02 marca 2024

1554. - "Z zachwytu nad życiem" Tom II - "Słowa wdzięczności"



"Słowa wdzięczności"
Seria: Z zachwytu nad życiem
Tom drugi
Anna H. Niemczynow

Data premiery: 24 stycznia 2024
Ilość stron: 400
Wymiary: 135x205 mm
Okładka: miękka ze skrzydełkami
ISBN 978-83-67996-32-7
Wydawnictwo: Luna
Moja ocena: 6/6

„Życie toczy się w rytmie codziennych maleńkich zmian.”

Ludzie często narzekają na różne swoje codzienne sprawy, które pojawiają się w ich życiu.  Są tacy, którzy wciąż są niezadowoleni z tego, czego przychodzi im doświadczać, a od tego ich życie nie zmienia się na lepsze. Zamiast narzekania, autorka proponuje w swojej książce  „Słowa wdzięczności” zastosować praktykę wdzięczności za wszystko, co nas spotyka. Przekonuje, że to prosta technika o ogromnej mocy. 


Pani Anna Niemczynow doskonale o tym wie, gdyż ma za sobą trudne doświadczenia, ale one ją nie zdołały pokonać, bo pewnego dnia odkryła magię słowa „dziękuję”. Wyrażanie wdzięczności stało się dla niej sposobem na życie. I nam podpowiada to samo: zamiast narzekać, płakać, żałować, widzieć wszystko w ciemnych barwach, wyrażajmy wdzięczność, gdyż to ona „powoduje zachwyt nad światem”. Stąd wziął się tytuł serii „Z zachwytu nad życiem”, do którego należy też książka „Ciche cuda”.

Książka "Słowa wdzięczności" zawiera  przemyślenia autorki skłaniają do refleksji w postaci 103 króciutkich motywujących teksty, pełnych mądrych przemyśleń na różne temat. Każdy z nich oznaczony jest jako KOSZYK, a więc mamy aż 103 koszyki pełne obfitości, jakie dają nam wyrazy wdzięczności. Umożliwiają nam świeże spojrzenie na swoje życie w nowy, optymistyczny i bardziej radosny sposób. Autorka pragnie w ten sposób zainspirować czytelników do wprowadzania zmian poprzez  dostrzeganie tego, co nam umyka, czego nie postrzegamy w codziennej bieganinie i wskazuje za co możemy podziękować. A naprawdę jest tego sporo. Nie tylko za radosne wydarzenia, ale też za te niezbyt miłe, które nie raz sprawiają nam przykrość, wywołują łzy, ale bez nich nie docenialibyśmy wszystkiego i nie zauważalibyśmy szczęśliwych chwil, jakimi obdarza nas los. 


Zaglądając do niektórych koszyczków, ich zawartość wydała mi się znajoma. Odpowiedź znalazłam w we wstępnej części, w której pani Anna Niemczynow opowiadała o genezie powstania i swoich doświadczeniach życiowych.  Wyjawiła, że  jest to wznowienie „Sto dni wdzięczności”, które ukazało się 8.09.2019 roku. Było w niej zawartych dokładnie 100 inspiracyjnych tekstów, zachęcających do dziękowania za różne sytuacje w naszym życiu. Obecne wydanie otrzymało cudowną okładkę, ale też zostało rozszerzone o dłuższy wstęp, w którym między innymi pani Anna wyjaśnia ideę koszyczków wdzięczności. W pierwszym wydaniu teksty były oznaczone jako „Dzień” z kolejnymi numerami. Teraz każda z refleksji otrzymała piękny koszyczek oznaczony numerem oraz nowe, kolorowe zdjęcia autorki przewijające się przez całą publikację. Nie jest to zatem przedruk jeden do jeden, lecz materiał opracowany na nowo, z nowymi pomysłami, zdjęciami i oprawą graficzną.


Autorka włożyła w swoją pracę dużo serca, rozbudowała niektóre z tekstów, dodała nowe i oprawiła w ładną, czarno-białą delikatną grafikę. Przy każdym koszyczku, na początku zostało zamieszczone motto w postaci cytatu wypowiedzi, lub myśli przez znanych osób ale też przysłów oraz afirmacji, które nawiązują do głównego daru znajdującego się w danym koszyczku. Poszczególne teksty niosą ze sobą pozytywne przesłania, które można analizować po kolei lub losowo otwierając książkę na dowolnej stronie, by przeczytać materiał na dany okres czasu. Przy każdym z nich znajdują się niezapisane strony, na których możemy zapisywać wszelkie myśli wypływające z naszej duszy, a przede wszystkim notować to wszystko, za co jesteśmy wdzięczni.

„Słowa wdzięczności” to zatem zupełnie nowy tekst, który jest doskonałym dopełnieniem tego, o czym pisała autorka kilka lat temu w „Sto dni wdzięczności”, gdyż razem stanowią ogromną ilość powodów i okazji do wypowiadania słowa „dziękuję”. Pani Niemczynow jest doskonałym przykładem na to, że to słowo ma ogromną moc, a wypowiadane w każdej sytuacji, może wywołać cuda, o jakich nam się nie marzyło. Dzięki temu, że nauczyła się go często stosować, nawet w trudnych chwilach, dziś jest spełnioną, szczęśliwą, wspaniałą kobietą.

To poradnik, który każdy powinien mieć na swojej półce i jak najczęściej z niego korzystać. Autorka przekonuje i podkreśla, że wdzięczność jest dostępna dla wszystkich. Każdego na nią stać, gdyż ona nic nie kosztuje, nie wymaga żadnych nakładów finansowych i szczególnych okoliczności. Możemy ją praktykować zawsze, w wielu aspektach naszego życia, bez obawy o jakiekolwiek straty - wręcz przeciwnie - możemy tylko zyskać. Ważne, by we wszystkim dostrzec to co najcenniejsze dla nas, wyciągnąć lekcję z danej sytuacji i cieszyć się życiem. 

Wystarczy tak niewiele. Jedno słowo „dziękuję“ - małe, ale o ogromnej sile. To jedno z najpiękniejszych słów świata. Po takiej porcji pozytywnych inspiracji pozostaje mi tylko jedno:

Dziękuję, dziękuję, dziękuję, po trzykroć dziękuję 
autorce za tyle koszyczków wypełnionych miłością do życia.



Książkę przeczytałam, dzięki wydawnictwu LUNA





01 marca 2024

Minął luty, nastał marzec...

Luty minął mi błyskawicznie, z czego cieszę się ogromnie, gdyż już za progiem, wraz z nadejściem marca czeka wiosna. Uwielbiam ten moment transformacji w przyrodzie, gdy pojawiają się pierwsze kwiaty, słonko coraz mocniej grzeje, ptasie trele obwieszczają ciepłe, coraz dłuższe dni. Minione 29 dni wypełniło mi 14 różnych książek. 


Nie wszystkie recenzje pojawiły się na blogu, gdyż dwie z nich zostały napisane dla serwisu DOBRE CHWILE", ale niedługo o nich napiszę. Dotyczy to "Kochając wroga" i "Kolekcjoner". Ze stosu, który przedstawiłam TUTAJ została mi do poznania tylko jedna: "Słowa wdzięczności", którą aktualnie czytam i wkrótce powstanie jej recenzja.

Luty zamknęłam niezwykle emocjonalną książką "Złote blizny" i to ona wygrała u mnie mój prywatny plebiscyt na najlepszą powieść tego minionego miesiąca.

Poza czytelniczymi przygodami luty obfitował u mnie kilkoma uroczystościami: urodziny, imieniny, rocznica ślubu, więc był z pewnością to bardzo udany miesiąc.

JAKIE PLANY MAM NA MARZEC? 


Jak widać - dosyć duże. Zobaczymy, co uda mi się zrealizować. Książki widoczne na zdjęciu dotarły do mnie w ostatnich dwóch tygodniach lutego, ale zostawiłam je sobie na marzec. 

29 lutego 2024

1553. - "Złote blizny"


Złote blizny
Anna Dąbrowska

Wydanie: I
Data premiery: 15.01.2024r.
Ilość stron: 410
Wymiary: 130x210 mm
Okładka: miękka ze skrzydełkami
ISBN: 978-83-8313-672-1
Wydawca: Amare
Moja ocena: 6/6

„Każde z nas nosi w sobie własne słońce i tylko od nas zależy, kiedy pozwolimy mu zaświecić.”

Strata ma różne oblicza i jest wpisana w nasze życie. Każdy z nas doświadczył z pewnością takiej sytuacji, albo doświadczy tego w przyszłości i za każdym razem trudno się z nią pogodzić. Każdy inaczej sobie z nią radzi, ale najtrudniej pogodzić się ze stratą kogoś bliskiego, o czym doskonale wiedzą bohaterowie książki „Złote blizny”. Oboje stracili nie tylko kogoś ważnego, ale też stracili swoje dotychczasowe życie. Każde z nich podchodzi do tego inaczej, ale łączy ich jedno: trudno im na nowo cieszyć się każdą chwilą i zauważać jej piękno.


Tyler Lewis stracił wszystko, całe swoje beztroskie, pełne sukcesów życie, stając się zgorzkniałym, zbolałym, nieakceptującym siebie samotnikiem, szukającym śmierci. Dawniej, jako lider zespołu MacRock, cieszył się popularnością, powodzeniem i uwielbieniem fanek. Dziś jego duszę otacza mrok, a ciało pokrywają blizny, które przykrył tatuażami. Jednak najbardziej bolesne są blizny naznaczone w duszy, które nie mogą się zagoić, gdyż Tyler nie potrafi sobie wybaczyć. Nie jest mu łatwo zrealizować swego pragnienia, bo jego mama wynajmuje ochroniarzy, którzy strzegą go dzień i noc, by nigdy ono nie spełniło. Najczęściej jest jego cieniem Barney, ochroniarz chodzący za nim niczym cień.


Abigail Morrison prowadzi na pozór normalne życie mieszkając w słonecznej Kalifornii i pracując w jednej z redakcji. Tego dnia, gdy ją poznajemy, spóźnia się na ważne spotkanie ze znaną osobą, z którą miała przeprowadzić wywiad. Niestety zostaje zwolniona, więc przenosi się do Nowego Jorku, ale tam sytuacja się powtarza. Też traci pracę, a wszystko dlatego, że nie potrafi pozbyć się paraliżującej fobii. Abby panicznie boi się wsiąść do samochodu, nie mówiąc już o jeździe. Ten lęk jest efektem dramatycznego przeżycia, jakim była śmierć dwóch jej ukochanych mężczyzn: ojca i narzeczonego. Dwa lata temu mieli wypadek samochodowy, który zdarzył się tuż przed ślubem Abby i Dylana. Od tamtej pory Abby jeździ tylko autobusami, a to i tak wywołuje u niej mdłości. Przy ostatnim ataku paniki poznaje Yuę Sasaki, japońską terapeutkę mieszkającą w Nowym Jorku.

Gdy Tyler umieścił na jednym z portali ogłoszenie oferujące milion dolarów za pomoc w odejściu z tego świata, Yua zgłasza się ze szczególną ofertą. Obiecuje mu spełnić jego życzenie jeżeli weźmie on udział w dwutygodniowej terapii razem z osobą, którą z nią do niego przyleci. Tą osobą jest Abigail, która pragnie w końcu odzyskać normalność i przejąć kontrolę nad swoim życiem.

Anna Dąbrowska jeszcze nigdy mnie nie zawiodła. Już dawno znalazła się na liście moich ulubionych pisarek, odkąd przeczytałam jej powieść „Czas na ciszę”, a następnie dylogię „Kochaj mnie szeptem”, po której była jeszcze „Nasza melodia” i „Escort girl”. Bez względu na rodzaj poruszanych tematów i napisanych gatunków literackich, zawsze wyzwala we mnie mnóstwo emocji. Nie inaczej stało się w przypadku książki „Złote blizny”, po którą sięgnęłam bez czytania notki redakcyjnej. Dodatkowym bodźcem była piękna okładka, która doskonale oddaje sens zawartej w niej historii.

Pani Anna ponownie wrzuciła mnie w burzliwą relację dwóch pokrzywdzonych przez los osób, tworząc przy tym charakterystyczne postacie. Opisy ich nastrojów, przeżywanych sytuacji, doznań, odczuć, bolesnych cierni, które tkwią w ich sercu zostały bardzo mocno i sugestywnie oddane. Uczestniczymy w terapii, w której pojawiają się ważne pytania i kwestie sprawiające, że zaczynamy zastanawiać się nad danym zagadnieniami. To też dla nas świetny materiał wypełniony mądrymi myślami, skłaniającymi do refleksji, wskazówkami i poradami pokazującymi, jak na nowo posklejać swoje życie.

Tyler żyje dniem dzisiejszym, nawet nie rejestrując tego, co się wokół dzieje, a jeżeli myśli o przyszłości, to jedynie z nadzieją, że w końcu jego koszmar się zakończy. Wszystko postrzega negatywnie, nie lubi bliskości, dotykania, a swoje blizny zakrywa szczelnie ubraniami z długim rękawem. Abby wciąż tęskni za Dylanem, opłakując jego śmierć, ale spędzając czas z gwiazdą rocka zaczyna dostrzegać, że do tej pory nigdy nie robiła wielu rzeczy, a jej życie było dosyć nudne i przewidywalne. 


Poza tymi dwoma postaciami, ważną i niezwykle ujmującą jest Yua, która także ma za sobą ciężkie doświadczenia, ale udało się jej pozbyć własnych demonów i teraz pragnie nauczyć tego innych. W tej postaci autorka zwraca uwagę, że nie jest możliwe pomóc drugiej osobie, jeżeli nie potrafimy pomóc sobie. Uświadamia, że wszystko, co nas spotyka, ma swój sens, jeżeli spojrzymy na to obiektywnie, wyciągniemy wnioski zaistniałej sytuacji i potraktujemy jako lekcje od życia. Każda osoba jest ważna i każda sytuacja nie pojawia się na naszej drodze bez powodu. Jak to przyjmiemy, zależy tylko od nas. Zwraca też uwagę na piękno, jakie nosimy w sobie. Tyler wciąż uważa, że jego obecny wygląd nie jest w stanie spodobać się żadnej kobiecie, dlatego nie pragnie miłości i jakichkolwiek kontaktów. Dopiero terapia uświadamia mu, jak bardzo się mylił.

Tłem dla ich perypetii jest japońska sztuka kintsugi, która polega na sklejaniu stłuczonego przedmiotu za pomocą specjalnej techniki, w której wykorzystuje się sproszkowane metale szlachetne, najczęściej złoto. Powstają w ten sposób małe dzieła sztuki zachwycające swoją niedoskonałością, która została przemieniona w coś perfekcyjnego. Podobnie jest z naszymi trudnymi przeżyciami, które naznaczają naszą duszę bolesnymi bliznami. Ogromną sztuką jest posklejanie naszego życia po ciężkich doświadczeniach, by znowu móc cieszyć się jego blaskiem

Tłem dla ich perypetii jest japońska sztuka kintsugi polega na sklejaniu stłuczonego przedmiotu za pomocą specjalnej techniki, w której wykorzystuje się sproszkowane metale szlachetne, najczęściej złoto. Powstają w ten sposób małe dzieła sztuki zachwycające swoją niedoskonałością, która została przemienione w coś perfekcyjnego. Podobnie jest z naszymi trudnymi przeżyciami, które naznaczają naszą duszę bolesnymi bliznami. Ogromną sztuką jest posklejanie naszego życia po ciężkich doświadczeniach, by znowu móc cieszyć się jego blaskiem.

Książkę przeczytałam, w ramach współpracy z wydawnictwem Amare



28 lutego 2024

1552. - "Let me love you" Tom II

Let me love you
seria "Let me know"
Tom drugi
Zuzanna Wólczyńska

Wydanie: I
Data premiery: 31 stycznia 2024 r.
Wymiary: 135x215 mm
Ilość stron: 416
Okładka: miękka ze skrzydełkami
ISBN 978-83-8266-349-5
Wydawnictwo: Jaguar
Moja ocena: 5/6

„Zazwyczaj, kiedy wydaje nam się, że wszystko się wali, Wszechświat szykuje właśnie dla nas coś niesamowitego.”

Pierwsze spotkanie z Noahem i Bee przysporzyło mi mnóstwo emocji, których nie brakowało w pierwszej odsłonie serii pt.: „Let me know”. Wówczas ich relację śledziliśmy od momentu przyjazdu Noaha do rodzinnych stron, po tym, gdy wyjechał w 2016 roku z mamą do Chicago. Musiały minąć cztery lata, by dwójka przyjaciół z dzieciństwa mogła na nowo zbudować swój wspólny świat. Po tym, co wydarzyło się w tomie pierwszym, teraz możemy ponownie śledzić ich losy w „Let me love you”. Ten tytuł w anglojęzycznej formie oznacza „Pozwól mi cię kochać”, co dokładnie oddaje sens tego, co dzieje się między dwojgiem bohaterów.


Minęły dwa lata od chwili, gdy Noah znowu opuścił ukochaną rodzinną Santa Monicę, by z daleka od dotychczasowych znajomości odzyskać równowagę wewnętrzną, uporządkować życie i poradzić sobie z samym sobą. Nie jest to proste, gdyż cały czas boryka się z poczuciem bezradności, stratą ojca, mimo że nie był on dobrym, wspierającym rodzicem, ale też wciąż tęskni za Bee, która staje się dla niego coraz bardziej bliską osobą. W Chicago, poza studiami, pracuje w warsztacie samochodowym u Luke’a, starając się jak najbardziej wypełniać swój dzień różnymi zajęciami, by nie poddawać się dręczącym myślom i tęsknocie. Bee też  nie mieszka już w Santa Monica, lecz w Nowym Jorku, w którym uczęszcza na wykłady, pracuje w cukierni i pisze książkę. Po dwóch latach nieobecności przyjaciela w jej życiu i nie odzywania się w żadnej formie, otrzymuje wiadomość od Noaha, która zapoczątkowuje ich ponowne spotkanie, będące otwarciem nowego rozdziału w ich prawie dorosłym życiu.


Obserwujemy ich losy w dwóch płaszczyznach czasowych i naprzemiennej narracji, ale nie jest to regularna wymiana jeden do jeden. To ułożone jest tak, by w odpowiedni sposób podtrzymać naszą ciekawość  i nie udzielić nam od razu odpowiedzi na pytania które pojawiają się w trakcie czytania kolejnych rozdziałów. Poza bieżącymi wydarzeniami, które mają miejsce w 2022 roku, cofamy się najpierw do 2014 roku, gdy Noah miał 10 lat, ale też  do 2016 roku, gdy Noah po raz pierwszy wyjechał z mamą do Chicago na cztery lata, zanim ponownie pojawił się w życiu Bee. 

Nie jest to prosta, słodka historia o dwojgu przyjaciołach, których znajomość przebiega w całkowicie przewidywalnym toku zdarzeń. Czytając o ich problemach, nastrojach, smutkach i dylematach miałam nadzieję na klasyczne zakończenie. Jednak pani Zuzanna Wólczyńska postanowiła przełamać utarte schematy. I pomimo tego, że nie wszystko przebiegło tak, jakbym chciała, to jednak cała dylogia ujęła mnie swoją historią i klimatem. Ukazała typowe nastoletnie podejście do życia, do swoich wad, dramatycznych wydarzeń, uczuć  i pojawiających się przeszkód. 

Pisarka jest młodą osobą, dlatego tak umiejętnie oddała świat młodych ludzi, którzy stoją u progu dorosłości. Poruszyła przy tym ciężkie tematy, które są obecne w realnym życiu i z którymi borykają się coraz młodsi wiekiem osoby. Rozchwianie emocjonalne, depresja, uzależnienia, trudne relacje rodzinne, przemoc, syndrom ofiary dodają fabule nieco cięższego nastroju. Trochę było zbyt dużo przeciągania wewnętrznego monologu na oczywiste sprawy, niepotrzebnych spięć, złości, niepewności uczuć i tego, czego się pragnie. Autorka pokazała też, że nie jest łatwo zmienić swoje podejście do wielu spraw, bez wsparcia osób najbliższych. 


Głównym motywem jest miłość dwojga osób, których dzieli duża odległość. Taka relacja wymaga zaufania i podejmowania nie raz trudnych decyzji. Oboje czasami mnie irytowali, zwłaszcza Bee zachowywała się jak niedojrzała nastoletnia dziewczyna, która nie umie do końca zaufać Noahowi, bo ciągle nęka ją zazdrość, mimo zapewnień z jego strony o swojej uczciwości i uczuciu. Noah ma swoje wady, bywa trudnym przypadkiem, zwłaszcza jeżeli chodzi o radzenie sobie z depresyjnymi nastrojami. Jednak na plus u niego jest chęć wprowadzenia zmian, by pokazać Bee, że jest dla niego ważna. Na szczęście zaczynają coraz częściej ze sobą rozmawiać, więc sprawiają wrażenie, że uda im się stworzyć fajną relację. W pewnym sensie tak się stało, ale zostałam zaskoczona tym, w jakim kierunku to wszystko się potoczyło.

Autorka w końcowym słowie napisała, że historia Bee i Noaha jest zakończona i jest to „jedyny właściwy scenariusz, jaki mógł zostać napisany”. Nie do końca się z tym zgadzam, chociaż jest on  w penwym sensie realistyczny, gdyż nasze pierwsze młodzieńcze miłości mają różne finały. Mam nadzieję, że autorka postanowi kiedyś napisać powieść, w której poznamy dalsze losy już dorosłego Noaha, bo jego postać nie została w pełni nakreślona, tak jak niektóre wątki też proszą się o kontynuację. 

  Recenzja tomu pierwszego "Let me know"


Książkę przeczytałam w ramach współpracy z wydawnictwem Jaguar




25 lutego 2024

1551. - "Miasto grzechu" Tom I


Miasto grzechu
Tom pierwszy
Aleksandra Troszczyńska

Wydanie: I
Data premiery: 24.09. 2023 r.
Ilość stron: 360
Wymiary:135 x 210 mm
Okładka: miękka ze skrzydełkami
Wydawnictwo: Wydawnictwo Ale!
ISBN: 978-83-268-4226-9
Moja ocena: 6/6

"Okłamywanie innych nie jest niczym trudnym w porównaniu z okłamywaniem samego siebie."

Książka, o której poniżej piszę kilkanaście zdań, przeczytałam już kilka tygodni temu, a jej recenzja ukazała się na stronie Dobre Chwile, na który zapraszam, byście mogli poznać więcej moich wrażeń po przeczytaniu tej historii. 


Sophie Muson  jest dwudziestojednoletnią letnią singielką, która trzy lata temu przeprowadziła się do Nowego Jorku, zostawiając przeszłość za sobą. Życie zmusiło ją, by zaczęła utrzymywać się jako pani do towarzystwa. Nawiązuje kontakt z wybranymi klientami poprzez czat internetowy i pod pseudonimem Lilou. Wyrobiła sobie własne grono stałych klientów, z którymi umawia się, gdy oni mają ochotę na spędzenie z nią trochę czasu. Jakiś czas temu założyła też profil na portalu randkowym, o którym teraz sobie przypomniała, gdy wróciła z kolejnego spotkania. Dostrzega wiadomość podpisaną literką A. z prośbą o poświęceniu mu chociażby kilku godzin, gdyż on czuje się samotny.  Zaintrygowana, odpowiada na tę wiadomość, a odpowiedź jeszcze bardziej podsyca jej ciekawość, więc umawia się z tajemniczym nieznajomym, który w efekcie okazuje się być przystojnym, kulturalnym mężczyzną udając się na to spotkanie bez zmieniania swego wizerunku, jak z reguły to robiła. Okazuje się, że pan A. ma na imię Adam i ma dla nie ciekawą, zaskakującą i ekscytującą propozycje.


Tak zaczyna się ta pełna niespodzianek, zmysłowości, emocji i wydarzeń opowieść o dwojgu ludziach, którzy szukają miłości. Mimo sugerującego mocno erotyczną fabułę tytułu "Miasto grzechu", tak naprawdę scen o tym charakterze jest bardzo mało, a te, które autorka umieściła, są bardzo delikatnie i ładnie opisane więc czyta się je bez zażenowania, czy absmaku. Pani Aleksandra Troszczyńska umiejętnie prowadzi czytelnika przez kolejne zdarzenia ukazując intersujący rozwój relacji dwojga osób z trudną przeszłością, szukających spokoju, miłości i potrzebujących bliskości. a przy tym tworząc wciągającą fabułę. Ich historię poznajemy w narracji trzecioosobowej, więc możemy dowiedzieć się co dzieje się u każdego z bohaterów. Oboje skutecznie skrywają bolesne przeżycia, które doprowadziły ich do tego momentu. 

Lektura książki "Miasto grzechu" zaskoczyła mnie w pozytywny sposób i pokazała  że czasami tytuł może być  mylący, a znane schematy mogą uzyskać zupełnie nieoczekiwaną otoczkę. To sprawiło, że przeczytałam ją szybko i z rosnącym zainteresowaniem, a finałowe rozstrzygnięcia zaostrzyły mój apetyt na poznanie dalszej części tej historii. I znowu prośba do wydawnictw: Oznaczajcie na okładkach, że dana książka jest jedną z części jakiejś serii. Gdy dotarłam na koniec powieści "Miasto grzechu", byłam ogromnie sfrustrowana, gdy okazało się, że nie jest to koniec tej opowieści, lecz jej początek. A ja tak nie lubię czekać...

Zapraszam na DOBRE CHWILE

Książkę przeczytałam, dzięki księgarni Bonito

i portalowi Dobre Chwile


23 lutego 2024

1550. - "Wspólnik" Tom III


"Królewski poker"
seria Wspólnik
Tom trzeci
A.S. Sivar

Wydanie: I
Data wydania: 17.01.2024r
Liczba stron: 520
Wymiary: 130x210 mm
Okładka miękka ze skrzydełkami
ISBN: 978-83-8313-836-7
Wydawca: Amare
Moja ocena: 6/6

„wielu przez swoje chwilowe zachcianki popełnia błędy, za które niestety musi później słono płacić”

Po tym, jak zakończyła się druga część trylogii „Wspólnik”, autorka długo kazała czekać nam na kontynuację, bo prawie rok. Obawiałam się, że po takiej długiej przerwie trudno mi będzie odnaleźć się w trzecim tomie zatytułowanym „Królewski poker”, ale na szczęście tak się nie stało. Są w niej wątki ciągnące się od początku serii, ale nie miałam problemów z przypomnieniem sobie ich najważniejszych wydarzeń, które teraz otrzymały finałowe rozstrzygnięcia.


Wyraźnie widać, że ktoś miesza w relacji Aleksa i Oktawii, a ich uczucia są wystawione na ciężką próbę. Ktoś rozgrywa tytułowego pokera, prowadząc swoją grę, której finał trudno przewidzieć. Aleks postanawia skończyć ze swoim dotychczasowym życiem, pozamykać wszelkie sprawy, zarówno te firmowe, związane z kongresem i Expolab, jak i prywatne, w które wplątał się w przeszłości. Pragnie poświęcić się całkowicie swojej ukochanej i ich wspólnemu życiu na nowych zasadach. W tym wszystkim nie potrafi być do końca uczciwy wobec Oktawii i wciąż mija się z prawdą, chcąc zaoszczędzić jej nerwów. Oktawia czuje się zagubiona, nie wie na czym stoi, co jest grane, a jej niepewność podsycana jest przez plotki i insynuacje, którym daje wiarę.

Po przeczytaniu drugiego tomu myślałam, że nie jest możliwe wznieść emocji na wyższy poziom, a jednak wraz z książką „Królewski poker” pani A.S. Sivar jeszcze bardziej podkręciła tego typu doznania. Z tego względu zwieńczenie trylogii jest naładowane ogromem różnorodnych przeżyć o szerokiej gamie emocjonalnej i wielu niespodziewanych wydarzeń. Wskutek tego, co dzieje się w tej części, bohaterowie będą musieli zweryfikować swoje uczucia i zdecydować, czego tak naprawdę pragną.


W tej części oboje mnie denerwowali swoją gwałtownością, nieumiejętnością rozmowy, unikaniem konfrontacji, wysłuchaniem drugiej strony. Autorka w ten sposób dosyć sugestywnie i nieco w przerysowany sposób zwraca uwagę na elementy, które niszczą związek. Przede wszystkim na plan pierwszy ukazuje się brak zaufania, szczerości, działanie pod wpływem emocji, tworzenie własnych, absurdalnych scenariuszy i wyciąganie wniosków na podstawie nie do końca jasnych sytuacji. To prowadzi do konfliktów, nieporozumień, huśtawki nastrojów, emocji i w efekcie rozstania. Oboje mogliby uniknąć wielu nieprzyjemnych zdarzeń, gdyby po prostu porozmawiali spokojnie i bez gniewu.

Cała trylogia ma charakter romansu erotycznego, ale  element erotyczny nie jest dominujący, a jedynie uzupełnia fabułę. Ten wątek osiąga swoje apogeum już na początku trzeciej części, gdyż od razu autorka serwuje nam gorącą, pełną zmysłowości i żaru sytuację, na którą godzi się główna bohaterka, po tym, gdy poznała tajemnicę skrywaną przez Aleksandra. Warto przez nią przejść, by nie stracić tego, co dzieje się na kolejnych stronach powieści. Wiem, że nie wszyscy lubią tego rodzaju opisy, ale wiadomo, że tyle jest gustów, ilu jest ludzi, a zwłaszcza tych, którzy czytają książki. Ja jednak zachęcam do poznania tej historii, gdyż wyłaniają się z niej intrygujące, niespodziewane i pełne napięcia epizody.


Zwieńczenie trylogii „Wspólnik” jest dopełnieniem tego, co działo się w pierwszych dwóch tomach. Autorka doprowadziła wszystko do końca, nie pozostawiając żadnych niedomówień i wątpliwości. Z ekspresyjnym tempem, charakterystycznym dla jej stylu, opowiedziała o walce toczącej się między głównymi bohaterami o miłość i normalność w związku. Równie fascynujące są wątki związane z osobami drugoplanowymi, zwłaszcza z przyjaciółką Oktawii, Karo i przyjacielem Aleksandra, Oskarem. W tle uwidoczniony jest charakter pracy w korporacyjnej firmie, która potrafi wyssać z człowieka wszelkie siły, a gdy jest on zbędny, lub niewygodny, pozbywa się go bez skrupułów. Jednocześnie uświadamia, że robienie czego, co nie daje satysfakcji, nie jest drogą do szczęśliwego życia, gdyż takie poczucie pojawia się, gdy robimy to, co kochamy. Jeżeli do tego mamy odpowiednią osobę u swego boku, to do pełni szczęście już niczego nie brakuje.

Recenzja tomu pierwszego "Rozdanie kart"
Recenzja tomu drugiego "Odkrycie kart"


Książkę przeczytałam, dzięki współpracy z wydawnictwem Amare



21 lutego 2024

1549. - "Swallow" Tom I


"Nadzieja umiera ostatnia"
Seria: Swallow
Tom pierwszy
Aleksandra Muraszka

Wydanie: I
Data premiery: 22 listopada 2023r.
Ilość stron: 576
Wymiary: 145x215
Okładka: miękka ze skrzydełkami
ISBN 978-83-8266-325-9
Wydawnictwo: Jaguar
Moja ocena: 5/6

„Nie, życie nie boli.
Życie nakurwia.
I to bez opamiętania.”

Życie potrafi ciężko doświadczyć wydarzeniami, które na długo zapadają w pamięć, ale też podsuwa nie raz rozwiązania, oferuje pomoc, a wówczas, nawet w najbardziej trudnym momencie, pojawia się światełko nadziei. Mówimy wówczas o przeznaczeniu, szczęśliwym zbiegu okoliczności, gdy po czasie spostrzegamy, że było to dla nas najlepsze, co mogło nam się przytrafić. Nie wszyscy wierzą w przeznaczenie, nawet, jeżeli widać wyraźnie, że nie są to przypadkowe sytuacje. Takie znaki od losu otrzymali bohaterowie książki pt.: „Swallow”, czyli „Jaskółka” - symbol szczęścia, miłości, ochrony i nadziei.


Pewnego dnia los postawił na swojej drodze dwie popaprane dusze. Oboje mają za sobą ciężkie doświadczenia, których nie potrafią wyrzucić z pamięci i dlatego każdego dnia cierpią, mimo upływu czasu. Haelyn i Rion łączy wiele, niż oni sami sobie to uświadamiają. Mają ze sobą wiele wspólnego, co ich w jakiś sposób łączy, ale też różnią się podejściem do swoich przeżyć. Samotni, unikający ludzi, wycofani, targani emocjami, bólem, każdego dnia wstają, by zmagać się ze swoimi demonami. Na szczęście mają wokół siebie przyjaciół. Każde z nich po jednym. Minnie i James są wspaniałymi, wrażliwymi, troskliwymi ludźmi. Są aniołami stróżami dla dwojga pogubionych, poszarpanych i potarganych przez życie osób. 

Każdy z bohaterów ma swoje powody, by widzieć wszystko w czarnych barwach. Doskonale możemy to poczuć, dzięki bardzo sugestywnym opisom analizującym ich stan psychologiczny i emocjonalny. Nie wyjawia zbyt wiele, by wzbudzić nasze zainteresowanie. Poznajemy tę historię z perspektywy Haelyn i Riona naprzemiennie, ale więcej poznajemy szczegółów z przeszłości dziewczyny. 


 W przypadku Riona autorka skupia się bardziej na jego przeżyciach, stronie mentalnej, wewnętrznych rozterkach, niż na przyczynie tego stanu. On wciąż karmi się negatywnymi epitetami i zwrotami na swój temat, jakie usłyszał od swego ojca, co pokazuje, że słowa mają moc. Mogą one  niszczyć, zranić, podciąć skrzydła, ale też dać nadzieję. W przypadku Riona, ta nadzieja jest bardzo nikła, nie może się przebić przez ciemny mur, jaki go otacza. Uważa siebie z nieudacznika, nic niewartego człowieka, który wszystko niszczy i nie zasługuje na nic dobrego. To usłyszał od ojca, ale ma też żal do matki, która nie stanęła w jego obronie, gdy został wyrzucony z domu po tym, co się wydarzyło 15 czerwca 2022 roku. Do końca nie wiemy dokładnie co się wówczas stało, a jedynie domyślamy się, że musiało być to coś bardzo dramatycznego, skoro tak mocno odmieniło chłopaka, który kiedyś był radosnym, pełnym życia młodym człowiekiem. Nie zasługuje na życie. pragnie zniknąć, i to dosłownie. Szuka okazji, by pożegnać się z tym światem, dlatego nie boi się śmierci.


Śmierci boi się Haelyn, która 16 lat temu przeżyła tragedię, która wyzwoliła w niej tak dużą traumę, że ciągle towarzyszy jej  strach przed śmiercią. Gdy ją poznajemy, jest dorosłą dwudziestojednoletnią kobietą, ale pamięć małego, pięcioletniego dziecka cały czas jest w jej podświadomości. Haelyn boi się właściwie wszystkiego: ludzi, ciemności, bliskości, nie lubi gdy ktoś na nią patrzy, zwraca uwagę, gdyż ma o sobie niskie poczucie wartości. Nie akceptuje siebie i krytycznie podchodzi zawrówno do siebie, jaki i wszystkiego wokół. Najchętniej bym  nią porządnie potrząsnęła, bo momentami mnie irytowała. Najlepiej i najbezpieczniej czuje się w swoim pokoju z książką w ręku. Nawet pracuje zdalnie, by nie wychodzić na zewnątrz każdego dnia. Najbardziej boi się śmierci, dlatego, nie rozumie, jak można jej pragnąć. 

Haelyn nie jest łatwo. Ma za sobą naprawdę ciężkie wydarzenia, o których dowiadujemy się stopniowo. Jednak ona powoli wychodzi ze swojej skorupy, a to dlatego, gdyż czuje, że ma dla kogo żyć i ma komu pomóc. Gdy los stawia na jej drodze Riona, nie spodziewa się, że będzie on dla niej wyzwaniem. Początkowo jest przerażona jego postawą, mrokiem i pustką, jaką widzi w jego oczach, ale nadchodzi moment, gdy dostrzega, że może być dla niego ratunkiem, nadzieją. W końcu dla tej nadziei, by o niej nie zapomnieć, wytatuowała na swoim nadgarstku małą jaskółkę.

„Swallow” to powieść o nadziei, walce o siebie, drugiego człowieka, dlatego jest ciężka od emocji, trudnych, bolesnych, naładowanych cierpieniem, lękiem, strachem i skutkach traumatycznych wydarzeń. Pani Aleksandra Muraszka rozkłada te emocje na drobne części,  wnikając w ludzkie umysły, czym porusza w nas najczulsze struny duszy, niemiłosiernie nimi targając, bardzo wyraźnie i bez zahamowań wyrzucając nasze wrażenia na niebotycznie wysokie tony. 

Opisy nieco spowalniają akcję, gdyż są obszerne i jest ich dosyć dużo. Można nawet mieć wrażenie, że fabuła jest nieco rozwleczona, wciąż poruszająca te same zagadnienia, przeżycia i problemy. Jednak przedstawiona historia ma w sobie ogromny ładunek emocjonalny spowodowany doświadczeniami bohaterów. Liczyłam na szybsze rozstrzygnięcia, przemianę, spektakularny zwrot akcji, które zmieniłby znacząco zachowanie Riona i Haelyn, a takich tutaj nie ma. Tym samym autorka doskonale pokazała, czym jest depresja, jak działa bezlitośnie na człowieka oplecionego jej mackami, jeżeli nie ma znikąd pomocy, lub po prostu jej nie chce, tak jak nie chce tego Rion. Wypływa z tej historii refleksja, że jeżeli nie kochamy siebie, to nie możemy obdarzyć miłością drugiej osoby. Najpierw trzeba wybaczyć sobie, by coś zaczęło się zmieniać na lepsze. Jednak, czy tak się stanie w przypadku Riona, nie wiadomo, gdyż w najbardziej przełomowym momencie ta część się kończy, więc mam nadzieję, że szybko ukażą się kolejne tomy  trylogii.


Książkę przeczytałam w ramach współpracy wydawnictwem Jaguar



Popularne posty