08 lutego 2023

1302. - "Gdzie są moje zwłoki"

źr. zdjęcia na tło: bredereck-auslandsimmobilien.de

Gdzie są moje zwłoki
Małgorzata Starosta

Wydanie: I
Data wydania: 08.02.2023r.
Liczba stron 352
Wymiary: 135x202 mm
Okładka: miękka ze skrzydełkami
ISBN 978-83-67341-70-7
Wydawnictwo: Wydawnictwo Mięta
Moja ocena: 6/6

„Niekiedy życzenia wypowiedziane w złą godzinę spełniają się z nawiązką, zwłaszcza gdy usłyszą je te bardziej złośliwe duchy.”

Na trasie z Wałbrzycha do Wrocławia, ok. 9 km od Świdnicy, leży niewielka miejscowość Mokrzeszów. Tam, w pięknym parku stoi niezwykły zabytek, który swoją świetność ma dawno za sobą. Neogotycki pałac o charakterystycznej żółtej elewacji został zbudowany w 1860 roku przez właściciela miejscowości i przekazany Zakonowi Kawalerów Maltańskich. W okresie przedwojennym mieścił się tutaj szpital sanatoryjny, a w czasie wojny jego mury widziały nie jedno, gdy w ramach prowadzonego tutaj Domu Matek realizowana była akcja Lebensborn, a dziś stanowi smutne świadectwo dawnej świetności. Ten trochę obszerny wstęp do mojej recenzji ma swoje uzasadnienie, gdyż dzieje dawnego szpitala zainspirowały autorkę do napisania historii, której fabuła wiedzie w progi opuszczonego budynku będącego tłem dla wydarzeń mających miejsce w książce „Gdzie są moje zwłoki”.

Zanim jednak odwiedzimy stare mury, poznajemy Jeremiego Organka, mieszkającego we Wrocławiu i pracującego w Zakładzie Medycyny Sądowej, jako patolog. Poznajemy go, gdy właśnie zmierza do pracy. Po drodze, w pobliskiej cukierni, odbiera tort w kształcie mózgu, co przez sprzedawczynię odebrane jest, jako coś dziwnego i ekscentrycznego. I za takiego jest on uważany przez otoczenie.

Gdy doktor Organek dociera do swojego stanowiska pracy, widzi na stole ciało młodej kobiety. Jest w lekkim szoku, gdyż według planu na tym miejscu miały być zwłoki Marcina Zygmunta. Natomiast piękna, ale niestety nieżywa blondynka w żadnym szczególe nie przypomina mężczyzny. Nie ma przy niej żadnej karty identyfikacyjnej, ale mimo to Organek przystępuje do sekcji. W jej trakcie zauważa, że w gardle zmarłej tkwi klucz o starodawnym kształcie. Gdy na chwile opuszcza salę prosektorium i do niej wraca, zamiast pięknej nieznajomej widzi ciało Marcina Zygmunta.

Nikt by mu nie uwierzył w to, czego doświadczył, gdyby nie Linda Miller, która akurat przyszła do jego szefa, Mieczysława Kurzawy, by zrobić wywiad na temat pracy patologa. Idąc do gabinetu kierownika, zagląda do prosektorium, gdzie akurat Organek przygotowywał się do sekcji młodej kobiety, nazwanej potem rusałką. 

On – pięćdziesięciolatek o wyglądzie George’a Clooney’a i Ona – dwudziestopięciolatka z burzą rudych włosów, stanowią dwa przeciwne bieguny i zgrany duet. Jeremi spokojny, zrównoważony, kulturalny i pedantyczny, Linda pełna energii, ciekawska, pasjonatka historii i łaknąca przygody. To ona dostrzega na znalezionym kluczu wyrytą runę Algiz, a to doprowadza ich do odkrycia tajemnicy znikających zwłok i do wiekowego pałacu w Mokrzeszowie.

Powieść „Gdzie są moje zwłoki” powstała w sposób nietypowy, gdyż jest efektem pewnego eksperymentu pisarskiego, jaki przeprowadziła autorka na Facebooku. Jej fabuła jest dziełem fanów pani Małgorzaty Starosty. Wzięli oni aktywny udział w projekcie „Jeremiaszek”, tworząc poszczególne postacie, wątki i elementy historii, którą autorka ubrała w słowa, tworząc opowieść pełną zwrotów akcji, wciągającą, ekspresyjną, a przy tym poruszającą ważne zagadnienie, jakim jest germanizacja dzieci w ramach programu Lebensborn. Był to pomysł Hitlera, który chciał odnowić niemiecką krew poprzez selekcję kobiet i mężczyzn oraz stworzyć rasę nadludzi rasy aryjskiej. Ten element nadaje nieco goryczy tej lekkiej w swoim wyrazie powieści, w której kipi od humoru i zabawnych sytuacji. Jednak spośród nich wyłania się też historia i dramat dzieci poddawanych zniemczeniu i adoptowanych przez niemieckie rodziny.
„Ludzie są ludźmi bez względu na ich kolor skóry, pochodzenie, religię i przekonania. Ci, którzy głoszą co innego, powinni samych siebie uznać za niewartych życia.”

To moje drugie spotkanie z książką pani Małgorzaty Starosty. Po powieści „Cynamonowe gwiazdy” uważam, że zdecydowanie lepiej czuje się ona w komediach kryminalnych, niż w romansach, gdyż „Gdzie są moje zwłoki” jest napisana rewelacyjnie i trudno ją czytać z poważną miną, mimo że porusza trudny temat.

Ja przeczytałam tę książkę w formacie e-booka, ale jest ona dostępna także w wersji papierowej. Na jej okładce możemy zobaczyć głównych bohaterów, czyli Jeremiego Organka i Lindę Miller dających tej powieści kolorytu i humoru, ale także pozostałe postacie są bardzo charakterystyczne i wzbudzające sympatię. Wśród nich jest niezwykle kulturalny, wysławiający się pięknym polskim językiem nadinspektor Kazimierz Wilczyński, podkomisarz Michał Bączek zwracający uwagę na podszepty własnej intuicji i elegancka, niezwykłej urody pani prokurator Kalina Rumin. Do tego obecny żartobliwy ton wypowiedzi, oryginalne sformułowane zdania, porównania, wymyślone, nietypowe określenia, których nie sposób znaleźć w języku polskim i wiele zabawnych sytuacji daje w sumie świetny zestaw, przy którym czas biegnie szybko i przyjemnie.

Egzemplarz książki otrzymałam od portalu

źr. zdjęcia: wydawnictwomieta.pl




07 lutego 2023

1301. - "Minęła godzina dwudziesta druga" - Przed premierą

Recenzja przedpremierowa
Premiera 8 lutego 2023 r.


Minęła godzina dwudziesta druga
Romans z pazurkiem.
Katarzyna Bester

Wydanie: I
Data premiery: 8.02.2023r.
Liczba stron: 292
Wymiary: 130x210 mm
Okładka: miękka ze skrzydełkami
ISBN 978-83-8313-212-9
Wydawnictwo: Amare
Moja ocena: 6/6

„Każdemu pisane jest szczęście. Trzeba tylko wyjść mu naprzeciw, dać znać, że czekasz.”

Pani Katarzyna Bester to pisarka, która za każdym razem ujmuje mnie swoją opowieścią i podobnie było w przypadku jej najnowszej książki pt. „Minęła godzina dwudziesta druga.” Z chęcią sięgnęłam po nią, gdyż mam za sobą takie książki tej autorki jak „Mam coś twojego”, „Romans pod choinkę” i „Spacer w deszczu”. Każda z nich zachwyciła mnie swoją oryginalnością i pomysłem na kolejną ciekawą historię miłosną.

Gdy wskazówki zegara wskażą godzinę dwudziestą drugą, słuchacze audycji mogą usłyszeć głos prowadzącego: „Minęła godzina dwudziesta druga. Na antenie naszego radia Mikołaj Movie.” Pasją Mikołaja jest świat filmu, co doskonale zgrywa się z jego nazwiskiem. Jego sposób prowadzenie rozmów ze znanymi gwiazdami kina, ale też tematy związane ze sztuką filmową cieszą się popularnością, więc w ciągu dwugodzinnego programu dzwonią osoby, by podzielić się swoimi wrażeniami i opiniami. On jednak za każdym razem czeka na jeden telefon. Od nieznajomej dziewczyny, która zaczyna zawsze swoją wypowiedź od słów: „To ja.” Jednak pewnego dnia tajemnicza i jego ulubiona słuchaczka nie dzwoni. Gdy dociera do domu i otwiera laptopa, znajduje na swojej poczcie maila od Kociary. Okazuje się nią być nieznajoma fanka programu Mikołaja.

Drugą postacią tej opowieści jest Ewa, która pracuje w redakcji portalu internetowego i też fascynują ją filmy. Także uwielbia Toma Hanksa, a do tego kocha koty. Niestety jej partner ma uczulenie na kocią sierść, więc nie może przygarnąć żadnego zwierzaka. Od pięciu lat jest w związku z Danielem Wernerem, który robi karierę w świecie filmu. Ewa dodatkowo udziela się razem z przyjaciółką Lidką w pobliskim schronisku dla zwierząt, karmiąc bezdomne koty na działkach i robiąc wszystko, by miały one jak najlepsze życie.


Jak łatwo się domyślić, to Ewa jest tą tajemniczą słuchaczką audycji Mikołaja, jednak, gdy ich ścieżki przecinają się kilkakrotnie, oboje nie wiedzą, że znają się już od jakiegoś czasu. Dopiero uratowanie życia pewnemu uroczemu kociakowi sprawia, że mają szanse poznać się bliżej. Nie jest to prosta sprawa, gdyż Ewa jest w związku z Danielem, któremu do głowy uderzyła tzw. „woda sodowa”, a Mikołaj ma za sobą związek z osobą, na której się zawiódł. Do tego Ewa nie do końca jest z nim szczera, więc istniało ryzyko, że wszystko się posypie. 

Czas spędzony przy książce „Minęła godzina dwudziesta druga” był przyjemnością łechcącą zmysły i wrażliwość czytelniczą. Wszystko w niej dzieje się według dobrze skrojonego planu, dającego nam romantyczne chwile z bohaterami. Ich historię poznajemy naprzemiennie, więc dosyć szybko dowiadujemy się, kto jest, kim, a przy tym lepiej poznajemy obie strony tej historii. Polubiłam zarówno Ewę, jak i Mikołaja, ale też osoby drugoplanowe, na przykład Lidkę, Olafa, Monikę, Adriana, no i oczywiście cudowną Vivien.

Pani Katarzyna Bester ponownie zauroczyła mnie swoją opowieścią, która biegnie dosyć spokojne, ale nie brakuje w niej wydarzeń, humoru i emocji. To urokliwa, ciepła, lekka opowieść o klasycznej formie konstrukcyjnej, gdyż wszystko dzieje się w niej w odpowiednim czasie. Obecnie na rynku wydawniczym można dostrzec wiele powieści, w którym seks jest na pierwszym miejscu i jest on w nich siłą napędową rodzącego się uczucia. U pani Bester jest inaczej, gdyż najważniejsze jest to, co czują do siebie bohaterowie i w jaki sposób rozwija się ich relacja, a intymne zbliżenie jest jedynie przypieczętowaniem ich uczucia. Jest to, więc opowieść o miłości w różnych wariantach. Przede wszystkim autorka opowiada o miłości między dwojgiem ludzi, ale też  tej do naszych braci mniejszych, pokazując, że są to stworzenia potrzebujące troski, naszej uwagi i wrażliwości. 

Wspaniale czytało mi się o kolejnych perypetiach i dylematach Ewy i Mikołaja, którym kibicowałam w odnalezieniu drogi do własnych serc. Oboje musieli zrozumieć, że miłość jest stanem, którą każdy ma w sobie, trzeba jedynie ją dostrzec i dać jej szansę zaistnieć.

Książkę przeczytałam, dzięki wydawnictwu:




03 lutego 2023

1300. - "Przesilenie" Tom II


Przesilenie
Tom drugi
Dawid Adrian Ś.

Wydanie: pierwsze
Data premiery: 13.12.2022r.
Liczba stron: 326
Wymiary: 121x195 mm
Okładka: miękka ze skrzydełkami
ISBN: 978-83-8313-312-6
Wydawca: Novae Res
Moja ocena: 6/6

„Twoje życie to twój największy biznes. Składa się na niego wszystko, co robisz.”

Od premiery pierwszej części „Przesilenia” minął ponad rok, zanim autor zdecydował się na zaspokojenie czytelniczej ciekawości dotyczącej losów bohaterów. Zakończenie zostało zaplanowane tak, że pojawienie się kontynuacji było tylko kwestią czasu. Poznaliśmy w niej Sebastiana Brzozowskiego, jego rodzinę, przyjaciół i pewnego tajemniczego osobnika o oryginalnym imieniu Patrycy i równie oryginalnym wyglądzie. Jego pojawienie się w życiu Sebastiana wprowadza wiele niezwykłych wydarzeń i skłania go do przyjrzenia się życiu, jakie prowadzi.


W drugiej części „Przesilenia” Sebastian nadal podąża za swymi marzeniami, dostrzega zmiany zarówno w sobie, jak i w otoczeniu, co prowadzi do dziwnych wydarzeń w jego życiu. Towarzyszy mu w tym jego żona, Klara, która pracuje, jako manager do spraw zarządzania eksponatami muzealnymi, więc zna wiele historii o różnych ciekawych znaleziskach, o których lubi opowiadać. W części pierwszej „Przesilenia” byliśmy świadkami spotkania, które miało miejsce w domu Brzozowskich, na którym Marek, partner przyjaciółki Klary, Roksany, opowiada o pewnej swojej przygodzie w rezerwacie Indian w USA. W trakcie archeologicznych badań został znaleziony niezwykły artefakt, który budzi ciekawość nie tylko Marka, ale też osób, które wiedzą, czym ten przedmiot jest. Jego tajemnicę próbuje rozwiązać Sebastian z żoną, ale też pewien Włoch Vincenzo i kobieta, która towarzyszyła Markowi w wyprawie. Wsparciem jest też Patrycy ze swoimi córkami, które mają niesamowite zdolności pozazmysłowe. Siostry Anastazja i Zuzia potrafią między innymi porozumiewać się telepatycznie, ale też widzą więcej niż inni.


Zaczynamy poznawać dalszą część tej niecodziennej historii od momentu, gdy skończyła się część pierwsza. Druga część „Przesilenia” ma trochę inny charakter. Jest bardziej dynamiczna, mniej refleksyjna i filozoficzna, a w związku z tym więcej się w niej dzieje, a to z kolei przekłada się na szybkość czytania. Kontynuacja jest też bardziej wciągająca, eksprsyjna, zaskakująca, ma więcej elementów sensacyjnych, tajemniczych, niebezpiecznych, ale nie brakuje też refleksyjnych, ale jest ich znacznie mniej.

Autor bardziej wyeksponował w niej osoby, które w poprzedniej części były tłem dla wydarzeń, a teraz poznajemy bliżej ich osobowości i zamiary. Prowadzi swoją opowieść, żonglując epizodami, różnymi kwestiami, niczym magik, który tworzy pewną iluzję rzeczywistości, by na koniec ukazać to, co najważniejsze. Skłania do wyławiania duchowych smaczków i wyciągania dla siebie nauk. Pośród szerokiego wachlarza wydarzeń, sytuacji i rozmów przekazuje wiele wskazówek, które wskazują kierunek, w jakim powinien podążać nasz umysł i nasza uwaga. Na plan pierwszy wychodzi wątek związany z opowiadaniem Marka, który w pewnym momencie znika i okazuje się, że jest zupełnie kimś innym, niż się przedstawiał.


Bardzo podobał mi się wątek paranormalny, który był już obecny w pierwszym tomie, ale tutaj został bardziej wyeksponowany, gdyż zarówno Patrycy, jak i jego dzieci oraz Vincent wykazują zdolności wykraczające poza znane, rzeczywiste i realne zdolności. W tym momencie autor zaznacza, że są w naszym społeczeństwie osoby z umiejętnościami paranormalnymi, ale często ich zdolności nie są doceniane i traktowane poważnie. Często uważa się ich za niezrównoważonych psychicznie, czy też dotkniętych jakąś chorobą, opowiadających bzdury i wymyślone historie. Tymczasem nasz świat jest wielowymiarowy, co uwidacznia się właśnie w tej powieści, w której świat realny miesza się ze światem spoza naszej znanej rzeczywistości.
„Rób to, co robisz, i nie przestawaj. Nie zwracaj uwagi na opinię innych osób, tym bardziej tych, które cię mało znają. Ty znasz siebie najlepiej i to jest najważniejsze.”
W trakcie fabuły wyłania się też kwestia rozwoju duchowego, którego nie da się przyspieszyć. Idąc ścieżką poszerzania swojej percepcji i świadomości, wszystko powinno dziać się w swoim tempie, bez pomijania jakiegokolwiek etapu. Wszystko, co dzieje się w naszym życiu ma zawsze głębszy sens, więc kolejne kroki poznawania siebie i szukania sensu istnienia ma znaczenie. Głównym przesłaniem towarzyszące działaniom głównego bohatera jest cieszenie się życiem, każdą chwilą, ale też podążanie za marzeniami, które są istotną kwestią naszej ziemskiej drogi.

Ogromnie byłam ciekawa, jak ta historia się zakończy, gdyż nic do końca nie jest wniej pewne. Ostatnie sceny pokazuję, że nie można uciec przed przeznaczeniem, jedynie się z nim pogodzić.


Książkę przeczytałam, dzięki wydawnictwu:


02 lutego 2023

1299. - "Przesilenie" Tom I


Przesilenie
Tom pierwszy
Dawid Adrian Ś.

Wydanie: pierwsze
Data premiery: 29.09. 2021r.
Liczba stron: 280
Wymiary: 121x195 mm
Okładka: miękka ze skrzydełkami
ISBN: 978-83-8219-526-2
Wydawca: Novae Res
Moja ocena: 5/6

"Możesz wszystko, 
bo nic nie jest ustalone."

Co byście zrobili, gdybyście się dowiedzieli, że Wasze dni są policzone i wkrótce Was nie będzie na tym ziemskim padole? W takiej sytuacji znalazł się bohater książki „Przesilenie”

Sebastian Brzozowski jest jednym z wielu podobnych mu ludzi, który niczym szczególnym się nie wyróżnia. Mieszka w Krakowie z żoną Kasią i ośmioletnim synem Michałem, pracuje w firmie zajmującej się sprzedażą mebli, odnosi sukcesy, ma krąg znajomych i właściwie niczego mu nie brakuje do prowadzenia stabilnego życia. Jednak tego dnia, gdy go poznajemy, nie wszystko przebiega według stałego schematu, gdyż w jego gabinecie pojawia się Patrycy Lubomirski, mężczyzna o długich blond włosach. Poznajemy go od razu na pierwszych stronach książki, gdy przychodzi do firmy, w której pracuje Sebastian. Przedstawia się, jako programista i informatyk, ale wkrótce okazuje się, że przybył tutaj w zupełnie innym celu. Oświadcza zdziwionemu Sebastianowi, że jest Aniołem Śmierci i właśnie przyszedł powiadomić go o dniu jego śmierci. Wszystko wydaje się Sebastianowi absurdalne, ale wkrótce Patrycy przekonuje go, że to, co mówi jest realne. Gdy wychodzi, okazuje się, że minęło zaledwie dwie minuty ich rozmowy, mimo że trwała ona dłużej. Kolejne dni przynoszą różne dziwne zdarzenia, które trudno określić, czy dzieją się naprawdę czy tylko w snach. 

Wątek z Patrycym jest jednym z kilku występujących w tej historii. W życiu głównego bohatera pojawiają się wkrótce inne nowe osoby, chociażby Marek, chłopak Roksany, przyjaciółki Kasi. Podczas jednego z wieczornych spotkań towarzyskich u państwa Brzozowskich opowiada o swojej niesamowitej przygodzie, jakiej doświadczył będąc z pewną kobietą w jednym z najstarszych rezerwatów Indian w USA i biorąc udział w misji na zlecenie pewnego bogatego Włocha.


Są takie książki, które nie dadzą się wpasować w żaden gatunek i do takich należy opowiadanie „Przesilenie”. Jest w niej pewna tajemnica, refleksja, opary metafizycznych nastrojów, ale i życiowe przesłania, które nam gdzieś umykają, a warto je sobie uświadomić. Wątek paranormalny przyciągnął moją uwagę, ale nie do końca było on widoczny. Całość obserwujemy w narracji trzecioosobowej, więc znamy punkt widzenia z kilku perspektyw danej sytuacji.

Początek był wciągający, intrygujący, więc oczekiwałam takiego nastroju przez większą część fabuły i ten wątek pan Dawid Adrian Ś. doskonale wykreował.  Treściwymi opisami dał poczuć szczególny klimat ocierający się o mistycyzm, w którym sytuacje są wzięte jakby z innej rzeczywistości i przytrafiają się zwykłemu śmiertelnikowi. Jednak w dalszej części ta atmosfera znika na rzecz sprawy związanej z opowieścią Marka.  


Wśród wielu zagadnień, autor stawia przed nami pytania dotyczące kreowania naszego życia i podążania za marzeniami. Jako dzieci mamy ich mnóstwo, ale gdy dorastamy, proza codziennych obowiązków, pęd ku karierze, zdobywanie materialnych rzeczy,  przesłania nam nasze pragnienia, które spychane są w niepamięć. Uświadamia, że realizacja tego, o czym marzymy nadaje sens naszej egzystencji, ubarwia każdy dzień, więc powinniśmy celebrować każdą chwilę. Patrycy stawia przed Sebastianem, ale i przed nami tematy do przemyślenia i namawia do szukania tego, co daje nam radość i szczęście. To, co mnie irytowało w poznawaniu poszczególnych epizodów, to fakt, że syn Sebastiana i przyjaciel mają to samo imię – Michał, co wprowadzało mnie czasami w błąd, gdyż dopiero po sposobie rozmowy czy zachowania można zorientować się, o którego Michała chodzi. 

Warto zaznaczyć, że jest to debiut pana Dawida Adriana Ś., który poza oryginalnym pomysłem na fabułę dostarcza nam też duchowej strawy, skłaniając do przyjrzenia się bohaterom, w których odbijają się nasze zalety i wady, więc możemy przejrzeć się w nich, niczym w lustrze. Takich Sebastianów, Michałów, czy Marków, Roksan i innych odpowiedników jest wokół nas pełno, więc nie trudno się z nimi identyfikować. Każdy żyje według narzuconych nam norm społecznych, ograniczając w pewnym sensie swoją wolność wyboru i możliwość bycia sobą.  Jesteśmy wciskani w określone schematy zachowania czy planowania życia przez sposób edukacji, wychowania, religię, kulturę, środowisko czy wymagania zawodowe. Tymczasem wyłania się z tej powieści przekaz zwracający uwagę na tak naprawdę nie żyjemy w pełni, gdyż jesteśmy, niczym zaprogramowane roboty. Dopiero w obliczu widma śmierci zaczynamy doceniać życie.

źr. zdjęcia:
kultura.tychy.pl
Dawid Adrian Ś. urodził się w styczniu 1986 roku. Mieszkał i pracował między innymi na Alasce, w okolicach Londynu oraz Frankfurtu nad Menem. Pisze od najmłodszych lat – głównie opowiadania.  Muzyk, kompozytor i autor tekstów. Jego marzeniem jest budowa domu na wsi. Przemiana duchowa, jakiej doznał po powrocie z emigracji, zainspirowała go do napisania pierwszej powieści, ostatecznie ukończonej w 2021 roku.



Recenzja tomu drugiego

Książkę przeczytałam, dzięki wydawnictwu:



01 lutego 2023

1298. - "Płomienna gwiazda"


Płomienna gwiazda
Anna Głowacz

Wydanie: I
Data premiery: 28.10.2022r.
Liczba stron: 408
Wymiary: 150x210 mm
Okładka: miękka
ISBN: 9798361608423
Wydawnictwo: Yriah
Moja ocena: 6/6

„Im jaśniej świeciła będzie ludzkość i im wyższe będą wibracje ludzi Nowej Ziemi, tym mocniejsza i bardziej świetlista będzie ochrona planety. Światło będzie się zagęszczało wraz ze wzrostem wibracji ludzkości.”

Pani Anna Głowacz urzekła mnie swoją trylogią „Gwiezdne dzieci”, w której pod postacią beletrystycznej opowieści przekazała mnóstwo ciekawych informacji o nas samych i naszym świecie. Poznawaliśmy je dzięki parze sympatycznych nastolatków o niesamowitych zdolnościach. Tym razem, w swojej książce "Płomienna gwiazda" bohaterką jest autorka osobiście, dzięki czemu możemy spojrzeć na wiele spraw z innej, nowej i energetycznej perspektywy. Na bazie jej wizji powstała wielowymiarowa, niesamowita opowieść z przekazem dla całej ludzkości. 


Pani Anna Głowacz uświadamia nam, że Ziemia wchodzi w zupełnie nowy wymiar i pokazuje na czym polegają procesy tej transformacji, co dla nas oznacza wychodzenie poza naszą linię czasu. Rysuje przed nami przyszłość, podkreślając, że  od nas zależy, jaki scenariusz dokona się realnie. Pokazuje różne warianty, możliwości, ścieżki i linie czasu, zaglądając w przeszłość, teraźniejszość i przyszłość. 

Wśród wielu przekazów, zwraca uwagę na to, że każdy z nas ma moc kreacji, ale nie każdy to sobie uświadamia. Poprzez własne doświadczenia, wizje i wglądy opisuje nam czas przemian, jaki miał miejsce od stycznia do sierpnia 2022 roku, ukazując nam wydarzenia z zupełnie innej, energetycznej perspektywy. Razem z nią podróżujemy w wielu przestrzeniach, realizujemy misje, obserwujemy zmiany, wchodzimy w nową linię czasu, która rozdzieliła się w czerwcu 2022 roku na trzy linie: opadającą linię czasu, linię czasu czwartego wymiaru i linię czasu wzniesienia. Wspierają ją w tym dziele istoty pozaziemskie, przewodnicy duchowi, Strażnicy, anioły, Matka Gaja, Matka Smoków, a nawet sam Stwórca. 


Fascynującym było dla mnie to, że mogłam zajrzeć w przestrzenie, których nie mamy możliwości zobaczyć naszymi fizycznymi oczami. Razem z autorka odbywamy liczne podróże pozazmysłowe, spotkania z niesamowitymi postaciami i wnikamy w jej sposób widzenia świata, ale w szerszym aspekcie, gdyż wychodzimy poza znane nam obszary. Dowiadujemy się, czym jest złoty promień, energia kryształowa, tęczowa, na czym polega potrójna ochrona Ziemi i na czym polega transformacja świadomości ludzkości, a przy tym dowiadujemy się, co się z tym wiąże. To rozjaśnia nam umysły i zaczynamy rozumieć niektóre wydarzenia, jakie miały miejsce w naszym realnym świecie. W wyobrażeniu sobie tego, o czym opowiada autorka pomagają piękne, kolorowe ilustracje wykonane przez pana Damiana Buczniewicza.


Autorka pokazuje nam świat, którego nie widzimy naszymi ziemskimi zmysłami. Dzięki swoim nadzwyczajnym zdolnościom i wizjom przekazuje wiele ważnych informacji. Ukazuje w ten sposób zagrożenia płynące w stronę Ziemi, różne linie czasowe, proces oczyszczania energetycznego ciała, przestrzeni tej naszej najbliższej, ale też rozumianej w szerszym aspekcie. 

Obserwujemy działania pani Anny Głowacz, jej doświadczenia z bytami pozaziemskimi, podróże, jakie odbywa wchodząc na wyższe poziomy świadomości. Z tego względu książkę czyta się jak powieść fantasy, gdyż jej fabuła dzieje się w obszarach spoza naszej linii czasowej. Przede wszystkim uświadamia, kim naprawdę jesteśmy, odsłania prawdę o nas samych, pokazuje zupełnie w nowym świetle ludzkie życie, ale też losy Ziemi, zagrożenia, jakie się pojawiają, a o których nie mamy pojęcia, gdyż nie jesteśmy w stanie ich dostrzec. 

To bardzo inspirująca opowieść, skłaniająca do refleksji, spojrzenia na nasze Istnienie z szerszej perspektywy, motywująca do rozwoju duchowego, pozwalająca zrozumieć wszystko to, czego doświadczamy, zarówno we własnym życiu, jak i to, co dzieje się na świecie. Wszechświat nic nie pozostawia przypadkowi i każde zdarzenie służy określonym celom. Jednym z nich jest przebudzenie ludzkości, odarcie z iluzji i dojrzeniu prawdy, która była do tej pory skrywana.


Większość ludzi sceptycznie podchodzi do innych osób, którzy mają zdolności ponadzmysłowe, wybiegające poza nasze postrzeganie rzeczywistości. Trudno im zrozumieć, że można widzieć więcej, niż jest nam pokazywane. Zostaliśmy przekonani, że poza tym, co widzimy tu i teraz nie ma nic więcej, więc wszystko, co wybiega poza ten schemat, jest dla nas trudne do zrozumienia. 

Żyjemy w czasach przemian, oczyszczania z negatywnych sił, które zaciemniają nam obraz całości. Tkwimy w programach zaszczepionych nam w dzieciństwie, pokazuje się nam tylko to, co mamy zobaczyć, a nikt nie mówi nam jak przygotować się do zmian energetycznych, które oddziałują na nas, nasze otoczenie i nasza planetę. Wystarczy się rozejrzeć, by spostrzec, że dzieje się coś niezwykłego w naszej przestrzeni czasowej.


Książkę przeczytałam, dzięki autorce



31 stycznia 2023

1297. - " Anioł życia z Auschwitz"


Anioł Życia z Auschwitz
cykl: Prawdziwa historia
Nina Majewska-Brown

Data wydania II: 28.09.2022r.
Data wydania I: 12.02.2020r.
Liczba stron: 384
Wymiary: 135 x 215 mm
Okładka: miękka ze skrzydełkami
ISBN: 978-83-828-9513-1
Moja ocena: trudno ocenić

„Granice zła nie istnieją.”

Historie wzięte z życia czyta się niejednokrotnie trudno, gdyż towarzyszy świadomość, że nie jest to fikcja, tylko prawdziwe ludzkie przeżycia. To doznanie jest jeszcze mocniejsze w przypadku świadectwa osób, które doświadczyły koszmaru wojny i obozów koncentracyjnych. W grudniu ubiegłego roku miałam możliwość poznania historii zawartej w książce „Ocalona z Auschwitz", która poruszyła mnie do głębi. Nie była to łatwa lektura, ale mimo tego sięgnęłam po kolejną opowieść z tego cyklu pt.: „Anioł Życia z Auschwitz”. Z opisu wynikało, że będzie ona dotyczyła losów dzieci w „fabrykach śmierci”, więc trudno mi było zacząć jej czytanie.


W nieludzkich warunkach wiele więzionych osób, torturowanych, skazanych na poniewieranie, odartych z godności, traciło wiarę w Boga i nadzieję, nie widząc w tym, co ich spotyka, żadnego celu i sensu. Mimo ogromu cierpienia, bólu, dramatów, taki sens dostrzegała Stanisława Leszczyńska, która trafiła do Auschwitz w 1943 roku. 18 lutego 1943 rokiem był dla niej dniem, który całkowicie zburzył jej dotychczasowy świat. Znalazła się w warunkach, które urągały człowieczeństwu i dały poczuć oddech piekła. Była świadkiem traktowania kobiet ciężarnych, nowonarodzonych dzieci, okrucieństwa i bezduszności faszystowskiej, śmiercionośnej ideologii.

W 1944 roku Magda i Maciej pobrali się trzy miesiące przed tym, gdy oboje trafili do Auschwitz, gdzie zostali brutalnie rozdzieleni. To, czego potem doświadczyła Magda, przeszło jej najbardziej mroczne obawy i lęki, o czym opowiada nam ze swojej perspektywy, więc nie wiemy, co dzieje się z Maćkiem. Po raz pierwszy czuła strach, ból, cierpienie zadawane przez oprawców, ale też obawy o swoje dziecko, które dopiero zaczęło wzrastać w jej łonie. Widząc, co dzieje się z matkami i ich dziećmi w obozach, trudno było jej mieć nadzieję na szczęśliwy poród i macierzyństwo. Jej losy splotły się w pewnym momencie z polską położną, która za cenę narażenia swego życia ratowała życie innych.


Bardzo poruszyła mnie historia Magdy i Maćka, których losy ukazane są na przemian z losami Stanisławy Leszczyńskiej. Ich drogi, a raczej drogi Magdy i położnej przecięły się w strasznych warunkach, ale dzięki temu na świat przyszedł Maciej junior. Te dwie historie są i pisane w formie fabularnej, więc czyta się o nich, jak w powieści beletrystycznej. Druga część ma charakter dokumentalny, w której zamieszczone zostały przejmujące i szokujące relacje byłych więźniarek. 

Przerażająca była dla mnie przedstawiona sytuacja ludzi, którzy w jednej chwili tracą dotychczasowe życie i zostają wrzuceni w koszmar, którego trudno jest sobie wyobrazić. Trudno jest uwierzyć, że to człowiek człowiekowi stworzył taki los, a jeszcze bardziej wzburza fakt, że wśród oprawców były kobiety, matki, żony, które bez żadnego zastanowienia zabijały nowonarodzone dzieci.


Literatura obozowa jest w każdym przypadku trudną lekturą, ale w tej części cyklu „Prawdziwa historia” jest ona jeszcze bardziej przygnębiająca, bo dotyczy dzieci, bezbronnych, nierozumiejących, co się dzieje i dlaczego nie mogą korzystać z prawa, jakie daje im dzieciństwo.

Takie książki, jak „Ocalona z Auschwitz”, czy „Anioł życia z Auschwitz” to przestroga, by nigdy więcej nie powtórzyło się wojenne piekło. Każdy człowiek ma prawo do życia, bez względu na narodowość, wiarę, kolor skóry, przekonania i ważne, by dotarła ta prawda do każdego. Tymczasem bestialstwo wyzwolone przez jednego małego człowieczka o chorych ambicjach i jego fanatyków sprawiły, że wiele ludzkich istnień zakończyło swoje życie w nieludzkich, barbarzyńskich warunkach.

Recenzja książki "Ocalona z Auschwitz"

Książkę przeczytałam, dzięki autorce 
i wydawnictwu:





30 stycznia 2023

1296. - "Szept mroku"


Szept mroku
Joanna Świątkowska

Wydanie: I
Data premiery: 7.11.2022 r.
Liczba stron: 592
Wymiary: 130x210 mm
Okładka: miękka ze skrzydełkami
ISBN: 978-83-8313-186-3
Wydawca: Novae Res
Moja ocena: 5/6

„W życiu tego, co chcemy, nie dostaniemy na tacy. Czasami musimy wybrać mniejsze zło.”

Jedną z ważniejszych aspektów naszego życia jest możliwość bycia sobą i realizowania własnego planu na życie. Decyzje podejmowane za nas tłamszą i nie pozwalają się rozwijać, a przede wszystkim odbierają nasze marzenia. Nie każdy chce założyć rodzinę, mieć domek i gromadkę dzieci. Taką osobą jest bohaterka książki „Szept mroku”, dlatego w pewnym momencie podjęła decyzję, która uruchomiła serię niespodziewanych, a nawet niebezpiecznych zdarzeń.


Faith Arrington to dziewczyna z charakterem, niepokorna, spontaniczna, mająca swoje wyobrażenie o tym, jak chce żyć. Od kilku lat była w związku z synem przyjaciółki swojej matki, Olivierem, który pragnął żony uległej i spokojnej. W ostatniej chwili Faith uświadamia sobie, że nie chce tkwić w takim związku, który dusiłby jej osobowość, więc ucieka sprzed ołtarza i w efekcie zamieszkuje u swojej siostry, Grace. 

Gdy otwieramy pierwsze karty książki, zastajemy obie siostry rozmawiające o ostatnich decyzjach i działaniach Faith. Grace nie do końca popiera jej decyzję, gdyż ma zupełnie inne podejście do życia. Jest szczęśliwa u boku swego męża Malcolma, z którym mieszka w rodzinnym Greenwich w wymarzonym domku z ogródkiem. Zawsze jednak starała się być dobrą starszą siostrą, więc i teraz pomaga jej przejść trudny czas. Nie jest łatwo, gdyż matka, ma despotyczny charakter podsycany dodatkowo przez przyjaciółkę, Jennifer, matkę Oliviera, czyli porzuconego narzeczonego. W czasie rozmowy sióstr, nagle dzwoni telefon Faith, z propozycją pracy dla niej w firmie Grey by Daven w Nowym Jorku. Bez namysłu przyjmuje tę ofertę, tym bardziej, że warunki proponowane przez firmę przerastają jej wyobrażenia, a do tego współpracownicy tworzą wspaniałą atmosferę w miejscu pracy. 

To zaledwie niewielki zarys tego, co dzieje się na kartach tej książki.


„Szept mroku” ma swoim tytule ciemne zabarwienie, zapowiadające nie zawsze dobre zdarzenia. Widząc jej prawie 600 stron obawiałam się znużenia i ciągnących się wątków. Na szczęście pani Joanna Świątkowska potrafiła odpowiednio wyważyć poszczególne motywy, więc czytanie przebiegało dosyć szybko, jak na takiego grubaska. Wprawdzie uważam, że można by z tego jednego wydania zrobić dwa oddzielne tomy, ale wówczas zaistniałaby obawa, że nie od razu poznałabym finał tej historii. 

W początkowych wątkach zbyt często były omawiane i opisywane niektóre sprawy, chociażby te związane z ucieczką sprzed ołtarza, o której można przeczytać kilkukrotnie w różnych wersjach i rozmowach. Niektóre opisy i dialogi także wydawały mi się zbędne, ale w sumie historia mnie mocno wciągnęła, zwłaszcza od momentu, gdy pojawia się właściciel firmy, Grey Davenport. Od tego momentu akcja przyspiesza i zmienia się jej charakter, który miał do tej pory znamiona zwykłej obyczajówki. Im bliżej było końca powieści, tym bardziej robiło się ciekawiej, tajemniczo, niebezpiecznie, a przez to dramatycznie i ekscytująco. Okazało się, bowiem, że Grey ma swoje mroczne sekrety, ale i Faith skrywa swoją ciemniejszą stronę życia. Jest przekonana, że nikt nie wie o wydarzeniach z jej przeszłości, dopóki zaczyna dostawać dziwne przesyłki i pogróżki. Początkowo oboje są przekonani, że groźby są kierowane pod adresem Greya, ale wraz z kolejnymi wydarzeniami wychodzi na jaw, że tajemniczemu prześladowcy chodzi o Faith.


„Szept mroku” to debiut z oryginalnym pomysłem i mnóstwem zdarzeń, które nie raz pojawiają się w sposób zaskakujący, dodając fabule odpowiedniego nastroju. Wszystko w tej powieści zostało dobrze zaplanowane, a przez to nie gubimy się w poszczególnych jej wątkach, bogatego wachlarza wydarzeń i pojawiających się osób. 
"nie można całe życie obawiać się przyszłości. Trzeba stawić jej czoła. A przy tym nie ma nic gorszego, niż rozpamiętywanie przeszłości."
Autorka stopniowo rozwija napięcie, utrzymuje w niepewności, stawia wiele pytań o przeszłość bohaterów, ale ukazuje szereg problemów i zagadnień związanych z siostrzanymi relacjami, rodzinnymi powiązaniami, przyjaźnią i szczerością w związku. Dostarcza tym samym wielu emocji poprzez nagłe zwroty akcji, ciekawe postaci, zawiłe wątki i w efekcie ekspresyjne finałowe rozstrzygnięcia. Zastosowała w niej narrację trzecioosobową, więc umiejętnie pokazuje nam różne strony danej sytuacji i sposób myślenia występujących osób. Od razu znamy, zatem reakcję na jakieś wydarzenia, słowa, czy czyny, co daje nam szeroką perspektywę poznawania tej historii.


Pani Joanna Świątkowska napisała swoją pierwszą powieść prezentując odważny styl i bardzo pomysłowy przebieg wydarzeń poprowadzony w kilku wątkach, które biegną w sposób uporządkowany i w odpowiednim tempie. Wprawdzie autorka ma za sobą już publikacje, ale miały one charakter popularnonaukowy, więc jako powieść beletrystyczna jest to dla niej coś nowego. Jestem zdania, że autorka doskonale sprawdziła się w tej roli, zabierając nas do świata, w którym rządzą pieniądze, władza, ale też do głosu dochodzą uczucia, które muszą poradzić sobie z przeszkodami, przeszłością, a przy tym z niebezpiecznymi konsekwencjami.


źr. zdjęcie: nakanapie.pl
Joanna Świątkowska to urodzona 18 maja 1994 roku młoda pisarka, która pochodzi z mojego rodzinnego miasta, Włocławka, więc tym bardziej cieszę się, że mogłam poznać jej książkę. Obecnie mieszka i pracuje w Toruniu. 

Od czternastu lat literatura jest nieodłącznym elementem życia Joanny. Przez wiele lat pisała jedynie dla siebie. W 2020 r. postanowiła wziąć sprawy w swoje ręce i właśnie wtedy powstała debiutancka powieść „Szept mroku”. Wszyscy chętni poznania jej książkowych gustów, poznania samej autorki, mogą znaleźć ją na Instagramie jako @american_books


Książkę przeczytałam, dzięki wydawnictwu:



28 stycznia 2023

1295. - "Dotyk Twoich dłoni"


„Dotyk Twoich dłoni”
Wioletta Piasecka

Wydanie: I
Data wydania:2022-11-02
Liczba stron: 248
Wymiary: 205 x 130 mm
Okładka: miękka
ISBN: 9788367357562
Wydawnictwo: Dlaczemu
Moja ocena: 6/6

„Szczęście i marzenia kierują się własną logiką, a najczęściej ich brakiem.”

Wszystko w naszym życiu dzieje się w jakimś celu, nawet takie zdarzenia, których nie chcielibyśmy doświadczać. W przypadku bohaterów książki „Dotyk Twoich dłoni” los wystawił ich na próbę ich uczucie, pokazując mocne i słabe strony ich związku i życia.

Barbara i Mariusz Ulatowscy są rodzicami dwójki wspaniałych chłopców: pięcioletniego Julka i siedmioletniego Sebastiana. Tego dnia, gdy ich poznajemy, nic nie wskazuje na nadciągającą burzę. Scenka jest sielankowa. Mariusz jest w pracy, chłopcy jak zwykle się przekomarzają, a Barbara smaży im naleśniki. Wkrótce rodzina ma się powiększyć, gdyż na świat ma przyjść Zosia. Barbara jest w tej chwili w dwudziestym trzecim tygodniu ciąży i razem z Mariuszem cieszą się z nadchodzących narodzin wyczekiwanej córeczki. Wszyscy i wszystko na nią już czeka: piękny pokój, zabawki, kochająca rodzina. Zosia wypełnia myśli i sny Barbary, która z nią rozmawia i zapewnia o swojej miłości. 

Ale tego dnia wszystkie nadzieje i radość gasną. Upragnione dziecko nigdy nie pojawi się już w tej rodzinie. W szpitalu Barbara dowiaduje się, że straciła dziecko, a do tego już nigdy nie będzie mogła ponownie zajść w ciążę. W tym momencie autorka ukazuje bezduszność medycznego personelu, któremu brakuje empatii, odpowiedniego podejścia, ale też psychologicznej pomocy. Taka kobieta, jak Barbara, zostaje sama ze swoim bólem i nie ma nikogo profesjonalnego, by pomógł jej przejść przez ten trudny czas.

To była bardzo poruszająca, pełna emocji opowieść niesamowicie prawdziwa i realistyczna. Wiele kobiet pragnie dziecka, spodziewa się, że na świat przyjdzie ukochana istotka, którą będzie mogła otoczyć matczyną miłością. Niestety, czasami nie wszystko przebiega według naszych oczekiwań i życie potrafi dostarczyć dramatycznych przeżyć. I taką historię znajdziemy w książce „Dotyk twoich dłoni”.

Pani Wioletta Piasecka doskonale pozwala wniknąć w duszę kobiety cierpiącej, opanowanej przez ból straty, żałobę i poczucia niesprawiedliwości. Słowami wnika w nasze umysły i serca wywołując burzę emocji, odczuć, myśli, refleksji i przemyśleń. Pojawiają się współczucie, smutek, ale i złość. Przynajmniej tak było w moim przypadku, gdyż w pewnym momencie byłam zła na Barbarę za jej cierpiętniczą postawę. Rozumiem jej ból, gdyż na pewno strata dziecka jest ogromnym dramatem, ale każda żałoba kiedyś się kończy i trzeba wrócić do życia, tym bardziej, że Barbara miała do kogo wracać.

Najbardziej w tej sytuacji było mi żal chłopców. Zamknięta w swoim bólu nie zauważa, że traci najbliższe osoby. Jej zachowanie ma wpływ na męża, rodziców, a przede wszystkim na dzieci, które nie rozumieją jej postawy. Nic dziwnego, że w końcu Mariusz ma dość i zupełnie nie zgadzałam się z podejściem rodziców, którzy mieli do niego żal, że zostawił żonę w potrzebie. Rozumiałam jego postawę, zmęczenie sytuacją i chęć ucieczki od sytuacji, która zniszczyła jego miłość. Tą sytuacją autorka pokazuje, że cierpienie nie dotyczy tylko osoby, którą dotknęło nieszczęście, ale oplata ono serca osób najbliższych. Oczywiście nie ma nic złego w przeżywaniu cierpienia, ale nie powinno się zapadać w nie bezgranicznie, gdyż taka postawa nie prowadzi do niczego dobrego. I gdy wszystko zmierza do tego, że wydaje się być już przesądzony los rodziny Ulatowskich, nagle życie znowu pokazuje swoją siłę, pisząc zupełnie nieoczekiwany scenariusz, dzięki czemu my, jako czytelnicy mamy ogrom emocjonalnych przeżyć.

Książkę przeczytałam, dzięki autorce, za co dziękuję!



Popularne posty