niedziela, 25 września 2022

1188. - "Zanim mnie zabijesz"


"Zanim mnie zabijesz"
Paula Er

Wydanie: pierwsze
Data premiery: 12 września 2022 r.
Liczba stron: 306
Wymiary: 130x210 mm
Okładka: miękka ze skrzydełkami
ISBN: 978-83-8313-070-5
Wydawca: Novae Res
Moja ocena: 6/6

„Każdy zasługuje na drugą szansę, pod warunkiem, że dobrze ją wykorzysta.”

Najczęściej można usłyszeć, bądź przeczytać o przemocy fizycznej, która potrafi zamienić ludzkie życie w piekło, ale równie dotkliwa, może nawet gorsza jest przemoc psychiczna. Pokłosiem tego rodzaju doświadczeń są trwałe blizny pozostawione w umyśle, które nie znikają nawet po upływie wielu lat. Taki koszmar  skutecznie odbija się na osobowości człowieka nie pozwalając cieszyć się w pełni życiem. Doskonale wie o tym bohaterka książki "Zanim mnie zabijesz", Julka Iwanko, która mieszka razem ze swoim mężem Wiktorem, z którym tworzy szczęśliwy związek, ale na nietypowych zasadach. Przez ostatnie lata skutecznie odcięła się od przeszłości i stworzyła siebie na nowo. Postrzegana jest, jako pewna siebie, wysportowana i atrakcyjna kobieta, realizująca swoje pasje i osiągająca zawodowe sukcesy. 

Nikt jednak nie wie, nawet mąż, że pod tą maską, głęboko w podświadomości, w zakamarkach duszy Julka skrywa sekret i wydarzenia, o których woli nie pamiętać. Siedemnaście lat temu była zupełnie inną dziewczyną, po której dziś nie ma śladu. Skutecznie usunęła tamtą wersję swojej osobowości i wyglądu, pracując nad sobą intensywnie tak, że udało się jej stworzyć siebie na nowo. Jednak pewnego dnia wszystko wraca, więc istnieje obawa, że jej poukładane życie nagle zostanie zburzone. Dochodzą do głosu dawne zmory, budzące strach i przypominające o przeżytym koszmarze.
„Nawyki, zwłaszcza te, które były w stanie uratować jej życie, były jak niewidoczne pasożyty, wczepione pod jej skórą.”
Paula Er urzekła mnie swoimi dwoma powieściami, spośród których miałam okazję przeczytać „Kształt dźwięku” i „Wysłuchaj mnie”, dlatego bez wahania sięgnęłam po jej najnowszą powieść „Zanim mnie zabijesz”. Z każdą kolejną powieścią tej autorki jestem zachwycona pomysłami, jakie przelewa na karty swych książek. Każda z nich jest inna i porusza ważne problemy, z którymi spotykamy się każdego dnia, a dzięki temu nie jedna osoba może dostrzec siebie. Jej książki dotykają ważnych zagadnień, które umykają wśród wielu informacji i problemów.

Tytuł jej najnowszej powieści jest mocno sugestywny, ale też nieco przewrotny, gdyż ewidentnie wskazuje na kryminał, a kryminałem nie jest. To raczej opowieść o kobiecie, do której pewnego dnia wraca przeszłość przypominając o sobie i wydarzeniach mających wpływ na życie bohaterki. Głównym motywem wplecionym w kilkuwątkową fabułę jest przemoc fizyczna i psychiczna.


Paula Er napisała historię, która mogłaby się wydarzyć naprawdę, ale jest fikcją literacką wnikającą w naturę ludzkiego umysłu i osobowości. Wrzuca swoich bohaterów w sytuacje, które ujawniają ich prawdziwą naturę i uwalniają różne reakcje, o które by siebie nie podejrzewali. Skłania tym samym do refleksji, ale też uświadamia, jak łatwo można stać się ofiarą zmanipulowaną przez perfidną, egoistyczną osobę.

Przede wszystkim narysowała portret zarówno oprawcy, jak i ofiary, opisując mechanizm działania umysłu osoby skrzywionej psychicznie, ale też pokazując, jak łatwo z ofiary przeistoczyć się w prześladowcę i wykazywać działania ocierające się o obsesję. Zrobiła to wyśmienicie, ponieważ czytając tę historię, mamy wrażenie zagubienia, dezorientacji i poczucie omotania, gdyż wszystko wygląda bardzo realistycznie i prawdziwie. Tym samym autorka uzmysławia, że przeszłość tak naprawdę nigdy nie odchodzi w niepamięć, zwłaszcza, gdy dotyczy to traumatycznych przeżyć. Przede wszystkim wykazuje, jak bardzo wpływają tego rodzaju doświadczenia na życie dawnej ofiary, u której nadal tkwią pewne wzorce zachowania i sposób myślenia, pomimo upływu czasu i zmiany okoliczności. Nawet, jeżeli wyparła ona ze świadomości przerażające zdarzenia, one nadal tkwią w niej, niczym niewyjęte drzazgi. Pozostają wciąż niektóre mentalne nawyki, automatyczne reakcje i obawy, pomimo że obecne życie jest całkowicie odmienne od wcześniejszego.


Całość śledzimy głównie poprzez osobę Julki, ale też stopniowo zostają ujawniane sytuacje, które wprowadzają niepokój i powodują zamęt, zwłaszcza wówczas, gdy zaczyna ona dostawać dziwne przesyłki i wiadomości. Dosyć szybko poznajemy tożsamość dręczyciela, ale to nie powoduje zmniejszenia napięcia. Wszystko jest w tej powieści przemyślane i przedstawione tak, że jako czytelnicy czujemy się wmanewrowani i otumanieni tak, że nie wiadomo, jaka jest prawda. Autorka doskonale opisała stan zarówno ofiary zmanipulowanej przez toksyczną i uzależniającą osobę, ale też pokazała, jak łatwo ulec agresji i złości. 

Z reguły, gdy mówimy o przemocy od razu myślmy o brutalnym mężczyźnie wyżywającym się na swojej kobiecie i rodzinie. Tymczasem tego rodzaju zależności i postawy nie mają płci, gdyż każdy może mieć takie skłonności. Na przykładach kilku bohaterów, którzy pojawiają się na kartach tej powieści, śledzimy różne schematy zachowania, zarówno osób tkwiących w toksycznych relacjach, jak i ofiar przemocy.

Obserwujemy nie tylko wydarzenia w życiu Julki, ale też kilku innych osób, których losy razem tworzą niesamowicie wciągającą fabułę, pokazując różne oblicza uzależniających relacji, podejścia do nich i radzenia sobie z nimi. Porusza też zagadnienia chorej zazdrości, pokazując, jakie ma ona skutki, ale też nieszczerości w związku, gdyż Julka ukrywa swoją przeszłość przed Wiktorem.

Jedyną pewną rzeczą na tym świecie jest podobno zmiana. Dotyczy to nie tylko sytuacji życiowych, ale też ludzkich charakterów, które ewoluują i kształtują człowieka wraz z jego doświadczeniami, tym, co dane jest mu przeżyć, ale też wiele spraw weryfikuje czas, który podobno leczy rany. Jednak niektórzy nie zmieniają się wcale, a tylko potrafią maskować swoje mroczne wnętrze, skutecznie omamiając swoją ofiarę.

Paula Er zadebiutowała powieścią „Wolności jaskółki”, która zdobyła tytuł książki marca 2018 w kategorii „proza polska”, przyznany  przez „Magazyn Literacki Książki”. W 2020 roku ukazał się jej drugi utwór „Tam, gdzie milczą róże”. Brała udział w tworzeniu powieści „Dowód dojrzałości”, z której całkowity dochód ze sprzedaży został przekazany na budowę domu dla samotnych nieletnich matek. Od 2014 roku prowadzi profil na Facebooku o nazwie "Wkurzona Żona", na którym publikuje historie małżeńskie kobiet, które nie mają, z kim porozmawiać o dręczących je problemach. Prywatnie  jest mamą dwójki cudownych dzieci. Interesują ją ludzkie historie i sposób, w jaki wpływają na życiowe decyzje.

Książkę przeczytałam, dzięki wydawnictwu:


piątek, 23 września 2022

1187. - "Anioł z rogami" Tom I


"Anioł z rogami"
Seria: Anioł z rogami
Tom pierwszy
Klaudia Jaruszewska

Wydanie: pierwsze
Data premiery: 19 września 2022 r.
Format: 121x195, skrzydełka
Liczba stron: 208
Wydawca: Novae Res
Moja ocena: 5/6

„Ani czas, ani mądrość nie zmieniają człowieka – bo odmienić istotę ludzką zdolna jest tylko miłość”

Nie zawsze wygląd idzie w parze z charakterem i nie raz można być zaskoczonym, gdy kogoś takiego poznajemy bliżej. Bohaterka książki „Anioł z rogami” jest taką właśnie osobowością.

Zuzanna to dwudziestojednoletnia, piękna dziewczyna o długich blond włosach i urzekających niebieskich oczach, więc wygląda jak anioł. Tak ją postrzega Miłosz Bazyl, który od jakiegoś czasu śledzi każdy jej krok. Poznajemy go w prologu, w którym opowiada nam o swojej fascynacji i podejmuje kolejne kroki, by zrealizować swój cel. Nie wie jeszcze, że kobieta o anielskim wyglądzie ma diabelską duszę. Od kilku lat jest w związku z Fabianem, który parę miesięcy temu oświadczył się jej. Fabian jest związany z katowickim przestępczym światkiem, w którym ma bardzo silną pozycję i wpływy. Dzięki niemu Zuza ma zapewnione luksusowe życie, gorący seks, a przy tym stabilizację i miłość, mimo że Fabian nie jest ideałem, ale na swój sposób ją kocha. Ten pozorny spokój burzy wejście w jej świat Miłosza, który okazuje się być największym wrogiem Fabiana.

Okładka książki, opis redakcyjny oraz tytuł od razu przygotowują nas na lekturę z zabarwieniem erotycznym i tak faktycznie jest. Fabuła jest intensywna, mocno erotyczna, pełna emocjonalnych rozterek i przemyśleń bohaterki. Nie są to jednak żadne psychologiczne ścieżki, lecz raczej dylematy pomiędzy wyborem miłości, którą obdarza Fabiana, a pożądaniem bardziej dojrzałego, doświadczonego Miłosza. Zuzanna wie, że ma on żonę, dzieci i jest od niej o kilkanaście lat starszy, ale mimo wszystko pociąga ją jego spojrzenie i nieustępliwość w podejmowaniu kolejnych kroków, by się do niej zbliżyć. Kobieta czuje się zagubiona, ale jednocześnie zaintrygowana jego postawą, próbuje zrozumieć własne emocje, walczyć z pożądaniem i zachowaniem wierności wobec narzeczonego.


O pani Klaudii Jaruszewskiej nie ma zbyt wiele informacji. Wiadomo jedynie to, że mieszka w Radzionkowie i debiutuje powieścią „Anioł z rogami”, która ma znamiona początkującego pisarza, ale mimo tego czyta się ją zainteresowaniem. Pomysł na tę historię bazuje na pożądaniu i fascynacji drugą osobą, więc jest to standardowy element każdego romansu erotycznego. Początek sugeruje, że będziemy mieli możliwość obserwować tę historię z kilku perspektyw, ale potem okazało się, że narratorką, poza prologiem, jest cały czas Zuza. Widać, że był to przemyślany zabieg ze strony autorki, gdyż nie ujawniając motywów działania Miłosza, tworzy w ten sposób aurę tajemniczości wokół tej postaci.

Nie jest to obszerna powieść, ale dzięki temu nie ma w niej zbędnych i zbyt szczegółowych opisów, a wszystko toczy się dosyć dynamicznie. Niektóre elementy mnie zaskoczyły, gdyż pojawiały się zwroty akcji niewynikające z tego, co przeczytałam. Dotyczy to zachowania głównej bohaterki pod koniec tej opowieści, gdyż niektóre jej plany wyskoczyły nie wiadomo skąd. Nic nie zapowiadało tego rodzaju zdarzeń, ale pokazało, że Zuza nie jest słodką, bezmyślną lalką.


Zabrakło mi w tej powieści głębszego zajrzenia w psychikę i przeszłość bohaterki, które wyjaśniłoby, dlaczego tak bardzo czuje się uzależniona od Fabiana. Nie jest on typem opiekującym się swoją ukochaną, nie zamierza zmieniać swojego postępowania, często zachowuje się egoistycznie i traktuje Zuzę przedmiotowo, jako dodatek do swojego wizerunku. Ona wydaje się być z nim szczęśliwa i nie wyobraża sobie życia z nikim innym. Próbuje wpłynąć na narzeczonego, ale idzie jej to z marnym skutkiem. Nic dziwnego, że wciąż myśli o Miłoszu, który z jednej strony ją intryguje, a z drugiej przeraża. Większość fabuły toczy się wokół tego wątku i w efekcie można było przewidzieć, jak to wszystko się skończy, lecz mimo to interesujące było obserwować ich relacje, by w efekcie dotrzeć do zakończenie pełnego niespodzianek.

Gdy dotarłam do tego momentu, okazało się, że jest to pierwsza część odsłony historii o dziewczynie z anielskim wyglądem, ale diabelską duszą. Nie ma o tym żadnej informacji na okładce, więc było to dla mnie zaskoczeniem. Gdy wszystko zaczyna toczyć się bardziej dynamicznie i atmosfera robi się coraz bardziej intrygująca, powieść nagle się kończy w najmniej spodziewanym momencie. Pozostaje nadzieja, że autorka szybko napisze kontynuację, która będzie jeszcze lepsza od części pierwszej.

Książkę przeczytałam, dzięki wydawnictwu:



środa, 21 września 2022

1186. - "Za każdym razem." Tom 4


"Za każdym razem"
cykl: Pierwszy raz
Tom czwarty
Agata Czykierda-Grabowska

Wydanie: I
Data premiery: 8 września 2022 r.
Liczba stron: 280
Wymiary: 130x210mm
Okładka: miękka ze skrzydełkami
Wydawca: Novae Res
Moja ocena: 6/6 

„Czasami sami komplikujemy nasze uczucia, a po jakimś czasie dochodzimy do wniosku, że to wszystko było proste.”

Chcielibyśmy, by życie obdarowywało nas tylko miłymi wydarzeniami, radością i szczęściem. Nikt nie lubi kłopotów i zmartwień. Niestety, życie nie jest bajką, jak mówi przysłowie, lecz drogą, przez którą idziemy ucząc się na swoich błędach i doświadczeniach. Nie raz wystawiani jesteśmy na próbę, jakby życie chciało nam pokazać, ile jesteśmy warci i jacy jesteśmy naprawdę. Przed taką życiową próbą stanęli bohaterowie książki „Za każdym razem”, dla których dorosłość dopiero otwiera swoje podwoje. Oboje są pełni pomysłów, marzeń, planów na przyszłość, wierząc że razem dadzą sobie ze wszystkim radę.


Kamila i Marcin od dwóch lat tworzą parę i od początku połączyła ich bardzo silna więź. Ich miłość jest szczera, prawdziwa i pełna uniesień, także erotycznych. Wszystko robią razem i z optymizmem patrzą w przyszłość. Od jakiegoś czasu Marcin zauważa, że z jego dziewczyną dzieje się coś niedobrego. Jest często zamyślona, wycofana, milcząca, co kłóci się z jej energicznym temperamentem. Ona tłumi wszystko w sobie, aż w końcu za namową przyjaciółki, decyduje się pójść do lekarza. W tym momencie nie było zaskoczeniem, o co chodzi, gdyż ten epizod przebiega podobnie, jak w innych tego typu powieściach. Jednak ważne jest to, co dzieje się później, gdy w poukładane i szczęśliwe życie sympatycznej pary wkrada się codzienność i problemy.

„Za każdym razem” jest czwartą częścią cyklu „Pierwszy raz”, którego początek miał miejsce ponad cztery lata temu. Jednak to nie przeszkadzało mi w poznawaniu jej treści, gdyż każdy z tomów opowiada o innej parze bohaterów. Trochę na początku czułam się pogubiona, nie znając wcześniejszych wydarzeń, gdyż niektóre wątki łączą się ze sobą, ale autorka umiejętnie przypomina niektóre zdarzenia, więc nie powoduje to chaosu.


Autorka zastosowała w swojej powieści narrację naprzemienną, która pozwala na lepsze wniknięcie w umysły bohaterów. Szkoda tylko, że nie zastosowała wyraźnego zaznaczenia, kto w danym rozdziale opowiada o sobie. Domyśliłam się tego, oczywiście, po formie osobowej i po przyzwyczajeniu się do takiej konstrukcji fabuły nie miałam problemów z rozpoznaniem narratora. Jednak miło by było, gdybym nie musiała przerywać czytania, by zorientować się, czyje przeżycie aktualnie poznaję.

Początkowo wszystko przebiega spokojnie, bez fajerwerków, nawet monotonnie, gdyż obserwujemy wspólne życie głównych bohaterów, którzy w najbliższych planach mają ślub Pawła i Sary. Ich historia była zawarta w drugim tomie cyklu pt.: „Stand by me” i teraz możemy śledzić ich dalsze losy, dziejące się w tle obecnej historii. Kamila i Marcin wspominają czasami wcześniejsze zdarzenia, więc mamy możliwość poznania niektórych epizodów z ich przeszłości. Bardziej dynamicznie i ciekawie robi się w momencie, gdy w związek wkradają się problemy.


„Za każdym razem” to piękna opowieść o miłości, walce o niej, ale też walce z depresją, żalem do samej siebie i pogodzenie się z tym, co niesie los. Uważam, że Marcin doskonale zdał egzamin z życia, gdyż był gotowy wspierać swoją ukochaną w trudnych chwilach. Gorzej wypadła Kamila, która tak bardzo zapadła się w swoim cierpieniu, że nie widzi wszystkiego we właściwym świetle. Nie pomagają jej przypadkowe zdarzenia, jakie mają miejsce w ich życiu, które z zewnątrz wyglądają zupełnie inaczej, niż dzieje się faktycznie. Kamila sama sobie robi krzywdę i przez swój stan umysłu widzi wszystko inaczej. Nie daje szansy Marcinowi, wyciąga zbyt pochopne wnioski, a przez to sama coraz bardziej cierpi. Pod tym względem mnie irytowała, mimo że doskonale rozumiałam jej ból, cierpienie i smutek, ale kompletnie nie popierałam jej zachowania względem ukochanego chłopaka.

Autorka swoją opowieścią ukazuje blaski i cienie życia, zwracając uwagę na to, że związek dwojga osób powinien opierać się na dobrej komunikacji i wspólnym przechodzeniu kryzysu. Życie bowiem nie składa się tylko z dobrych chwil, lecz potrafi nie raz skutecznie potargać naszymi emocjami. Nie jest trudno cieszyć się każdym dniem, gdy wszystko układa się po naszej myśli, jednak prawdziwy egzamin przychodzi wtedy, gdy zbierają się ciemne chmury. W trudnych momentach zawsze dobrze jest mieć obok siebie kogoś, kto nas wesprze, pocieszy, przytuli i będzie z nami bez względu na wszystko. Razem po prostu łatwiej jest przetrwać nawet najbardziej gwałtowną burzę.

Agata Czykierda-Grabowska jest absolwentką Akademii Pedagogiki Specjalnej im. Marii Grzegorzewskiej w Warszawie. Bardzo lubi czytać thrillery psychologiczne, powieści z nurtą realizmu magicznego i new adult. To także miłośniczka dalekich podróży, która panicznie boi się latać samolotem. Cyniczka o romantycznej duszy. W wolnych chwilach uwielbia oglądać kanał HGTV, jeździć na rowerze, pływać i spacerować po lesie. Wraz z mężem i córeczką Kają mieszka w Ząbkach pod Warszawą.

Książkę przeczytałąm, dzięki wydawnictwu:

Zobacz trailer

wtorek, 20 września 2022

1185. - "Długie beskidzkie noce"


„Długie beskidzkie noce”
Izabela Skrzypiec-Dagnan

Wydanie: I
Data premiery: 23 sierpnia 2022 r
Liczba stron: 352
Format: 140x205 mm
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Moja ocena: 6/6

„Jeśli uzdrowisz samą siebie, uzdrowisz wszystko wokół.”


Otaczamy się różnymi ludźmi, z którymi mamy bliższy lub dalszy kontakt. Z niektórymi się przyjaźnimy, a z innymi tylko jesteśmy w koleżeńskich relacjach, albo w całkiem bliskich i intymnych. Będąc z kimś w związku wydaje się, że znamy swoją drugą połówkę bardzo dobrze. Jednak czasami bywa tak, jak w przypadku bohaterki książki „Długie beskidzkie noce”, która przekonała się, że tak naprawdę nie znała swego ukochanego mężczyzny wcale, co w efekcie skończyło się dla niej pewnego dnia szokiem. Pozostał jej żal, niedowierzanie, poczucie winy.


Jaśmina Mazur przyjeżdża wraz z trzyletnimi bliźniakami Frankiem i Filipem do domu położonego w Dolinie Popradu. Ostatnio była tutaj ponad rok temu, we wrześniu i wydawało się jej, że jest najszczęśliwszą kobietą na świecie, gdyż był przy niej Konrad. Na drugi dzień jej dotychczasowe życie burzy się niczym po jakiejś ogromnej katastrofie, gdy dociera do niej, że jej ukochany mężczyzna, ojciec dwóch ich synów, nagle znika. Wkrótce dowiaduje się, że on doskonale się do tego przygotował, gdyż nie pozostawił po sobie żadnych śladów. Jakby go w ogóle w jej życiu nie było. Teraz ona wraca w miejsce, które kojarzy się jej z bólem, budzi wspomnienia, ale pomimo tego postanawia zamieszkać tutaj, by oczyścić swoje myśli i duszę. Po kilkunastu miesiącach od tamtego zdarzenia, nadal nie potrafi pogodzić się z odejściem Konrada, szukając jego śladów w Internecie i przy tym próbując żyć normalnie, mając na względzie dobro swoich dzieci. Jej serce jest jednak zamknięte na jakiekolwiek nowe związki, a nawet na najdrobniejszą bliskość.


Po przeczytaniu ostatniej strony powieści "Długie beskidzkie noce" stwierdziłam, że mam za sobą cudowną historię z niecodziennym klimatem, pełną emocji, poetyckich metafor, duchowych wskazówek i magii beskidzkich ścieżek. Rewelacyjnie napisana, prowadząca nas poprzez wiele emocji, nastrojów, pełnych bólu, cierpienia, zniechęcenia. Trudno mi było odłożyć ją chociażby na chwilę gdyż jej fabuła przyciągała mnie jak magnes. 

Poruszamy się w dwóch przestrzeniach czasowych poznając to, co działo się w życiu Jaśminy w przeszłości, naprzemiennie z obecnymi wydarzeniami. Autorka oznaczyła je bardzo wyraźnie poprzez określenie czasu wcześniejszych sytuacji jako „KIEDYŚ”, natomiast to, co dzieje się w teraźniejszości zostało nazwane miesiącami od listopada do marca. Poznajemy kolejne etapy związku z Konradem i rozpamiętywania przyczyn pozostawienia przez niego rodziny, stany emocjonalne w różnych okresach „żałoby”. 

Poza Jaśminą spotykamy w tej powieści kilka wspaniałych osób, które okazują się świetnymi przyjaciółmi. Przede wszystkim Kinga, serdeczna, oddana przyjaciółka, która zawsze ma dobrą radę, wspiera, dodaje otuchy swoimi mądrymi wskazówkami. Druga osoba to Maria, którą Jaśmina poznaje, gdy przeprowadza się w Beskidy. Maria jest kobietą pełną empatii, wewnętrznej mądrości i ze zdolnościami uzdrawiania poprzez modlitwę. Reprezentuje tutaj świat duchowy, energetyczną stronę naszego życia, pokazując, że wszelkie nasze doświadczenia odbijają się w naszym ciele i mają z nim szczególną więź.


Autorka w ujmujący sposób pisze też o tym, że czasami żyjemy z kimś bardzo blisko, tworząc związek czy też relację przyjacielską, a nagle okazuje się, że tak naprawdę niewiele o danej osobie wiemy. Okazuje się, że Jaśmina żyła w iluzji swoich wyobrażeń, biorąc to, co daje jej Konrad garściami, nie pytając o przeszłość, o której on nie chciał za bardzo opowiadać. W żadnym wypadku nie czuła ostrzegających sygnałów, nie zauważała, że dzieje się coś niedobrego, co w efekcie skończyło się rozczarowaniem. Sposób, w jaki on ją pozostawił stawia szereg pytań, na które Jaśmina próbuje znaleźć odpowiedź. Wciąż żyje przeszłością, wraca wspomnieniami do szczęśliwych chwil z Konradem, obsesyjnie wręcz poszukuje śladów jego bytności, pragnąc poznać prawdę o jego decyzji. Ich historia pokazuje, że każde działanie ma wpływ na inne osoby, gdyż nie jesteśmy sami. Takie zachowanie, jakie zaprezentował tu Konrad, rani nie tylko jedną osobę, ale ma też wpływ na innych, tym bardziej, gdy w związku pojawiają się dzieci.

„Długie, beskidzkie noce” to opowieść o podnoszeniu się po upadku, gdy nic nie cieszy, wszystko widzimy w czarnych barwach i nie potrafimy wyjść z zaklętego kręgu obwiniania się o rozpad związku. Wnikamy w umysł kobiety porzuconej, której cały świat runął, pozostawiając pustkę i mnóstwo pytań, a jednym najważniejszym z nich jest: dlaczego? 


Pani Izabela Skrzypiec-Dagnan jest dla mnie mistrzynią słowa, która w niezwykle zjawiskowy sposób potrafi nakreślić zarówno emocje, jak i piękno przyrody. Zauroczyła mnie swoim stylem i prowadzeniem mojej uwagi, która podążała za kolejnymi odkrywanymi epizodami. Posługuje się bogatym słownictwem, dzięki któremu bez problemu możemy poczuć każdy stan głównej bohaterki, zarówno mentalny, jak i duchowy. Jeżeli ona coś przeżywa, my robimy to razem z nią, jeżeli się zachwyca, dokładnie możemy to poczuć, jeżeli płacze, czujemy to namacalnie tak jak wyraźnie dociera do nas zapach i szum lasu czy też otula nastrój chwili. 

Używa określeń z eterycznym zabarwieniem, malując daną chwilę, czy zjawisko niczym obraz, chociażby pisząc o szumie drzew: „Drzewa szumią łagodnie, to nostalgiczna pieśń wygrywana w koronach strzelistych buków, w tle chórki zimozielonych sosen” albo o krzakach z drobnymi owocami: „Jakby ktoś otworzył szkatułkę z biżuterią i porozwieszał tu wszystkie swoje korale”, ale też o emocjach: „Tulę go w ramionach, łagodnie, jestem gotowa nasączyć go swoim uczuciem. Wypełnić dobrą energią i miłością.”

Zwraca też uwagę, że zbyt szybko pędzimy przed siebie, goniąc za różnymi swoimi pragnieniami, nie mając czasu na delektowanie się chwilą, docenienia otaczającego nas świata i jego piękna. To opowieść niosąca ze sobą ogromny ładunek emocjonalny wraz z refleksją nad ludzkimi słabościami, potęgą miłości, wybaczania, sensem życia i radzeniem sobie z wewnętrznym rozgoryczeniem i cierpieniem. Jednocześnie pokazuje, że najważniejsze jest, by w trudnych chwilach uleczyć najpierw siebie, swoją duszę, by wokół nas zapanował spokój, a wraz z nim wtargnęła miłość i szczęście.

źr. zdjęcia:
lubimyczytac.pl
Izabela Skrzypiec-Dagnan to urodzona w 1989 roku autorka takich powieści jak „Kwietniowe deszcze, słońce sierpniowe” i „Świetnie bawię się w Twoich snach”, które zostały ciepło przyjęte przez czytelników. Mieszka w małym, malowniczym miasteczku na południu Polski, gdzie spędza czas czytając, pisząc i malując. Jest historyczką sztuki, , laureatką konkursów poetyckich i prozatorskich, a prywatnie szczęśliwą żoną i matką. Uwielbia deszcz, górskie wędrówki i smutne wiersze.


Książkę przeczytałam, dzięki wydawnictwu:



niedziela, 18 września 2022

1184. - "Twarz, którą pokochałam" Tom II - przedpremierowo

Pod moim patronatem
Recenzja przedpremierowa
Premiera 20.09.2022 r.



„Twarz, którą pokochałam”
seria: Mężczyzna bez twarzy
Tom drugi
Anna Wysocka-Kalkowska

WYDANIE: I
DATA PREMIERY: 20 września 2022 r.
OPRAWA: Miękka
WYMIARY: 148x210 mm
ILOŚĆ STRON: 226
WYDAWNICTWO: Psychoskok
Moja ocena: 6/6

„Cudownie jest czuć, że sprawiasz, że czyjeś życie jest lepsze.”

Mam za sobą trzy powieści pani Anny Wysockiej-Kalkowskiej i  i za każdym razem czytam jej książki z przyjemnością, dlatego bez zastanowienia podjęłam się patronowania jej kolejnej książce. Do tej pory poznałam przepiękną opowieść pt. „Taniec z motylami” i „Gdyby ocean milczał”, które miały zupełnie inny klimat, niż „Mężczyzna bez twarzy i „Twarz, którą pokochałam”, ale każda z nich pozostawiła po sobie niesamowite przeżycia.

Agata poznała w końcu twarz mężczyzny, którego znała tylko z wiadomości sms-owych. Poznaliśmy ją w tomie pierwszym, jako szczęśliwą żonę Tomka i matkę dorastającego syna. Wszystko zaczyna się chwiać, gdy pojawia się tajemniczy sms od nieznajomego mężczyzny. Mimo oporów i wątpliwości, kobieta podejmuje dialog, który teraz nadal trwa. Skrupulatnie ukrywa to przed mężem. Ten sekret zna tylko jej przyjaciółka Magda. Okazuje się, że im dalej Agata brnie w tę relację, tym trudniej się wycofać, a teraz jest to jeszcze trudniejsze, gdyż wie, jak Mateusz wygląda, a to nie ułatwia sytuacji. Wydaje się, że oboje nie mają wyjścia i nie potrafią zapanować nad swoimi pragnieniami i tęsknotą za sobą. Ich znajomość ma dalszy ciąg i wydaje się, że tak szybko się nie skończy. Wraz z ich historią towarzyszą nam losy przyjaciół Agaty: Magdy oraz Wiktorii, dziewczyny zmarłego Krzysztofa, a także Marcina, który organizuje wystawę obrazów namalowanych przez Agatę. Kobieta w końcu spełnia swoje marzenie prowadząc galerię i przenosząc na płótno swoje emocje.

tło graficzne do tekstu pochodzi z psychoskok.pl, 

Z niecierpliwością czekałam na kontynuację tej historii, która odbiega od standardowych schematów, jakie można spotkać we współczesnych romansach. Ma ona nieco inny charakter, niż część pierwsza. Jest bardziej refleksyjna, wypełniona przemyśleniami głównej bohaterki, rozterkami, moralną odpowiedzialnością, a pragnieniami duszy. Także tutaj każdy rozdział posiada tytuł, ale tym razem nawiązujący do pojawiających się emocji związanych z wydarzeniami w danym momencie.

Autorka z wrodzoną sobie wrażliwością opisuje mentalny stan kobiety, którą życie stawia przed wyborami między sercem a rozumem, bezpieczeństwem a chwilą zapomnienia, stabilnością i spokojem a wykradaniem chwil szczęścia. Zadaje pytania, skłaniając nad zastanowieniem się nad sensem miłości i jej znaczeniem dla każdego z nas.  Wraz ze śledzeniem toku myślenia Agaty zastanawiamy się, „Czym jest to uczucie” i jaką musi mieć ogromną siłę, skoro wpływa tak znacząco na nasze życie.

Zarówno pierwsza, jak i druga część tej dylogii to doskonałe studium kobiety targanej emocjami, namiętnością, szukającą odmiany w swoim dotychczasowym życiu. Wydaje się, że ma wszystko, co potrzebuje, a jednak kontynuuje znajomość, która wzbudza w niej skrajne uczucia. Z jednej strony kusi, by dać ponieść się namiętności, ciekawości, ale z drugiej odzywa się rozsądek, który pokazuje, co może stracić. Wszystko obserwujemy z punktu widzenia Agaty, głównie jej przemyślenia, która nadal romansuje z tajemniczym mężczyzną, który daje jej wrażenia przyprawiające o drżenie serca. Z jednej strony doskonale nasza bohaterka zdaje sobie sprawę, że rani i oszukuje Tomasza, ale z drugiej strony nie potrafi zrezygnować z targających nią emocji i pożądania. Ona pragnie poczucia, że jest dla kogoś ważna,  poczucia szczęścia, dawania komuś radości i sprawiania, że czyjeś życie nabiera blasku, a dla niej stanowi ogromny zastrzyk energii.
„Cudownie jest czuć, że sprawiasz, że czyjeś życie jest lepsze. Już na tym etapie znajomości, kiedy nie doszło jeszcze między nami do zbliżenia fizycznego, czułam, czuję, że zrobiłabym dla jego szczęścia naprawdę dużo. Myśl o tym, że on się uśmiecha, powoduje, że czuję radość. Czasami zamykam oczy i wyobrażam sobie, że leży zmęczony po pracy na kanapie i że właśnie ja mogę przy kryć go kocem, a on uśmiecha się beztrosko i już nic więcej nie potrzebuję. W tej jednej chwili mam wszystko.”
źr. zdjęcia: psychoskok.pl

„Twarz, którą pokochałam” to powieść, która pokazuje jak bardzo można pozwolić dać porwać się swoim wyobrażeniom, które weryfikuje życie. To niemiłosiernie prawdziwa, życiowa  opowieść o uśpionych pragnieniach, rozbudzonych namiętnościach i tęsknocie za prawdziwą miłością, nie zawsze jest idealna. Zarówno pierwsza, jak i druga część tej historii stanowiła dla autorki ogromne wyzwanie i było zupełnie nowym, ale też świeżym doświadczeniem, gdyż po raz pierwszy napisała powieść z tak dużym pokładem erotycznym. Jednak w wykonaniu pani Anny Wysockiej-Kalkowskiej są one oddane z malarską subtelnością, nie rażą ani nie wzbudzają negatywnych odczuć, gdyż są następstwem tego, co dzieje się między dwojgiem, pragnących siebie ludźmi. Kolorytu dodaję w niej wątek związany z malarstwem, które dla głównej bohaterki staje się sposobem na wyrażanie tego, co czuje i targających nią emocji. Autorka potrafi doskonale oddać tego rodzaju wrażenia, pokazać słowem to, co dzieje się na malarskim płótnie, dzięki czemu przed naszymi oczami wyobraźni pojawiają się obrazy tworzone przez Agatę. Doskonale czujemy jej emocjonalną burzę, pełną wyładowań erotycznych, pożądania i wybuch namiętności namalowany farbami.

źr. zdjęcia: psychoskok.pl

Od samego początku, gdy poznajemy dalsze losy relacji Agaty i Mateusza, wciąż pojawia się cała gama różnorodnych emocji, analiz zachowania poszczególnych postaci, poddawania słuszności podejmowania przez nich decyzji. Z reguły zdrada jest postrzegana w sposób jednoznacznie negatywny, coś niewłaściwego i niemoralnego. Tymczasem autorka rozebrała to pojęcie na części, pokazując tego rodzaju zdarzenie z zupełnie innej strony. Tym samym stawia pytanie czy warto poddawać się namiętnościom i burzyć swój dotychczasowy świat, ale też zastanawia się nad tym, co czujemy poddając się sile miłości, która nie wiadomo tak naprawdę, czy jest odwzajemniona. Zachęca, byśmy razem z bohaterką analizowali jej sytuację, zastanawiali się nad tym, czym jest miłość i czy daje ona prawo do podążania za głosem serca, gdy jesteśmy w związku z innym człowiekiem. Pokazuje, że miłość to uczucie, któremu trudno się oprzeć, gdyż jest ona nam potrzebna, byśmy mogli żyć w pełni.

Doskonałym podsumowaniem tej historii jest refleksja zamieszczona w słowie wstępnym „Uważam, że nawet miłość nieodwzajemniona jest darem, bo pozwala nam zrozumieć nasze człowieczeństwo, dotknąć duszy. Poza tym, czy jeśli w sercu pojawia się nowy człowiek, nie powinniśmy być za niego wdzięczni? Nawet, jeśli on nie kocha tak jak my, to jednak ubogaca nasze wnętrze.”

Recenzja części pierwszej „Mężczyzna bez twarzy”

Książkę przeczytałam, dzięki wydawnictwu:

źr. tła graficznego: psychoskok.pl

sobota, 17 września 2022

1183. - "Pragnienia serc"




"Pragnienia serc"
Victoria Black

Wydanie pierwsze
Data wydania 26 sierpnia 2022 r.
Liczba stron 410
Wymiary: 130x210 mm
Okładka: miękka ze skrzydełkami
ISBN 978-83-8313-015-6
Wydawnictwo AMARE
Moja ocena: 6/6

„Wszystko może się skomplikować, gdy jedna karta zostanie źle ułożona.”
Patrząc na świat celebrytów, ludzi majętnych, milionerów wydaje się, że ich życie biegnie bez problemów. Często okazuje się, że pod tym zewnętrznym, sielankowym obrazkiem skrywają się ludzkie dramaty, o których nikt nie wie, poza najbliższymi osobami. Doświadczyli tego bohaterowie powieści „Pragnienia serc”, napisaną przez Victorię Black.

Evelyn Hudson kocha książki, zwłaszcza uwielbia czytać romanse historyczne, więc praca w największej bibliotece w Seatle jest dla niej czymś wymarzonym. Ma też za sobą sukces swojej pierwszej powieści i teraz czytelnicy oczekują kontynuacji zaczętej historii. Tymczasem młoda pisarka ma trudności z napisaniem kolejnej części i nie idzie jej to zbyt łatwo, gdyż brakuje jej weny, pomysłu i inspiracji.

Jace O’Connell pochodzi z rodziny, w której liczą się pieniądze, pozycja społeczna i nieposzlakowana opinia, dlatego musi podporządkować się stworzonym regułom, które są pielęgnowane w rodzinie od kilku pokoleń. Gdy go poznajemy, przychodzi ze swoją matką na spotkanie charytatywne do biblioteki, w której wykład na temat książek wygłasza Evelyn Hudson.


Od pierwszego spotkania dziewczyna robi na nim wrażenie, ale wkrótce okazuje się, że ich relacje muszą pozostać jedynie na poziomie przyjaźni. Dziewczyna ma bowiem swoje zasady, wśród których jest nieumawianie się na randki, nieszukanie związków i zbyt intymnej bliskości. Rudowłosa bibliotekarka skrywa sekret związany z wydarzeniami z przeszłości. Tylko nieliczne osoby znają jej tajemnicę i Jace do nich nie należy. 

„Pragnienia serc” to piąta z kolei powieść w dorobku pani Victorii Black, a moje trzecie spotkanie z jej twórczością. Wcześniej przeczytałam dylogię „Związani z lojalnością” - „Na tropie sensacji” i „Na krawędzi prawdy”. Każda kolejna stworzona przez nią historia udowadnia, że potrafi ona przykuć skutecznie uwagę czytelnika i każda kolejna książka warta jest przeczytania. Najnowsze dzieło tej autorki było dla mnie równie udane jak poprzednie spotkania z jej powieściami. Stworzyła ponownie niesamowitą historię z wielowątkową fabułą i wyrazistą galerią postaci, zarówno głównych, jak i drugoplanowych. Ich charaktery, sposób zachowania i podejście do innych wzbudzają określone, nie raz skrajne i silne emocje.

Przez większą część fabuła toczy się jak w zwykłych romansach, gdy poznajemy naprzemiennie przeżycia Evie i Jace’a, ich uczucia, walkę z samym sobą, swoimi wątpliwościami, bolączkami i demonami przeszłości. Oboje starają się zachować swoją relację w ramach przyjacielskich więzów, a przez to poznają się coraz lepiej. W pewnym momencie nadarza okazja, by się to zmieniło, gdy  zbliża się zjazd rodzinny O'Connellów, na którym ważne jest, by pokazać się z partnerką. Jace składa, więc swojej przyjaciółce propozycję udawania jego narzeczonej. Niech Was nie zmyli ten wątek, gdyż stanowi on jedynie punkt wyjściowy do ogromnie emocjonalnej opowieści. Wkrótce oboje przekonają się, że serca nie da się oszukać i prędzej lub później skrywane pragnienia muszą znaleźć ujście.


Wszystko zaczyna się zwyczajnie, według znanych schematów, które okazują się jedynie wstępem do bardziej złożonego, rozbudowanego, a tym samym niespodziewanego rozwoju sytuacji. Im dalej, tym  robi się coraz ciekawiej, a nawet wkracza w nią wątek kryminalny, który dodaje całości większego dramatyzmu i stanowi zagadkę do rozwiązania. Nie ma w niej śledztwa typowego dla tego rodzaju motywu, ani mnożenia zbieranych śladów, a jedynie informacja, o tym co się stało i jakie kroki podejmuje policja. Miałam swoje podejrzenia, co do sprawcy, ale i tak autorce udało się mnie zaskoczyć. Pokazuje tym samym, że czasami zbyt pochopnie oceniamy innych wydajemy opinię poprzez to, co widzimy, nie próbując poznać danej osoby lepiej.

Pokazuje, że wszystko, zależy od tego, jak postrzegamy siebie i co o sobie myślimy. Często problem tkwi w naszej psychice, gdyż wyolbrzymiamy swoje zmartwienia, tworząc o sobie niepochlebny wizerunek. Jeżeli pokochamy siebie i zaczniemy dostrzegać w sobie, to co najlepsze, wówczas nie będzie miało znaczenia, co ludzie o nas myślą. Oni zawsze będą oceniać, gdyż wiele osób patrzy na innych powierzchownie, nie znając historii danego człowieka. „Ci powierzchowni nie zrozumieją, ale wierz mi, zawsze tacy się trafią. Oceniają bez powodu. Jeśli pokażesz im dumę z tego, jaka jesteś, wytrącisz im z ręki ich jedyną broń: złośliwe komentarze.”

Autorka stworzyła opowieść, w której daje poczuć wiele emocji, ale też uświadomiła, że życie ludzi bogatych nie zawsze jest idealne. To ciągłe życie na świeczniku, obserwowane okiem kamer i dziennikarzy czyhających na każde potknięcie. Ogromnie dużo wysiłku wymaga nieustanne pilnowanie interesu firmy, kontrolowanie jej funkcjonowania i wciąż towarzyszące obawy o działania konkurencji.  W takich sytuacjach rodzina i jej potrzeby często schodzą na dalszy plan, a wszelkie ewentualne skandale, niestosowane zachowanie są skrupulatnie tuszowane.

Jace stara się w tym wszystkim odnaleźć cząstkę siebie i prowadzić normalne życie. Nie jest to łatwe, gdy ma się obok siebie wymagającego ojca, apodyktyczną, wiecznie niezadowoloną matkę i rozpieszczoną, nieliczącą się z nikim siostrę, które skutecznie potrafią zatruć każdy dzień swoimi pretensjami i pogardliwym, wywyższającym się zachowaniem. Jace, poza siostrą, ma jeszcze dwóch braci Milesa i Blake’a, planujących małżeństwo ze swoimi narzeczonymi.  


Styl autorki jest bardzo lekki, przyciągający uwagę, ujmujący, intrygujący i wciągający, dzięki czemu z łatwością wniknęłam w fabułę, przeżywałam razem z bohaterami ich dylematy, frustracje, radości, dobre i złe chwile, podążałam za kolejnymi epizodami, gdyż coraz bardziej sytuacja zaczęła się komplikować, a tym samym przyspieszać. Mamy w niej mnóstwo różnych reakcji, relacji międzyludzkich, wewnętrznych dylematów, intryg, tajemnic na tle, których autorka zestawiła różne wizerunki rodziny, charakterów, przyjaźni i podejścia do roli ojca i matki. Bardzo podobała mi się wzajemna relacja między braćmi i ich narzeczonymi, ale też celne riposty Evie, która nie poddaje się łatwo w starciach z siostrą i matką Jace’a.

Nie brakuje w niej oczywiście elementów erotycznych, ale nie ma ich zbyt wiele, nie są przytłaczające i nie stanowią głównego motywu powieści. Autorka bardziej skupiła się na budowaniu zaufania między partnerami, ich wzajemnej bliskości i otwarciu się na siebie. Poruszyła przy okazji kilka ważnych zagadnień, które determinują nasze życie, i nie raz sprawiają, że cierpimy. Przede wszystkim wyłania się kwestia podejścia do siebie i tego, co ludzie o nas mówią, wyolbrzymiania problemu i przejmowania się opinią innych. Pojawiają się też element związany z bezpłodnością, macierzyństwem, przemocą domową, akceptacji samej siebie oraz więzi rodzinnych. Zwraca uwagę na to, że prawdziwa miłość nie ocenia, nie oszukuje, jest szczera w każdym momencie i bazuje na zaufaniu. Dla niej nie liczy się jedynie wygląd, ale też to, co skrywa się w duszy drugiej osoby.

Książkę przeczytałam, dzięki wydawnictwu:


czwartek, 15 września 2022

1182. - "Jedna dobra chwila" Tom II


"Jedna dobra chwila"
Seria: Jedna dobra rzecz
Tom drugi
Aleksandra Rupińska

Wydanie: I
Data premiery: 13 sierpnia 2022 r.
Format: 121x195 mm
Okładka: miękka skrzydełkami
Liczba stron: 392
Wydawca: Novae Res
Moja ocena: 6/6

„Jedna dobra chwila nas nie naprawi, ale może pokazać nam, że możemy żyć inaczej”.

W życiu zdarzają się nam zarówno dobre, jak i złe rzeczy, jednak za każdym razem ważne jest, w jaki sposób to wykorzystamy. Nieszczęścia i trudne doświadczenia potrafią przytłoczyć dotkliwie, nie raz tak bardzo, że nie jest łatwo o nich zapomnieć. Czasami jedno niespodziewane, ale miłe zdarzenie, dobra wiadomość, osoba, którą lubimy czy jakieś inne, wprawiająca nas w dobry nastrój zbieg okoliczności, dodaje nam skrzydeł i potrafi zmienić nasze życie i o tym, między innymi, opowiada książka „Jedna dobra chwila”, która jest kontynuacją historii zaczętej w pierwszej części pt.: „Jedna dobra rzecz”


Gdy poznawaliśmy w niej losy Hrabiego i Nadii, towarzyszyli nam w tle między innymi Janek zwany Johnem i Alexander. Obaj wydawali się osobnikami wartymi bliższego poznania, jednak to Alexander był tym mężczyzną, który intrygował najbardziej. Małomówny, zamknięty w sobie, zdystansowany, tajemniczy, lojalny, silny, zawsze gotowy do ratowania przyjaciół z opresji i z rzadko goszczącym na twarzy uśmiechem stanowił zagadkę zarówno dla kolegów, jak i dla czytelników. Z tego względu było oczywiste, że druga odsłona serii nosząca tytuł „Jedna dobra chwila” bardziej przybliży nam osobowość Alexandra.

Jej fabuła zaczyna się tam, gdzie zakończyła się pierwsza część i już wtedy zobaczyliśmy nieco inną wersję Alexandra. Nieoczekiwane pojawienie się Emilii uruchamia u niego bolesne wspomnienia, których ślady nosi w duszy i na ciele do dziś. Skutecznie ukrywa przed wszystkimi swoją przeszłość, od której, jak się okazuje, nie można uciec. Emilia nie wie, że jest w jego sercu od 20 lat, ale dopiero teraz, po 14 latach od ich ostatniego spotkania pojawia się u niego ponownie nadzieja  na zdobycie jej serca. 


Smakowałam tę historię kawałek po kawałku, podążając za kolejnymi epizodami i nie czułam zniechęcenia czy przesytu. Dzięki naprzemiennej narracji Alexandra i Emilii poznajemy coraz lepiej obie postacie, ich sekrety, demony przeszłości, rozterki i przemyślenia. Zwłaszcza jest to ważne w przypadku Olka, który skrywa tajemnice związane z dzieciństwem, które wciąż tkwią w jego pamięci i dają o sobie znać w koszmarnych snach, co z kolei nie pozwala mu cieszyć się życiem i całkowicie otworzyć się przed ukochaną dziewczyną. Pani Aleksandra Rupińska ujęła jego odczucia w słowach, które bardzo dobitnie i prawdziwie oddają jego cierpienie, ale też obecne przeżycia, związane z Emilią, którą kocha od wielu lat. Okazuje się, że pod maską twardziela skrywa się niezwykle wrażliwa osobowość, ze zranioną i poszarpaną duszą. Tym samym autorka zwraca uwagę na to, że wszystko, co przeżywamy w swoim życiu, nawet w tych najwcześniejszych latach, ma ogromne znaczenie dla kształtowania ludzkiego charakteru i podejściu do wielu spraw w dorosłym życiu.


„Jedna dobra chwila” to kolejna udana powieść pani Aleksandry Rupińskiej, która rewelacyjnie pociągnęła wątki zaczęte w pierwszym tomie i precyzyjnie zaplanowała odpowiedni ciąg zdarzeń w życiu poszczególnych postaci. Ta część z początku wydawała się bardziej spokojna i zwrócona na stan emocjonalny bohaterów i ich psychikę, ale też bardziej romantyczna. Doszły jednak z czasem elementy, które podkręciły tempo, by w finałowych scenach zaskoczyć i przyprawić o przysłowiowe ciarki na plecach. 

Autorka z ujmującą lekkością i nutką romantyzmu opowiedziała o miłości, która czekała na swój odpowiedni moment, by zostać dostrzeżoną przez drugą osobę. Bardzo podobało mi się podejście do siebie bohaterów, który dostrzegli siebie. Obie części są po prostu świetne, wciągające i z fascynującą fabułą, która rozbudowuje się stopniowo, ale warto ją śledzić dla samej obserwacji rozwijającego się uczucia. Każda z nich poświęcona została innemu z trójki przyjaciół, więc stanowi w pewnym sensie zamkniętą całość. Jednak niektóre wątki łączą się ze sobą i w trakcie powstawania danej historii, pojawiają się nowe zagadnienia, które są zalążkiem nowego motywu opowieści. 

W tej części ogóle zniknęli Julia i Marcin, za to, jako drugoplanowa postać wyłonił się Johnny, czyli Janek (w pierwszej części pisany, jako John). Jego historia, to, co się z nim działo, jak i pewne dramatyczne zdarzenia  nie zostały wyjaśnione i całkowicie odkryte, więc liczę, że już niedługo pojawi się trzecia część, w której poznamy bliżej sekrety skrywane przez  Johnny'ego.

Aleksandra Rucińska pochodzi z  niewielkiej mazowieckiej miejscowości Młynarze. Jest absolwentką  Państwowej Szkoły Muzycznej w Ostrołęce oraz Wyższej Szkoły Administracji Publicznej mieszczącej się też w Ostrołęce. Pracuje w bibliotece, dzięki której może połączyć ścieżkę zawodową z pasją, gdyż uwielbia czytać książki. Poza nimi lubi też słuchać muzyki i grać na gitarze. Marzy o tym, by w swoich kolejnych powieściach połączyć beletrystyczną formę z muzyką. 

Recenzja pierwszej części "Jedna dobra rzecz"

Książkę przeczytałam, dzięki wydawnictwu: