„Nie pozwolę Ci spaść”
Tatiana Anna Konończuk
„wszystko jest skutkiem
niezwykłego zbiegu okoliczności”
Czasem życie doświadcza nas tak mocno, że zaczynamy widzieć świat wyłącznie w czarnych barwach. Tkwimy w rozpaczy, żalu i tęsknocie, rozpamiętujemy przeszłość i nie potrafimy spojrzeć na swoje problemy z innej perspektywy, by zrobić krok naprzód. Właśnie w takim momencie poznajemy bohaterkę powieści „Nie pozwolę ci spaść”, która utknęła w miejscu i nie widzi dla siebie szansy na zmianę.
Dwoje obcych sobie ludzi spotyka się przypadkiem na dachu. Pozornie nic ich nie łączy, a jednak od pierwszych rozmów okazuje się, że potrafią mówić o wszystkim — o codzienności, o bólu, o tym, co ich ukształtowało. Stopniowo odsłaniają przed sobą fakty z życia, trudne doświadczenia, to, co ich boli i co wciąż w nich pracuje. Dwoje samotników doświadczonych przez los — każde na inny sposób, ale w podobnej sferze emocjonalnej. Rozmawiają przy tym, czasami siedzą w ciszy i powoli odsłaniają przed sobą swoje historie. On nie zdradza swojego imienia, więc Alicja nazywa go „Aniołem”. Początkowa złość i skrępowanie ustępują ciekawości, a ich rozmowy stają się dla niej czymś, na co czeka. Czymś, co zaczyna ją zmieniać. Rozmowy, które początkowo dotyczą drobiazgów, z czasem schodzą coraz głębiej — do miejsc, których zwykle nie pokazujemy obcym. A jednak tutaj to działa.
„Nie pozwolę ci spaść” to jedna z tych historii, które z każdą kolejną stroną wzbudzają ciekawość, co będzie dalej. Alicja niby funkcjonuje na co dzień: chodzi do pracy, rozmawia z ludźmi, wykonuje codzienne obowiązki, ale w środku wciąż dźwiga ciężar, którego nie potrafi zrzucić. Rozwód, którego doświadczyła przed rokiem wciąż sprawia ból i niechęć do życia w pełni. Wraz z kolejnymi rozdziałami widać, jak Alicja dojrzewa emocjonalnie. Z rozgoryczonej, nieszczęśliwej kobiety stopniowo wyłania się ktoś, kto zaczyna patrzeć na siebie i swoje życie z większą łagodnością. Zmienia perspektywę, uczy się odpuszczać, zaczyna dostrzegać nadzieję tam, gdzie wcześniej widziała tylko stratę. To przemiana subtelna, ale bardzo wiarygodna.
Najbardziej ujęły mnie w tej historii dialogi, które nie są tylko dodatkiem do wydarzeń, ale stają się pełnoprawnym, ważnym elementem fabuły. Są szczere, głębokie, czasem bolesne, ale zawsze prawdziwe. Alicja i Anioł rozmawiają o wszystkim: o lękach, o przeszłości, o tym, co ich ukształtowało, o swoich emocjach, życiowych sprawach. Ta autentyczność dialogów współgra z naturalnym tempem fabuły. Historia nie opiera się na spektakularnych zwrotach akcji lecz wszystko dzieje się powoli, tak jak w prawdziwym życiu.
Fabuła przypomina mi wielowarstwowy tort: spotkania na dachu przeplatają się z codziennością Alicji, jej relacją z ojcem, przyjaźnią z Magdą czy kontaktami ze współpracownikami. Każda z tych warstw wnosi coś nowego, odsłaniając kolejny fragment jej świata. Wspólne lunche Alicji i Anioła nadają historii dodatkowego ciepła i smaku – dosłownie, gdyż za każdym oboje razem przynoszą coś innego, coś pysznego, jakby te małe kulinarne rytuały były ich sposobem na oswajanie trudnych emocji.
Ogromną rolę odgrywają również relacje Alicji z innymi ludźmi. Jej rozmowy z ojcem czy przyjaźń z Magdą, która sama ma za sobą trudne doświadczenia i wychowuje córeczkę Michalinę. Dzięki temu śledzimy nie tylko przemianę narratorki, ale też poznajemy emocje i wydarzenia u osób z jej otoczenia.
Dla mnie powieść „Nie pozwolę ci spaść” była wspaniałą ucztą literacką i okazją do zatrzymania się nad wieloma kwestiami. Pokazuje, że czasem wystarczy jedna rozmowa, jedno spotkanie, by coś w nas drgnęło. Odnosiłam czasami wrażenie, jakbym była uczestnikiem tych rozmów, że sama dzieliłam z Alicją i Aniołem ich radości, wątpliwości i lęki. Styl autorki jest piękny — prosty, nieprzesadzony, a jednocześnie pełen emocji. To jedna z tych książek, które czyta się spokojnie, ale z rosnącym zaangażowaniem.
Historia ma wyraźnie terapeutyczny charakter, pozwalając spojrzeć na wiele spraw życiowych z innej perspektywy. Pani Tatiana Anna Konończuk jest psychologiem i psychoterapeutką, ale też pisarką, która potrafi pięknie opowiadać o tym, co ważne. Z ogromną wrażliwością pokazuje, jak różne mogą być motywacje i zachowania człowieka. Uświadamia, że nie można nikogo oceniać jednoznacznie, bo każdy ma prawo do błędów, a najważniejsze jest to, by umieć je przepracować i wyciągnąć z nich wnioski. Autorka świetnie oddaje proces zmiany: powolny, naturalny, wynikający z refleksji i rozmów, a nie z nagłych zwrotów akcji. Prowadzi fabułę w w sposób nieoczywisty, zaskakujący, zwłaszcza w finałowych akapitach tworząc zakończenie sprawiające wrażenie otwartego. Jest ono tak sprytnie przemyślane, że można je uznać zarówno za ostateczne, jak i subtelnie obiecujące ciąg dalszy. Historia prowadzi czytelnika w sposób nieoczywisty, a zakończenie pozostawia wrażenie otwartości. Jest na tyle sprytnie skonstruowane, że można je uznać zarówno za ostateczne, jak i subtelnie obiecujące ciąg dalszy. Pokazuje, że czasem wystarczy jedna rozmowa, jedno spotkanie, by coś w nas drgnęło.
Książkę przeczytałam w ramach współpracy z wydawnictwem
Data premiery: 09.02.2026
Ilość stron: 264
Wymiary: 130x210 mm
Okładka: miękka ze skrzydełkami
ISBN: 978-83-8423-246-0
Wydawca: Novae Res
Moja ocena: 6/6






















































