czwartek, 31 grudnia 2020

Życzenia


Wspaniałego, zaczytanego i pełnego miłych wrażeń 2021 roku! Niech przyniesie nam wszystkim tylko to co dla nas najlepsze!


Dziękuję moim czytelnikom, autorom i wydawnictwom  za wspaniały rok! 

696. - "Anielski puch"


Anielski puch
Marika Krajniewska

Wydanie: I
Data premiery: 10 listopada 2020 roku
Liczba stron: 224
Wymiary: 205 x 135 mm
Okładka: miękka ze skrzydełkami
Wydawnictwo: Wielka Litera

„Gdy pojmiesz, że to przypadki rządziły twoim światem, tworząc mapę szczęścia, zbliżysz się do etapu zwanego szczęśliwym zakończeniem.”

Czasami szczęście puka do naszych drzwi, tylko musimy dać mu szansę wejść. Niestety, czasami przykre wspomnienia nie pozwalają ich otworzyć. Gdy zbliżają się święta, wówczas budzi się nadzieja, że w końcu spełni się to, o czym marzymy. Bohaterki książki pt.: „Anielski puch” nie spodziewają się, że los przygotował dla nich spełnienie ich życzeń w niespodziewany sposób. 

źr. zdjęcia:
lubimyczytac.pl
Marika Krajniewska pochodząca z Sankt Petersburga dziennikarka, pisarka, scenarzystka, tłumacz i wydawca a także trenerka mentalna pisarzy i ludzi biznesu. Organizuje też konkursy literackie. Pod jej skrzydłami zostało wydanych ponad 200 tytułów polskich autorów. Zadebiutowała w 2009 roku książką „Papierowy Motyl”, której tytuł stał się też nazwą założonego przez nią Wydawnictwa i Fundacji Kultury.

„Anielski puch jest piątą książką w jej dorobku pisarskim. Do tej pory nie miałam okazji poznać wcześniejszych powieści autorki, dlatego nie mam możliwości porównania rozwoju stylu literackiego. W omawianej lekturze moją uwagę zwrócił dość surowy sposób przedstawiania fabuły oraz przemycanie w niej duchowych wartości, które odkrywamy w swoim życiu.

Okładka książki przywołuje na myśl świąteczną atmosferę swoją niebieską kolorystyką i widocznym na niej padającymi płatkami śniegu. Jednak treść kryjąca się za tą oprawą nie jest napisana w takim nastroju. Pokazuje codzienne dylematy bohaterów, których los doświadczył w różnym stopniu ale każdy z nich podchodzi do tego na swój odmienny sposób. 

Akcja rozgrywa się wprawdzie w ciągu kilkunastu dni przed Wigilią, ale nie ma w niej szczególnej, uroczystej czy romantycznej aury. Autorka skupiła się bardziej na losach kobiet, ich problemach niż na zbudowaniu odpowiedniej atmosfery. Z tego względu powieści nie zaliczyłabym do typowej świątecznej lektury, lecz raczej do literatury obyczajowej, którą można przeczytać o każdej porze roku. 

W prologu poznajemy główne postacie, które odgrywają znaczące role w tej historii. Są wśród nich trzy kobiety i dwóch mężczyzn. Na pierwszy plan wysuwają się jednak trzy panie reprezentujące różne pokolenia. 

Anna, kobieta prawie czterdziestoletnia, samotnie wychowująca córkę Natalię. Obie nauczyły się żyć bez Pawła, który opuścił ich życie kilka lat temu. Anna, mimo upływu czasu, cały czas nosi w sobie żal i rozgoryczenie z tego powodu.  To nie pozwala jej uwierzyć, że jeszcze może być szczęśliwa i dlatego starannie pielęgnuje niechęć do angażowania się w związki z mężczyznami, do tego stopnia, że nie dostrzega miłości, która pojawia się na jej drodze.

Zofia, najstarsza z nich, sześćdziesięciopięcioletnia kobieta, ma w sobie dużo energii ale też nosi w sercu wspomnienia, które mają związek z jej marzeniami, matką i wydarzeniami z przeszłości. Symbolem minionych dni jest niewielka figurka baletnicy, która zawsze jest stawiana na świątecznym stole.

Najbardziej irytowała mnie postać Anny, która nawet nie próbuje zmienić swojego nastawienia do życia. Jej mama, Zofia, wciąż stara się ją zmotywować do działania, do otworzenia się na nowe możliwości, wpuszczenia do swego serca miłości, ale ona uparcie szuka wymówek. Więcej dojrzałości wykazuje jej siedemnastoletnia córka, z którą Anna ma bardzo dobry kontakt. Natalia jest tu najmniej wyeksponowaną postacią, która pojawia się tu bardziej jako dodatek do całej historii. 

Wszystkie panie łączy mocna więź, która ujawnia się w trudnych chwilach. Na co dzień nie raz toczą między sobą utarczki słowne, ale gdy któraś z nich potrzebuje pomocy, bez zastanowienia udzielają sobie wsparcia. 

Żadna z kobiet w ich rodzinie nie miała nigdy szczęścia do mężczyzn i w efekcie pozostawały same ze swoimi problemami. Każdego roku piszą listy do św. Mikołaja, w którym zapisują tylko jedno słowo: Miłość. Czy w końcu odnajdą ją wśród codziennych spraw? A przede wszystkim, czy wpuszczą ją do swego serca?

Warto też wspomnieć o dwóch panach, którzy w ich życie wprowadzą zupełnie świeże nastroje ale też sprawią, że będą to dla nich niezapomniane święta.

Witold wychował się w domu dziecka, który opuścił, gdy miał osiemnaście lat. Teraz pracuje w filharmonii grając na fortepianie. Poznajemy go, gdy postanawia odzyskać coś, na czym mu bardzo zależy. 

Drugi pan, to przystojny chirurg, Wiktor, który ma za sobą traumatyczne przeżycia, ale zdołał już uporać się z przeszłością. Ma w sobie duże pokłady życzliwości i optymizmu. Brakuje mu tylko kogoś, z kim mógłby dzielić życie.

Jest jeszcze jedna osoba, której tożsamość wyłania się w trakcie kolejnych epizodów. Poznajemy jej dzieje z listów, których fragmenty rozpoczynają każdy rozdział. Ich tekst jest łatwy do odróżnienia, gdyż został zaznaczony kursywą. Ta część fabuły była dla mnie przez dłuższy czas niejasna, gdyż autorka nie ujawnia wszystkiego od razu, lecz stopniuje przekazywanie tego, co wydarzyło się w życiu osoby piszącej listy ale też innych występujących osób tej historii. 

„Anielski puch” to opowieść o wzajemnych relacjach rodzinnych, tajemnicach ukrytych w pewnej skrytce, o przeszłości, która wpływa na obecne życie ale też o marzeniach, które zawsze warto realizować. Fabuła poprowadzona została w narracji trzecioosobowej, co pozwala na poznanie myśli i działań innych osób. Jej tempo jest równomierne, toczy się dość leniwie i momentami jest nieco nużąca. Dopiero pod koniec dramaturgia nieco wzrosła i przykuła moją uwagę. 

Nie odnalazłam wprawdzie w niej świątecznej atmosfery, ale mimo to czytało mi się ją przyjemnie, ale bez emocji. Zabrakło mi odważniejszego i szerszego rozwinięcia niektórych wątków, chociażby relacji Natalii z ojcem czy bardziej romantycznego rozwoju znajomości Anny i uroczego Wiktora. Autorka stworzyła historię, która unaocznia niektóre problemy zwracając uwagę na to, co w życiu jest ważne. Pokazuje w niej, że od nas zależy jak będzie wyglądać nasze życie, ale też uświadamia, że  czasami to los rozdaje karty, a my jedynie musimy dobrać właściwą talię, by z nim wygrać.

Książkę otrzymałam z Klubu Recenzenta serwisu nakanapie.pl


środa, 30 grudnia 2020

695.- "Miejsca mocy – z wahadełkiem na szlaku"


Miejsca mocy – z wahadełkiem na szlaku. 
Poznaj magiczną energię drzew i czerp zdrowie z leczniczych źródeł
Janina Lampert-Smak

Wydanie: I
Rok wydania polskiego: 2020
Liczba stron: 188
Wymiary: 145 x 205 mm
Oprawa: miękka
Wydawnictwo: Studio Astropsychologii

„Otaczająca nas przyroda, szum rwących strumyków wodospadów i kaskad, powiew wiatru, śpiew ptaków plus przyjazne zmęczenie potrafią wyzwolić w nas poczucie wewnętrznej przemiany jakiej nie doświadczymy nigdzie indziej.”

Nasza Ziemia naznaczona jest szczególnymi miejscami, które fascynują, przyciągając swoimi szczególnymi właściwościami. Emanują niezwykłą energią, którą doceniali już starożytni na całym świecie. Nasi przodkowie potrafili doskonale je zlokalizować i odpowiednio wykorzystać. W takich miejscach można się doenergetyzować, wzmocnić zdrowie i poczuć przypływ siły. Więcej o nich możemy dowiedzieć się z książki pt.: „Miejsca mocy – z wahadełkiem na szlaku”.

Janina Lampert-Smak
 to urodzona w Rybniku absolwentka Studium Farmaceutycznego w Katowicach, która racuje w jednej z aptek w swoim rodzinnym mieście. W 1998 roku ukończyła kurs homeofarmakopunktury, uzyskując dyplom mistrzowski, który wpłynął na dalszy rozwój jej zainteresowań w kierunku radiestezji, leczenia alternatywnego i zjawisk paranormalnych. Miałam okazję poznać jej wiedzę, dzięki książce pt.: "Radiestezja w praktyce" wydanej w 2016 roku.

Tym razem autorka zabiera nas do niezwykłych, często otoczonych mistyczną aurą terenów, na których znajdują się tzw. miejsca mocy zwane Czakramami Ziemi przyciągające uwagę swoimi niezwykłymi cechami. Wiele z nich ma uzdrawiające właściwości, sprzyjają medytacji, poprawiają samopoczucie, dodają sił i pozytywnie wpływają na nasz duchowy rozwój. Takim najbardziej znanym miejscem jest krakowski Wawel czy góra Ślęża, która była dawniej świętą Górą naszych przodków. 

Miejsca mocy mają różne natężenie energetyczne. Występują w lasach, ogrodach, miejscach kultu, w wielu miastach i zakątkach na całym świecie. Ludzie udają się do nich ze względu na ich pozytywne wibracje. Jednak najczęściej nie mamy świadomości, że być może tuż obok mamy takie szczególne miejsce. 

W takich rejonach występują cudowne źródełka, sanktuaria, kamienne kręgi i miejsca kultu dawnych wierzeń. Nasi przodkowie zakładali na tego rodzaju terenach osady, grody, święte gaje oraz chowali zmarłych. 

Książka jest zapisem z podróży po miejscach mocy w których autorka połączyła zwiedzanie turystycznych szlaków i zabytków z praktyką radiestezyjną. Powołuje się w niej na swoje badania radiestezyjne ale też przytacza wyniki badań prowadzone przez pana Leszka Matelę, Antoine'a Bovisa, inż. Simonetona i innych. 

Przybliża na początku pojęcie miejsc mocy, cieków wodnych i ich wpływu na człowieka. Udziela porad dotyczących zniwelowania szkodliwych skutków negatywnych energii, posługiwania się wahadełkiem, postępowania z kupionymi odpromiennikami i talizmanami. Dowiadujemy się więcej o energetyce drzew, roślin, kamieni, właściwościach wód leczniczych i magicznych miejscach położonych w górach, nad jeziorami i w lasach. Tym elementom autorka poświęciła dużo miejsca ukazując zalety danego terenu, jego ważniejsze punkty, zabytki oraz energetykę. 

Materiał został podzielony na jedenaście krótkich rozdziałów, z których najobszerniejszy, bo zajmujący ponad czterdzieści stron, opisuje dendroterapię czyli wykorzystywanie energii drzew. Dopiero od piątego rozdziału zaczynamy wędrówkę po konkretnych miejscach mocy. 

Odwiedzamy razem z panią Janiną Karpaty, Beskidy, Bieszczady, Sudety, Mazury i Pomorze Zachodnie oraz trzy obszary na świecie: Bornholm, Hiszpanię i Chorwację. Niektóre z nich są zaznaczone bardzo skromnie w bardzo okrojonej formie. Całość okraszona została kolorowymi zdjęciami pochodzącymi z prywatnych zasobów autorki i ten zabieg uznaję za duży plus publikacji. 

Zabrakło mi natomiast rozwinięcia tematyki, gdyż wiele miejsc zostało przez nią pominiętych, chociażby – w Wielkopolsce znajduje się ogromne miejsce mocy związane z Ostrowem Lednickim, Gnieznem czy Kruszwicą. O nich nie znalazłam żadnych dodatkowych informacji. 


Szkoda też, że autorka nie pomyślała o indeksie omawianych miejscowości. W spisie treści są jedynie tytuły rozdziałów, w których wymieniono jedynie nazwy omawianych obszarów. Chcąc dowiedzieć się czegoś o konkretnym miejscu, trzeba po prostu trochę poszukać w wybranej części. Indeks ułatwiłby to zadanie. 

„Miejsca mocy – z wahadełkiem na szlaku” to interesujący przewodnik po niezwykłych terenach zachęcający do odwiedzenia opisanych miejsc i odnajdywania tego rodzaju obszarów. To dobre kompendium wiedzy dla osób lubiących podróżować i odkrywać nietypowe zalety znanych miejsc ale też doceniać piękno przyrody. Pomocne w tym może być wahadełko czy różdżka, które są doskonałymi pomocnikami w ich badaniu i poznawaniu nie tylko turystycznych walorów naszego kraju ale też energetycznych.

Egzemplarz książki otrzymałam od portalu:



poniedziałek, 28 grudnia 2020

"Tajemniczy świat Witka" na mojej półce

14  grudnia 2020 roku premierę miała niewielka książeczka z uroczą treścią pt.: "Tajemniczy świat Witka" Czemu tajemniczy? Bo nie każdy możę mieć do niego dostęp, gdyż tytułowy Witek jest chłopcem z autyzmem. Pisałam o tym opowiadaniu w mojej patronackiej recenzji, że to wzruszające opowiadanie o życiu zwyczajnej rodziny, która potrafiła stworzyć swojemu specyficzemu dziecku normalne warunki życia. Szczególnie wzruszająca jest tutaj braterska więź - miłość starszego brata, który mimo młodego wieku, wykazuje się ogromną dojrzałością. 

Książka nie jest obszerna ale ma w sobie duże pokłady wartościowej treści, która jest odpowiednia zarówno dla najmłodszych jak i starszych dzieci. Pokazuje bowiem na czym polega autyzm, jakimi reakcjami się przejawia i w jaki sposób można z takim dzieckim się komunikować.

Budzę się wcześniej niż zwykle. Na dworze już świta, ale jeszcze nie słyszę naszego koguta, który pieje około szóstej. Zazwyczaj tendźwięk wyznacza początek mojego dnia. Wychylam się przez okno. Pada deszcz, ciepły kapuśniaczek. Na dworze jest przyjemnie, nie ma upału, mimo że jest właśnie środek lata. Trwam tak przez chwilę, po czym cofam się do pokoju. Czuję się jakoś dziwnie, nieswojo. Nie mogę się skupić. Nie wiem, jaki dziś dzień, a przynajmniej na razie nie potrafię sobie tego przypomnieć. Do mych uszu dociera w końcu zza okna odgłos koguta, a zza ściany głośne ziewanie taty. Słyszę też skrzypienie podłogi. To mama wstała i zaczyna się krzątać po domu. Po chwili z drugiej strony domu rozpoznaję płacz. To mój brat, Witek. Wybiegam na korytarz. Wchodzę do pokoju obok.

– Już jestem – mówię spokojnie.

Witek przestaje płakać. Siadam na jego łóżku i przytulam go mocno. Następnie podaję jego ulubione autko. Mama zawsze odkłada je na nocną szafkę, więc bez trudu sięgam po nie ręką. Witek uśmiecha się, obracając zabawkę pomiędzy palcami. W tym momencie wchodzi mama. Podnoszę się i wychodzę, a mama zaraz pomoże Witkowi się ubrać, oczywiście po serii buziaków, za którymi mój brat nie przepada.

Ten dzień byłby zupełnie zwyczajny, gdyby nie to dziwne przeczucie dręczące mnie odkąd się obudziłem. Jestem niespokojny. Mam wrażenie, wręcz pewność, że już niedługo coś się wydarzy, coś ważnego, a może nawet niezwykłego. Wiem, że coś się zmieni w moim życiu. Nie jestem w stanie określić, skąd mam taką pewność, ale czasami po prostu się wie.

Co dalej i co z tym wszystkim ma wspólnego króliczek, o tym na dalszych stronach opowiadania...





niedziela, 27 grudnia 2020

694. - "Koraliki modlitewne"


Koraliki modlitewne
Sekretne medytacje i rytuały, dzięki którym dokonasz duchowej transformacji
Jean-Louis de Biasi


Numer wydania: I
Rok wydania polskiego: 2020
Data wydania amerykańskiego: 8 kwietnia 2016 r.
Liczba stron: 320
Wymiary: 145 x 205 mm
Oprawa: miękka
Tytuł oryginału: The Magical Use of Prayer Beads: Secret Meditations & Rituals for Your Qabalistic, Hermetic, Wiccan or Druid Practice
Wydawnictwo: Studio Astropsychologii
Tłumaczenie: Anna Polaków

„Praktyka jest cudownym kluczem, który wykracza poza jakiekolwiek nauczanie teoretyczne lub historyczne”.

W dążeniu do skupienia, relaksu czy wyciszenia się podczas medytacji nie raz stosowane są różnego rodzaju akcesoria. Jednym z nich są sznurki z nanizanymi na nie paciorkami,  znane u nas jako popularny różaniec, który jednoznacznie kojarzy się z religią chrześcijańską. Jednak nie wszystkie tego rodzaju przedmioty mają taki wymiar. Istnieją bowiem szczególne koraliki o niezwykłej mocy, które mają bardziej uniwersalny wymiar. O nich opowiada książka pt.: „Koraliki modlitewne”.

źr. zdjęcia: amazon.com
Jean-Louis de Biasi jest pisarzem, wykładowcą i filozofem nurtu hermetycznego. Został wtajemniczony w najwyższe stopnie w kilku zachodnich tradycjach. Jest Wielkim Mistrzem Ordo Aurum Solis i lekarzem kabalistycznym Zakonu Różanego Krzyża. Zanim zaangażował się w amerykańską masonerię, otrzymał najwyższe stopnie w masonerii w Europie, w tym stopnie masonerii egipskiej. Specjalizuje się w ezoterycznej masonerii i rytuałach. 

Koraliki modlitewne znane są od dawna, o czym zaświadczają znaleziska sprzed 82000 lat, sięgające epoki kamiennej. Były wykonane z różnych elementów ale do końca nie poznano, w jakim celu je stosowano. Przypuszczalnie nasi przodkowie dotykali ich, gdy potrzebowali chwili skupienia czy po prostu, by zająć czymś ręce. Dziś najczęściej są wykorzystywane podczas medytacji lub różnych rytuałach.

Książka jest praktycznym i pierwszym tego rodzaju przewodnikiem w Polsce odkrywająca wiedzę na temat koralików modlitewnych. Nie jest to jednak poradnik, w którym znajdziemy instrukcję ich wykonania, lecz raczej ma to być materiał, który zainspiruje do bliższego poznania idei stosowania koralików modlitewnych bez względu na wyznawaną religię czy kulturę. 

W podtytule można przeczytać, że dowiemy się o jakichś szczególnych, sekretnych medytacjach i rytuałach. Nie wydaje mi się, by były one zbyt tajemnicze ale na pewno są mało znane w naszej kulturze. Z reguły obawiamy się związanych z rytuałami praktyk, a przecież każdego dnia są one obecne w naszym życiu. 

Wiedza została opracowana w siedmiu rozdziałach, z których trzy pierwsze zawierają dużo informacji teoretycznej ale też praktycznej. Autor przedstawia w krótkim zarysie historię koralików, cztery różne zachodnie tradycje, symbole, opisy i praktyki obejmujące różne koraliki modlitewne. Dowiadujemy się czym one są, jaka jest ich funkcja w religii i magii, kiedy je stosować, jak można wykonać je samemu ale też sposób postępowania z kupionymi koralikami, jak je poświęcać i błogosławić. Poznajemy też różne pojęcia związane z ich użytkowaniem, które są istotne chcąc w pełni skorzystać z dobrodziejstw płynących z ich stosowania. 


Autor przybliża zagadnienie związane z energią, egregorami, mantrami i wizualizacjami. Przedstawia wskazówki pomocne przy używaniu różnych rodzajów koralików, w zależności którą ścieżką duchową chcemy podążać. Zachęca do eksperymentowania i wybrania takiej praktyki, jaka nam najbardziej odpowiada. Często przytacza własne doświadczenia ze swojej duchowej ścieżki, pokazując, w jaki sposób koraliki wpłynęły na jego życie.

W ostatnich czterech częściach przedstawia przydatne techniki omawiając ich zastosowanie w tradycji kabalistycznej, wiccańskiej, druidystycznej i hermetycznej. Proponuje rytuały, które można wykonywać indywidualnie, w parach lub w grupie. Wszystkie są dokładnie opisane z dodatkowymi wskazówkami i informacjami.

Uwielbiam poznawać różne kultury, ich praktyki duchowe, zwyczaje i sposób w jaki definiują rzeczywistość, dlatego sięgnęłam po książkę omawiającą sznur koralików, który nie raz widziałam w rękach np. mnichów tybetańskich, buddystów czy u osób pracujących nad rozwojem własnego wnętrza. To temat niezwykle interesujący i uważam, że warto poznać go bliżej, gdyż tylko poprzez wiedzę i wypróbowanie przedstawionych metod możemy wyrobić sobie określoną opinię na temat skuteczności użytkowania koralików modlitewnych. 

Egzemplarz książki otrzymałam od portalu:


sobota, 26 grudnia 2020

693. - "Wrzosowisko"


Wrzosowisko 
Męska przyjaźń z kobietami w tle
Marian Derdo

Numer wydania: I
Rok wydania polskiego: 2020 
Liczba stron: 264
Wymiary: 130x210 mm
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Wydawnictwo: Novae Res

„Kobieta to nie tylko dupa, cycki i ładna buźka. To cud milionów lat ewolucji albo, jak wolą inni – dzieło Boga”

Czasami jeden przypadkowy krok wyzwala kolejne zdarzenia, które niczym lawina rozkręcają się, by w efekcie wciągnąć w swój pęd życia, doprowadzić do punktu, który będzie przełomowy w dalszej drodze. Często bowiem spotykamy na niej osoby, które mają istotny wpływ na to, czego doświadczamy. Książka pt.: „Wrzosowisko” to opowieść o takiej właśnie znajomości.

O panu Marianie Derdo niewiele wiadomo, jakby nie chciał dać się poznać czytelnikom za bardzo, a szkoda, bo jego sposób pisania i to, jak to robi, zasługuje na uwagę. Nie znalazłam też żadnych jego wcześniejszych dzieł, więc przypuszczam, że „Wrzosowisko” jest jego debiutem. Jeżeli tak, to bardzo udanym, gdyż to powieść a raczej opowiadanie, które z pozoru toczy się jednostajnie, bez nagłych zrywów ale w efekcie sprawia, że trudno się od niej oderwać. 

Bohaterami są dwaj panowie, którzy reprezentują dwa różne typy patrzenia na rzeczywistość, relacje międzyludzkie i kobiety. Obydwaj cenią płeć piękną ale mają odmienne podejście do nich. 

Makita jest „smakoszem” kobiecych walorów. Potrafi w nich dostrzec to, czego nie widzą inni i umiejętnie zdobywać ich serca. Jak sam stwierdza, lubi patrzeć na kobietę, tak po prostu, jak "na dzieło sztuki, którym bezsprzecznie jest a nie jak na towar wystawiany na bazarze, na którym jedynymi klientami są mężczyźni". Nie ma on problemów w relacjach z kobietami, które chętnie spędzają z nim czas. Poza jedną, która od dawna wypełnia mu myśli, ale wciąż jest poza jego zasięgiem. Gdy w końcu, po roku starań, otrzymuje od niej sms z emotikonem całuska, jest szczęśliwy i postanawia to uczcić. Ten fakt doprowadza do tego, że pod wpływem impulsu wstępuje do baru, w którym pracuje Robert. 

Robert zwany Rutterem, przeżywa rozstanie z dziewczyną, mimo że miało ono miejsce już jakiś czas temu. Wciąż powraca do wspólnie spędzonych chwil i rozpamiętuje swoje zachowanie wobec ukochanej. 

Ze zwykłej rozmowy między barmanem i klientem rodzi się męska, szczera i do bólu uczciwa przyjaźń odkrywająca najskrytsze zakamarki ich duszy, co w efekcie wywołuje emocjonalną burzę. Zwierzają się sobie z różnych swoich dylematów, problemów i przeżyć, które do tej pory skrywali przed innymi. 

„Wrzosowisko” to powieść, w której siłą są dialogi i sms-y otulone barwnym opisem odczuć, dzięki którym otrzymujemy nie tylko treść rozmów ale też możemy poczuć towarzyszące temu emocje. Pierwszoosobowa narracja Makity sprawia, że mamy wrażenie, jakby opowiadał nam bezpośrednio o tym, co w danym momencie myśli, komentując a nawet usprawiedliwiając swoje zachowanie a czasem karcąc za niby nieopatrznie rzucone jakieś słowo. 

Nie są to tylko reakcje na wypowiadane stwierdzenia, lecz plastycznie oddane emocje, często z ironią, sarkazmem czy humorem. Z pewnością niektóre wypowiedzi mogą szokować ale jednocześnie dociera do nas prawda tych słów. Wyrazicielem tego rodzaju stanowiska, jest Robert, który ma nieco bardziej pragmatyczne podejście do rzeczywistości i nie boi się przeciwstawiać przyjacielowi swojego zdania na omawiany temat. Ich wzajemna szczerość i umiejętność dyskusji jest doskonałym przykładem prowadzenia dialogu rzetelnego, opartego na argumentach. 

Powieść została zaliczona do literatury obyczajowej, jednak bardziej skłaniałabym się do jej filozoficznego charakteru, gdyż tego rodzaju rozważania dominują w prowadzonych rozmowach. Spostrzeżenia autora przekazywane ustami narratora, są niczym pięść, którą dostajemy między oczy, by ujrzeć daną kwestię w nowym znaczeniu. Tak często reagują osoby, z którymi główny bohater ma okazję rozmawiać. Jego sposób interpretacji rzeczywistości i ludzkich zachowań odbiega od standardowego myślenia, nakazując wręcz zastanowić się nad tym, co właśnie usłyszeli. Niejednokrotnie biłam mu mentalnie brawo uśmiechając się pod nosem, gdy po raz kolejny wprawiał w osłupienie swoim oryginalnymi wypowiedziami. 
„Nam, facetom, tylko się wydaje, że to my wybieramy, a tymczasem co najwyżej składamy ofertę, takie swoiste podanie o pracę, ale ostatecznie niewiele od nas zależy.”
Autor stosuje wiele metafor, trafnych porównań i zabawnych zwrotów, skutecznie tworząc różnego rodzaju natężenia emocjonalne. Sprawił, że przeczytałam stworzoną przez niego historię z niegasnącym zainteresowaniem. Mimo, że fabuła została oparta w większości na dłuższych wypowiedziach, nie było to dla mnie nużące. Wręcz przeciwnie, nie opuszczała mnie ciekawość, do czego doprowadzi obu mężczyzn ich szczerość wobec siebie. 

Finał, jaki zaplanował pan Marian Derdo stanowi kwintesencję eksplozji emocjonalnej,  O ile w większości opowiadanie emanowało równym tempem akcji, bez nagłych zwrotów, to zakończenie było dla mnie niczym wybuch wulkanu, który zmiata cały dotychczasowy spokój. 


To powieść przede wszystkim o kobietach, a więc też dla kobiet, gdyż daje im okazję spojrzenia męskimi oczami na wiele aspektów, które ich dotyczą. Z kolei męska część czytelników być może odkryje płeć piękną na nowo odkrywając to, co do tej pory umykało ich uwadze. 

Zdanie które szczególne przypadło mi do serca: „Kiedy widzisz piękny kwiat i sięgasz po niego, by go zwyczajnie zerwać albo choć powąchać, to możesz jeszcze, niejako przy okazji przyjrzeć się jego płatkom, patrząc pod słońce, albo prześledzić przebieg żyłek na liściach, bo może zaklęte są w nich jakieś czarodziejskie znaki.” Prawda, że piękne?

Egzemplarz książki otrzymałam od portalu:


piątek, 25 grudnia 2020

692. - "I ślubuję Ci..."


I ślubuję ci…
Magdalena Chrzanowska

Numer wydania: I
Data wydania polskiego: 17 listopada 2020 r.
Liczba stron: 368
Wymiary: 145 x 205 mm
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Wydawnictwo: Replika

„Świat należy do ludzi, którzy mają odwagę marzyć i ryzykować, aby spełniać swoje marzenia”

Wchodząc w związek małżeński narzeczeni składają sobie wzajemnie przysięgę, która ma być wyrazem ich miłości i chęci bycia razem w każdej sytuacji. Stojąc przy ołtarzu wypowiadają sakramentalne „Tak” oraz zdanie: „ I ślubuję ci: miłość, wierność i uczciwość małżeńską” a potem dzieje się proza życia, które weryfikuje prawdziwość tej deklaracji, tak jak w przypadku bohaterki książki pt.: „I ślubuję Ci...”

Magdalena Chrzanowska jest absolwentką Wydziału Historii na UMCS w Lublinie. Jej życie zawodowe było związane z pracą w wiejskim liceum ogólnokształcącym na Podlasiu. Po przejściu na emeryturę przeprowadziła się do miasta. „I ślubuję ci…” jest jej debiutem literackim.

Fabuła tej powieści osadzona jest w wiejskich klimatach, tak bliskich autorce. Mieszkając przez wiele lat na wsi, poznała specyfikę życia wiejskiego, jego dobre i gorsze strony ale zaznacza, że to, o czym opowiada na kartach swojej książki, nie ma nic wspólnego z rzeczywistością. Zwłaszcza osoba wójta jej wsi nie jest wzorem dla postaci stworzonej w tej historii. 

Okładka sprawiła, że zapragnęłam przeczytać skrywaną za nią opowieść. Jej grafika jest bardzo romantyczna, niemal sielska, utrzymana w ciepłych, miłych dla oka barwach. Jednak przedstawiona w niej historia wcale taka nie jest.

Bohaterką jest Jola Kryczuk, która mieszka w Bohomiłowie razem z mężem Adamem i teściami. Od zawsze marzyła, by pracować w szkole ale rzeczywistość nie pozwoliła na spełnienie tego pragnienia jak i wielu innych. Codzienność mija jej na zajęciach w gospodarstwie a właściwie codziennym kieracie od rana do wieczora, a przy tym wszystkim na dbaniu o męża i jego rodziców, Nikt z nich nie pomyśli o jej potrzebach. 

Ona nie czuje się szczęśliwa ale ważna dla niej jest stabilizacja, spokój a przede wszystkim rodzina, której ona nigdy tak naprawdę nie miała. Jola jest bowiem dzieckiem alkoholika i razem ze swoją siostrą nie raz musiały znosić humory oraz agresję pijanego ojca. Ten fakt kładzie się cieniem na jej obecne życie, gdyż wciąż trafia na niewłaściwych mężczyzn, czego dowodem jest jej mąż Adam. Pozostawiona sama ze sobą ze swoimi dylematami nie może liczyć na jego wsparcie ani na dobre słowo od teściów. 

Adam jest wyrachowanym, nieczułym i zakłamanym draniem. Pełni funkcję wójta i właśnie zbliżają się wybory. Dla własnego wizerunku i interesów gotów jest poświecić wiele. Nawet swoją żonę… wobec której ma roszczeniową postawę uważając, że jego pozycja jest dla niej wybawieniem, dlatego on ma prawo ją tak traktować. Jego matka także nie emanuje dobrym słowem, mimo że jest zdeklarowaną katoliczką a niedzielne msze to obowiązek. Traktuje synową jak intruza, która wkradła się do rodziny podstępem omamiając jej ukochanego synka i przychodząc na gotowe. 

Jak to bywa w takich sytuacjach, wystarczy jeden niespodziewany zbieg okoliczności, który wyzwala lawinę zdarzeń przewartościowujących dotychczasowe życie i tak dzieje się w przypadku głównej bohaterki. Pewnego wieczoru słyszy rozmowę swego męża, która burzy jej świat. Zaczyna prywatne śledztwo, które odsłania prawdziwe oblicze człowieka, z którym żyje od ponad 20 lat. 

Dziwiłam się Joli, że wytrzymała w takim układzie tyle czasu, usługując nie tylko mężowi ale też teściom, którzy nigdy jej nie zaakceptowali zawsze uważając za gorszą, bo pochodzi z miasta. Z drugiej strony zdaję sobie sprawę, że tego rodzaju kobiet jest całkiem sporo. Tkwią w układach, które nie spełniają ich oczekiwań mając na względzie dobro dzieci, opinie sąsiadów, zapominając o sobie i swoich marzeniach. Z tego względu to historia bardzo prawdziwa z postaciami, które nie są przerysowane lecz doskonale oddają realizm przedstawianych sytuacji. 

Autorka na przykładzie głównej bohaterki pokazuje, że nigdy nie jest za późno na zmiany, by zacząć żyć według własnych wyobrażeń. W prologu uchyla rąbka przyszłych zdarzeń i efekt decyzji podjętych przez Jolę, gdyż poznajemy ją w momencie, gdy spełnia jedno ze swych marzeń. Zwiedza właśnie zamek Chaumont u boku jakiegoś mężczyzny, ale jego tożsamość pozostaje na razie tajemnicą. W kolejnych rozdziałach cofamy się w czasie, by poznać wydarzenia sprzed tego epizodu i towarzyszyć głównej bohaterce w jej transformacji, bo w tym momencie wiemy, że taka nastąpi. I to jest jeden z fascynujących wątków tej historii - możliwość podążania za kolejnymi krokami Joli prowadzącymi do odkrycia przez nią uroków życia i siebie.

Pani Magdalena Chrzanowska weszła ze swoją debiutancką powieścią z rozmachem, pokazując, że potrafi przykuć uwagę czytelnika fundując mu gamę różnorodnych emocji i przeżyć. „I ślubuję Ci…” nie ma właściwie zakończenia, gdyż kolejne perypetie sympatycznej Jolanty Kryczuk będziemy mogli poznać w kontynuacji pt.: „Szukając miłości”. Przyznam, że będę jej wyglądała z niecierpliwością. 

Egzemplarz książki otrzymałam od portalu:


czwartek, 24 grudnia 2020

Jeszcze jedna świąteczna opowieść

 


Dziś jeszcze jedna opowieść świąteczna dotarła na moją półkę, więc święta na pewno będą zaczytane!

"Anielski puch" to opowieść o tym, że wszystko się może zdarzyć, jeżeli tylko pozwolisz sobie na marzenia…

Anna, Zofia i Natalia – trzy kobiety z różnych pokoleń, które oprócz więzów krwi łączy to, że nigdy nie miały szczęścia do związków. Mężczyźni w ich życiu pojawiali się i znikali, co tylko umacniało je w przekonaniu, że jeżeli umiesz liczyć, to licz tylko na siebie. Jednak w głębi serca każda marzy o tym, że kiedyś, gdzieś, spotkają kogoś, kto…Ale o tym piszą tylko w listach do Świętego Mikołaja, które co roku tradycyjnie wysyłają.

Więc gdy w życiu Anny pojawia się Wiktor, intrygujący chirurg po przejściach, trudno jej uwierzyć, że to się dzieje naprawdę i robi wszystko, żeby pokrzyżować plany przeznaczeniu. Zofia natomiast ulega urokowi mężczyzny z przeszłości, którego tajemniczość budzi niepokój, a serce Natalii uparcie popycha ją ku błędom matki i babki. Trudno jest odmienić historię rodzinną, która lubi się powtarzać, ale wszystko się może zdarzyć, gdy z nieba zaczyna padać anielski puch…
(opis na podstawie notki wydawcy)

Wkrótce moja recenzja

Życzę wszystkim sympatykom Oazy Recenzji, obecnym i przyszłym czytelnikom i gościom mojej strony, pięknych, wspaniałych świąt  bogatych w czytelnicze wrażenia!




środa, 23 grudnia 2020

Świąteczne prezenty wydawnicze na mojej półce




Takie dni jak dzisiejszy mógłby być codziennie! Tuż przed Gwiazdką dotarły do mnie dwie wspaniałe książki. Jedna z nich jest powieścią a druga publikacją z mnóstwem praktyczmej wiedzy.

Najpierw dotarła do mnie "Nawiść", której wyczekiwałam z zaintersowaniem Przyszła oryginalnie zapakowana i z dedykacją napisaną na osobnym papierze przypominającym dawne  "listy". W notce można o niej przeczytać, że:  to historia zaciekłego wroga chrześcijaństwa, który ochrzczony siłą, pragnie… swój lud ochrzcić z własnej woli. To czarna baśń. Opowiadająca o przedchrzcie terenów, które długo potem nazwano Polską. Oraz o powodach, dla których władca swoich czczonych od wieków bogów nagle chce zamienić na boga najśmiertelniejszego wroga. To baśń skrzywiona. Oparta na fakcie historycznym. A także łącząca wodne legendy z Krakowa i Warszawy. To melobaśń. Gdzie w tle trójka młodych bohaterów walczy o swoje serca i ciała. Nie wiedząc o tym, że są rodziną.

Intrygujące, prawda? [moja recenzja]



Drugą książką jest "Tajemnica Zdrowia. Synchronizm" - kompendium wiedzy dotyczącej zdrowia człowieka. Jest jedynym w swoim rodzaju, nowatorskim zestawieniem najskuteczniejszych, znanych człowiekowi metod uzdrawiania oraz astrologii medycznej. Intencją przekazania zawartych w niej tajemnic jest rozbudzenie w Czytelniku świadomości jego potencjału do przywrócenia pełnego zdrowia sobie oraz otaczającemu go światu.

Pięknie wydana, cieszy oko i napawa mnie radością jej dotykanie. Wkrótce moje wrażenia z jej przeczytania. [moja recenzja]




691- "Uczynkiem i zaniedbaniem"



„Uczynkiem i zaniedbaniem”
Mariusz Kanios

Wydanie: I
Data premiery: 20 grudnia 2020 rok
Ilość stron: 264 
Okładka: miękka
Wydawnictwo: Górna Półka

„złe uczynki nie kalają ofiar, ale oprawców”

Napisanie dobrego kryminału, to nie lada sztuka, tym bardziej, że na rynku wydawniczym jest ich sporo i dlatego przed autorami książek pojawiają się wciąż nowe wyzwania. Widać, że pomysłów im nie brakuje, gdyż każdego miesiąca możemy dostrzec premiery z tego gatunku. Jedną z nowości jest powieść pod intrygującym tytułem „Uczynkiem i zaniedbaniem”, która jest literackim debiutem Mariusza Kaniosa. 

Mariusz Kanios studiował archeologię i bankowość. Przez wiele lat byłem dyrektorem banku a od kilku lat zajmuje się handlem nieruchomościami. Jego pasją są podróże motocyklowe, te bliskie i dalekie. Był na motocyklu nawet w Maroku. Mieszka w Tarnobrzegu z żoną i dwójką dzieci.

Książkę przeczytałam w wersji e-booka, więc mogę jedynie przybliżyć charakter powieści i jej bohaterów. Nie jest to łatwe zadanie, gdyż dzieje się w niej bardzo dużo i co chwila wyłaniają się nowe sytuacje dopełniające opowiadaną historię. 

Z położonego niedaleko Tarnobrzega Domu Dziecka w Durdach, znika siedmioletni Szymon. Ostatnio był widziany trzy dni temu na śniadaniu o 8:30. Tymczasem do księdza Piotra z parafii Podwyższenia Krzyża w Sandomierzu przychodzi do spowiedzi mężczyzna, który wyznaje przy konfesjonale, że właśnie morduje człowieka…


„Uczynkiem i zaniedbaniem” to wielowątkowa, dobrze przemyślana i zaplanowana powieść w której wiodącym motywem jest oczywiście kryminalna zagadka ale obok niej pojawiają się także inne elementy, by wzmacniać napięcie, stopniowo odsłaniając kolejne warstwy, które pozwalają nam na odkrycie tajemnic skrywanych przez czarny charakter tej powieści. 

To zaskakująca, trzymająca w napięciu a przy tym poruszająca historia ze względu na ujęte w niej zagadnienia etyczne, obyczajowe i społeczne. Spośród kilku nakreślonych wątków wyłania się dylemat moralny w osobie księdza Piotra, który zmusi zmierzyć się z zakazem ujawniania spowiedzi. Powstaje pytanie czy zawsze jest to uzasadnione, zwłaszcza jeżeli chodzi o życie człowieka? Dla religijnych dogmatów nie jest to takie oczywiste. Młody ksiądz będzie musiał podjąć decyzje, które wywrócą jego poukładany świat do góry nogami i znacząco wpłyną na jego dalsze losy…

Autor wykazał się umiejętnością łączenia ze sobą różnych wątków tak, by razem tworzyły spójną, wciągającą fabułę, która nie jest skupiona tylko na śledztwie. Robi to w sposób zwięzły, bez zbędnych opisów i wyjaśnień, co osobiście postrzegam jako plus, gdyż przy tego rodzaju literaturze ważna dla mnie jest konkretna fabuła i zmienna, dynamiczna akcja skupiająca się na istotnych kwestiach, a tych tutaj nie brakuje. Poza motywem związanym z prowadzeniem sprawy zaginięcia chłopca, mamy możliwość obserwowania działań innych osób i wniknięcia w ich umysły. 

Inną kwestią, która mnie zastanowiła, jest możliwość zdobycia potrzebnych informacji dostępnych w Internecie. Często bowiem wrzucamy zdjęcia i różne informacje na swój temat chcąc się pochwalić swoim życiem znajomym. Jednak zapominamy, że mogą one wpaść w niepowołane ręce.

To dobrze napisana powieść kryminalna z trudnym do przewidzenia ciągiem zdarzeń. Jest jak układanka, do której dostajemy oddzielne elementy próbując je dopasować do całości. I gdy już myślimy, że wszystko jest na swoim miejscu, nagle dochodzi jeszcze jeden, niespodziewany element. Podobny schemat zastosował pan Mariusz Kanios pokazując nam poszczególne fragmenty opowiadanej historii, odsłaniając kolejne niewiadome ale jednocześnie zwodząc i trzymając w niepewności. Nie ma w niej chwili wytchnienia, gdyż akcja goni akcję, a sytuacja zmienia się jak w kalejdoskopie

Z reguły w kryminałach poznajemy tożsamość przestępcy na końcu, by przekonać się, że nasza dedukcja była słuszna lub nie. Pan Mariusz zastosował nieco odmienny sposób na swoją opowieść. Poprowadził nasza uwagę tworząc kilka wątków w narracji trzecioosobowej, dzięki czemu mamy wrażenie, że wiemy więcej niż prowadzący sprawę policjanci. Ujawnia nam działania przestępcy, motywy postępowania i rys psychologiczny, który ukształtował jego charakter. Wiemy o nim coraz więcej ale przez dłuższy czas nie wiemy kim jest. Poznanie jego osobowości oraz tożsamości nie kończy opowieści. Okazuje się, że całość jest bardziej złożona niż myśleliśmy i nie wszystko jest takie oczywiste i jasne jak się wydaje… I gdy zmierzamy coraz szybciej do końca, czując, że mamy już wszystkie karty w dłoni, nagle okazuje się, że autor wyciąga jeszcze jednego asa, który zmienia zasady gry... 

Książka pozostawiła po sobie u mnie chaos emocjonalny spowodowany nadmiarem wrażeń i zaskakujących sytuacji. Nie ma w niej chwili przestoju czy monotonnych opisów lecz konkretna, treściwa akcja, która zmienia się niczym kameleon. Spędziłam przy niej, w sumie, kilkanaście ekscytujących godzin pełnych różnorodnych doświadczeń i wrażeń. Uważam, że to udany debiut pana Mariusza Kaniosa, który ma ogromny potencjał twórczy i nosi w sobie nie jedną historię, które będzie nam dane w niedalekiej przyszłości poznać.

Za możliwość przeczytania tej książki dziękuję autorowi.


poniedziałek, 21 grudnia 2020

690. - "Czego uczą nas zwierzęta?"


Czego uczą nas zwierzęta?
Jak domowi terapeuci pomagają nam pozbyć się ograniczeń i stać się lepszymi ludźmi
Danielle MacKinnon

Wydanie: I
Rok wydania polskiego: 2020
Data wydania amerykańskiego: 8 maja 2017 r
Tytuł oryginału: Animal Lessons: Discovering Your Spiritual Connection with Animal
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Ilość stron: 230
Format : 145 x 205 mm
Tłumaczenie: Ischim Odorowicz-Śliwa

„zwierzęta rozumieją cię lepiej, niż ty w tej chwili rozumiesz siebie”

Można spotkać się z twierdzeniem, że zwierzęta nie mają duszy i nic nie czują. Tymczasem wystarczy spojrzeć w ich oczy. One mówią same za siebie. Zwierzęta mają uczucia, emocje i duszę. Są z nami nie tylko dla naszej zachcianki lecz przede wszystkim dla naszej radości i zdrowia ale też wewnętrznego rozwoju. Znane są terapie i rehabilitacje  z udziałem zwierząt zwane zooterapią, takie jak dogoterapia, hipoterapia, felinoterapia, onoterapia czy delfinoterapia. To tylko jedna z form pomocy zwierząt jakiej udzielają one człowiekowi. Także w życiu codziennym mają na nas dobroczynny wpływ. Potwierdza to książka pt.: „Czego uczą nas zwierzęta?” 

źr. zdjęcia:
amazon.com
Danielle MacKinnon jest coacherką o silnie rozwiniętej intuicji oraz szanowaną członkinią ciał pedagogicznych w Omega Institute, Kripalu Center, a także w wielu innych instytucjach edukacyjnych i zdrowotnych.

Nie mogłam oprzeć się tej książce patrząc na okładkę, na której widać uroczą mordkę wpatrującą się w nas swymi mądrymi oczkami. Oprawa, poza ujmującym zdjęciem, ma dodatkowo przyjemną dla oka kolorystykę utrzymaną w brązowej tonacji oraz miłą w dotyku strukturę. Tytuł wyróżnia się dużą, wypukłą białą czcionką. Wewnętrzną stronę okładki ozdabiają wydruki psich łap i serduszek, a na skrzydełkach zamieszczono fragment z książki oraz kolejną słodką psią mordkę.

Nie jest to jednak publikacja dotycząca tylko psów ale zwierząt ogólnie. Z reguły tego rodzaju poradniki dotyczą problemów behawioralnych i różnych perypetii z naszymi czworonożnymi przyjaciółmi. W niniejszej publikacji autorka uświadamia, że emanują one pozytywną energią a ich miłość służy wyższemu celowi. 


Danielle MacKinnon ma dar komunikowania się ze zwierzętami, co pozwala jej dosłownie rozmawiać z nimi. Przytacza wiele przykładów ze swojej pracy z klientami i ich pupilami, pomagając im odkryć prawdziwą przyczynę zachowań zwierząt i zrozumieć ich przekaz. Wykazuje, że każde zwierzę wnosi do naszego świata mądrość, intuicję i rozwój duchowy. Nie pojawia się w naszym życiu przypadkowo i zawsze mamy z nimi kontakt w jakimś celu, nawet jeżeli jest ono tylko na chwilę. 

Swoją wiedzę zgromadziła w dziewięciu rozdziałach, z których dwa pierwsze przybliżają tematykę, a kolejne pięć opisują poszczególne kroki w poznawaniu mowy zwierząt i sensu przekazywanych nauk. Opowiada też o swoich doświadczeniach na drodze do swojej obecnej pracy, kiedy to odkryła lekcje udzielane przez zwierzęta. Stopniowo wprowadza kolejne zagadnienia zamieszczone w osobnych częściach, poszerzając zakres prezentowanego materiału. 


"Czego uczą nas zwierzęta?" to obowiązkowa lektura dla właścicieli i miłośników zwierząt. Poradnik pozwala spojrzeć w nowy sposób na otaczające nas faunę i uczy uważnej obserwacji ich zachowań. Autorka przekazuje to, czego nauczyła się w ciągu swojej wieloletniej praktyki, byśmy mogli w pełni docenić dary, jakie ze sobą niesie królestwo zwierząt. Robi to w bardzo przystępny sposób często przytaczając różne sytuacje ze swojego życia i swoich klientów. Te historie spisane są pod wspólnym tytułem „Zwierzęta w akcji”, które umieszczone zostały na końcu każdego rozdziału. Czyta się je z ciekawością, gdyż są przedstawione w formie krótkiego opowiadania. W każdym z nich główną rolę odgrywają zwierzęta, których zachowania nie są przypadkowe. Na takich przykładach możemy dostrzec dlaczego nasz pupil zachowuje się tak a nie inaczej i być może znajdziemy w swoich relacjach z nim podobne sytuacje. 

Danielle MacKinnon zachęca, byśmy nauczyli się obserwować swoich pupili i potrafili odczytać to, co chcą nam przekazać. Zapewnia, że dzięki nim ludzie stają się lepsi a ich życie jest bardziej kolorowe i wartościowe. Podpowiada jak zbudować zdrowe z nimi relacje ale przede wszystkim skupia się na wartościach duchowych przekazywanych nam zwierzęta. Wykazuje, że dzięki nim nasze życie staje się szczęśliwsze, pełniejsze a my stajemy się po prostu lepszymi ludźmi.

Za książkę dziękuję wydawnictwu:


piątek, 18 grudnia 2020

689. - "Układ limfatyczny i skóra"



Układ limfatyczny i skóra
SERIA: Medycyna holistyczna. 
Tom XII
dr Rosina Sonnenschmidt

Numer wydania: I
Rok wydania polskiego: 2020
Data wydania niemieckiego: 3 maja 2018 r.
Liczba stron: 272
Wymiary: 145 x 205 mm
Oprawa: miękka
Wydawnictwo: Vital
Tytuł oryginału: Haut und Lymphsystem – Bastionen der Immunkraft: Band 12: Schriftenreihe Organ - Konflikt - Heilung Mit Homöopathie, Naturheilkunde und Übungen

„Jedno jest wszystkim, a wszystko jest jednym”

Nasz organizm jest doskonale zorganizowanym mechanizmem, który działa bez problemów, o ile zadbamy o jego poszczególne elementy. Żebyśmy mogli to zrobić, dobrze jest mieć chociażby podstawową wiedzę na ich temat, i to nie tylko pod kątem fizycznych właściwości ale też na każdym innym poziomie naszego istnienia. Taką możliwość daje seria „Medycyna holistyczna”, z której każdy tom poświęcony został innemu układowi naszego organizmu. Tom XII nosi tytuł „Układ limfatyczny i skóra” i jest ostatnią odsłoną tej serii.

źr. zdjęcia:
wydawnictwovital.pl
Dr Rosina Sonnenschmidt jest jedną z najbardziej znanych holistyczną terapeutką w Niemczech. Opracowała kinezjologię terapeutyczną dla pacjentów w śpiączce oraz osób cierpiących na demencję czy zaawansowanym stanie chorób. W swojej pracy łączy homeopatię, naturopatię, odżywianie i ćwiczenia umysłowe. Te elementy są obecne w jej specjalistycznych publikacjach, także w każdej z części serii „Medycyna holistyczna”, która jest wyrazem jej pragnienia pokazania holistycznego podejścia do leczenia. Dotychczasowe tomy spotkały się z ogromnym zainteresowaniem, gdyż wnoszą dużo przydatnej wiedzy o naturalnym uzdrawianiu. Naturopatia i inne terapie holistyczne skupiają się na człowieku jako całości i mają na uwadze przede wszystkim jego dobro. 

Do tej pory poznałam tom V „Nerki i pęcherz“, tom VI „Układ krążenia“, tom VII „Układ hormonalny“, tom X „Zmysły“ i tom XI „Układ ruchu”. Tom XII jest moim szóstym spotkaniem z autorką i jej wiedzą na temat naszego organizmu.

Dr Sonnenschmidt w swojej praktyce poznała wiele kierunków sztuki uzdrawiania ale najbardziej wzoruje się na azjatyckich systemach medycznych. Swoje podejście do leczenia opiera na teorii odpowiedniości, według której „proces zdrowienia opiera się na własnych programach samouzdrawiania.” Podstawą tej teorii jest znajomość Zasady Pięciu Żywiołów, którą poznajemy w jednym z początkowych rozdziałów. Jest to niezwykle ważne, by ją zrozumieć, gdyż w dalszej części książki autorka często odnosi się do tej zasady. 


„Traktowanie skóry z perspektywy duchowej poszerza horyzont dla przemiany świadomości koniecznej do uzdrawiania”

W tytule tomu XII jest zapowiedź zagadnienia związanego z układem limfatycznym i skórą, ale to tematy związane ze skórą zajmują większą część poradnika. Wiedza została ujęta w ośmiu rozdziałach, z których aż pięć poświęconych jest właśnie skórze a tylko dwa ostatnie – układowi limfatycznemu. 

W pierwszych rozdziałach autorka przybliża ideę medycyny holistycznej, następnie omawia pojęcie skóry według chińskiej teorii odpowiedniości i z perspektywy fizjologicznej. Przedstawia budowę skóry, jej ważne funkcje, współzależności i wyjaśnia jej działanie poprzez teorię odpowiedniości. Podobne podejście prezentuje przy omawianiu układu limfatycznego. Ciekawym zagadnieniem jest spojrzenie na nasze dolegliwości w rozdziale czwartym, w którym autorka opisuje konkretne choroby i podaje przyczyny ich powstawania oraz podpowiada w jaki sposób sobie z nimi poradzić. Poprzez ukazanie duchowych i mentalnych źródeł choroby pomaga zrozumieć ich sens a przy tym wymienia leki homeopatyczne pomocne w ich leczeniu, różne naturalne techniki uzdrawiające, ćwiczenia i elementy diety. 

Całość ma przystępną formę przekazu, ale pod warunkiem zrozumienia początkowego, teoretycznego wprowadzenia w uzdrawianie holistyczne. Autorka posługuje się terminologią charakterystyczną dla swojej profesji i często używa fachowych zwrotów, dlatego ważne, by przyswoić sobie ich znaczenie zanim przejdziemy do dalszych zagadnień. Duchowy aspekt podkreślają cytaty zaczerpnięte z chińskiego dzieła pochodzącego z V wieku, pt.: „Shinjinmei”, klasycznego tekstu Zen ”Strofy wiary w Umysł”. 

To wiedza która z pewnością będzie przydatna dla studentów medycyny, psychologii ale też osób, które chciałyby lepiej poznać samych siebie, gdyż autorka pokazuje nie tylko fizyczne aspekty choroby czy jakiejś dolegliwości, lecz także wymienia duchowe przyczyny ich występowania. Za każdym bowiem schorzeniem kryje się źródło problemu, które ma swoje korzenie w naszym umyśle, postępowaniu, nawykach czy przekonaniach na różne aspekty życia. 


Dwunasty tom serii „Medycyna holistyczna” jest ciekawym materiałem, podobnie jak wcześniejsze jej części. Nasz organizm i związane z nim konflikty przedstawione są w niej w niestandardowy sposób. Pani Rosina Sonnenschmidt wykazuje, że każda dolegliwość niesie ze sobą ważne dla nas informacje czy jakąś wskazówkę, która objawia się na fizycznym poziomie i powinna być dla nas sygnałem, by coś zmienić w sposobie naszego postępowania. Przekazując swoją wiedzę, ma nadzieję, że będzie ona przydatna wielu osobom i pomoże zrozumieć co dana sytuacja chce nam przekazać.

Autorka uczy uważniejszego obserwowania sygnałów, jakie wysyła nam nasze ciało poprzez różne dolegliwości, które zawsze niosą ze sobą jakieś ważne wskazówki. Umiejętność ich odczytywania z pewnością pomoże nam w zrozumieniu siebie i pozwoli na wprowadzenie zmian w dotychczasowym życiu, by w efekcie przywrócić zdrowie w naszych poszczególnych układach. 

Egzemplarz książki otrzymałam od portalu