„Ogrodniczka znad leśnego jeziora”
Tom pierwszy
Aleksandra Rupińska
„Najpiękniejsze kwiaty potrafią stać się chwastami, kiedy nieodpowiednio się o nie dba.”
Powyższy cytat doskonale pasuje do tego, co dzieje się na kartach książki „Ogrodniczka znad leśnego jeziora”. Nie jest jednak poradnik o uprawianiu kwiatów, lecz ujmująca ekspresyjna historia o miłości, w którym ogród jest jej cichym bohaterem.
Oliwia od zawsze słyszała, że jest silna i może wszystko — dziś spełnia się zawodowo jako architektka krajobrazu w warszawskiej firmie, prowadząc oddział po fuzji z konkurencją. Jej życie wydaje się stabilne: narzeczony, przyjaciele, zawodowy sukces. Wszystko jednak rozpada się, gdy Marcel niespodziewanie zrywa zaręczyny. Oliwia, zdeterminowana, by go odzyskać, ignoruje fakt, że planuje on ślub z inną kobietą. Kieruje nią nie tylko uczucie, ale i obietnica złożona samej sobie — że nigdy nie pozwoli odejść komuś, kogo pokocha.
Powrót do rodzinnego Osadowa staje się punktem zwrotnym. Tam spotyka Dominika — swoją pierwszą miłość, która mimo upływu lat wciąż ją kocha. Spokojny, czuły, nienarzucający się, stanowi wyraźny kontrast wobec jej emocjonalnego chaosu. Choć narracja prowadzona jest wyłącznie z perspektywy Oliwii, subtelność w kreacji Dominika pozwala czytelnikowi samodzielnie odczytywać jego uczucia.
Po debiutanckiej dylogii „Jedna dobra rzecz” i „Jedna dobra chwila” byłam bardzo ciekawa, jak autorka rozwinie się literacko — i muszę przyznać, że „Ogrodniczka znad leśnego jeziora” spełniła moje oczekiwania, a nawet je przeskoczyła, a to za sprawą bardziej złożonych emocji i subtelnych portretów psychologicznych, jakie można dostrzec w jej najnowszej powieści. Nie jest to jednak powieść psychologiczna, a romans z elementami obyczajowymi, ubrana w kilkuwątkową sieć złożoną z uczuć, poczucia zawodu, pogoni za mrzonkami i relacji rodzinnych.
Pani Aleksandra Rupińska nie tworzy bohaterki idealnej, lecz prawdziwą, złożoną, pełną sprzeczności. A jednak autorka tak subtelnie kreśli jego postać, że z łatwością można się domyślić, co czuje. Narracja prowadzona jest wyłącznie z perspektywy Oliwii, więc nie mamy bezpośredniego wglądu w myśli Dominika. Zabrakło mi narracji z dwóch perspektyw, która pozwoliłaby lepiej zrozumieć emocje Dominika. Co być może bardziej pozwoliło by się wgłębić w postać, ale z drugiej strony obserwujemy wszystko oczami Oliwii, więc możemy wyciągać własne wnioski. Często nie popierałam jej decyzji, zwłaszcza gdy na siłę próbuje odzyskać Marcela chcąc zapobiec ceremonii ślubnej. Autorka tak subtelnie kreśli jego postać, że z łatwością można się domyślić, co czuje.
Jednym z mocnych atutów powieści jest sposób, w jaki autorka buduje postacie drugoplanowe, które dopełniają tę historię. Zuza, najbliższa przyjaciółka Oliwii, to postać, która wnosi do historii humor i urozmaicenie swoimi perypetiami, mimo że nie zawsze o wszystkim chce z Oliwią rozmawiać. Jest lojalna, szczera, czasem bezkompromisowa, ale zawsze pomocna. Mam nadzieję, że drugi tom bardziej odsłoni tę bohaterkę, bo jej historia nie osiągnęła w tej części finałowych rozstrzygnięć.
Ojciec Oliwii to kolejna postaci, która zasługuje na uwagę. Przez lata odsunięty przez córkę, okazuje się być tym, który rozumie ją najlepiej. W przeciwieństwie do matki — chłodnej, wymagającej, egoistycznej, oferuje akceptację, ciepło, wsparcie i mądrą obecność.
Pani Aleksandra Rupińska potrafi pisać o miłości tak, że nie brzmi to banalnie. Nakreśla wydarzenia i przeżycia z wyczuciem, ale bez zbędnego rozpisywania się. Jej styl naznaczony jest dramatyzmem ukazującym stan mentalny bohaterki, a to pozwala czytelnikowi wejść głęboko w świat bohaterki. Dzięki precyzyjnemu językowi, odpowiedniemu doborowi słówi emocjonalnej wrażliwości potrafi oddać wewnętrzne przeżycia bohaterów tak, że niemal intuicyjnie odczuwamy ich wahania, tęsknoty i chwile zwątpienia. Emocje są wyraźne, świetnie nakreślone, przekazane bardzo naturalnie i realistycznie. Autorka nie boi się pokazać słabości swoich bohaterów, ich błędów, ich ślepoty i determinacji. Oliwia jest pełna sprzeczności, nie raz zachowująca się jak dziecko, któremu odebrano ulubioną zabawkę. W tej wersji nie wzbudzała mojej sympatii, gdyż posługiwała się manipulacją, perfidnym zachowaniem i obsesyjnym gonieniem za tym, co straciła. Przekonuje się, że czasem warto przestać walczyć, by zacząć żyć a powroty do miejsc, które kiedyś opuściła mogą pomóc zrozumieć, kim naprawdę jest i co jest dla niej ważne. Tłem są pasje, jakie fascynują bohaterów: Oliwia uwielbia ogrodnictwo, a Dominik robi rewelacyjne, urokliwe zdjęcia. Ten motyw dodaje fabule romantyczności, piękna i klimatu.
„Ogrodniczka znad leśnego jeziora” to opowieść o kobiecie, która musi zrozumieć, że nie wszystko da się odzyskać i nie można nikogo zmusić do miłości. Bohaterce kilka lat, zajęło dostrzeżenie, czego naprawdę pragnie i kogo. Z wyczuciem i literacką elegancją przedstawia historię uczucia, które przez lata pozostawało w ukryciu, by w odpowiednim momencie ujawnić swoją siłę. Dzięki temu postacie stają się autentyczne — nawet jeśli nie zawsze budzą sympatię.
Ta powieść jest niczym ogród, w który mieni się wieloma zachwycającymi barwami, który coraz bardziej odkrywa nam swoje sekrety, gdy coraz bardziej się w niego wgłębiamy. Wypełnia ją subtelna, emocjonalna energia zaglądając w głąb kobiecego serca, w której przeszłość splata się z teraźniejszością, a miłość — ta dawna i ta niedokończona — staje się siłą napędową zmian. Autorka zwraca w niej uwagę na to, że czasami miłość potrzebuje czasu, by dojrzeć, niczym kwiaty w ogrodzie, które ukazują swoje piękno, jeżeli należycie o nie dbamy, usuwają chwasty przeszkadzające w ich rozwoju.
Książkę przeczytałam, dzięki współpracy z wydawnictwem
Data premiery: 23.07.2025r.
Ilość stron: 294
Okładka: miękka ze skrzydełkami
Wymiary: 143x205 mm
ISBN: 978-83-8290-807-7
Wydawnictwo: WasPos
Moja ocena: 6/6
Bardzo barwnie piszesz o tej książce, co niewątpliwie zachęca do jej przeczytania.
OdpowiedzUsuń