niedziela, 20 października 2019

514. - "Gdyby ocean milczał"

Pod patronatem Oazy Recenzji
Recenzja przedpremierowa


Gdyby ocean milczał
Anna Wysocka – Kalkowska 
Premiera 24 październik 2019
„Szum oceanu pcha do przodu, każe walczyć, szukać szczęścia, jest namacalnym dowodem na to, że życie prze do przodu, nie znosi próżni.“
Czasami życie układa dla nas swój własny scenariusz, burząc dotychczasowy świat, niwecząc plany i pokazując zupełnie nowe możliwości. Zawsze najtrudniej chyba pogodzić się ze stratą najbliższych, zwłaszcza gdy ich śmierć jest nagła i dramatyczna. Z tego rodzaju traumą musi poradzić sobie bohaterka książki pt.: „Gdyby ocean milczał“.

źr. zdjęcia: psychoskok.pl
Anna Wysocka – Kalkowska jest autorką, która od wielu lat opisuje odczuwane emocje, uczucia, zapachy, smaki i kształty. Pisarka ceni sobie szczerość, lojalność oraz wszystkie chwile spędzone w gronie najbliższych. Zadebiutowała w 2014 roku powieścią „Kiedy wiosna nie nadchodzi”, która została pozytywnie przyjęta przez czytelników. Rok później powstała książka „Moje życie bez ciebie” a w 2017 roku - „Taniec z motylami”, któremu miałam przyjemność patronować. [zobacz]

To moje drugie spotkanie z prozą pani Anny Wysockiej-Kalinowskiej i uważam je za bardzo udane. Po przeczytaniu jej książki „Taniec z motylami“ byłam pod wrażeniem umiejętności delikatnego, spójnego opowiadania historii, w której można odnaleźć głębszy sens. Podobne elementy odnalazłam w historii stworzonej w „Gdyby ocean milczał“, która również skradła moje serce. 

książki pani Anny Wysockiej – Kalkowskiej
źr. zdjęcia: Facebook - strona autorska
W piękne, majowe popołudnie, w uroczym Paryżu dochodzi do zamachu terrorystycznego. Ginie dużo ludzi, wśród nich siostra głównej bohaterki - Isabel. Pozostawia po sobie swoją sześcioletnią córeczkę Colette.

Nicole Blanchard zawsze chciała mieszkać w Paryżu, do którego przeprowadziła się z małej miejscowości Carnac. Poznajemy ją w momencie, gdy jest na drodze spełniania swoich marzeń. Właśnie odebrała dyplom ukończenia studiów i pragnie pracować jako dziennikarka w jednym z prestiżowych paryskich gazet. Niestety, los weryfikuje jej plany i stawia przed wyborem. Musi zająć się córką Isabel - Colette i porzucić ukochany Paryż, wracając do rodzinnego miasteczka, w którym nie widzi przyszłości. 

Książka pt.: „Gdyby ocean milczał“ ujęła mnie najpierw urokliwą okładką. Gdy ujrzałam ją po raz pierwszy wraz z propozycją patronatu, od razu chciałam zajrzeć za jej kurtynę i poznać kim jest dziewczynka widoczna na zdjęciu, która stoi nad brzegiem oceanu i słucha tego, co szepce jej do ucha muszla. 

Pani Anna Wysocka – Kalkowska po raz kolejny udowodniła, że jest mistrzynią w budowaniu napięcia i nastrojowej aury. Doskonale wie, jak poruszyć najczulsze sfery naszej duszy, oddać piękno świata i opisać emocje, wnikając w umysły oraz serca osób występujących w powieści. Umiejętnie prowadzi czytelnika przez kolejne epizody aż do pasjonującego, zaskakującego i przyprawiającego o przysłowiowe „ciarki“ a nawet łzy, zakończenia. 

Ogromnym atutem powieści są jej postacie, o wyrazistym charakterze i barwnej osobowości. Trudno na początku stwierdzić, która z nich ma uczciwe zamiary. W trakcie dalszego wgłębiania się w treść, wychodzą na jaw różne fakty odkrywające prawdziwe oblicze poszczególnych osób. Na ich przykładach autorka pokazuje, że nikt nie rodzi się złym człowiekiem i każdy ma prawo popełniać błędy. Ważne, byśmy umieli zrozumieć innych bez osądzania, nauczyli się wybaczać i potrafili pogodzić się z tym, co niesie nam życie. Niewypowiedziane w porę słowa, ukrywanie prawdy czy pochopne wydawanie opinii nie przynosi ulgi. Każda nasza decyzja, działanie, słowo ma znaczenie, gdyż może mieć wpływ nie tylko na nas ale na życie innych osób. 

„Błędy nas nie skreślają, one… Każdy powinien mieć drugą szansę. Póki szumi ocean, póki wieje wiatr, póki świecie słońce, póki każdego ranka zaczyna się nowy dzień… wszystko może się zdarzyć."

Postacią, która porusza serca jest mała Colette, której dojrzałość wprawia w zdumienie ale i wywołuje tkliwość. Swoją inteligencją, mądrością i talentami przewyższa nie jednego dorosłego, znajdując zawsze właściwą odpowiedź na każde pytanie. Dziewczynka jest dla mnie przykładem tzw. Dziecka Indygo, gdyż została obdarzona niezwykłymi umiejętnościami artystycznymi ale i mentalnymi. Potrafi dostrzec to, czego nie widzą inni, zarówno w realnym życiu jak i duchowym. Z niezwykłą prostotą i szczerością mówi to, co myśli pokazując w jaki sposób powinniśmy radzić sobie z problemami. To, co dla dorosłych jest trudne i skomplikowane, dla niej nie stanowi przeszkody. Warto tu zaznaczyć, że inspiracją i pierwowzorem postaci Colette była córka autorki - Julia, której przemyślenia zostały wykorzystane w książce. 

– Więc o czym ty marzysz, Colette? – Chciałabym, żebyś zawsze była obok, żebym nie musiała się bać, że znikniesz, i chciałbym, żebyś jeszcze kiedyś zobaczyła dziadka i mamę Isabel… takich, jak ja ich widzę, z olbrzymimi skrzydłami. 

Główna bohaterka - Nicole wzbudziła moją sympatię od samego początku swoim podejściem do siostrzenicy i rozsądnym podejściem do pojawiających się sytuacji. Po śmierci siostry stara się na nowo poukładać priorytety, postanawia znowu odnaleźć szczęście, zarówno dla siebie jak i dla Colette. Trudniej jest jej znaleźć porozumienie z matką, która wobec niej jest oschła i nieprzystępna. 

Motywem przewodnim jest tytułowy ocean, nad którym często przebywa zarówno Nicole jak i Colette. Nicole szuka w jego szumie natchnienia i odpowiedzi na swoje problemy, natomiast Colette spotyka tam osoby, które odeszły z tego świata... 
„Czasami jedna chwila, moment, ułamek sekundy wystarczy, by zmienić nasze życie w diametralny sposób"
Stopniowo, razem z główną bohaterką, odkrywamy prawdę skrywaną przez jej matkę ale też zmarłą siostrę oraz inne osoby, które pojawiają się wokół niej. Gdy do jej pensjonatu przyjeżdża przystojny Frederic Blanc życie Nicole jeszcze bardziej się komplikuje ale też nabiera nowego, fascynującego blasku. 

Narracja pierwszoplanowa zachowana jest prawie w całej powieści, skupiając się na postaci Nicole i jej perypetiach. To pozwala zachować atmosferę niepewności i wspólnie z bohaterką przeżywać jej rozterki. Całość jest niezwykle spójną historią, która porusza serca i skłania do refleksji.

Autorka zastosowała znane schematy, które są charakterystyczne dla romansów, ale liczy się też sposób ich podania, podobnie jak w przypadku gotowania, gdy z tych samych składników można stworzyć wiele różnych potraw. 

Wszystkie wątki przedstawione zostały w sposób przemyślany, ubrane w ładną formę literacką i opowiedziane bez rozwlekania tematu. Wszelkie opisy i dialogi ograniczone do minimum sprawiają, że książkę czyta się szybko, z rosnącym zainteresowaniem i z wypiekami na twarzy. Fabuła nie jest przeładowana retrospekcjami czy zbędnymi szczegółami lecz skoncentrowana na bieżących wydarzeniach, dzięki temu nie tracimy ciągłości sytuacyjnej. 
„ ofiarami tego dnia nie byli tylko ci, którzy zginęli. Ofiarą był każdy, kto tego dnia widział to piekło. Ofiarami byli również ci, który stracili bliskich, którzy każdego dnia zadają sobie pytanie, dlaczego spotkało to mojego męża, córkę czy matkę.“
„Gdyby ocean milczał“ to subtelnie opowiedziana historia dodająca skrzydeł i napawająca nadzieją, że nasi najbliżsi opiekują się nami także po śmierci. Są naszymi aniołami otulając nas swoimi skrzydłami, dając wskazówki i pokazując drogę, dzięki której możemy osiągnąć spokój. Ta mądra, pełna ciepła i wzruszających emocji opowieść skłania do zatrzymania się i zastanowienia nad ważnymi aspektami naszego życia. Autorka daje ku temu okazję, przekazując swoje spostrzeżenia ustami bohaterów, zwłaszcza Colette, co nadaje całości eterycznego, duchowego i refleksyjnego nastroju. Stworzyła wielowątkową opowieść, która łapie za serce od pierwszej strony aż do końca. Nie brakuje w niej emocji, niespodziewanych sytuacji, sekretów i erotycznych uniesień. 

Uświadamia odwieczne prawdy, które powinny towarzyszyć każdemu z nas. Pokazuje, że czasami życie funduje nam różne sytuacje, z którymi niełatwo się pogodzić. Mimo trudnych doświadczeń, traumatycznych przeżyć i tragedii musimy nauczyć się żyć na nowo, by odnaleźć swoją drogę ku szczęściu, które często znajduje się na wyciągnięcie ręki. Trzeba tylko je umieć dostrzec i pielęgnować w sobie każdego dnia. 

Książkę przeczytałam dzięki wydawnictwu:


sobota, 19 października 2019

513. - "Uwięzieni w przeszłości"


Uwięzieni w przeszłości
Maria Czebotar

Wydanie: I
Rok wydania: 2019
Format: 121 x 195 mm
Okładka: miękka 
Liczba stron: 254
Wydawca: Novae Res
Redakcja: Jędrzej Szulga
Korekta: Emilia Kapłan
Okładka: Paulina Radomska - Skierkowska
Skład: Katarzyna Dambiec
Druk i oprawa: Elpil

         

„Kto szuka, żeby znaleźć, znajdzie to, czego szuka“
- Edward Stachura                            

Wszystko, czego doświadczamy ma znaczenie dla naszej osobowości, charakteru i tego jak radzimy sobie z samym sobą. Czasami pozornie drobne zdarzenie i zbiegi okoliczności sprawiają, że uruchamiamy w sobie chęć poznania siebie i swoich najbliższych. Podobnie stało się w życiu bohaterki książki pt.: „Uwięzieni w przeszłości“.

Maria Czebotar z zawodu jest psychoterapeutką. Niewiele wiadomo o tej autorce  ale na pewno  pisanie jest jej pasją, gdyż na jej stronie na Facebooku można przeczytać, że: "Motywacji do pisania książek jest wiele. Jedni piszą, bo to lubią, inni marzą o wydaniu bestsellera i wielkich pieniądzach. Jeszcze inni (i do tej kategorii chyba się zaliczam) przypadkiem zaczynają pisać, a potem po prostu muszą sprawę sfinalizować." Z pewnością w ten sposób powstała niniejsza opowieść.

Książka nie ma jednego głównego bohatera, lecz aż trzech, których los splótł ze sobą wydarzeniami z przeszłości. Poznajemy ich dokładnie poprzez analizę ich psychiki i osobowości. Ta warstwa wybija się na plan pierwszy, ponad toczącymi się sytuacjami.

Główną bohaterką jest młoda, dziewiętnastoletnia studentka, która w rodzinnym albumie znajduje dokument związany z jej dziadkiem. Ten wątek wydawał mi się intrygujący i spodziewałam się jego rozwinięcia. Niestety, nie do końca został on wykorzystany i poczułam się nieco zawiedziona jego poprowadzeniem.


Bardziej dla mnie intrygującą postacią jest jej chłopak Andrzej, który przeżywa swoją traumę związaną z ojcem alkoholikiem i brakiem rodzicielskiej miłości. Autorka zgłębia jego umysł pokazując jego skomplikowaną osobowość i demony przeszłości, z którymi musi sobie poradzić. Jako dorosły człowiek ma już wyrobiony sposób widzenia siebie i rzeczywistości ale mroki umysły nie raz nie pozwalają prowadzić spokojnego, emocjonalnego życia. 

Trzecią osobą, która odgrywa ważną rolę w tej historii, jest Piotr - lekarz psychoterapeuta. Ze swoimi pacjentami radzi sobie bardzo dobrze, ale nie może sobie z samym sobą. Od dzieciństwa cierpi z powodu swojego pochodzenia. Jako syn Polki i Niemca urodził się i przez pierwsze lata wychowywał się w NRD. W powojennej Polsce, w której potem dorastał, czuł się zawsze kimś gorszym, o czym nie dali mu zapomnieć jego rówieśnicy.

Losy tych trzech osób w pewnym momencie splatają się ze sobą niespodziewanie, korygując ich dotychczasowe poglądy i zmuszając do odkrycia rodzinnych tajemnic, które pozwolą im odnaleźć drogę do siebie.



Do sięgnięcia po ten tytuł zachęcił mnie opis książki, jaki został zamieszczony na portalu nakanapie.pl  ale nie do końca spełniła ona moje oczekiwania. Obiecywałam sobie wciągającą historię z tajemnicami i nagłymi zwrotami akcji. Niestety, nic takiego nie znalazłam w jej fabule. Autorka skupiła się bardziej na psychologicznym portrecie bohaterów, niż na dynamice poszczególnych wątków. Porusza kilka istotnych kwestii, które są obecne w naszym społeczeństwie i rzutują na losy poszczególnych osób. 

„Uwięzieni w przeszłości" nie jest łatwą i przyjemną powieścią, gdyż porusza trudne tematy, które możemy odnaleźć w naszym realnym życiu. Uświadamia, że II wojna światowa odcisnęła swoje piętno na wielu osobach, które przeżyły te koszmarne wydarzenia. Pokłosie tego zbierają także ich najbliżsi, którzy nie doznali tak dramatycznych przeżyć, ale muszą nauczyć się żyć z kimś, kto nie potrafi zapomnieć o obozowym koszmarze. 

Książkę czyta się wolno, gdyż akcja toczy się leniwie. Autorka zastosowała w niej element niedopowiedzeń, zmuszając czytelnika do analizowania poznanych faktów i łączenia ich w całość. Rysuje poszczególne elementy z obrazu życia każdego z bohaterów, które są jak puzzle, z których poszczególnych kawałków wyłania się cały obraz. Zagłębiając się w poszczególne epizody uzyskujemy coraz pełniejszy obraz całości i dostrzegamy misternie ułożony scenariusz życia. Każda osoba tej historii, każde zdanie czy sytuacja ma tu swoje znaczenie i zmierza do wspólnego końca. To surowa, wielowątkowa historia, w której przeszłość przeplata się z teraźniejszością, pokazując jak czasami mało wiemy o osobach, które żyją blisko nas. 

Książkę przeczytałam dzięki portalowi:





piątek, 18 października 2019

512. - "Czas dorosłości" - przed premierą

Pod patronatem Oazy Recenzji
Recenzja przedpremierowa


Czas dorosłości 
Zdzisław Brałkowski 
PREMIERA 23 PAŹDZIERNIKA 2019 R

„Naszym życiem zawiaduje biologia – jest czas dzieciństwa, potem nadchodzi okres młodzieńczych doświadczeń i uniesień. Chcielibyśmy ten okres przedłużyć, najlepiej w nieskończoność, ale, niestety, nie umkniemy przed dorosłością.“

Dzisiejsza rzeczywistość wygląda zupełnie inaczej, niż jeszcze 30 czy 40 lat temu. To niewielki okres czasu, ale zmiany, jakie zaszły, są ogromne. Wiele osób, które wychowały się w latach 70. z rozrzewnieniem wraca do nich i wspomina przeżyte chwile. Atmosferę tamtych dni możemy poczuć dzięki książce pt.: „Czas dorosłości“.

źr. zdjęcia: psychoskok.pl
Zdzisław Brałkowski przepracował kilkadziesiąt lat, najpierw w fabryce, później wychowując i ucząc młodzież. Jego wspomnienia są skarbnicą, z których zaczął czerpać kilka lat temu, kiedy rozpoczął przygodę z literaturą. W 2015 roku ukazała się jego pierwsza powieść „Syberia, inny świat”. Oprócz wspomnień, pisze również poezję, zwłaszcza lżejszej kategorii - limeryki i fraszki, satyrę, teksty piosenek. Część z utworów ukazała się w almanachu „Fraszki i słowne igraszki” w 2015r. oraz w autorskim tomiku „Fraszki, limeryki i inne żarciki” w 2016. 

To moje trzecie spotkanie z twórczością autora jak i z cyklem „Zza zasłony czasu“. Pierwsza pt.: „Młodości szczęśliwa“ ukazała się w 2016 roku i przybliżała życie w latach 60. Druga - „Wileńszczyzna w miniony czas“ pokazywała burzliwe losy ludzi w powojennej rzeczywistości. Trzecia część dotyczy okresu, gdy autor zakończył naukę w szkole, zdał maturę i wkroczył w świat dorosłości zaczynając swoją pierwszą pracę. 

„Czyny społeczne i oddawane w rekordowym tempie wielkich budów na święta państwowe były nieodłącznym czynnikiem życia publicznego w naszej ojczyźnie“

„Czas dorosłości“ to kontynuacja wspomnień pana Zdzisława Brałkowskiego, który dzieli się swoimi historiami, jakie dane mu było przeżyć w drugiej połowie lat 70. i na początku lat 80. Kieruje ją w szczególności do starszej młodzieży i dorosłych. Książkę można czytać niezależnie od tego czy znamy poprzednie części serii, gdyż nie wpływa to na jakość opowiadanych anegdot. Oczywiście, znajomość wcześniejszych opowiadań cyklu „Zza zasłony czasów“ daje pełniejszy obraz dziejów autora, ale można do nich sięgnąć też po przeczytaniu trzeciej odsłony autobiografii. 

Gdy jesteśmy dziećmi, chcemy szybko dorosnąć, bo wydaje się nam, że wówczas będziemy mogli robić więcej rzeczy, bez ograniczeń i jakichkolwiek nakazów. Podobnie myślał autor książki oczekując, że będzie to czas wytęskniony, bez klasówek, nauki, szkolnego rygoru i rodzinnych wymagań. Był przekonany, że wraz z wejściem w dorosłość, wkracza „do raju, arkadii, krainy szczęśliwości.“ Niestety, proza życia zweryfikowała jego oczekiwania ale też nauczyła radzenia sobie w trudnych sytuacjach.  

Swoje wspomnienia ujął w jedenastu rozdziałach, które swoim tytułem nawiązują do wątku, który wypełnia jego treść. Nie omija trudnych tematów związanych z ówczesną sytuacją polityczną czy gospodarczą ale nie są dominujące lecz tylko stanowią tło dla osobistych wydarzeń z jego życia zawodowego, rodzinnego i towarzyskiego. Poznajemy jego przemyślenia, spostrzeżenia i wnioski jakie wyciąga z podjętych przez siebie, często nietrafionych decyzji. Obserwujemy jak z niedoświadczonego młokosa przemienia się w dojrzałego mężczyznę znającego swoją wartość i ukształtowanego przez życie. 

„Nuda jest syjamską siostrą nadmiernej pracy – jedna i druga nie są przyjemne dla człowieka.“

W niezwykle realny, lekki i często humorystyczny sposób opowiada o swoich przygodach oraz realiach ówczesnej rzeczywistości. Towarzyszymy mu od momentu podjęcia przez niego pierwszej pracy aż do chwili, gdy zaczyna swój nowy etap życia jako świeżo „upieczony“ małżonek. Zgrabnie łączy swoje osobiste przeżycia z niektórymi wydarzeniami, z których, jako naród, jesteśmy dumni, ale z takimi, o których wolimy nie pamiętać. Z pewnością u nie jednej osoby nostalgię wywołają sukcesy sportowe naszych złotych siatkarzy Huberta Wagnera, niezapomniana zima stulecia, czy pierwsze wyjazdy do NRD ale też refleksje związane ze stanem wojennym lub trudami dnia codziennego w czasie kryzysu gospodarczego. 

„Szczęścia nie można nadużywać, gdyż może się odwrócić od zbyt zachłannego“

O latach tzw. „gierkowskich“ wytworzyło się wiele mitów i historii, które nie oddają prawdziwej rzeczywistości tamtych czasów. Autor pokazuje, że ówczesne życie wymagało umiejętności radzenia sobie w każdej sytuacji i niejednokrotnie ujawniało swoje zarówno dobre jak i niezbyt miłe strony. W zabawny sposób opisuje realia ekonomiczne w latach 70. ale też tzw. „niepisane zasady“, które panowały w społeczeństwie na polu zawodowym i społecznym. Nie brakowało chwil szczęścia i radości, wzajemnych towarzyskich relacji, lojalności i przyjaźni. Mimo wielu problemów, ludzie potrafili ze sobą współpracować, wzajemnie się wspierać i bawić. 

„Czas dorosłości“ to obrazki z życia młodego mężczyzny, którego twarde realia rzeczywistości zmuszają do zdobywania umiejętności, radzenia sobie w różnych, często zaskakujących sytuacjach. Pokazuje, że nie zawsze dorosłość jest usłana różami. Nie raz trzeba zmierzyć się z wieloma problemami, podejmować decyzje i dokonywać wyborów, których konsekwencje musimy ponieść sami. To także świetna lekcja historii dla dzisiejszego, młodego pokolenia i doskonały materiał porównujący współczesny świat do świata ich rodziców oraz dziadków. Natomiast dla starszego pokolenia to piękna, nostalgiczna podróż, która na pewno przywoła wiele wzruszających wspomnień. 

Każdy etap naszego życia ma swoje znaczenie i powinniśmy doceniać go, bez względu na wiek. To, niestety, uświadamiamy sobie dopiero po czasie, a wówczas pojawiają się wspomnienia i tęsknota za tym co było. Pan Brałkowski z pewnością nie zakończył jeszcze snucia swoich wspomnień. Kończąc trzecią część swojej autobiografii pozostawia czytelnika z obietnicą kolejnych opowieści z cyklu „Zza zasłony czasu“, z czego niezmiernie się cieszę.

Wydanie: I
DATA PREMIERY: 23.10.2019r
KATEGORIA: Wspomnienia, autobiografia
WYDAWCA: Psychoskok
TŁUMACZENIE: NIE
JĘZYK ORYGINAŁU: polski
OPRAWA: miękka
FORMAT: 148 x 210 mm
ILOŚĆ STRON: 265
Redaktor prowadząca: Wioletta Tomaszewska 
Korekta: Ewa Katarzyna Ambroch 
Redakcja i korekta: Joanna Barbara Gębicka 
Projekt okładki: Adam Brychcy 
Fotografie w książce: Zdzisław Brałkowski 
Fotografie na okładce: Andrey Shevchenko 
Skład: Jacek Antoniewski

Książkę przeczytałam dzięki wydawnictwu:


czwartek, 17 października 2019

"Sztuka umierania" - zapowiedź

Pod patronatem Oazy Recenzji


4 listopada 2019 roku ukaże się książka pt.: "Sztuka umierania", ukazująca kulisy kulturystyki. 

Nie jest to zwykły podręcznik dla przyszłych kulturystów… lecz opowieść o wzlotach i upadkach, treningach, odżywianiu, a przede wszystkim każdym dniu prawdziwego kulturysty.

Andrzej Sitarek postanowił napisać książkę, która bez zbędnego koloryzowania, łechtania czytelnika, będącego potencjalnym kulturystą, i bez reklamy wprowadzi w sztukę kulturystyczną zarówno laików, jak i osoby, które już zetknęły się z tym sportem. Jak sam twierdzi, posługuje się często językiem chama, więc niejednokrotnie sypie wulgaryzmami i niewybrednymi określeniami, nie pozuje na nikogo, kim nie jest, nie chełpi się wykształceniem, bo go nie ma, ale ma coś więcej – lata praktyki i doświadczeń.


środa, 16 października 2019

TO JUŻ DZIŚ! PREMIERA KSIĄŻKI "Za moje krzywdy"!


Dziś na księgarskich półkach pojawiła się nowa książka Ewy Lenarczyk pt.: "Za moje krzywdy" nakładem Wydawnictwa Psychoskok. Kilka dni temu napisałam moją przedpremierową recenzję, w której można m.in. przeczytać, że:

Od pierwszych stron wciąga nas w wir wydarzeń, które w większości dzieją się w Gdańsku i Gdyni ale też w okolicach tych miast oraz w Łodzi. Nie jest to jednak typowy kryminał lecz wielowątkowa fabuła, która z każdym kolejnym rozdziałem intryguje coraz bardziej. Poza sprawą morderstw Bożena musi się zmierzyć z samą sobą, gdyż jako matka dorosłej córki stara się być wobec niej i siebie w porządku. Okazuje się, że nie jest to takie proste, gdyż los postanowił nieźle zagmatwać w prywatnym życiu bohaterki i zweryfikować jej utarte schematy działania oraz sposób postrzegania rzeczywistości.

Mam nadzieję, że podobne odczucia będą mieli czytelnicy tej książki, którą szczerze polecam!



wtorek, 15 października 2019

511. - "Kryształowe serca"


Kryształowe serca
Augusta Docher

Wydanie: II
Rok wydania I: 2017
Rok wydania II: 2019
Format: 130 x 210 mm
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Liczba stron: 380
Redakcja: Barbara Kaszubowska
Korekta: Bartłomiej Kuczkowski, Małgorzata Szymańska
Okładka: Izabela Surdykowska - Jurek
Skład: Michał Kacprowicz
Druk i oprawa: Elpil
Wydawca: Novae Res



„Kobiece łzy potrafią rozpuścić nawet najtwardszą skałę, a co dopiero ludzkie serce“

Z reguły w romansach istnieją bohaterowie piękni, bez skazy, którym życie kładzie kłody pod nogi zanim odnajdą swoje uczucia i połączą swoje losy. Zupełnie odmiennie podeszła do tego tematu autorka powieści „Kryształowe serca“, w której przełamała niektóre schematy występujące w tego rodzaju opowieściach.

źr. zdjęcia:
lubimyczytac.pl
Augusta Docher to pseudonim polskiej pisarki Beaty Majewskiej. Pochodzi ze Śląska. Jest mamą, żoną, córką i siostrą. Plastyczka, księgowa, manicurzystka i pisarka ale też ogrodniczka, kura domowa i bizneswoman. Zadebiutowała 16 lipca 2015 r powieścią „Eperu“, która była pierwszą częścią cyklu „Wędrowcy“. Seria ta cieszyła się dużą popularnością, podobnie jak kolejne powieści obyczajowe wydane już pod prawdziwym nazwiskiem autorki: „Konkurs na żonę“, „Bilet do szczęścia“ i „Zdążyć z miłością“. 

okładka I wydania
źr. zdjęcia: empik.com
„Kryształowe serca“ miały swoją premierę w 2017 roku, natomiast w 2019 roku ukazało się drugie wydanie tego tytułu. Moją uwagę zwróciła ładna oprawa graficzna okładki, utrzymana w błękitnej tonacji i według mnie, jest ładniejsza od tej, która ozdabiała wydanie I. Na tle niebieskiej barwy wody doskonale odbija się biel sukienki, w którą ubrana jest szczupła kobieta stojąca na tarasie. 

To Fabiana, która jest studentką na SWPS  w Warszawie. Poza nauką dorabia sobie jako fotomodelka w jednej z agencji. Dzieli swoje życie z Tymoteuszem, który nie jest wobec niej uczciwy. Bazuje na uczciwości i uczuciach dziewczyny, oszukując ją, prowadząc różne dziwne interesy i popadając w długi. 


Pewnego dnia Fabiana otrzymuje propozycję, od tajemniczej kobiety, dobrze płatnej sesji zdjęciowej na Ukrainie . Mimo kuszącej możliwości, dziewczyna odrzuca ją bez wahania, gdyż przyjęła zasadę, że nie bierze udziału w zdjęciach poza granicami kraju. 

Krótko po tym zdarzeniu zostaje porwana wywieziona z Polski i uwięziona w luksusowej rezydencji Camp Martin na Lazurowym Wybrzeżu. Właścicielem posiadłości i inicjatorem uprowadzenia jest gangster pochodzący z Kazachstanu o imieniu Karim Kasymow, który dba o wszelkie wygody swego gościa. Jedyne, czego nie może jej dać, to wolności. 

„Wszędzie pięknie, gdy człowiek może oddychać wolnością“

Sięgając po ten tytuł wiedziałam, że będzie to romans ale nie spodziewałam się, że dostarczy mi taką gamę emocji, o których trudno zapomnieć. Nie chodzi tu jedynie o uniesienia serca, emocje związane z erotyką czy dylematami sercowymi głównych bohaterów, ale też tajemniczą aurę jaka towarzyszy nam przez większą część fabuły. Nie wiemy, bowiem, tak jak bohaterka, dlaczego nastąpiło porwanie, jakie zamiary ma charyzmatyczny porywacz i jakie sekrety kryją się w murach posiadłości. Fabiana próbuje na własną rękę dowiedzieć się więcej, nie spodziewając się, że odkryje szokującą dla siebie prawdę, po której jej życie nigdy już nie będzie takie jak do tej pory.

Autorka zachowała niektóre schematy, jakimi kierują się romanse ale wprowadziła też elementy, które sprawiają, że nie jest to zwykła, klasyczna literatura kobieca. Zastosowała tu wzorzec „pięknej i bestii“ pokazując, że pozory często mylą, i pod niezbyt piękną aparycją kryje się czyste, kryształowe serce.

"Niektórych trudno kochać, ale nienawidzić jeszcze trudniej“


To powieść pełna emocji, erotyki, pożądania, namiętności ale i tajemnic, które są odsłaniane powoli. Została napisana z rozmachem, pasją i ładnym językiem. Ogromną zaletą jest piękny styl pisarski, obrazowe, plastyczne opisy działające na wyobraźnię, sposób prowadzenia fabuły i zaskakujące sytuacje przyprawiające o szybsze bicie serca, wzbudzające niepokój ale i zainteresowanie. Czytając, dajemy się porwać różnorodnym emocjom, które rosną wraz z kolejnymi epizodami, by w ostatnich rozdziałach osiągnąć swoje apogeum. 

Początek powieści nie zapowiada takiej huśtawki nastrojów, gdyż akcja toczy się spokojnie, pokazując zwyczajne życie młodej studentki, która próbuje radzić sobie w dorosłym życiu, tym bardziej, że jej relacje z matką zostały zerwane jakiś czas temu. Dynamika wzrasta od chwili, gdy Fabiana zostaje porwana i wówczas poszczególne epizody przyspieszają, nadając ekspresji dziejącej się historii. 

Pani Augusta Docher swoją niesamowitą wyobraźnią i talentem pisarskim potrafi zaintrygować czytelnika. Podpisuję się całkowicie pod formułką zamieszczoną na okładce książki, że jest to „gorący romans, prawdziwy dramat, wysublimowana erotyka i wielki, niezapomniany spektakl“

To powieść, której tak łatwo się nie zapomina. Jeszcze długo po zamknięciu jej ostatniej strony byłam pod wrażeniem przeczytanej historii i żałowałam, że nastąpił jej koniec, gdyż chciałoby się jeszcze więcej i więcej. Pozostaje mi jedynie sięgnąć po kolejną powieść tej autorki, z nadzieją przeżycia równie pasjonującej opowieści.

Książkę przeczytałam dzięki portalowi:


poniedziałek, 14 października 2019

510. - "W poszukiwaniu szczęścia"


W poszukiwaniu szczęścia
Kinga Suchecka

Wydanie: I
Rok wydania: 2019
Format: 121 x 195 mm
Liczba stron: 332
Okładka: miękka ze skrzydełkami
Redakcja: Katarzyna Spyrka
Korekta: Agnieszka Goszczycka
Okładka: Anna Piwnicka
Skład: Katarzyna Dambiec
Druk i oprawa: Elpil
Wydawca: Novae Res

„my, ludzie już tak mamy tak mamy,najpierw nie doceniamy, że jest, a później, za każdym razem rozpaczamy, gdy nagle się kończy“

Każdy chciałby być szczęśliwy ale, niestety, życie nie zawsze nastraja nas pozytywnie.Najczęściej uzależniamy to uczucie od wielu czynników. Wiele osób wyraża nadzieję, że osiągając to, czego pragnie odnajdzie szczęście. Tymczasem okazuje się, że gdy osiągną upragniony cel, nadal towarzyszy im pustka i poczucie niedosytu. Po jakimś czasie okazuje się, że tkwią w tych samych schematach i warunkach bytowych, niewiele osiągając przez ostatni czas. Podobnie dzieje się u bohaterki książki pt.: „W poszukiwaniu szczęścia“.

źr. zdjęcia: Facebook,strona autorska
O Kindze Sucheckiej nie znalazłam zbyt wielu informacji. Wiem jedynie, że lubi słuchać zwykłych historii, które potem są ujęte w jej książkach i mieszka w Opolu, w którym toczy się historia jej najnowszej powieści.

Autorka w pierwszych słowach swojej książki, pisze, iż kieruje ją do wszystkich kobiet, które co roku tworzą listę noworocznych postanowień, pragną zmienić swoje życie ale, mimo wielu starań, nie zawsze im się to udaje. Obiecują sobie, że schudną, będą prowadzić zdrowy styl życia czy zrealizują swoje pragnienia, ale potem okazuje się, że nadal tkwią w tym samym miejscu. Powieść jest skierowana także do wszystkich, którzy wchodzą w świat dorosłych, poszukują wzorców i autorytetów, na których mogliby się wzorować ale też do mężczyzn chcących zrozumieć naturę kobiet.


Zaczynając tę opowieść, obiecuje czytelnikowi, że lektura książki może dostarczyć odrobinę uśmiechu i stworzyć dystans do tego, co niesie nam życie. Zaznacza, że nie znajdziemy w tej historii idealnych, wymuskanych, seksownych bohaterek, których jedynym zmartwieniem jest nadmiar adoratorów. 

I faktycznie, Anka do takich nie należy. To zwykła, przeciętna osoba, która pragnie być szczęśliwą. Poza wieloma innymi rzeczami, przede wszystkim brakuje jej męskiego ramienia, kogoś z kim mogłaby spędzać czas. Nie interesują ją przelotne romanse, na krótką chwilę, lecz raczej stały związek. Jej marzenie spełnia się, ale w bardzo przewrotny sposób...


Książka zaczyna się w momencie, gdy kończy się właśnie 2018 rok. Bohaterka spędza ten czas z rodziną, robiąc bilans minionych 365 dni. Niestety, nie wygląda on najlepiej, gdyż wszelkie postanowienia noworoczne spełzły na niczym a los zafundował dziewczynie wiele rozczarowań i niespodzianek. Wiemy to już z pierwszych stron powieści, gdyż Anka zdaje nam krótką relację z minionych wydarzeń, które skrupulatnie zapisywała w swoim pamiętniku. 

Zapisy z tego pamiętnika są treścią całej powieści, gdyż wraz z pierwszym rozdziałem wkraczamy w nowy, 2018 rok i śledzimy, już ze szczegółami, wydarzenia o których Anka wspomina we wstępnej części. Bohaterka rozpoczyna ten czas z nowymi postanowieniami i z nadzieją, że najbliższe 12 miesięcy będą bardziej szczęśliwe a jej życie odmieni się na lepsze. 

Mottem książki jest „Nie marudź, tylko żyj!“, które doskonale wpisuje się w działania głównej bohaterki, gdyż poza pozornymi działaniami w kierunku zmian, wciąż narzeka mając pretensję nawet do wagi, która nie pokazuje żądanej liczby kilogramów. Nic dziwnego, gdyż Anka, mimo ograniczeń żywieniowych i prób wprowadzenia aktywności na co dzień, zapija swoje smutki ulubionym winem. Razem ze swoją przyjaciółką potrafi wypić go całkiem sporo, bo nawet kilka butelek w jeden wieczór! 

Autorka zastosowała narrację pierwszoplanową, więc możemy dokładnie przyjrzeć się emocjom i myślom głównej bohaterki. Fabuła ma charakter pamiętnika, dlatego zamiast podziału na rozdziały mamy zamieszczone daty omawianego epizodu. Mamy więc możliwość podążania przez kolejne dni razem z Anką, i śledzić jej zmagania z życiem. Goniąc za szczęściem traci z oczu to co najważniejsze, szukając szczęścia wszędzie, tylko nie w sobie. 


Powieść można zaliczyć do literatury obyczajowej z dobrze przemyślanym splotem wydarzeń. Gdy zaczynałam przygodę z tą publikacją, wydawało mi się, że nic nie może mnie zaskoczyć, skoro autorka już na początku zdradza nam wydarzenia, które pojawiły się w życiu głównej bohaterki. Jednak w trakcie wgłębiania się w kolejne epizody, autorka wprawiła mnie w zdumienie nagłym i niespodziewanym zwrotem akcji. Do tego momentu fabuła toczy się spokojnie, czasami ożywiana jest działaniami Anki, sytuacjami, które pojawiają się w jej życiu zawodowym, romansami i spotkaniami z przyjaciółką oraz rozrywkową ciocią. Rysuje nam się obraz dziewczyny, która nie jest idealna ale swoimi poglądami i spostrzeżeniami wzbudza sympatię, chociaż także potrafi irytować stylem bycia oraz oczekiwaniami.

Książkę czyta się lekko i szybko, ale czasami drażniło mnie zachowanie głównej bohaterki i sposób jej postrzegania rzeczywistości. Zwłaszcza jej usilne szukanie zadowalającego efektu ważenia się, umniejszanie swojej wartości a jednocześnie niewielkie starania, by zmienić coś w swoim zachowaniu, które nie przynosi oczekiwanego efektu. 

Zakończenie, właściwie bez zakończenia. Trudno tu mówić o jakimś szczególnym finale, i to jest coś, czego nie lubię w powieściach, chyba że autorka planuje  jej kontynuację.

Książkę przeczytałam dzięki portalowi:

niedziela, 13 października 2019

Listopad w Wydawnictwie Psychoskok cz.I

Listopad zbliża się dużymi krokami a wraz z nimi smutne i deszczowe, jesienne dni. Wydawnictwo Psychoskok przygotowało na ten czas książki, które umilą wieczorne chwile. Oto pierwsza odsłona tych propozycji:

Biała Wieszczbiarka
Małgorzata Król

DATA PREMIERY: 12.11.2019
KATEGORIA: Duchowość, religia
WYDAWCA: Psychoskok
TŁUMACZENIE: NIE
JĘZYK ORYGINAŁU: polski
ISBN 978-83-8119-565-2
EAN 978-83-8119-565-2
OPRAWA: miękka
FORMAT: 148 x 210 mm
ILOŚĆ STRON: 126
CENA DETALICZNA: 39,90

„Biała Wieszczbiarka” Małgorzaty Król niezwykła opowieść o przenikających się światach – tym widzialnym i niewidzialnym.

Kolejna książka autorki, która wprowadza czytelnika w świat, którego nie widać na pierwszy rzut oka… Opowiada o Istotach, współistniejących razem z nami, ingerujących w nasze życie, mówi o energii Wszechświata, o miłości, pięknie, dobrych uczynkach, poszukiwaniu własnej drogi i umiejętności otwarcia się na inne rzeczywistości.

Anna podczas narodzin otrzymuje duszę, która staje się jej towarzyszką i niejednokrotnie wskazuje jej właściwą drogę, przypominając o swoim istnieniu. Dziewczyna obdarzona zostaje niezwykłym darem – widzi aurę przyrody, zwierząt, a nawet ludzi. W ziemskiej wędrówce towarzyszy jej istota nie z tego świata, która jako przyjaciel zawsze jest obok niej. Ukazuje się on w różnych postaciach, w momentach, gdy dziewczyna bardzo potrzebuje jego obecności.

Anna poszukuje swojej własnej drogi i przeznaczenia. Trafia do małego domku w górach, zamieszkałego przez babcię Adelę. To właśnie tutaj życie dziewczyny zmienia się diametralnie. Odnajduje to czego szukała, a nawet więcej…

Jakie tajemnice skrywa starsza kobieta i miejsce do którego trafia Anna. Jak potoczą się losy dziewczyny i jakie okaże się jej przeznaczenie?


Młody bóg z pętlą na szyi. 
Samobójstwo na raty. Część III
Anka Mrówczyńska

DATA PREMIERY: 12.11.2019
KATEGORIA: Autobiografia, psychologia, dziennik
WYDAWCA: Psychoskok
TŁUMACZENIE: NIE
JĘZYK ORYGINAŁU: polski
ISBN 978-83-8119-513-3
EAN 978-83-8119-513-3
OPRAWA: miękka ze skrzydełkami
FORMAT: S6 (125x195)
ILOŚĆ STRON: 546
CENA DETALICZNA: 49,90

Trzecia część cyklu „Młody bóg z pętlą na szyi” to prawdziwy emocjonalny rollercoaster. 

Po dzienniku ze szpitala psychiatrycznego i wspomnieniach z pierwszej psychoterapii indywidualnej, nadszedł czas na pogłębienie wiedzy o przeszłości autorki.

To dziennik, który został napisany, by przestrzec innych przed piekłem autoagresji. Z czasem stał się on świadectwem trudów życia osoby z pogranicznym zaburzeniem osobowości. Jednak borderline to nie tylko autodestrukcja, autoagresja, impulsywne działania, poczucie pustki i chwiejność emocjonalna. To także olbrzymia wola życia i próba ratowania siebie.

Mrówczyńska bez cenzury i żadnych hamulców opowiada o swoim życiu, próbach samobójczych, przeszłości. Pokazuje również, jak ważne w przypadku zaburzeń psychicznych jest samopoznanie.

Książka rekomendowana przez czołowe magazyny psychologiczne i psychiatryczne. 

Polecana studentom studiów medycznych, klinicystom, początkującym terapeutom oraz innym specjalistom zajmującym się szeroko pojętą ochroną zdrowia psychicznego.