„Nie zawsze to, co wydaje się dobrym,
jest właśnie takie.
Zło często przybiera piękną formę.”
Zakazany owoc zawsze kusi najbardziej. Im częściej słyszymy ostrzeżenia, im więcej pojawia się niedopowiedzeń i szeptów, tym silniejsza staje się potrzeba odkrycia prawdy. Taką granicą dla bohatera książki „Dwór na wrzosowiskach”, którą nie wolno przekroczyć były tytułowe wrzosowiska, przed którymi był ostrzegany od najmłodszych lat. Wraz z jego historią autor zabiera nas do dziewiętnastowiecznej Kornwalii, a dokładnie do posiadłości Mount Edgcumbe House, w której wychowuje się Cameron Archer w urokliwym otoczeniu przyrody i życzliwych ludzi.
Poznajemy go, gdy w mając szesnaście lat doświadcza pasma nieszczęść. Jego spokojne i szczęśliwe dotąd życie zostaje gwałtownie przerwane przez śmierć matki, lady Minty. To wydarzenie staje się katalizatorem całej opowieści i początkiem bolesnego dojrzewania bohatera. Już od pierwszych rozdziałów wyraźnie czuć, że tragedia ta nie jest jedynie osobistą stratą, lecz otwiera drzwi do mrocznych rodzinnych sekretów, przed którymi Cameron przez lata był chroniony. Bohater opowiada nam o tym z perspektywy czasu, o czym świadczą zdania wieszczące, że to, co dopiero ma nadejść, na zawsze odmieni jego życie i zmusi go do zmierzenia się z prawdą, przed którą tak długo był chroniony.
Tytułowy dwór na wrzosowiskach staje się jednym z najbardziej intrygującym elementem książki, wokół którego krąży wiele niewiadomych. To miejsce owiane złą sławą, obecne w ostrzeżeniach i przepowiedniach, a jednocześnie nieodparcie przyciągające bohatera. Działa jak zakazany owoc. Im więcej przestróg, tym silniejsza pokusa, by przekroczyć granicę. Wątek mistyczny, związany z pewną przepowiednią, dodatkowo wzmacnia poczucie fatalizmu. Cameron z czasem zapomina o jej słowach, choć to właśnie one mogłyby uchronić go przed częścią dramatycznych wydarzeń. Autor subtelnie pokazuje, jak łatwo zlekceważyć intuicję i cudze ostrzeżenia, gdy ciekawość bierze górę.
Ważnym wątkiem powieści jest również podróż do Australii, więc mamy możliwość wziąć udział w długim rejsie i poczuć realia takiej podróży. Pobyt w Australii miał być dla Camerona odpoczynkiem od dotychczasowych wydarzeń i możliwością odcięcia się od bolesnej przeszłości. Podróż na drugi koniec świata nie jest tu jedynie zmianą miejsca, lecz symbolicznym etapem dojrzewania. Opisy XIX-wiecznej emigracji, trudów podróży morskiej i życia w nowym świecie wypadają bardzo przekonująco. Australia jawi się jako przestrzeń wolności i nowego początku, a wątek romantyczny z Caroline, którą poznaje w czasie podróży, wnosi do opowieści światło i nadzieję, równoważąc jej mroczny ton.
W powieści „Dwór na wrzosowiskach” pan Paczkowski umiejętnie łączy mroczny, a jednocześnie nastrojowy klimat, bliski gotyckiemu thrillerowi, z romantyzmem angielskim, przywodzącym na myśl klasyczne dzieła dziewiętnastowiecznych autorów. Mglista Kornwalia, stare posiadłości, lokalne legendy i niedopowiedzenia tworzą duszną atmosferę niepokoju. Narracja prowadzona wyłącznie z perspektywy Camerona dodatkowo potęguje to wrażenie. Widzi i czujemy dokładnie to, co bohater, dzielimy jego lęki, niepewność i domysły. To sprawia, że także w nas narasta uczucie niepokoju, tajemnica snuje się wokół, a przy tym napięcie budowane jest bardziej sugestywnie, ale stopniowo.
Jest tu powolne odkrywanie sekretów, mrocznych rodowych historii, a intryga rozwija się cicho i niemal niezauważalnie. Jej symptomy ujawniają się stopniowo, jakby mimochodem. Dopiero w odpowiednim momencie pokazuje swoje prawdziwe oblicze – zaskakujące i niepokojące. Odkrywamy świat, w którym nic nie jest oczywiste, a każdy krok bohatera prowadzi go bliżej prawdy ukazując konsekwencje dokonywanych wyborów i ignorowania intuicji.
Na uwagę zasługuje także konstrukcja fabuły. Autor podzielił powieść na cztery główne części, z wyraźnie oznaczonymi rozdziałami opatrzonymi tytułami oraz podrozdziałami numerowanymi. Ten nietypowy, ale bardzo przejrzysty układ porządkuje narrację i pozwala łatwo śledzić kolejne etapy życia bohatera. Styl Andrzeja F. Paczkowskiego jest oszczędny i rzeczowy – opisy są konkretne, niosą istotne informacje i nie przeciążają tekstu zbędnymi dygresjami.
"Dwór na wrzosowiskach" to także opowieść o miłości, ale nie takiej pokazanej w typowy, romantyczny sposób. To miłość, która potrafi oślepić. Autor bardzo subtelnie pokazuje, jak łatwo pomylić blask z wartością, jak łatwo uwierzyć w czyjąś dobroć tylko dlatego, że tak bardzo chcemy ją widzieć. Pokazuje, że miłość potrafi omamić, ale bywa też taka, która cierpliwie czeka. Cameron boleśnie przekonuje się, że to, co lśni, nie zawsze jest złotem, a to, co wydaje się bezpieczne, potrafi zranić najmocniej. Jego historia pokazuje, że dojrzewanie to nie tylko odkrywanie świata, lecz przede wszystkim odkrywanie ludzi – i uczenie się, że nie każdy uśmiech oznacza dobro, a nie każdy cień zwiastuje zło.
Książkę przeczytałam w ramach współpracy z wydawnictwem
Data premiery: 04.11.2025r.
Ilość stron: 360
Wymiary: 143 x 205 mm
Okładka: miękka ze skrzydełkami
ISBN 978-83-8290-873-2
Wydawca: Wydawnictwo WasPos
Moja ocena: 6/6








Witam, wspaniała Reczyńska. Zapraszam do siebie.
OdpowiedzUsuńBardzo ciekawie opisujesz tę historię. Twój opis kornwalijskiego klimatu i mrocznych sekretów sprawia, że nabieram ochoty na lekturę.
OdpowiedzUsuń