"Błękitne koperty"
Marta Jednachowska
„Nasze problemy nigdy nie są wyodrębnione, zawsze są częścią nas samych”
Często szukamy znaków i rad, które powiedzą nam, co robić. Chcemy wierzyć, że ktoś inny wie więcej o przyszłości i pomoże nam nie popełnić błędu. Ale to my sami musimy wybrać i ponieść skutki tego, co zrobimy, o czym przekonała się bohaterka książki „Błękitne koperty” ,
Bohaterką jest dwudziestoośmioletnia Łucja, kobieta, która pozornie ma wszystko, by czuć się szczęśliwą. Ma uporządkowane życie: jest młoda, zdrowa, ukończyła studia graficzne i pracuje w renomowanym wydawnictwie, gdzie tworzy ilustracje do książek dla dzieci. Mieszka z narzeczonym, którego kocha z wzajemnością. Nie mają problemów finansowych. A jednak poznajemy ją w momencie, gdy siedzi w gabinecie psychoterapeutycznym. A jednak zdiagnozowano u niej zaburzenia lękowe z napadami paniki. Od roku przyjmuje leki przeciwdepresyjne, lecz nie widać żadnej poprawy. Łucja zmaga się z wewnętrznymi problemami: często czuje się źle, doświadcza nieuzasadnionego lęku, budzi się zmęczona, nie czuje się bezpieczna ani w tłumie, ani samotnie w domu. Pojawiają się też halucynacje — ma wrażenie, że dzieją się rzeczy, które nie mają miejsca. Objawy te skutecznie odbierają jej spokój i możliwość normalnego funkcjonowania.
Główna akcja rozgrywa się w roku 2025, ale co pewien czas cofamy się w przeszłość, by poznać epizody związane z tajemniczymi listami – zawsze w błękitnej kopercie, które Łucja otrzymuje odkąd skończyła dwanaście laty. Każdy list zaczyna się od słów „Droga Lucy!”, co początkowo wzbudza zdziwienie zarówno dziewczynki, jak i nasze, bo przecież bohaterka ma na imię Łucja. Każdy list podpisany jest „Przyjaciółka” i wydaje się, że pisząca osoba wie o adresatce wszystko, nawet to, co wydarzy się w ciągu najbliższego roku.
„Błękitne koperty” to druga samodzielna książka tej pisarki, po tym jak zadebiutowała powieścią „Toskański ślub”, który sygnowała tylko swoim nazwiskiem, już bez współudziału pani Jolanty Kosowskiej. Okazało się, że świetnie sobie radzi w tworzeniu fascynujących historii i podobnie jest z jej najnowszą opowieścią.
Pani Marta Jednachowska ma styl skłaniający do czytania, gdyż opowiada historię lekko, płynnie, wciągający oraz spójny styl i ciekawy pomysł na fabułę. Pomysł jest oryginalny z zaskakującymi zwrotami akcji i ważnymi zagadnieniami wziętymi z życia. Akcja biegnie dosyć wartko, nie ma nudnych opisów, bo nawet wewnętrzne dylematy bohaterki wzbudzają emocje. Wątek listów przepowiedniami i wskazówkami nadaje całości nieco tajemniczości i wzbudza ciekawość i jest istotnym elementem powieści.
Autorka w interesujący sposób kreśli portret bohaterki, odsłaniając jej problemy, relacje rodzinne, związek z narzeczonym oraz sposób, w jaki postrzega własne życie. Konstrukcja fabuły opiera się na sesjach terapeutycznych, podczas których bohaterka, mówiąc w pierwszej osobie, stopniowo ujawnia swoją historię. Zamiast rozbudowanych opisów, informacje o bohaterce pojawiają się naturalnie w dialogach z terapeutką. Wychodzą przy tym różne kwestie i problemy, w tym zagadnienie toksycznej relacji, w której ofiara nie dostrzega zagrożenia dla własnej wolności. Bardzo trafnie autorka ukazuje sposób myślenia osoby uwikłanej w związek z partnerem o narcystycznych cechach, jej zachowania, postawy oraz to, jak długo po zerwaniu w umyśle pozostają utrwalone schematy.
Istotnym elementem fabuły jest także wątek listów z przepowiedniami, które nadają historii tajemniczości i wzbudzają ciekawość. Zawarte w nich wskazówki i mądrości podkreślają, że niezależnie od tego, czy ktoś próbuje przewidzieć naszą przyszłość, ostateczne decyzje zawsze należą do nas. Bohaterka początkowo traktuje listy jako ograniczenie swojej woli, choć w rzeczywistości są one jedynie radami – w przeciwieństwie do działań Przemka, który faktycznie tę wolę tłamsi. Z czasem bohaterka zaczyna dostrzegać manipulacje narzeczonego, a odkrycie drugiego dna relacji z Przemkiem okazuje się szczególnie zaskakujące.
Historia pochłonęła mnie od początku swoją wciągającą, pełną wydarzeń fabułę, ale też skłaniającą do przemyśleń. W listach bowiem zawartych jest wiele mądrych słów i wskazówek, które dla Łucji stanowiły rodzaj wskazówek i dobrych rad, które ona nie raz traktuje jak ograniczenie jej woli. Ciekawe, że widzi to w listach, a nie dostrzega manipulacji i ograniczeń ze strony otaczających ją osób.
"Błękitne koperty" to opowieść o tym, jak można odzyskać kontrolę nad sobą. Autorka stworzyła historię, która ciekawi nie tylko zagadką błękitnych listów. Opisała też trudne relacje i pokazuje, jakie mogą być skutki złych decyzji i manipulacji. Pisze łatwo i prosto, przez co można zanurzyć się w jej słowa i śledzić emocje bohaterki.
Muszę przyznać, że z dużą ciekawością podążałam ku końcowi, szczególnie chcąc poznać wyjaśnienie tajemnicy listów. W pierwszej chwili zakończenie wydało mi się dziwne, wręcz bezsensowne — jakby niczego nie wyjaśniało, jakby było mało przekonujące. Spodziewałam się logicznego, klarownego rozwiązania. Jednak po głębszym zastanowieniu i analizie tego, o czym opowiada autorka, sens listów stał się dla mnie jasny. Razem z bohaterką odkrywamy prawdę o tym co jest dla nas ważne.
Nikt nie kocha nas tak, jak my sami, bo najważniejszą osobą zawsze w naszym życiu jesteśmy my sami. Łucja uświadamia sobie, że razem z nią, w każdej sytuacji była ktoś, kto kochał ją najbardziej bez względu na wszystko. Jest nią ona sama, zawsze wierna sobie. Nie jest to powiedziane wprost, a jednocześnie stanowi najważniejszą odpowiedź, jaką niesie ta historia. Bez względu na to, czy ktoś nam przewiduje przyszłość, czy nie, zawsze to my podejmujemy decyzje i jesteśmy odpowiedzialni za to, co dzieje się w naszym życiu.
Książkę przeczytałam w ramach współpracy z wydawnictwem
Data premiery: 22.04.2026r.
Ilość stron: 286
Wymiary: 130x210 mm
Liczba stron: 286
ISBN: 978-83-8423-448-8
Wydawnictwo: Novae Res
Moja ocena: 5/6






















































