorowany na bandycki napad. Jakiś czas temu duchowny był spowiednikiem ważnej kościelnej persony, od której dowiedział się pewnych tajemnic, których nie może ujawnić. Jednak pod wpływem szantażu przez zainteresowanych nimi ludzi (cały czas nie wiemy, kim oni są) musiał złamać zasadę tajemnicy spowiedzi. Ten wątek zaistniał tylko na pierwszych stronach powieści, gdyż po tym emocjonującym prologu przenosimy się do Polski, gdzie poznajemy ministra spraw wewnętrznych i szefa wywiadu, do których docierają dokumenty opatrzone klauzulą Ściśle Tajne”. Zawierają one informacje zdobyte od zamordowanego spowiednika i jakimś nieznanym nam sposobem dostają się w ręce polskich agentów.

Dokładnie nie wiemy, dlaczego akurat Jacek Posadowski został wybrany na to, by wkręcić go w tę sprawę i przenieść go do Suwałk. On, niczego nieświadomy, przeprowadza się z warszawskiej Pragi do suwalskiej wsi noszącej nazwę Kaletnik, w której istnieje miejsce także nazywane Pragą. Towarzyszy mu dwunastoletnia córka Zosia, której pasją są powieści kryminalne. Gdy dociera do nich informacja o śmierci miejscowego proboszcza, dziewczynka zaczyna interesować się tą sprawą, wciągając to swego ojca.

Trudno mi było wniknąć się w tę historię, mimo dosyć mocnego prologu. Początek był dosyć dynamiczny, ale potem tempo akcji spada, gdy pojawiają się polityczne dywagacje i plany, a my nie wiemy, o co dokładnie chodzi. Początkowe ustalenia są mało klarowne i trudno było dociec, dlaczego akurat Jacek miał być tą „kluczową osobą" w sprawie, o której rozmawiają politycy i co takiego było w tajemniczych teczkach z napisem „Ściśle tajne”, gdyż nie znamy ich treści.

Nie wszystko było jasne i do końca nie otrzymałam odpowiedzi na istotnie pytania, jakie wyłaniają się z tej opowieści. Chociażby sens manuskryptu i jego ukrycia, gdyż ta kwestia interesowała mnie najbardziej. To ze względu na ten wątek sięgnęłam po tę książkę. Miałam nadzieję, że otrzymam pasjonującą lekturę pełną zwrotów akcji, ale pod tym względem się zawiodłam. Tajemnica wokół "Dziejów Filipa", jakie pojawiają się w dosyć obszernym, rozpisanym na kilkadziesiąt stron temacie, i ta część nie jest jakaś szczególnie rzucająca się w oczy. Trudno wysnuć wniosek, co takiego poruszyło wysokich polityków i urzędników kościelnych. Tekst z rzekomego manuskryptu jest wtrącony nagle w ciąg zdarzeń tak, że nagle, bez zaznaczenia, cofamy się daleko w czasie. W pewnym momencie ten przeskok jest zaskakujący, gdyż cały czas śledzimy wydarzenia dziejące się głównie wokół Jacka i jego córki współcześnie, a w kolejnych rozdziałach wchodzimy do świata Filipa Diakona i czasów tuż po zmartwychwstaniu Chrystusa. Co ciekawe, autor przedstawił ten tekst w języku współczesnym, a mowa jest o starożytnym manuskrypcie, więc ten sposób wysławiania się i opisywania zdarzeń z zamierzchłych czasów nie współgrał z ówczesnym charakterem mowy. Wprawdzie autor w swoim końcowym słowie wyjaśnia, że ówcześni ludzie posługiwali się językiem podobnym do naszego, ale znając styl dawnych pism, chociażby Biblii, czy kronik sprzed kilkunastu wieków, nie brzmi to dla mnie przekonująco.


Fabuła w większości toczy się spokojnie, ukazując życie na suwalskiej wsi, relacje między ojcem i córką, którzy często spędzali czas nad pobliskim jeziorem, nad którym od jakiegoś czasu towarzyszyła im „koścista” sąsiadka, ale mimo takiego spostrzeżenia, godna uwagi. Dziwne mi się też wydało, że ojciec pozwala swojej dwunastoletniej córce prowadzić na własną rękę śledztwo w sprawie księdza, podczas gdy on spokojnie pracuje w niedalekich Suwałkach, gdzie ma firmę naprawiającą komputery. Wprawdzie martwi się o nią i zapewnia jej opiekę, ale i tak miałam wrażenie, że jej działania i sposób myślenia dotyczy osoby dorosłej, a nie dziecka.

Opis zamieszony na ostatniej stronie zapowiada między innymi, że jest to mieszanka gatunkowa złożona z kryminału, powieści historycznej i thrillera politycznego, a nawet zawiązuje się wątek romansu, ale bardzo słaby i krótki, a do tego niedokończony. Jednak nie przebiegały one zbyt szybko i jak dla mnie były za bardzo rozciągnięte w czasie.

Niestety, osoby lubiące poczuć dreszczyk emocji wywołany tego rodzaju gatunkami, zwłaszcza thrillerem, mogą poczuć się zawiedzeni, gdyż z tych trzech rodzajów literackich, obecne są tylko dwa pierwsze. Szkoda, że autor nie utrzymał tempa zaznaczonego w prologu oraz w ostatnich rozdziałach i nie było takiego napięcia przez całą powieść. Wówczas uznałabym ją za pasjonującą i brawurową. Dopiero pod koniec powieści zaczęło się robić naprawdę niebezpiecznie i to przyspieszyło tempo akcji. Gdyby takie tempo było utrzymane przez większą część fabuły, uznałabym ją za pełną emocji, ale takich nie odczułam, mimo wielu zdarzeń, jakie miały w niej miejsce. Docierając do końca miałam wrażenie, że nie wszystko zostało odkryte, a zakończenie i wyjaśnienia przestępcy zbyt pogmatwane, a całość nadmiernie rozciągnięta.

Po sukcesie kilkanaście lat temu serii Dana Browna ze stworzonym przez niego postacią Roberta Langdona, zwłaszcza części „Kod Leonarda da Vinci”, wielu pisarzy próbowało pobić ten rekord zainteresowania i jak dotąd bezskutecznie. Pamiętam, że czytałam ją z zapartym tchem, tak jak z napięciem oglądałam filmy nakręcone na podstawie jego powieści. Nie były to „chude” książki, gdyż każda z części liczyła sobie ponad 500 stron, a nawet 600, a ja nie miałam odczucia znużenia. W przypadku „Szeptu węża”, takie odczucie się u mnie pojawiło, mimo że powieść ma tylko nieco ponad 400 stron.

Książkę otrzymałam z Klubu Recenzenta serwisu nakanapie.pl



środa, 7 września 2022

1178. - "Odwet" Tom 1.


"Odwet"
Tom pierwszy
Monika Kortez

Wydanie: I
Premiera: 12 grudnia 2018 r.
Format: 121x195 mm
Okładka: miękka ze skrzydełkami
Liczba stron: 292
Wydawca: Novae Res
Moja ocena: 5/6

„Nie zmienimy swojej przeszłości. Ona zawsze pozostanie z nami, to część nas. Przeszłość pozostanie przeszłością, musimy wyciągnąć z niej wnioski.”

Czasami tak jest, że trafia do mnie któryś z tomów jakiejś serii i w efekcie budzi się chęć poznania danej historii od początku. Tak było w przypadku książki pt.:  „Puszka Pandory”, którą przeczytałam w lipcu tego roku. W trakcie jej poznawania, zorientowałam się, że jest to kontynuacja historii o Morgan Sangiacomo, a ponieważ książka przypadła mi do gustu, chciałam przeczytać pierwszą część. I tak oto do moich rąk trafiła powieść pt.: „Odwet”, która uzupełniła historię Morgan i jej męża Marca.


Morgan Sangiacomo mieszka w Philadelphii i jest prezesem firmy Armando Corporation działającej na rynku mody, którą prowadzi razem z Douglasem Trentem. Jej życie wypełnione jest pracą, więc brakuje czasu na pogodzenie obowiązków rodzinnych z zawodowymi. Teraz ma bardzo gorący okres, gdyż trwają przygotowania do targów mody w Mediolanie, na których jej firma ma zadebiutować, jako nowa marka na modowym rynku. Jej mąż, Marco, także zajęty jest swoimi sprawami związanymi z wykonywanymi zadaniami w dziedzinie bankowości, ale mimo wszystko stara się wspierać żonę w niektórych domowych obowiązkach, chociażby zawożeniem dzieci na zajęcia, czy do szkoły. Razem bowiem wychowują dwójkę synów: trzyletniego Bradleya i dwunastoletniego Collina, który pasjonuje się siatkówką i bierze czynny udział w różnego rodzaju zawodach. W ogarnięciu tego wszystkiego pomaga opiekunka dzieci, Violett. 

Pewnego dnia poukładany świat pani bizneswoman  runął w momencie, gdy znika jej mąż. Śledztwo prowadzone przez policjanta Woodmana doprowadza do wniosku, że Marc nie żyje, ale Morgan jest przekonana, że to nieprawda i na własną rękę stara się odnaleźć odpowiedzi na pojawiające się pytania. To doprowadza ją do agencji detektywistycznej SPYEYE, którą prowadzi Hector Palma. Jego wspólnikiem okazuje się Greg Reyes, który kilkanaście lat temu mocno zranił Morgan i oszukał, więc teraz ona nie chce mieć z nim nic wspólnego. Rezygnuje więc z usług tego biura, ale Greg nie ma zamiaru zbyt  łatwo odpuszczać okazji, by ponownie zbliżyć się do dawnej kochanki.


Nie uciekniesz przed przeszłością,
ona jest zawsze krok za Tobą.
Nie uciekniesz przed sobą,
nieważne jak szybko będziesz biec.”

Od razu, bez zbędnego rozwlekania tematu autorka wrzuca nas w wir wydarzeń, które komplikują życie Morgan i wywracają wszystko do góry nogami. Pokazuje nam zdarzenia z kilku perspektyw w narracji trzecioosobowej, ale nie zdradza wszystkiego, stopniując w ten sposób napięcie. Wątki kryminalno-sensacyjne przeplatają się z wątkami obyczajowymi, romansowymi, a nawet mafijnymi. Ta różnorodność sprawia, że książka nie jest nudna, a jej akcja przebiega dosyć dynamicznie, mimo że nie brakuje dłuższych opisów stanów emocjonalnych bohaterki, jej przemyśleń i działań. Dodatkowego napięcia dodają scenki, w których nie znamy tożsamości osoby stojącej za zniknięciem Marca, ani też powodów, dlaczego znalazł się w takiej sytuacji. Autorka skutecznie ukrywa przed nami te elementy, które nadają powieści tajemniczego charakteru. Przez większość fabuły nasza uwaga kierowana jest na działania Morgan, ale też odkrywane są przed nami reakcje i postępowanie innych osób, co daje nam większą perspektywę zdarzeń. 


Tytułowy odwet użyty w tej fabule jest także zaskakującym motywem, gdyż dopiero na końcu ujawnia się prawdziwy sens tego słowa. Z przebiegu akcji i kolejnych wątków można by spodziewać się zupełnie innej formy wzięcia zapłaty za poniesione krzywdy, więc zakończenie tej intrygi było dla mnie zaskakujące. Jednocześnie to pozwala spojrzeć inaczej na postępowanie głównej bohaterki, która nie zawsze zachowuje się w sposób, jaki byśmy oczekiwali od kogoś, kto stracił męża. Jej zachowanie wobec dawnej miłości może niejednokrotnie dziwić i wprawiać w zdumienie, gdyż wydaje się, że Morgan, mimo upływu lat, nadal na widok Grega nie może opanować swoich reakcji i pożądania.


„Odwet” to udany debiut pani Moniki Kortez, która ma bardzo przyjemny styl przekazywania swoich pomysłów na kartach książki. Potrafi zaintrygować, poruszać istotne kwestie dotyczące relacji międzyludzkich, rodzinnych i zawodowych, skutecznie przy tym budując odpowiednie napięcie. Powstała interesująca powieść o kobiecie, u której przeszłość ponownie wkracza w obecne życie, skutecznie je komplikując. Przy tym dowiaduje się, że nie wszystko w jej małżeństwie wyglądało tak, jak myślała, że wygląda. W tle możemy podziwiać uroki mediolańskich uliczek, atmosferę świata mody, a nawet piękno sycylijskich krajobrazów. Wynika z tej historii wniosek, że przeszłość nie zawsze pozostaje jedynie przeszłością, gdyż czasami może odezwać się w najmniej oczekiwanym momencie. A wówczas ważne jest, co z nią zrobimy i jak wykorzystamy ponowne jej pojawienie się, wyciągając z tego odpowiednie lekcje życiowe.

zdjęcie z okładki
Monika Kortez to absolwentka UMK w Toruniu na Wydziale Marketingu i Zarządzania. Od 19 lat prowadzi biuro rachunkowe – jest również biegłym sądowym w tym kierunku. Ze względu na możliwość wykluczania się spraw zawodowych z aktywnością „literacką”, postanowiła przyjąć pseudonim Monika Kortez. Pisanie było sposobem na złapanie oddechu od trudnych, wymagających obowiązków.

Recenzja tomu drugiego "Puszka Pandory"


Książkę przeczytałam, dzięki wydawnictwu:




czwartek, 1 września 2022

1173. - "Sąsiadka"


"Sąsiadka"
Helene Flood

Numer wydania: I
Liczba stron: 552
Data wydania polskiego: 13 lipca 2022
Data wydania norweskiego: 4 czerwca 2021, 18 kwietnia 2022
Wymiary: 135 x 210 mm
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Tytuł oryginału: Elskeren
Tłumaczenie: Ewa M. Bilińska, Tobiasz Biliński
Wydawnictwo: Agora
Ocena: 4/6

„każdy z nas może zostać mordercą, jeśli ma sposobność i dostateczną silną motywację.”

Żyjąc w jakieś społeczności nie wiemy, z kim tak naprawdę mamy do czynienia. Każdy z nas ma z pewnością obok siebie jakieś sąsiedztwo, które bardziej lub mniej nam odpowiada. Spotykając się z osobami mieszkającymi tuż obok nie zawsze wiemy, jacy są oni naprawdę, gdyż raczej nikt nie lubi ujawniać wszystkiego o sobie. Nigdy też nie jesteśmy pewni, do czego ktoś może być zdolny, nawet jeżeli wydaje nam się, że znamy tę osobę bardzo dobrze. Tego typu rozważania towarzyszyły mi przy lekturze książki „Sąsiadka”.

Rikkie pracuje w instytucie badawczym, w którym zajmuje się projektem dotyczącym poznawczych i emocjonalnych akcentów w zachowaniu konsumentów. Jej mąż, Åsmund jest zatrudniony w instytucji państwowej w dziale wsparcia IT przy ministerstwie szkolnictwa. Razem mieszkają z dwójką dzieci, Lukasem i Emmą w czterorodzinnym domu przy Kastanjesvongen w Oslo. Mają wszystko, czego potrzeba do normalnego, stabilnego i szczęśliwego życia. A mimo to Rikkie nawiązuje romans z sąsiadem, Jørgenem, który mieszka piętro wyżej.  Poznajemy w dniu, gdy ma nadzieję na spotkanie z nim, gdyż dzień wcześniej on napisał do niej widomość, że jego żona Merete i córka Filippa wyjeżdżają na cały weekend, a on zamierza spędzić ten czas w domu. Rikkie zastanawia cisza w mieszkaniu sąsiada, który nie odpowiada na jej sms i wydaje się jakby go nie było. Wszystko wyjaśnia się wkrótce, gdy okazuje się, że Jørgen nie żyje. W tym momencie pojawia się u Rikkie obawa, że jej romans może zostać ujawniony w trakcie śledztwa, które odsłania wiele niewiadomych.


Znaki zapytania pojawiają się już podczas czytania prologu, w którym bohaterka zwraca się do jakiejś kobiety opowiadając jej o początkach znajomości z Jørgenem. Często wraz z bieżącymi wydarzeniami splecione są wątki z przeszłości ukazujące sytuację rodzinną głównej bohaterki i przybliżające nam relacje między nią i sąsiadem. Poza morderstwem badana jest też sprawa związana z zabijaniem kotów, które ktoś maltretuje na osiedlu. 

W wersji norweskiej tytuł powieści brzmi „Elskeren”, co oznacza „Kochanek” i to on wydaje mi się właściwym słowem dla nazwy książki. Większość rozmyślań i działań dzieje się wokół tego wątku. Przyglądamy się wewnętrznemu napięciu, które towarzyszy głównej bohaterce, jej rozterkom i życiu. 

Trudno mi było od razu wniknąć w fabułę, gdyż wprowadzające rozdziały trochę się dłużyły ze względu na długie opisowe teksty, ale też przez dezorientację w tym, o czym opowiada nam bohaterka oraz przeskoki czasowe. Autorka czasami zbyt mocno rozwleka każdą chwilę, przemyślenia, często krążąc wokół tego samego tematu. Wśród nich dominuje oczywiście relacja Rikkie z Jørgenem, którą ona analizuje na różne sposoby, wracając myślami w przeszłość i przywołując chwile spędzone z kochankiem.


Nie jest to czysty kryminał, gdyż w dużej części obserwujemy zmagania głównej bohaterki z samą sobą i jej dylematy moralne związane z ukrywanym romansem. Nie jest to też thriller, który wywołuje dreszczyk emocji z poczuciem czyhającego zagrożenia. Brakuje w niej narastającego napięcia i wrażenia, że coś za chwilę się stanie. To raczej powieść psychologiczno-obyczajowa z elementami kryminalnymi. 

W większej części fabuły poznajemy historię romansu z sąsiadem, rozważania Rikkie na ten temat, obawy o wyjawienie prawdy mężowi i tego, co się po tym może wydarzyć. Poznajemy też bliżej sąsiadów mieszkających w tym samym budynku, a dzięki temu autorka wprowadza klimat osiedlowego życia. Śledztwo toczy się jakby przy okazji i jego wyjaśnienia poznajemy także wraz z innymi wydarzeniami. Rozwiązanie zagadki śmierci sąsiada intryguje i w efekcie w trakcie czytania moje podejrzenia okazały się trafne, ale finałowe sceny całkowicie mnie zaskoczyły. Kluczowe sytuacje wyjaśniające sprawę, nie kończą tej historii, która jeszcze przez jakiś czas się toczy, aż do niespodziewanego finału. Wyłania się z całości wniosek, że nie wszystko jest takie, jakie widzimy. Wiele spraw zostaje schowanych i nie zawsze ludzie pokazują swoją prawdziwą twarz. Wszystko wychodzi na jaw dopiero wtedy, gdy zdarzy się coś nieprzewidzianego, co spowoduje zrzucenie maski, pokazując to, czego nie dostrzegaliśmy wcześniej.

Helene Flood Urodzona w 1982 roku w Norwegii, norweska psycholożka specjalizująca się w zagadnieniach wstydu, przemocy i poczucia winy, napisała przejmujący thriller o destrukcyjnych emocjach w związku i wpływie rodzinnego dziedzictwa na wybory, jakich dokonujemy jako dorośli ludzie. Książka natychmiast stała się bestsellerem w Norwegii i została sprzedana do dwudziestu sześciu krajów.

Egzemplarz książki otrzymałam od portalu



piątek, 5 sierpnia 2022

1151. - "Amulet"

"Amulet"
Beata Olejnik

Wydanie: I
Data premiery: 5 lipca 2022r.
Liczba stron: 358
Wymiary: 121x195 mm
Okładka: miękka ze skrzydełkami
Wydawca: Novae Res
Moja ocena: 5/6

„Wszystko jest w jakimś celu, nie istnieją przypadki. A każdy napotkany człowiek jest dla nas nagrodą, albo lekcją.”

Każdy z nas ma jakieś pragnienia, które chciałby zrealizować. Gdy osiągniemy ten cel wówczas może okazać się, że mimo spełnienia marzeń, nie czujemy się szczęśliwi. Doskonale odnosi się to do powiedzenia „uważaj, czego pragniesz, bo może się spełnić”, ale też do przesłania powieści „Amulet.”

Weronika Terlewska pochodzi z bogatego domu, w którym ma wszystko, ale ona woli skromne mieszkanko Maksa, z którym spotyka się w tajemnicy przed wszystkimi. Bardzo kocha swoich rodziców, oni ją także, ale nigdy nie mieli i nadal nie mają czasu na poświęcenie córce większej uwagi. Zwłaszcza matka jest osobą, której trudno się przeciwstawić, gdyż narzuca swoją wolę i zdanie innym. Rodzice prowadzą firmę kosmetyczną, która świetnie prosperuje i przynosi ogromne zyski, a więc otaczają ich luksusy, snobistyczni celebryci i majętni znajomi. To wszystko zaczyna pewnego dnia się sypać, gdyż w domu państwa Terlewskich zaczynają dziać się niepokojące zdarzenia wskazujące na to, że ktoś próbuje im zaszkodzić i doprowadzić do upadku. Tymczasem Maks zdradza Weronice swój sekret i wyjawia plany związane z wyjazdem za ocean, gdzie pragnie odszukać swoją rodzinę. Okazuje się, że Maks został adoptowany, gdy był małym chłopcem i teraz odzywa się w nim echo jego indiańskich przodków.

Maks nie potrzebuje zbyt wiele by być szczęśliwym. Jest skromnym, spokojnym młodym mężczyzną, dlatego ujął serce Wiktorii. Jednak w jego wnętrzu toczy się walka między miłością, a zewem krwi, który daje coraz bardziej o sobie znać.

Nazwisko pani Beaty Olejnik jest mi już znane, gdyż miałam przyjemność przeczytać jej dwie powieści: „W deszczu łatwiej ukryć łzy” i „Słone jabłka”, w których ujęła mnie zawsze zaskakującymi, nietuzinkowymi historiami, więc bez wahania sięgnęłam po jej najnowszą powieść.

Wspaniale czytało mi się tę historię, całkowicie w nią wniknęłam i dałam się porwać jej biegowi, mimo że dynamika wydarzeń nie jest zbyt szybka. Jednak w sposobie prowadzenia akcji i poszczególnych wątków jest szczególny urok, zwłaszcza wówczas, gdy wkrada się do niej lekki, magiczny nastrój związany z tajemniczym amuletem, jego działaniem i kulturą indiańską.

Powieść zaczyna się jak typowy romans, ale z każdą kolejną stroną wkrada się niepokój związany z incydentami w domu Weroniki. Jest to, więc powieść z niezwyczajną i nieoczywistą fabułą, w której poza zwykłymi, obyczajowymi epizodami wkrada się wątek kryminalny z delikatnym dreszczykiem.

Pierwsza kwestia, która wyłania się z opowiedzianej historii podkreśla, że jeżeli miłość jest prawdziwa, wówczas łączy dwoje ludzi nawet wówczas, gdy dzieli ich odległość, a wówczas tęsknota w sercu zawsze pozostanie, bez względu na nasze decyzje i okoliczności. Jednak czasami pojawiają się sytuacje, które zmuszają do dokonania wyboru między sercem, a rodzinnymi więzami. Z tego rodzaju dylematem mierzy się Maks, który nigdy nie czuł się dobrze w cywilizowanym świecie, ale w takim miejscu zatrzymało go gorące uczucie.

Z drugiej strony jego tęsknota jest silniejsza niż wszystko inne, więc postanawia pójść za głosem przodków pozostawiając za sobą dotychczasowe życie w nowoczesnym świecie. Tym samym autorka pokazuje, że nie zawsze to, czego pragniemy spełnia wszystkie nasze wyobrażenia i nie pozwala do końca czuć się szczęśliwym. Po początkowej euforii pojawiają się wątpliwości i nie da się zapomnieć tego, co się przeżyło i pozostawiło. Przeszłość zawsze będzie z nami i jeżeli staramy się od niej odciąć, to prędzej czy później uderzy w nas ze zdwojoną siłą, a wówczas ponownie staniemy przed życiowym wyborem. Zakończenie nie jest oczywiste, inne niż się spodziewałam, pozostawiające z refleksją nad tym, co czyni nas w życiu szczęśliwymi. Według mnie historia Maksa i Weroniki mogłaby się jeszcze toczyć i toczyć, gdyż przez nią po prostu się płynie, więc mam nadzieję, że pani Olejnik wróci jeszcze do tej historii, gdyż ma ona w sobie niezwykły urok i potencjał.

Beata Olejnik to urodzona w 1963 roku we Wrocławiu pisarka, która do tej pory opublikowała cztery książki „Jego tajemnica” „Sukienka w żyrafy". „W deszczu łatwej ukryć łzy” i „Słone jabłka”. Jej książki powstają pod wpływem spotkań z ludźmi, którzy chętnie się jej zwierzają a one ubiera ich historie w swoją wyobraźnię, by przekazać w nich swoje widzenie świata i problemy, z jakimi każdy z nas się spotyka, na co dzień. Pani Beata, poza pisaniem, uwielbia naturę, zwłaszcza góry, które często są tłem dla dziejących się w jej powieściach wydarzeń. Kocha też zwierzęta gdyż uważa, że są mądrzejsze od ludzi, z czym całkowicie się z nią zgadzam.


Książkę przeczytałam, dzięki wydawnictwu:




czwartek, 4 sierpnia 2022

1150. - "Rodzinny sekret" Tom IV


Rodzinny sekret
Seria z Adamem Floriańskim
Tom czwarty
Grzegorz Gołębiowski

Wydanie: I
Data premiery: 23 czerwca 2022 r.
Liczba stron: 282
Wymiary: 121x195 mm
Okładka: miękka ze skrzydełkami
Wydawca: Novae Res
Moja ocena: 4/6

„Chęć bycia ze sobą i szczerej rozmowy o zwykłych codziennych sprawach buduje relacje. A dobre relacje są podstawą życia rodzinnego.”

Rodzina stanowi ważny element w życiu każdego człowieka. Wprawdzie funkcjonuje powiedzenie, że z rodziną najlepiej wychodzi się na zdjęciu, ale nie ma chyba nikogo, kto nie doceniałby siły tkwiącej w tego rodzaju więzi. Czasami jednak tkwią w przeszłości niewyjaśnione sprawy lub ukrywane, które dopiero po latach wychodzą na jaw, a wówczas może być za późno, by wszystko sobie wyjaśnić. Bywa też, że budzi się w nas chęć poznania historii naszego rodu, a wówczas możemy odkryć nie jedną tajemnicę. Często odnalezienie powiązań między członkami rodu jest utrudnione, gdyż brakuje dokumentów lub świadków tamtych wydarzeń. Wówczas z pomocą może przyjść nauka, zwana genealogią, która w obecnych czasach korzysta z nowoczesnych metod, dzięki którym łatwiej jest odnaleźć poszczególnych członków rodziny. Ten wątek został wykorzystany w książce „Rodzinny sekret”


Marta Wielgórska niedawno skończyła 80 lat i od jakiegoś męczy ją sprawa rodzinnej tajemnicy, którą wyjawiła kiedyś siostra jej matki, cocia Krystyna. Historia sięga lat powojennych, dokładnie kilku miesięcy po zakończeniu wojny, gdy mama pani Marty była w ciąży. Kilkanaście lat później wyznała swojej siostrze, Krystynie prawdę o dziecku, które wówczas się urodziło. Teraz pani Marta, bojąc się, że zostało jej niewiele czasu życia, postanawia wyjawić ją swemu ukochanemu wnukowi, Sebastianowi i poprosić o pomoc w odnalezieniu jej rodzeństwa. Sprawa jest dosyć trudna, gdyż nawet nie wiadomo czy szukać mężczyzny czy kobiety, ani też nie zachowała się żadna dokumentacja z urodzin dziecka. Sebastian postanawia pomóc babci i zwraca się do eksperta w dziedzinie genealogii, Adama Floriańskiego, który prowadzi biuro genealogiczne cieszące się renomą ze względu na odnoszone sukcesy.

Na plan pierwszy tej powieści wyłaniają się państwo Floriańscy Adam i Anna, która jest w ciąży i przeżywa w związku z tym rozterki. Początki ich znajomości mogliśmy poznać w pierwszej części pt.: „Cień przeszłości", która była debiutem pana Grzegorza Gołębiowskiego. Kolejne wydarzenia w życiu Adama i Anny mogliśmy śledzić w książce pt.: „Dziedzictwo” i „Dług krwi”. „Rodzinny sekret” jest, zatem już czwartym tomem z udziałem warszawskiego genealoga i jego żony. Ja spotkałam się z nimi po raz pierwszy, ale na szczęście każdy z tomów dotyczy innej sprawy i stanowi zamkniętą całość.

Czytając opisy trzech pierwszych części zamieszczonych na stronie wydawnictwa Novae Res, wyraźnie zaznaczały się w nich wątki kryminalne związane z prowadzonym śledztwem, do którego był angażowany Adam Floriański. Tym razem czwarta część przypomina bardziej powieść obyczajową, w której zaznaczają się wprawdzie elementy sensacyjne, ale nie w przeważającym stopniu.


Pomysł na kolejną przygodę z genealogią zrodził się na podstawie historii pewnej rodziny, których losy autor poznał w czasie swoich badań. Pan Gołębiewski jest pasjonatem genealogii i swoje doświadczenia wykorzystał w swojej serii. Dzięki temu w formie beletrystycznej przybliżył nam specyfikę pracy nad poszukiwaniem rodzinnych śladów poprzez między innymi wykorzystanie wyników DNA pozyskiwanych od najbliższych członków rodziny. W ten sposób autor podkreśla ogromną rolę genealogii genetycznej w poszukiwaniu dalszych i bliższych rodowych korzeni.

Sięgając po tę książkę, spodziewałam się zupełnie innej historii, niż to, o czym nam opowiada autor. Wbrew pozorom główną postacią nie jest pani Marta, lecz Adam Floriański, na którym skupia się fabuła, ale poza nim pojawiają się jeszcze inne osoby, a wraz z nimi nowe wątki w badanej sprawie. Obserwujemy ich działania, problemy, ale też kolejne podejmowane kroki w prowadzonych badaniach, tok rozumowania prowadzący do poznawania tajemnic rodzinnych, które łączą w sobie w kilka wątków, które przez większą część fabuły biegną osobno. Jednak stopniowo każdy z epizodów zawiązuje się z innymi, tworząc sieć sekretów, które z niej się wyłaniają i wyjaśniają. Po przeczytaniu książki „Rodzinny sekret” pozostaje refleksja, że bez względu na czasy i okoliczności, więzy rodzinne są jednym z ważniejszych w naszych relacjach międzyludzkich.

Grzegorz Gołębiowski to urodzony 4 czerwca 1969 roku polski pisarz i ekonomista, doktor habilitowany nauk ekonomicznych, nauczyciel akademicki. Interesuje się genealogią i historią. Lubi kryminały. W styczniu 2018 r. zadebiutował powieścią „Cień przeszłości”. 

Książkę przeczytałam, dzięki wydawnictwu:



środa, 3 sierpnia 2022

1149. - "Za zakrętem" Tom II


Za zakrętem
seria z Joanną Grabowską
Tom drugi
Sandra Cicha

Wydanie: I
Data premiery: 3 sierpnia 2022 r.
Liczba stron: 320
Okładka: miękka ze skrzydełkami
Wymiary: 130 x 205 mm
Wydawnictwo: Akurat (Muza)
Moja ocena 6/6

„Kłopoty będą zawsze, ale zwłaszcza wtedy musimy się trzymać razem, a nie chować ogon pod siebie i uciekać.”

Nasze życie potrafi nieraz tak pędzić i dostarczać nam różnych dramatycznych doświadczeń, że wszystko, co do tej pory znaliśmy, rozsypuje się pod wpływem niespodziewanych zdarzeń. Wówczas stajemy na rozdrożu, próbując na nowo stworzyć warunki, w których będziemy czuli się bezpieczni i szczęśliwi. Tak było u bohaterki książki „Za zakrętem”, której losy poznaliśmy już w pierwszym tomie pt.: „Zakręt”.

Ponownie towarzyszymy kurator Joannie Grabowskiej, która miesiąc temu wróciła do pracy, a trzy miesiące po burzliwych wydarzeniach opisanych w pierwszym tomie „Za zakrętem.” Teraz wydaje się, że nic już nie powinno zakłócić jej spokoju, gdyż nadal wykonuje swoje obowiązki zawodowe z pasją, u swego boku ma wspaniałego mężczyznę, relacje z byłym mężem układają się poprawnie, a winni jej nieszczęśliwych wypadków są w areszcie i w szpitalu psychiatrycznym. Jedyny problem dotyczy piętnastoletniej córki, Zuzy, która zaczyna wchodzić w fazę młodzieńczego buntu od momentu, gdy poznała cztery lata starszego od siebie Tomasza Sobolewskiego. Na szczęście bliźniacy, Franek i Borys, nie sprawiają kłopotów, więc Joanna stara się ponownie nawiązać więź z córką. Tymczasem do grona podopiecznych pani kurator Grabowskiej dołączają nowi mieszkańcy Grodziska Mazowieckiego, którym wyznaczony został nadzór. Jednym z nich jest Kacper Dąbrowski, który notorycznie opuszcza lekcje, a jego matka nie wykazuje tym zainteresowania. Drugim ciekawym przypadkiem jest rodzina Grzebieniów, w której partner wyszedł niedawno z więzienia posądzony o gwałt i przemoc. W międzyczasie toczy się proces oskarżonej o morderstwa, o których czytaliśmy w „Zakręcie”, więc ten wątek przewija się ze scenami z sali sądowej, w której toczy się proces.


Ten wątek nie jest zbyt mocno wyeksponowany, gdyż pojawia się, co pewien czas. Na plan główny wysuwają się zawodowe działania Joanny i jej problemy z córką, więc pierwsze rozdziały przypominają powieść obyczajową. Jednak już prolog sugeruje, że nie będzie to spokojna lektura, gdyż w mieście głośno jest o znalezionym nad jeziorem Charzykowskim w miejscowości Kopernica, ciele kobiety, która została zgwałcona. Prawdopodobnie jest to Magdalena Pobłocka, która zaginęła 14 sierpnia 2020 roku.

W zeszłym roku rozstaliśmy się z bohaterką książki „Zakręt” w dramatycznych dla niej okolicznościach. Epilog pierwszej części zapowiadał, że to nie koniec tej historii, więc z niecierpliwością czekałam na kontynuację. Pani Sandra Cicha wystawiła moją czytelniczą cierpliwość na prawie roczne oczekiwanie, więc ogromnie ucieszyłam się, gdy książka „Za zakrętem” pojawiła się na mojej półce. Swoim przebiegiem i sposobem prowadzenia poszczególnych wydarzeń dorównuje ona swojej poprzedniczce. Mamy tutaj więcej obrazków z życia zawodowego bohaterki, ale też spraw rodzinnych.


Większość fabuły biegnie spokojnie, równym tempem i tylko wyczuwalny jest niepokój, gdy pojawia się wątek kryminalny związany z grasującym w okolicy i w mieście przestępcą napadającym na młode kobiety. Jedną z nich jest Kalina Majewska, która chodziła do tego samego liceum, co Zuza. Autorka bardzo dobrze nakreśliła pracę kuratora sądowego zajmującego się sprawami nieletnich, pozwalając poczuć jej charakter, związane z tym niebezpieczeństwa i problemy. Joanna lubi swoją pracę i mimo ryzyka, wykonuje swoje obowiązki z pasją i zaangażowaniem, pragnąc pomóc podopiecznym zmienić życie na lepsze. Przez całą lekturę wyczuwalne jest delikatne napięcie, mimo że przez pewien czas nie dzieje się nic, co mogłoby wywołać uczucie lęku, a jednak towarzyszyła mi obawa, że za chwilę może się coś wydarzyć. Jednak z czasem to wrażenie się potęguje, gdyż zaznaczają się niepokojące epizody, które początkowo Joanna lekceważy.


„Za zakrętem” to udana kontynuacja serii o Joannie Grabowskiej, w której nie brakuje wielu charakterystycznych postaci, dramatyzmu, realności i codziennych problemów. Mimo dosyć miarowego, niespiesznego tempa, bez nagłych zrywów i zwrotów akcji, fabuła wciąga i intryguje. Pani Sandra Cicha umiejętnie wkomponowała w niej delikatny dreszczyk emocji budując wrażenie ciszy przed burzą, która wybucha w finałowym rozstrzygnięciu fundując nam silne, emocjonalne przeżycia. To opowieść o kobiecie godzącej swoją trudną pracę z obowiązkami domowymi, ale też o przyjaźni, relacjach międzyludzkich i miłości. Styl pani Sandry sprawia, że chętnie zagłębiamy się w lekturę, a po jej zakończeniu pojawia się żal, że dotarliśmy do ostatniej strony. Jednak w przypadku tej serii, autorka daje nadzieję na kontynuację, gdyż na to wskazują ostatnie zdania tej części.

Sandra Cicha to mieszkanka Chojnic, lokalna patriotka. Prowadzi ustabilizowane życie osobiste i zawodowe. Praca jest jej pasją. Uwielbia włoskie jedzenie, chorwackie plaże i czeskie piwo. Nie zaśnie bez przeczytania choćby jednej strony książki. Seria z Joanną Grabowską jest jej debiutem i to bardzo udanym.

Recenzja tomu I "Zakręt"


Książkę przeczytałam, dzięki wydawnictwu: