"One day I'll lose this Wight"
Tom pierwszy
Paulina Szewczyk
"Czas nie leczy ran.
On tylko przyzwyczaja do bólu."
Zazwyczaj, gdy kończę czytać książkę, dość szybko wiem, jakie elementy chciałabym w recenzji podkreślić – zarówno te najmocniejsze, jak i te, które mogłyby zostać rozwinięte. W przypadku „One day I'll lose this Wight” poczułam jednak pewną trudność w uporządkowaniu wrażeń. Nie dość, że tytuł jest po angielsku, co niestety, jest częste wśród debiutantów, to na dodatek lektura pozostawiła mnie z mieszanymi odczuciami i lekkim niedosytem. Już sam tytuł – angielski, co często pojawia się u debiutujących autorek – nie do końca mnie przekonał, a przebieg wydarzeń okazał się nieco zbyt powierzchowny, by w pełni mnie usatysfakcjonował.
Opis na okładce sugerował romans z muzycznym tłem, historię o rodzącym się uczuciu podczas trasy koncertowej. Wątek muzyczny, który miał być jednym z filarów historii, rozmywa się i właściwie go nie ma. Prolog jest dobry, wciągający, ale niewiele na razie wyjaśniający, jednak wzbudza ciekawość. Następujące po nim rozdziały nie są już tak emocjonujące.
Fabuła zaczyna się już w momencie, gdy bohaterowie są w jakiejś relacji i wracają z trasy, więc można odnieść wrażenie, że część opowieści została pominięta. W pewnym momencie Rosie mówi nam, że wszyscy w zespole wiedzą, że między nią a Dexterem coś jest, ale mimo wzajemnego zauroczenia nie są razem. Chwile później stwierdza, że on musi sobie zasłużyć na to, by mogli ze sobą spać, a już na kolejnej stronie proponuje mu, by został u niej na noc. Podkreśla też, że łączą ich przyjacielskie więzi i ona boi się przekroczyć granicy, która by to popsuła. A potem dosyć szybko ich uczucie przeradza się w gwałtowną, gorącą miłość. Brakuje więc tej początkowej fazy poznawania się, budowania więzi i napięcia. Jest zatem w tej opowieści trochę pośpiechu, zbyt małego wnikania w osobowość i sytuację rodzinną. Zamiast tego obserwujemy relację pełną sprzeczek, chwilowych pojednań i kolejnych konfliktów. Przez to trudno uwierzyć w głębię ich uczuć, bo większość interakcji sprowadza się do powtarzającego się schematu.
Nie można jednak odmówić autorce potencjału. Jej styl jest lekki i przystępny, dzięki czemu książkę czyta się szybko i bez wysiłku. Zabrakło mi jedynie głębszego wejścia w emocje bohaterów. Postaci są zarysowane dość szkicowo – nie poznajemy ich wyglądu, charakteru ani motywacji na tyle, by mocniej się z nimi zżyć. W przypadku Dextera sama informacja o problemach z agresją to trochę za mało – przydałyby się sceny, które pozwoliłyby czytelnikowi poczuć to na własnej skórze.
Największym zaskoczeniem okazał się finał i rola przypisana bohaterce. Trudno było mi zrozumieć dlaczego właśnie Rosie ma wypełnić pewne zadanie.
Zakończenie jest dziwne i ale nie do końca spójne z tonem wcześniejszych rozdziałów. Ogromnie byłam zdziwiona, gdy w pewnym momencie jest zastosowane zdanie, w którym autorka pisze, że słychać „przeraźliwy odgłos noża zagłębiającego się w ciało”. Nie wiem, czy w ogóle można to usłyszeć, ale jakby tego mało ten nóż wbity w brzuch jest wyciągany z rany!!! Przecież wiadomo, że ten ktoś się wykrwawi, a na nożu będą odciski palców! A to u mnie wywołało konsternację. Trochę tu niestety zdradzam z fabuły, ale bez szczegółów, kto komu co zrobił i dlaczego.
„One day I'll lose this Wight” to debiut, w którym widać zalążki talentu i lekkość pióra, ale też elementy wymagające dopracowania. Brak głębi w kreacji bohaterów, słabo nakreślone emocje, poczucie dezorientacji, niezrozumiałe reakcje, dialogi, które niezbyt wiele wyjaśniają i finałowe sceny kompletnie odbiegające od konwencji romansu. To powieść, która przez większość czasu pozostaje romansem, nagle skręca w stronę wątków kryminalnych. Być może więcej wyjaśni się w drugiej części tej historii. Mam swoje podejrzenia, ale nie przemówił do mnie taki zwrot akcji, który pozostawia uczucie niedosytu.
Rzadko piszę tego rodzaju opinie, gdyż zawsze staram się dostrzec coś ciekawego w każdej powieści. Jednak tutaj zabrakło mi rozwinięcia niektórych wątków, a dodatkowo dobiło mnie zakończenie, które nie było dla mnie zrozumiałe.
Książkę przeczytałam w ramach współpracy z wydawnictwem
Wydanie: IData premiery: 10.10.2025r.
Ilość stron: 240
Okładka: miękka
Wymiary: 121x195 mm
ISBN: 978-83-8423-051-0
Wydawnictwo: Novae Res
Wydawnictwo: Novae Res
Moja ocena: 2/6






Raczej nie planują czytać tej książki.
OdpowiedzUsuńSzkoda, ze zawiodła :)
OdpowiedzUsuńSkoro widać zalążki talentu to będę miała ten debiut na uwadze.
OdpowiedzUsuńDobrze, że jesteś, piszesz. Raczej nie będzie to lektura dla mnie. Dobrej niedzieli! ❄️🌲
OdpowiedzUsuńDobrze, że nawet nie miałam jej w planach. Cytat na początku jest bardzo trafny, ale skoro tak książkę oceniasz to po nią z pewnością nie sięgnę.
OdpowiedzUsuńRaczej nie dla mnie :)
OdpowiedzUsuń