Książkę przeczytałam w ramach współpracy z wydawnictwem
- Witaj!
- Strona główna
- Recenzje 2026r.
- PLANY 2026r.
- Recenzje 2025 r.
- Recenzje 2024r.
- Recenzje 2023 r.
- Recenzje 2022 r.
- Recenzje 2021 r.
- Recenzje 2020 r.
- Recenzje 2019 r.
- Recenzje 2018 r.
- Recenzje 2017 r.
- Recenzje 2016 r.
- Recenzje 2015 r.
- Recenzje 2014 r.
- Recenzje 2013 r.
- Recenzje 2012 r.
- Moje patronaty
- O mnie
- Zasady na blogu
- Współpraca
- Wyjęte z książek
- OPINIE O BLOGU I RECENZJACH
- MOJA OFERTA
niedziela, 8 lutego 2026
[30/26] - 1968.: "Saga Norn" Tom I "Hanna
Książkę przeczytałam w ramach współpracy z wydawnictwem
piątek, 6 lutego 2026
[29/26] - 1967.: "Outremer" Tom II "Cienie Wenecji"
„nie każda podróż czyni nas szczęśliwymi"
Wenecja, którą dzisiaj znamy, to miasto pocztówkowe: pełne światła odbijającego się w wodzie, tłumów na placu św. Marka i kamiennych mostów spinających brzegi kanałów. Trudno jednak zapomnieć, że ta zachwycająca sceneria ma swoją znacznie mroczniejszą, bardziej niepokojącą przeszłość. W powieści „Cienie Wenecji” autor cofa nas do czasów, gdy miasto dopiero budowało swoją potęgę, a jego piękno było nierozerwalnie związane z chaosem, intrygą i walką o wpływy. To drugi, a właściwie trzeci tom serii „Outremer”, bo tom pierwszy pt.: „Kraj za morzem” i drugi pt.: „Bramy Damaszku” ukazał się w jednym wydaniu pod wspólnym tytułem „Ziemia Obietnic”.
Akcja osadzona w dwunastowiecznej Wenecji wciąga od pierwszych stron, przenosząc nas do miasta laguny, pełnego splendoru, ale i mrocznych tajemnic skrywanych w cieniu pałaców, wąskich uliczek i cichych kanałów. Na tym tle poznajemy dalsze losy jednego z bohaterów „Ziemi Obietnic” Rogera de Ribemont, który wraca do rodzinnych stron, by zderzyć się z przeszłością. Tajemnicze morderstwo i losy jego rodziny stanowi punkt wyjścia do intrygi pełnej napięcia, zdrad i nieoczekiwanych zwrotów akcji.
W „Ziemi Obietnic” Roger nie wiedział kim jest, bo pewne wydarzenia wytarły przeszłość z jego pamięci. Jednak jego postać i sprawy niknęły w wielości wydarzeń , osób i wątków. Teraz odzyskał częściowo świadomość swojego pochodzenia, co sprawia, że wraca do domu, ale nie jest to szczęśliwy powrót.
W pierwszej części serii „Outremer” miałam już pewien obraz Rogera de Ribemont, ale dopiero tutaj poczułam, że naprawdę wchodzę w jego historię bardziej bezpośrednią, bardziej skupioną bardziej dramatyczną. Wenecja okazała się idealnym miejscem na taką opowieść ze swoją mroczną, gęstą od intryg stroną, pełną mgły, błota i sekretów, które potrafią zmienić losy nie tylko jednego człowieka, ale całej Europy. Bardzo podobało mi się to, że Wenecja nie jest tu tylko tłem, lecz żywym organizmem, w którym każdy krok może prowadzić do odkrycia kolejnego sekretu. To miasto żyje, oddycha, otacza swoim klimatem, a każdy zaułek może kryć wskazówkę lub zagrożenie. Nie ma tu nic z pocztówkowego uroku, a zamiast tego dostajemy miasto, które żyje polityką, złotem i szpiegostwem.
W tle politycznych rozgrywek i osobistej tragedii Rogera pojawia się również wątek serii brutalnych morderstw dokonywanych przez tajemniczą bestię. Ataki są nagłe, chaotyczne i pozornie nielogiczne, co potęguje atmosferę strachu panującą w mieście. Roger stopniowo odkrywa, że nie ma do czynienia z istotą pochodzenia zwierzęcego, lecz z potworem stworzonym przez człowieka — kimś, kto skrywa się wśród mieszkańców miasta. Ta tajemnica splata się z innymi wątkami powieści i jeszcze mocniej podkreśla motyw moralnego rozkładu świata, w którym największe zagrożenie nie czai się w mroku kanałów, lecz w ludzkiej naturze.
Muszę przyznać, że „Cienie Wenecji” czytało mi się znacznie lepiej niż dwie poprzednie części. Wydarzenia posuwają się naprzód szybko, tajemnice odsłaniają się stopniowo, a zwroty akcji pojawiają się w idealnych momentach. Autor znalazł bardzo dobry rytm: dynamiczny, ale nie chaotyczny; bogaty w szczegóły, ale nieprzytłaczający. Tajemnice odsłaniają się jedna po drugiej, a zwroty akcji pojawiają się w idealnych momentach. Miałam poczucie, że historia naprawdę płynie – bez dłużyzn, bez przestojów i zbędnych opisów.
W tej części pojawia się też wiele postaci, które naprawdę zapadają w pamięć. Tomasso — sprytny hazardzista, który potrafi wyczuć okazję szybciej niż inni. Carlotta de la Valette — kobieta, której nie da się jednoznacznie ocenić. I Dioklecjan — bizantyjski szpieg, który jest uosobieniem wszystkiego, co w tej książce najciemniejsze: intryg, manipulacji, gry prowadzonej w cieniu.
Bogactwo ciekawych postaci, dynamiczna narracja, poszukiwanie prawdy, poszukiwanie skarbu Bizancjum, ale też wątek romansu to elementy, które sprawiły, że trudno było mi odłożyć książkę choćby na chwilę. Jeśli kolejne tomy będą trzymały ten poziom, to „Outremer” stanie się jedną z tych serii, do których wraca się z przyjemnością. Druga odsłona tej serii to nie tylko dynamiczna powieść przygodowo-historyczna, ale także opowieść o chciwości, lojalności i moralnych kompromisach w świecie, gdzie honor przegrywa z wagą monety. Pan Bogumił Wójcik pokazuje Wenecję jako szachownicę dla politycznych graczy i robi to w sposób przekonujący, mroczny i wciągający. Dla mnie to moment, w którym seria naprawdę rozwinęła skrzydła i zdecydowanie zostawiła mnie z apetytem na więcej.
Data premiery: 21.11.2025r.
Ilość stron: 368
Wymiary: 160 x 241 mm
Okładka: twarda z obwolutą
ISBN: 978-83-68574-04-3
E-book: EPUB: Rozmiar: 2,6 MB
Ilość stron: 320
ISBN 978-83-68574-06-7
Wydawnictwo: Astra
Moja ocena: 5/6
środa, 4 lutego 2026
[28/26] - 1966.: "Śmiały" Tom I
wtorek, 3 lutego 2026
[27/26] - 1965.: "Gdzieś pomiędzy"
poniedziałek, 2 lutego 2026
[26/26] - 1964.: "Pod gwiazdami Paryża" Tom I
niedziela, 1 lutego 2026
Co za mną, co przede mną, czyli czytelnicza półka - styczeń 2026
Miesiąc styczeń dał się nam mocno we znaki pod względem z zimna. Od dawna nie była tak mroźnych dni, które nie zachęcały do aktywności na powietrzu. Najchętniej w taką pogodę jest pod kocykiem z gorącym napojem w kubku i oczywiście z książką.
Takie widoki były u mnie:
Pozostałych 21 recenzji dotyczy już książek przeczytanych w styczniu i tylko jedna z nich nie ma jeszcze mojej słownej oceny, a jest nią "Gdzieś pomiędzy", która, niestety, okazała się
najsłabszą lekturą stycznia,
czyli moim rozczarowaniem w minionym miesiącu,
bo w mojej sześciostopniowej skali otrzymała jedynie 3 punkty.
Jednak, jak zawsze, zaznaczam, że są to moje osobiste wrażenia i każdy może ją odebrać inaczej. ja jednak byłam trochę zawiedziona, zwłaszcza tym, jak to się skończyło.
Najlepszy (według mnie)
Debiut Stycznia
który zasługuje na uwagę i to pomimo tego, że u mnie książka otrzymała ocenę 5/6, to uważam, że jest ona bardzo dobrze napisana i wciągająca. Moja ocena wynika z tego, że nie lubię horrorów, a taki klimat z niej się wyłania i finał nie był dla mnie satysfakcjonujący.




















































