„Zaufaniem nie każdego można obdarzyć.”
Zawsze przyciągają mnie powieści, które pozwalają przenieść się do minionych czasów. Lubię historie, w których przeszłość ożywa nie tylko jako tło wydarzeń, ale jako świat pełen dawnych wierzeń, obyczajów i ludzkich wyborów. Jeśli dodatkowo są to czasy wikingów — surowe, brutalne, a jednocześnie przesiąknięte magią i symboliką — moja ciekawość staje się niemal nieodparta. W przypadku książki „Hanna” szczególnie zaintrygowała mnie nazwa trylogii: Saga Norn, sugerująca obecność run, duchowości i pradawnych tradycji, które od zawsze fascynują mnie w nordyckich opowieściach.
Osiemnastoletnia Hanna przybywa łodzią do portu w Mogat z jednym celem: ma zabić młodego jarla Uhtreda, który właśnie odziedziczył tytuł po zamordowanym ojcu. Oficjalnie podaje się za osobę szukającą pracy, a matka jarla — Runa — akurat potrzebuje pomocy w kuchni. Uwagę dziewczyny przyciąga wojownik Ubbe, jeden z braci krwi Uhtreda, którego widok zapiera jej dech w piersiach. On jednak od początku okazuje jej niechęć i podejrzliwość. Równie silne wrażenie robi na niej sam Uhtred, który choć nie szuka głębszych relacji, zaczyna darzyć Hannę uczuciem. Tymczasem dziewczyna skrywa prawdziwy powód przybycia do Mogat: musi wykonać rozkaz okrutnego wuja Olafa, który uwięził jej matkę i siostrę, obiecując ich uwolnienie dopiero po śmierci jarla.
Ten opis może sugerować przewidywalną historię, ale im dalej, tym bardziej okazuje się, że nic tu nie jest oczywiste. Autorka prowadzi fabułę w sposób, który wielokrotnie zaskakuje, a konsekwencje podejmowanych decyzji potrafią zmienić bieg wydarzeń w najmniej spodziewanym momencie.
Akcja obejmuje kilkanaście lat — od 976 do 989 roku — i prowadzi przez burzliwy świat Norwegii rozdartej waśniami, walką o władzę oraz kruchą równowagą rodowych sojuszy. To opowieść nasycona emocjami, dynamicznymi wydarzeniami i rozbudowaną galerią postaci. Bohaterowie nie są jednoznaczni: obok ludzi zdolnych do wielkich poświęceń obok ludzi zdolnych do wielkich poświęceń pojawiają się bezwzględni też czarne charaktery, a podział na dobro i zło rzadko bywa jednoznaczny.
Fabuła skupia się głównie na tytułowej Hannie, jednak jest to wyraźnie historia wielowątkowa. Poznajemy ją w narracji trzecioosobowej, dzięki czemu śledzimy nie tylko losy bohaterki, ale także innych postaci — ludzi, z którymi splatają się jej dzieje: rodziny, przyjaciół, sprzymierzeńców i wrogów. Miłość, intrygi, zdrada, ambicje i lojalność zostają wystawione na ciężką próbę, podobnie jak więzi rodzinne i przyjacielskie. Każdy wybór niesie za sobą cenę, a granica między obowiązkiem wobec rodu a pragnieniem serca okazuje się wyjątkowo cienka.
„Hanna” to przede wszystkim opowieść o sile kobiety, tej fizycznej, emocjonalnej i duchowej. Autorka bardzo wyraźnie pokazuje, jak kobiety były wówczas postrzegane: miały znać swoje miejsce, przestrzegać tradycji i nie wychylać się poza narzucone ramy. Każde złamanie zasad nie było mile widziane, a często wręcz karane. Na tym tle przemiana Hanny robi ogromne wrażenie. Jej droga od zastraszonej dziewczyny wykonującej rozkazy wuja do wojowniczki dowodzącej drużyną wikingów budzi szok i podziw. W X wieku kobieta nie mogła zostać jarlem, a jednak Hanna przełamuje te ograniczenia dzięki determinacji, odwadze i umiejętnościom.
W powieści obecny jest również subtelnie wpleciony mistycyzm, który objawia się w zdolności jasnowidzenia, zarówno u Hanny, jak kobiety z jej rodu. Odziedziczyła ten dar po swojej zamordowanej ciotce Astrid, która staje się duchowym opiekunem bohaterki i bliskich jej osób. Ta umiejętność nie dominuje fabuły, jak i magia nie przytłacza wydarzeń, lecz stanowi naturalny element nordyckiego świata, w którym sacrum i codzienność przenikają się na każdym kroku, pokazując, że życie i śmierć pozostają ze sobą nierozerwalnie połączone.
Mało jest jednak w tej powieści run, które towarzyszą nam wprawdzie w warstwie graficznej, lecz zabrakło mi ich w samej treści, jako jednego z wątków fabularnych. Patronką tej części sagi jest runa Othala, której symbol oddziela poszczególne epizody wydarzeń. Została wybrana z rozmysłem; widać, że autorka zna znaczenie run, ponieważ Othala wiąże się z rodziną, rodowymi więzami, tradycją i ochroną dziedzictwa. Mimo to w samej narracji run właściwie nie ma, a właśnie tego się spodziewałam. Uważam, że nadały by one dodatkowego waloru i tajemniczości.
Drugą kwestią, której nieco mi zabrakło w tej opowieści, jest sprecyzowanie wieku bohaterów. O ile w przypadku Hanny informacja ta pojawia się już w blurbie, o tyle przy pozostałych postaciach można jedynie domyślać się ich wieku na podstawie wyglądu czy pełnionych ról. Osobiście lubię tego typu szczegóły, ponieważ pomagają mi lepiej wyobrazić sobie bohaterów i jeszcze mocniej zanurzyć się w opowiadaną historię. To jednak jedynie drobne, bardzo subiektywne odczucie, które nie wpływa na ogólny odbiór powieści.
Aspektem, który przykuwa uwagę jest warstwa uczuciowa, która w powieści została poprowadzona w sposób niestandardowy, z wyczuciem i niezwykle wciągający. Autorka nie prowadzi tego wątku w sposób przewidywalny, lecz rozwija relacje między bohaterami w zaskakującym splocie wydarzeń, ukazując ludzkie słabości, błędy i konsekwencje złych decyzji.
Jednocześnie z niezwykłą dbałością opisuje ludzkie losy oraz świat wikingów i norweskiej Północy. Nie ma tu rozbudowanych, krwawych opisów bitew ani makabrycznych scen. Wiele wydarzeń przedstawionych jest skrótowo, zwłaszcza gdy obejmują kilka lat, jakby autorka świadomie wybierała to, co najważniejsze. Dba przy tym o komfort czytelnika, gdyż zaznacza wyraźnie czas wydarzenia, co ułatwia śledzenie historii rozciągniętej na kilkanaście lat. Najistotniejsze wątki rozwija dokładniej, wyzwalając całą gamę emocji, od niepokoju po wzruszenie.
Każdy z tomów "Sagi Norn" połączony jest inną nicią, a w tej części, zgodnie z podtytułem „Nić wojny”, to właśnie wątek konfliktu splata losy bohaterów. Norny, prządki przeznaczenia, tkały nitki życia i losów ludzi oraz bogów, decydując o tym, co nieuchronne. Podobnie w tej historii wojna i polityczne intrygi stają się nicią, która splata wydarzenia z wyborami Hanny, z relacjami, które buduje, oraz z próbami odnalezienia własnej siły. To subtelne nawiązanie sprawia, że wątek wojny stanowi jeden z motywów, który kształtuje decyzje bohaterów, wpływa na ich losy i stawia ich przed trudnymi dylematami moralnymi, czyniąc opowieść jeszcze bardziej wielowymiarową i poruszającą. Jeśli kolejne tomy utrzymają ten poziom, „Saga Norn” ma szansę stać się jedną z tych opowieści, do których wraca się z prawdziwą przyjemnością.
Książkę przeczytałam w ramach współpracy z wydawnictwem
Wydanie: I
Data premiery: 20.01.2026r.
Ilość stron: 352
Okładka: miękka ze skrzydełkami
Wymiary: 135 × 208 mm
ISBN 978-83-8293-328-4
Wydawnictwo: Videograf
Moja ocena: 5/6










Świetnie się to czyta, bardzo rzetelnie i konkretnie przedstawiłaś ten klimat. Przekonuje mnie Twoje spostrzeżenie o nieszablonowych relacjach i o tym, jak Hanna przełamuje ówczesne ramy, a uwaga o niedosycie w kwestii run to bardzo trafny detal.
OdpowiedzUsuńJako nastolatka zaczytywałam się w skandynawskich sagach, zwłaszcza w twórczości Margit Sandemo, do której tworczości do dziś mam ogromny sentyment. O tej sadze jeszcze nie słyszałam, ale brzmi bardzo ciekawie i czuję, że mogłaby mnie wciągnąc na dlugie godziny ! Pozdrawiam :)
OdpowiedzUsuńWidać, że naprawdę wczułaś się w świat wikingów i bohaterów, a przy tym nie straciłaś krytycznego oka – zauważenie braku run w samej fabule czy niedoprecyzowania wieku postaci pokazuje, że czytałaś uważnie i z pasją. Bardzo podoba mi się też, jak podkreśliłaś siłę Hanny i jej przemianę – to rzeczywiście robi wrażenie, zwłaszcza w kontekście surowych realiów X wieku. Dzięki Twojej recenzji ma się wrażenie, że w tej książce historia, emocje i magia przenikają się w ciekawy i przemyślany sposób. 🛡️✨
OdpowiedzUsuńJeśli kolejne tomy utrzymają tę głębię i napięcie, to naprawdę zapowiada się saga, do której chce się wracać wielokrotnie!