„Śpiew czerwonych ptaków”
Jolanta Kaleta
„człowiek, który ma niczym nieograniczoną władzę,
staje się bestią”
Czasy rozbiorów Polski to jeden z najbardziej bolesnych okresów naszej historii — temat, który poznajemy w szkolnych podręcznikach w formie suchych dat, nazwisk i politycznych decyzji. Uczymy się o upadku państwa, o błędach szlachty, o obcych wpływach, ale trudno w takich przekazach naprawdę poczuć atmosferę epoki, zrozumieć emocje ludzi żyjących tuż przed katastrofą, ich codzienność, lęki i nadzieje. Często brakuje nam tego, co pozwala wejść w tamten świat i może dlatego takie powieści historyczne jak „Śpiew czerwonych ptaków” cieszą się popularnością.
Pani Jolanta Kaleta przenosi nas do roku 1758, gdy Rzeczpospolita wciąż istnieje na mapie Europy, ale jej fundamenty zaczynają niepokojąco się chwiać. Zanim jednak trafiamy na dwory Petersburga i Warszawy, cofamy się o sto lat, do epoki Stefana Batorego. W czorsztyńskiej warowni alchemik Michał Sędzimir pracuje nad stworzeniem kamienia filozoficznego i udaje mu się opracować jego formułę. W tajemnej księdze zwanej „Opus Magnum” zapisuje zarówno rezultat tysięcy eksperymentów, jak i procedurę sporządzenia alchemicznej mikstury mającej moc przemieniania metalu w złoto, a nawet przedłużania ludzkiego życia. Uczony utrwala tę wiedzę w mało znanym języku enochiańskim, by nie dostała się w niepowołane ręce.
Sto lat później poznajemy pułkownika Seweryna Jaxę‑Raweckiego w chwili, gdy wyrusza do Petersburga w orszaku królewicza Karola Krystiana Wettyna — syna panującego króla Augusta III Sasa, zwanego Grubym lub Tłustym. Królewicz liczy na to, że caryca zaakceptuje jego kandydaturę do tronu Kurlandii i Semigalii. Natomiast Sewerynowi przyświeca zupełnie inny cel. Otóż wiele lat wcześniej złożył przysięgę umierającemu ojcu, Kazimierzowi Jaxa‑Raweckiemu, że nie ustanie w poszukiwaniach rękopisu Sędzimira, a tropy prowadzą właśnie do petersburskiego pałacu.
W tym samym czasie młodziutka Konstancja Niemirska opuszcza rodzinne Koszuty i wraz z ciotką wyrusza do Warszawy. Tam, na pełnych przepychu salonach stolicy, ma znaleźć odpowiedniego kandydata na męża, zgodnie z wolą rodziny i obowiązującymi konwenansami. Nad jej życiem unosi się jednak cień: surowy ojciec, ograniczająca ją rola kobiety w ówczesnym społeczeństwie oraz polityczne napięcia, które coraz mocniej oplatają Rzeczpospolitą.
Drogi Seweryna i Konstancji przecinają się w momencie, gdy oboje najmniej się tego spodziewają. Uczucie, które między nimi pojawiło się niemal od razu, będzie musiało zmierzyć się z realiami epoki, z intrygami, zależnością Polski od Rosji, grą wpływów i nieustannym zagrożeniem. Miłość okaże się dla nich zarówno darem, jak i próbą, której wynik wcale nie jest oczywisty.
„Śpiew czerwonych ptaków” Jolanty Kalety to powieść, która już od pierwszych stron sygnalizuje, że nie będzie jedynie romansem historycznym, jak można by wnioskować z opisu fabuły, ani prostą opowieścią przygodową sygnowaną jako powieść płaszcza i szpady. Nie jest to typowy przedstawiciel tego gatunku, gdyż akcja nie jest dynamiczna, wiele spraw toczy się w rozmowach, na salonach, w pałacowych i dworskich przestrzeniach, a liczne wydarzenia przedstawione są w obszernych opisach.
Wątek romansu nie jest głównym motywem powieści, a trochę szkoda, bo zbyt słabo jest wyczuwalna chemia między dwojgiem zakochanych w sobie ludzi. Ich śledzimy niejako przy okazji innych wydarzeń. Miłość Konstancji i Seweryna pojawia się w trudnym momencie. Wokół wiele się dzieje, pojawia się mnóstwo nazwisk — w tym osób znanych z podręczników historii — a rozmowy o polityce, sytuacji w Rzeczpospolitej, jej położeniu i zależności od Rosji tworzą gęste tło fabularne. Przy tym autorka często przedstawia jakąś osobę, jej charakterystykę, zależności, lub opisuje wcześniejsze wydarzenia, co znacząco spowolnia czytanie.
Pani Kaleta włożyła sporo pracy w odtworzeniu ówczesnej sytuacji politycznej i realiów epoki. Pokazuje modne stroje, obyczaje, poglądy, normy społeczne, ale też wady ówczesnej szlachty i mechanizmy politycznych rozgrywek. Powołała do życia postacie znane z kart historii świadomie sięgając do czasów sprzed rozbiorów, by pokazać, jak długo przed katastrofą państwa w polskiej historii tliły się napięcia, ambicje i błędy, które ostatecznie doprowadziły do upadku Rzeczpospolitej. Umiejętnie splata wątek rodzinnej tajemnicy, fikcyjne wydarzenia i postacie z realiami politycznymi epoki — a te są wyjątkowo burzliwe.
Styl powieści jest stonowany, elegancki i dobrze dopasowany do epoki. Tempo narracji sprzyja budowaniu napięcia i klimatu, a historyczne tło nie przytłacza fabuły, lecz ją wzmacnia. To książka, która wymaga uważnego czytania, ale odwdzięcza się głębią i emocjonalnym ciężarem opowieści.
W książce pojawia się wiele nazw, zwrotów i odniesień do wydarzeń politycznych, które nie zawsze są powszechnie znane, dlatego krótkie przypisy lub objaśnienia byłyby bardzo pomocne. Podobnie jest z oznaczeniem czasu akcji, bo chociaż w blurbie podano rok 1758, nie wszystkie sceny rozgrywają się w tym okresie, a wskazanie miejsca i daty na początku rozdziałów nadałoby narracji większą przejrzystość.
„Śpiew czerwonych ptaków” to powieść dla tych, którzy lubią zanurzyć się w epoce, poczuć jej atmosferę i cenią literaturę historyczną za możliwość dotknięcia świata, który już nie istnieje, a jednak pozostaje częścią naszych burzliwych dziejów.
Egzemplarz książki otrzymałam w ramach współpracy z portalem
Data premiery: 21.05.2025r.
Ilość stron: 528
Wymiary: 150 x 200 mm
Okładka: miękka
ISBN: 978-83-8241-139-3
Wydawnictwo: MG
Moja ocena: 4+/6









Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Jeśli któryś z komentarzy nie jest widoczny, proszę o cierpliwość. System bloggera czasami wrzuca komentarze do zatwierdzenia.
Każda recenzja to moje subiektywne odczucia! Wasze mogą być zupełnie inne i zawsze jestem ciekawa Waszych opinii.
Bardzo dziękuję za każdą wizytę i komentarz. Komentarze bardzo mnie cieszą.
Wpisy o charakterze spamu oraz z reklamami firm lub produktów będą usuwane.