"Iskra w popiele"
Paula Uzarek
„Działaj z serca.
Serce nie może się mylić."
Wchodząc do starego domu np. w skansenie, czuję, jakby czas na chwilę zwalniał. Mam świadomość, że w zapachu drewna, skrzypieniu podłóg i chłodzie murów kryją się ślady ludzi, którzy tu żyli, a wraz z nimi ich emocje, gesty, spojrzenia. To właśnie one tworzą niepowtarzalny urok takich miejsc. Nieraz można usłyszeć, że istnieje coś takiego jak pamięć zaklęta w przedmiotach, w dotyku wygładzonej klamki, w pęknięciu na framudze, czy w popiele wygasłego pieca. Jakby każdy z tych drobiazgów przechowywał w sobie echo dawnych dziejów, ciche i uparte, czekające, aż ktoś znów je usłyszy.
Historia zawarta w powieści „Iskra w popiele” przypomina, że to, co minione, wciąż potrafi wpływać na teraźniejszość. Wystarczy odrobina wrażliwości, by usłyszeć szept przeszłości i pozwolić mu odmienić własną drogę.
Ruta Puchalska kupuje stary dom, w którym niegdyś działała słynna rodzinna piekarnia Korzennych. Wierzy, że właśnie tam odnajdzie spokój oraz odpowiedzi na pytania, które od lat nie dają jej wytchnienia. Jedną ze skrywanych tajemnic jest los jej dziadka Juliana, który pewnego dnia po prostu zniknął. W opuszczonym domu Ruta odkrywa zamurowany Piec Chlebowy, a to znalezisko porusza w niej ukryte pragnienia. Postanawia przywrócić mu życie i odbudować dawną piekarską tradycję.
Nieopodal tego miejsca znajduje się piękny, zabytkowy pałacyk należący do Igora Krukowskiego, który postanawia przywrócić budynkowi dawną świetność. W tym celu zatrudnia Rutę, które jest konserwatorką zabytków. Od pierwszych chwil jest nią zafascynowany, gdy widzi, jak ona potrafi wsłuchiwać się w przeszłość, ekscytuje się każdym detalem architektonicznym i wystrojem. Ruta zdaje się wyczuwać ich energię, słyszeć to, co próbują jej przekazać, a ona w pełni okazuje im swoje serce, uwagę i wrażliwość. Dotyczy to także starego chlebowego Pieca, z którym nawiązuje nietypową, coraz silniejszą więź. Wydobywające się z niego dźwięki układają się w słowa będące subtelnymi wskazówkami prowadzące ją coraz głębiej w historię rodziny i w samą siebie.
Nie potrafię dobrać odpowiednich słów, by w pełni oddać, jak bardzo poruszyła mnie ta historia. To jedna z tych opowieści, które wciągają nie tylko fabułą, ale też atmosferą — tak gęstą, że niemal czuć ją na skórze. Uwielbiam, gdy obok realistycznych wydarzeń i codzienności pojawiają się elementy tajemnicy i sprawy, które trudno wyjaśnić. Ta subtelna magia, ledwie wyczuwalna, a jednak obecna w każdym geście, przedmiocie i wspomnieniu, nadaje książce wyjątkową głębię i niepowtarzalny klimat. Właśnie ten balans między tym, co namacalne, a tym, co nieuchwytne sprawił, że historia tak mocno mnie wciągnęła. Z jednej strony mamy zakorzenioną w rzeczywistości opowieść o rodzinie, relacjach i przeszłości, z drugiej — aurę czegoś niewytłumaczalnego, co przenika przedmioty, miejsca i wspomnienia.
Opowieść prowadzona jest w narracji trzecioosobowej, ale ukierunkowanej na pokazanie perspektywy Ruty i Igora, ale też … Pieca Chlebowego. Pani Uzarek tchnęła w niego życie, pokazując jego duszę w pięknych, subtelnych, a zarazem przejmujących słowach. Czytając o nim, jego odczuciach, emocjach i przemyśleniach, czułam jego energię, odczuwałam niemal fizyczną obecność, jakby nie był tylko przedmiotem, lecz żywym świadkiem historii, który pamięta więcej, niż ludzie chcieliby przyznać. Każdy opis pulsuje ciepłem dawnych dni, bólem utraconego czasu i cichą nadzieją na odrodzenie. Niemal czuć zapach chleba, słychać trzaskanie w kominie i huczenie wiatru, a także ciężar wspomnień, które w nim pozostały.
Ta część opowieści ogromnie mnie poruszyła i uświadomiła, jak z pozoru martwy przedmiot może w tej historii pulsować życiem. Piec reaguje na obecność ludzi, ich emocje i powracające wspomnienia. Jego perspektywa jest delikatna, niemal poetycka, a jednocześnie nasycona ciężarem minionych lat. Staje się pomostem między przeszłością a teraźniejszością łącząc pokolenia Korzennych, przechowując ich sekrety i przypominając, że dom to nie tylko mury, lecz także pamięć, która w nich drzemie.
„Iskra w popiele” to historia o niezwykłym klimacie i magiczną otoczką, która otula zapachem świeżego chleba, ciepłej szarlotki, jabłoniowego sadu i ciepłem ogniska. Ta atmosfera nie jest jedynie tłem, lecz pełnoprawnym elementem opowieści, który koi, wciąga i porusza, sprawiając, że każda scena pulsuje ciepłem i emocją. Autorka zaskakuje tym, jak naturalnie i wiarygodnie prowadzi tę nietypową narrację. Nie ma w niej sztuczności ani przesady. Piec nie jest bajkowym tworem, lecz symbolicznym nośnikiem historii, i właśnie dlatego jego obecność tak porusza. Pojawia się wrażenie dotykania czegoś intymnego, czegoś, co zwykle pozostaje ukryte: emocjonalnego sedna rodzinnej opowieści.
Trudno mi tutaj wszystko ująć, bo powieść ma kilka wątków, a każdy z nich jest na swój sposób angażujący i dopracowany. Pani Paula Uzarek prowadzi je z lekkością i wyczuciem, dzięki czemu żaden nie dominuje nad pozostałymi, a wszystkie splatają się w jedną, wielowymiarową historię. Mamy tu opowieść rodzinną, poruszający wątek romantyczny, nutę magii ukrytą w przedmiotach, symbolach, gestach, zwyczajach i miejscach. Każdy z tych elementów wnosi inne emocje: ciepło, niepokój, wzruszenie i ciekawość. Razem tworzą historię, od której trudno się oderwać i która ogrzewa, niczym żar ze starego pieca, który ponownie ożył.
Egzemplarz książki otrzymałam od portalu
Data premiery: 13.03.2026r.
Ilość stron: 296
Wymiary: 125 x 195 mm
Okładka: miękka ze skrzydełkami
ISBN: 978-83-66767-07-2
Wydawnictwo: Alegoria
Moja ocena: 6/6









Twoja recenzja ma w sobie tyle magii, co opisana historia, a sposób, w jaki ujęłaś temat pamięci przedmiotów, mocno oddziałuje na wyobraźnię. Widać, że ta opowieść szczerze cię poruszyła i po takim opisie aż chce się poczuć zapach chleba wydobywający się z tego starego pieca.
OdpowiedzUsuń