"Bestia z Nowego Jorku"
Seria: Sekrety Nowego Jorku
Tom pierwszy
Karina Majsterek
„prawdziwe zło nigdy nie śpi”
Czasami zdarza się tak, że autor lub autorka, tworząc jakąś swoją powieść, powołuje do życia takich bohaterów drugoplanowych, którzy pomimo epizodycznej roli, zapadają w pamięć na długo. Są na tyle wyraziści, że aż proszą się o własną historię. Tak właśnie było w przypadku Riccarda Marchettiego, który pojawiając się w drugim tomie serii „Bracia Marchetti”, natychmiast przyciągnął moją uwagę swoją osobowością. Już wtedy miałam poczucie, że to postać z ogromnym potencjałem, zdecydowanie zasługująca na coś więcej niż krótka sceny w tle cudzej historii.
Niezmiernie się ucieszyłam, gdy w posłowiu książki „Piękna i Egzekutor” autorka zapowiedziała nową serię, z której pierwszy tom bohaterem będzie Riccardo Marchetti. Wówczas poznaliśmy jego lepszą stronę charakteru. Teraz wnikamy w powieść „Bestia z Nowego Jorku”, w której autorka pozwala zajrzeć w mroczną naturę nowojorskiego capo. Riccardo, kuzyn Diabła z Palermo znanego z trylogii „Służąca Diabła”, niemal każdej nocy skraca ze swojej czarnej listy winnych jedno nazwisko. Już w prologu poznajemy jego prawdziwą naturę gdy w bezwzględny i zaplanowany sposób wymierza własną sprawiedliwość. Przez lata pozostaje nietykalny, a zbrodnie nie zostają ze sobą połączone, dzięki odpowiednim znajomościom skutecznie tuszuje każdy ślad.
Ten porządek zaczyna się kruszyć wraz z pojawieniem się Emmy Wilson, która obejmuje stanowisko Naczelnego Lekarza Sądowego w Nowym Jorku. Ambitna, dociekliwa i całkowicie oddana swojej pracy, szybko dostrzega schemat kryjący się za kolejnymi ofiarami. Zamknięta w uporządkowanej codzienności i obciążona trudną przeszłością, trzyma ludzi na dystans, nie zdając sobie sprawy, jak blisko znajduje się osoba, której tak usilnie szuka.
Gdy sięgałam po raz pierwszy po książkę pani Kariny Majsterek pt. „Służąca Diabła”, którą debiutowała w zeszłym roku, nie spodziewałam się, że będzie to początek mojej dłuższej przygody z jej twórczością. W romansach mafijnych zawsze pojawiają się obawy o powtarzalność wątków, jednak tym razem okazały się one zupełnie nieuzasadnione.
„Bestia z Nowego Jorku” to mocne rozpoczęcie serii "Sekrety Nowego Jorku", która wyraźnie wyróżnia się na tle innych powieści tego gatunku. Pani Karina Majsterek udowodniła, że nawet w obrębie dobrze znanych motywów można stworzyć coś, co będzie odbiegało od typowych zabiegów i przebiegów zdarzeń. W sposób oryginalny, świeży i nieoczywisty poprowadziła fabułę, która nie raz mnie zaskoczyła, mimo zaistnienia niektórych schematów, ale są one w zupełnie nowej oprawie. Autorka niczego nie przyspiesza, świetnie buduje osobowość postaci z powodzeniem łącząc mroczny klimat świata przestępczego z psychologiczną grą między bohaterami.
Na szczególną uwagę zasługuje sposób, w jaki został poprowadzony wątek romantyczny, wykorzystując moty „od nienawiści do miłości”. W tej historii nic nie zapowiada rodzącego się uczucia. Relacja Riccarda i Emmy od samego początku oparta jest na dystansie, chłodnej kalkulacji i ukrytych intencjach, a nie na fascynacji czy fizycznym przyciąganiu.
Emma konsekwentnie trzyma mężczyzn na bezpieczną odległość. Skupiona na pracy, zamknięta w sobie i świadoma własnych kompleksów, nie wpisuje się w stereotypową wizję bohaterki romansów mafijnych. Nie ma sylwetki modelki ani pewności siebie charakterystycznej dla długonogich piękności. Nie wierzy, by mogła kogokolwiek zainteresować, a już na pewno mężczyznę takiego jak Riccardo Marchetti.
Z kolei Riccardo nie jest bohaterem, który pragnie stabilizacji czy emocjonalnego zaangażowania. Kobiety traktuje jako chwilową rozrywkę, element codzienności pozbawiony głębszego znaczenia. Gdy pojawia się w życiu Emmy, nie kierują nim uczucia. Ona jest dla niego jedynie celem i narzędziem, nad którym chce sprawować kontrolę, by mieć wgląd w postępy śledztwa. Co istotne, Emma w ogóle nie wykazuje zainteresowania jego osobą, co dla nowojorskiego capo okazuje się doświadczeniem zupełnie nowym i niewygodnym.
Podążając tropem Bestii z Nowego Jorku, Emma pozostaje nieświadoma tego, jak blisko znajduje się człowiek, którego tak usilnie próbuje zdemaskować. Ta gra pozorów, oparta na napięciu psychologicznym i przesuwaniu granic, stanowi jeden z mocniejszych elementów powieści. Relacja bohaterów rozwija się powoli i naturalnie, bez gwałtownych zwrotów opartych wyłącznie na pożądaniu, co skutecznie buduje napięcie i angażuje czytelnika.
Na pochwałę zasługuje również styl autorki, dzięki któremu sugestywnie oddaje zarówno mrok nowojorskiego świata przestępczego, jak i wewnętrzne emocje bohaterów. Często posługuje się zdaniami wyprzedzającymi wydarzenia, subtelnie sygnalizując konsekwencje podejmowanych decyzji i budując atmosferę nieuchronności, która towarzyszy lekturze od pierwszych stron. Dla fanów postaci z trylogii "Bracia Marchetti" plusem z pewnością będzie spotkanie bohaterów tej serii. Wprawdzie pojawiają się epizodycznie, w kontekście obecnych wydarzeń, ale możemy jakby wpaść do nich z wizytą dowiadując się, co u nich słychać. Jednocześnie pragnę podkreślić, że NIE JEST KONIECZNA JEJ ZNAJOMOŚĆ.
„Bestia z Nowego Jorku” to bowiem OSOBNA, NOWA HISTORIA, równie udana jak debiutancka seria autorki. To emocjonalna, mroczna historia z nieoczywistym romansem w tle, która opowiada o miłości, pokonującej mrok. Miłość, która nie pojawia się tutaj nagle, lecz stopniowo wsącza się w serce bohaterów. Jest niczym światełko rozświetlające ciemność. Nie jest to historia o całkowitej przemianie, ale pokazuje, że w każdym człowieku, nawet tym najbardziej złym, tkwi zalążek dobra. wszystko zależy od tego na jakie podłoże trafi to ziarenko, które niczym feeria świetlistych promieni ogarnia coraz większy obszar duszy. To książka, która wciąga klimatem, intryguje relacjami i pozostawia po sobie niedosyt, więc z niecierpliwością będę oczekiwać kolejnych tomów serii „Sekrety Nowego Jorku”.
Książkę przeczytałam w ramach współpracy z wydawnictwem
Data premiery: 22.09.2025 r.
Ilość stron: 534
Wymiary: 130x210 mm
Okładka: miękka ze skrzydełkami
ISBN: 978-83-8423-083-1
Wydawca: Novae Res
Moja ocena: 6/6







Widać, że ta historia naprawdę cię wciągnęła. Bardzo ciekawie opisałaś ewolucję Riccarda, zwłaszcza ten wątek z brakiem oczywistego przyciągania na początku. Twoja recenzja brzmi jak świetna zachęta dla kogoś, kto szuka w tym gatunku czegoś więcej niż tylko schematów.
OdpowiedzUsuńWidzę, że zapowiada się całkiem ciekawa seria. Będę miała ją na uwadze.
OdpowiedzUsuń