Trudno byłoby szukać przytulnego miejsca na cmentarzu. Cisza, nagrobki i świadomość nieuchronnego końca raczej nie przywodzą na myśl domowego ciepła. A jednak Peter S. Beagle w swojej debiutanckiej powieści „Przytulne miejsce” przekonuje, że to właśnie wśród grobów można znaleźć schronienie przed światem – i, paradoksalnie, nauczyć się naprawdę żyć.
Głównym bohaterem jest Jonathan Rebeck, kiedyś aptekarz, dziś, od dziewiętnastu lat prowadzi życie bezdomnego człowieka, mieszkając na nowojorskim cmentarzu w Bronksie. Jego jedynym stałym towarzyszem jest gburowaty, gadający kruk, który pomaga mu przetrwać. To on kradnie dla niego jedzenie i ostrzega, gdy ktoś się zbliża, bo mieszkanie na cmentarzu jest dla żywych nielegalne. Rebeck potrafi rozmawiać nie tylko z krukiem, ale też z duchami, które wzbudzają w nim więcej spokoju, niż ludzie.
Dla Jonathana Rebecka ucieczka na cmentarz miała być schronieniem przed cierpieniem, ryzykiem i koniecznością uczestniczenia w świecie. Z czasem staje się jednak formą egzystencjalnej śmierci. Bohater przestaje żyć nie dlatego, że umarł, lecz dlatego, że przestał pozwalać sobie na prawdziwe zaangażowanie. Tymczasem duchy, które spotyka, paradoksalnie okazują się bardziej żywe od niego.
Duchami są Michael i Laura, którzy po swojej śmierci rozpoczynają romans, pozostawiając wszelkie ziemskie kłopoty i sprawy. Z każdą stroną ich uczucie staje się coraz bardziej namiętne, rozpaczliwe i paradoksalnie – ludzkie. Ich uczucie pokazuje, że miłość nie musi kończyć się wraz ze śmiercią. Przeciwnie: może stać się próbą ocalenia własnej tożsamości przed nieuchronnym rozmyciem.
Większość opowieści o cmentarzach karmi nas grozą, gotykiem albo tanią makabrą. I tak myślałam, że będzie w przypadku książki "Przytulne miejsce", gdy zdecydowałam się ją przeczytać. Jednak nic z tych elementów nie ma tu miejsca. Kiedy dziewiętnastoletni wówczas pan Peter S. Beagle debiutował w 1960 roku tą powieścią, zaproponował coś radykalnie innego. Cmentarz ukazał, jako jedyną enklawę zdrowego rozsądku w zwariowanym świecie. Ciekawostką jest, że tytuł powieści pisarz zaczerpnął z XVII-wiecznego wiersza Andrew Marvella, w którym grób zostaje przedstawiony jako „przytulne, ciche miejsce”. Autor bierze ten obraz na serio i przekornie sprawdza, co właściwie oznaczałoby uczynienie z cmentarza domu.
Wydana niedawno w Polsce w twardej oprawie przez wydawnictwo Zysk i S-ka książka to nie tyle klasyczna urban fantasy, ile melancholijny, egzystencjalny traktat, który paradoksalnie emanuje życiem mocniej niż niejedna współczesna powieść obyczajowa.
Śmierć jest tutaj bowiem czymś więcej niż biologicznym końcem. To także proces zapominania, utraty wspomnień i stopniowego zacierania się tego, co czyni człowieka nim samym. W tym kontekście miłość zmarłych staje się heroiczną próbą zatrzymania resztek człowieczeństwa, podczas gdy dobrowolna izolacja Rebecka jawi się jako jego marnotrawstwo. Duchy uczą się od niego, czym jest życie, a on od nich – jak naprawdę powinno się żyć.
"Przytulne miejsce" nie ma szybkiego tempa, ani nagłych zwrotów akcji czy widowiskowej magii. Jej dynamika jest niespieszna i bardzo kameralna. Pan Beagle buduje opowieść z rozmów, drobnych gestów, obserwacji i filozoficznych refleksji nad przemijaniem, stratą, samotnością oraz społecznym niedopasowaniem.
Styl autora jest poetycki, nastrojowy i pełen melancholii, ale nie pozwala, aby atmosfera stała się przesadnie ciężka. Przeciwnie – regularnie przełamuje ją ironicznym humorem. Jednym z najlepszych przykładów jest kruk towarzyszący Rebeckowi, cyniczny i bezczelny ptak, który zamiast budować atmosferę grozy, potrafi ukraść mortadelę i sprowadzić całą metafizykę z powrotem na ziemię.
Intersujące jest też na kulturowe osadzenie powieści, w której zostały wykorzystane elementy realizmu magicznego. Jednak przedstawiony w niej świat nie jest oderwaną od rzeczywistości baśniową przestrzenią. Cmentarz i jego mieszkańcy są mocno zakorzenieni w Nowym Jorku połowy XX wieku. Szczególnie dobrze widać to w postaci pani Klapper – wdowy, która jako jedna z niewielu osób odwiedza Rebecka. Wnosi do powieści więcej energii, specyficznego humoru i codzienności. Jej twardo stąpająca po ziemi osobowość świetnie kontrastuje z poetycką, eteryczną atmosferą cmentarza.
"Przytulne miejsce" jest więc opowieścią tylko pozornie o śmierci, bo właściwie jest o życiu, o lęku przed nim, o samotności i o tym, jak łatwo pomylić bezpieczeństwo z prawdziwym szczęściem. Nie jest straszna, ani przygnębiająca - wręcz przeciwnie: sprawia, że zastanawiamy się nad poruszanymi tematami. To bardzo charakterystyczne dla całej powieści. Autor potrafi w jednej chwili przejść od refleksji nad śmiercią do żartu, nie niszcząc przy tym nastroju. Dzięki temu historia zawarta w tej książce nie staje się ponurym traktatem o przemijaniu. Jest raczej opowieścią o tym, że nawet w obliczu śmierci można znaleźć ciepło, absurd i odrobinę zwyczajnej codzienności.
Powieść pana Beagle'a można odczytać także jako przesłanie, by zatrzymać się na tyle długo, aby dostrzec rzeczy, które w codziennym pośpiechu łatwo przeoczyć: drugiego człowieka, własne emocje, możliwość bliskości. To melancholijna, ciepła i momentami bardzo zabawna opowieść, w której umarli przypominają żywym, że samo oddychanie jeszcze nie oznacza życia.
Bo cmentarz jest bezpiecznym azylem tylko tak długo, jak długo boimy się żyć.
A ostatecznie najgorsze, co może nas spotkać, to nie śmierć, lecz przeoczenie własnego życia.
Data premiery: 14.07.2026 r.
Data premiery: 23.05.1960 r.
Ilość stron: 328
Wymiary: 140 x205 cm
Okładka: twarda
Tytuł oryginalny: A Fine and Private Place
Tłumaczenie: Michał Jakuszewski
ISBN 978-83-8335-860-4
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Moja ocena: 5/6











































