"Na cienkiej tafli uczuć"
Sandra Banaszewska
„nad uczuciami nie da się zapanować”
Romanse sportowe od lat cieszą się niesłabnącą popularnością, ponieważ dostarczają czytelnikom wielu emocji i intensywnych przeżyć. W przypadku książki "Na cienkiej tafli uczuć" dodatkowym atutem jest połączenie sportowego świata z uniwersytecką rzeczywistością, co tworzy idealne tło dla rozwijającej się historii miłosnej. Niestety, nie wszystko mi tutaj zagrało...
Poznajemy Octavię Lincolm, studentkę prawa, której największym marzeniem jest kariera w świecie prawniczym. Dziewczyna za wszelką cenę próbuje odciąć się od środowiska zawodowego sportu, z którym związana jest od najmłodszych lat. Skrzętnie ukrywa swoje rodzinne powiązania, nie chcąc, by nowo zawierane znajomości wynikały jedynie z faktu, że jej ojciec i brat są rozpoznawalnymi sportowcami. Skupiona na studiach i realizacji wyznaczonych celów nie planuje angażować się w żadne romantyczne relacje. Wszystko komplikuje się jednak w chwili, gdy na jej drodze staje Vincent Williams – pewny siebie kapitan uniwersyteckiej drużyny hokejowej, będący uosobieniem wszystkiego, czego Octavia stara się unikać. Ich pierwsze spotkanie trudno zaliczyć do udanych, a wzajemna niechęć zdaje się przekreślać szansę na porozumienie. Los ma jednak wobec nich inne plany i z czasem chłodny dystans zaczyna ustępować miejsca coraz silniejszym uczuciom.
Ogromnie nie lubię wystawiać krytycznych opinii i staram się robić to rzadko, bo zdaję sobie sprawę, że ktoś włożył w swoją pracę czas, energie i na pewno serce oczekując, że dzieło zostanie dobrze przyjęte. Nie mam zastrzeżeń do pomysłu, ale do realizacji. O ile sama historia miała swoją interesujący pomysł, to jednak moja wrażliwość na pewne niedociągnięcia została wystawiona na próbę.
To co zawsze mnie irytuje w stylu pisania, a jest częste u debiutantów i w tej powieści także miało to miejsce, to określanie osób poprzez ich kolor włosów. Przykłady: „Rudowłosa jest typem imprezowiczki” „Czarnowłosy zaplata ręce na klatce piersiowej” „Szatyn klepie go po ramieniu” „Zerka na bruneta” Przy ilości postaci, jakie występują w tej historii, można mieć kolorowy mętlik głowy. Nie wiedziałam już kto jaki kolor ma włosów, kto do kogo mówi, patrzy czy robi coś tam.
Druga sprawa, to sama bohaterka, jest po prostu wredną zołzą, a do tego czasami sama sobie zaprzecza, mówiąc, że nie lubi imprezować, a jest na nie jednej tego typu rozrywce. Ciągle mówi, że nie lubi sportowców, a przyczyny, które podaje nie były dla mnie przekonujące. Było też tak, że na jednej stronie (str.68) bohaterka nas informuje: „Jeśli chodzi o wygląd, to nie jest w moim typie, bo od zawsze preferowałam brunetów”, A kilkadziesiąt stron póżniej (str. 123), stwierdza: „Vincent idealnie wpasowuje się w mój typ faceta” i że „Od zawsze miała słabość do blondynów”.
Kolejna rzecz, to wulgaryzmy i to nie w dialogach, lecz po prostu w narracji Octavii. Nie rażą mnie, jeżeli są uzasadnione w użyciu, gdyż niektóre sceny, czy środowiska nie posługują się grzecznościowymi zwrotami. Tutaj Octavia co chwilę rzuca jakimś przekleństwem, zupełnie niepasującym do kontekstu i zbędnym. Nie wiem, co takim stylem autorka chciała osiągnąć, ale efekt jest taki, że stworzyła bohaterkę prostacką, wredną, niesympatyczną i arogancką. Być może teraz jest taki wzorzec zachowania dziewczyn, bo wyraźnie Vincent i jego koledzy są zafascynowani Octavią.
Denerwowało mnie także ciągłe używanie słowa „chłopacy” zamiast „chłopcy” lub ewentualnie „chłopaki”. Nie jest to wprawdzie niepoprana forma ale brzmi fatalnie.
Dodatkowo akcja rozwija się bardzo powoli, a autorka niemal każde zachowanie bohaterów szczegółowo tłumaczy i usprawiedliwia, zamiast pozwolić czytelnikowi samodzielnie wyciągać wnioski. W efekcie książka jest przeładowana wewnętrznymi przemyśleniami i dygresjami, które odciągają uwagę od głównych wydarzeń i niepotrzebnie spowalniają tempo narracji. Zdarzały się momenty, w których trudno było mi odnaleźć się w toku wydarzeń.
Liczyłam na emocjonalną opowieść ze sportem w tle, pełną rywalizacji, przygotowań do zawodów i osobistych rozterek bohaterów. Tymczasem otrzymałam historię dziewczyny, która nieustannie podkreśla, jak bardzo cierpi z powodu dorastania w rodzinie sław sportowych, i jak bardzo nie lubi sportowców. Od początku ustawia się negatywnie do nowo poznanej osoby, tylko dlatego, że jest on hokeistą.
Powieść „Na cienkiej tafli uczuć” mogłaby być wciągająca, gdyby nie powyższe zabiegi. Trudno czytało mi się tę historię, która sama w sobie była ciekawa, ale zyskałaby na atrakcyjności w innym sposobie pisania.
Książkę przeczytałam w ramach współpracy z wydawnictwem
Data premiery: 14.04.2026r.
Ilość stron: 468
Okładka: miękka
Wymiary: 130x210 mm
ISBN: 978-83-8423-414-3
Wydawnictwo: Novae Res
Moja ocena: 3/6






















































