czwartek, 22 kwietnia 2021

758. - "Listy do Emki"

JUŻ WKRÓTCE PREMIERA!
najnowszej książki Poli Ann
pełna niesamowitych emocji, życiowych problemów,
 pięknej miłości o różnych obliczach
i walki o swoje zdrowie!

Premiera już za kilka dni a dziś zapraszam na moją recenzję!


Recenzja przedpremierowa

Listy do Emki
Poli Ann

„Żyj pełną piersią, baw się, nie odkładaj nic na później. Nigdy nie wiesz, kiedy zadzwoni telefon, kiedy w życiu coś Ci tąpnie.”

Dziś, w dobie pandemii, dużo słyszymy o Covidzie, zapominając, że to nie jedyne zagrożenie dla każdego z nas. Z jednym z nich przyszło się zmierzyć bohaterce książki pt.: „Listy do Emki”.

Poli Ann to pseudonim literacki Anny Bałuty, która pochodzi z Włocławka(także moje rodzinne miasto), a obecnie mieszka w Gdańsku. To aktywna zawodowo filolożka i nauczycielka, kochająca swoją pracę. Prywatnie jest mamą, żoną, niezwykle energiczną, empatyczną i uważną obserwatorką życia. Od dwóch lat prowadzi bloga https://poli-ann.blogspot.com/ i fb.com/poliAnnBlog, w którym stworzyła miejsce nie tylko dla kobiet.

Ilona Malczyńska samotnie wychowuje córkę, odkąd rozstała się ze swoim mężem, Pawłem. On był jej pierwszą szkolną miłością, która zaowocowała niespodziewaną ciążą i przyjściem na świat ukochanej córeczki Emilki zwanej Emką. Ilona pracuje jako tłumacz w jednym z wydawnictw, które wykupiło dla swoich pracowników pakiet medyczny, dzięki któremu mogła zrobić kontrolne badania. Wkraczamy w jej życie, gdy właśnie przygotowuje pyszne żeberka, których opis przyprawia od razu o przysłowiową „ślinkę”. Gdy Ilona uwija się w kuchni, dzwoni telefon, który burzy sielankowy nastrój informacją przekazywaną przez lekarza. Wyniki brzmią jak wyrok. HCV- wirusowe zapalenie wątroby typu C.

Rok temu po raz pierwszy spotkałam się z twórczością pisarki, gdy zadebiutowała zbiorem opowiadań pt.: „Portrety”, które były zainspirowane prawdziwymi historiami. Jej najnowsza a zarazem druga w jej karierze książka, również opiera się na tego rodzaju podstawach. Tym razem Pani Anna spróbowała swoich sił w dłuższej formie i w nieco innej konwencji stylistycznej.

Esencją powieści są tytułowe listy kierowane do nastoletniej córki głównej bohaterki. Ilona pragnie w ten sposób przekazać Emilii wszystkie swoje przemyślenia, historie i słowa, których może nie mieć okazji powiedzieć bezpośrednio. Listy powstają na razie w tajemnicy, ukryte w komputerowych plikach, by w przyszłości mogły być podarowane Emce, gdy przyjdzie na to odpowiednia pora.

Uważam, że ta forma snucia opowieści była bardzo dobrym pomysłem, gdyż dzięki temu mamy możliwość wniknięcia w umysł głównej bohaterki a całość zyskała psychologiczną głębię. Nie jest to jednak powieść przesiąknięta tragizmem, ubolewaniem nad sobą czy psychologiczną analizą. Wręcz przeciwnie, tryska z niej nadzieja, pozytywne nastawienie i wola walki o swoje zdrowie. Widać to chociażby w określeniu czerwonych krwinek jako „ tancerki w czerwonych spódnicach”, które tańczą w jej ciele jak szalone czy nazwaniu wirusa „dziadem”, którego trzeba się pozbyć.

Listy spełniają dla bohaterki formę terapii ale jednocześnie są swoistym przeglądem jej życia, najważniejszych chwil, które dane jej było doświadczyć i z którymi chciałaby podzielić się z ukochaną córką. Są one szczególne, emocjonalne, szczere i bardzo osobiste. Ilona opisuje w nich wszelkie swoje przeżycia, obawy, lęki ale też przekazuje córce to co, w życiu jest najważniejsze. Każdy z nich porusza inne zagadnienie i stanowi swego rodzaju komentarz, refleksję lub podsumowanie nawiązujące do jakiegoś aktualnego wydarzenia. Mają charakter mikro opowiadań, w których poznajemy różne epizody z życia bohaterki, jej rodzinę, przyjaciół i ważne wydarzenia z przeszłości. Kieruje do Emki wiele mądrych rad i wskazówek, które wypływają z jej doświadczeń ale jednocześnie zwraca się do każdego czytelnika pokazując, że nigdy nie powinniśmy się poddawać i zawsze trzeba walczyć o siebie.

Ilona ma pogodne usposobienie i tym zyskała moją sympatię. Zawsze była otoczona miłością rodziców, więc teraz pragnie przekazać ją swojej córce. W listach wraca do czasów swego dzieciństwa i młodzieńczych lat wspominając lata 90. ale też zwierza się córce ze swoich najskrytszych nawet myśli, przeżyć, popełnianych błędów, wzlotów, sukcesów, radosnych i smutnych chwil jakich doświadczyła w życiu. Pokazuje Emce różne odcienie miłości, przyjaźni, macierzyństwa, dorastania i miłości. Opowiada o kobiecości, relacjach damsko-męskich, rodzinie i wspólnie spędzonych chwilach i istotnych epizodach, jakie dane im było przeżyć. Lekkim stylem mówi o trudnych problemach, swoich lękach, nadziejach dylematach i marzeniach. Wyłania się z nich obraz wspaniałej więzi między matką i córką, opartej na zrozumieniu, empatii, asertywności a przede wszystkim na miłości.

„Listy do Emki” to życiowa, ujmująca, wzruszająca ale też mądra opowieść o prawdziwej przyjaźni, miłości ale też blaskach i cieniach życia. Pokazuje, że składa się ono z wielu dróg, spotkań, decyzji, i nie raz potrafi zaskoczyć, pokazać pazurki albo pogłaskać ale wszystko ma swoje znaczenie i składa się na jego piękno. Przy tej książce miałam bogatą huśtawkę nastrojów. Nie raz autorka mnie rozbawiła, ale też wprawiła w zdumienie, zasmuciła, zaskoczyła i wzruszyła, zwłaszcza opowiadając o pewnej pacjentce o imieniu Kasia a nawet zdenerwowała, gdy opisywała swoje kontakty ze służbą zdrowia. Uświadamia tym samym jak ważne jest podejście personelu medycznego do pacjenta, podtrzymanie na duchu, wzbudzenie nadziei i motywowanie do walki o zdrowie. Unaocznia niewydolność polskiej służby zdrowia, dla której wciąż liczą się cyferki, limity pacjentów do leczenia, suche procedury i brak empatii.

Autorka posługuje się przy tym lekkim stylem podszytym humorem, ale też skłaniającym do refleksji nad wieloma aspektami ludzkiego życia. Nie boi się poruszać trudnych tematów, pokazywać trudy terapii, stanu emocjonalnego i psychicznego ale ubiera je w słowa, które nie dołują lecz dopingują do walki o życie, by się nie poddawać i szukać rozwiązań.


Powieść powstała przede wszystkim z myślą uświadomienia ludziom, że istnieje tzw. „żółtaczka”, o której mówi się niewiele a zagrożony może być każdy nas. Przybliża problem, z którym mierzy się wiele osób lecz nie wszyscy wiedzą, jak bardzo jest on trudny i wymagający silnego charakteru i walki o siebie. Wirus HCV czyli wirusowe zapalenie wątroby typu C wywołuje w organizmie ogromne spustoszenie a walka o powrót do zdrowia jest długa, uciążliwa i droga.

„Nic nie wskazuje na to, że kiedykolwiek było z nią coś nie tak. Nie była nigdy badana pod tym kątem. Nie było powodu przecież. Prowadzi zdrowy tryb życia, jako kobieta prowadzi się dobrze, raptem dwóch partnerów seksualnych, dobrze jej znanych, żadnego ryzyka dookoła, a tu masz.”

Historia Ilony powstała, by wspomóc mentalnie osoby zmagające się z harcującymi w ich organizmie „dziadami” i wzbudzić empatię u tych, którzy są zdrowi ale nie wiedzą, w jaki sposób ta choroba przebiega. Dzięki tej historii możemy zrozumieć na czym ona polega i przede wszystkim by bardziej świadomym a przez to ostrożnym, by uniknąć zakażenia.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję autorce 
u której można kupić powyższą książkę


3 komentarze:

  1. Listy jako terapia to bardzo ciekawa koncepcja. Książka zapowiada się ciekawie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ta książka na pewno by mnie poruszyła...

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo zainteresowała mnie ta książka.

    OdpowiedzUsuń

Bardzo dziękuję za każdą wizytę i komentarz. Komentarze bardzo mnie cieszą . Będzie mi miło, gdy będą one podpisywanie,chociażby imieniem, gdyż mam wówczas możliwość poznania czytelników:) Wpisy o charakterze spamu oraz reklamami firm lub produktów będą usuwane.