"Trup pod choinką"
Natalia Kalisiak
„jak tylko człowiek oczy przymknie na sekundę,
to mu zaraz ktoś coś pod choinkę położy”
Grudzień kojarzy się z czasem oczekiwania, codziennego otwierania kolejnych okienek i drobnych, słodkich niespodzianek. Od 1 do 24 grudnia odliczamy dni do świąt, wyciągając czekoladki lub niewielkie upominki, które mają umilić ten wyjątkowy okres. W powieści „Trup pod choinką” adwentowe odliczanie przybiera jednak zupełnie inną formę – zamiast słodyczy przynosi kolejne mroczne odkrycia, a oczekiwanie na Wigilię zostaje wypełnione zbrodnią i niepokojem. Bałwanowski „kalendarz” budzi momentami lęk, ponieważ nie wiadomo, kto tym razem stanie się kolejną ofiarą. Choć nie dochodzi do zbrodni każdego dnia, jak na okres przedświąteczny ich liczba jest i tak zaskakująco duża.
O tym, co dzieje się w przedświątecznych dniach w Bałwanowie, opowiadają naprzemiennie – z perspektywy pierwszoosobowej – dwie bohaterki: Melka oraz jej ciotka Irka.
Irena Smalec, zwana Irką, pracuje w innym mieście, oddalonym o nieokreśloną liczbę kilometrów od Bałwanowa. Jest dziennikarką internetowego portalu „Zgadnij.co”, dla którego pisze głównie horoskopy. Przyjeżdża do Bałwanowa, gdy dzwoni do niej siostrzenica Melka, informując, że musi natychmiast przyjechać, ponieważ pod choinką stojącą w centrum miasta znaleziono ciało – i to nie byle kogo, bo samego starosty.
Amelia, zwana przez znajomych Melką, mieszka od urodzenia w Bałwanowie razem z matką, ojcem oraz młodszą, okropnie irytującą siostrą Wiktorią. Dziewczynka charakteryzuje się wredną osobowością i nieustannie szantażuje starszą siostrę na zasadzie: „jak nie zrobisz tego, to powiem mamie”. Melka uczy się w miejscowym liceum, w klasie maturalnej. W czasie jarmarku świątecznego pomaga swojej babci Grażynie w sprzedawaniu pierogów oraz innych świątecznych smakołyków.
Często gości u swojej babci Grażyny, zwanej Grazią, która słynie z robienia pysznych pierogów. Ta postać zapowiadała się obiecująco i miała spory potencjał, jednak – moim zdaniem – nie został on w pełni wykorzystany. Jej początkowy udział w fabule sugerował, że jej rola będzie się rozwijać, a trafne porady i spostrzeżenia pomogą w rozwiązaniu zagadki. Tymczasem Grazia najczęściej pojawia się ze swoimi pierogami w najmniej oczekiwanych momentach. Jej obecność ma wprowadzać element humorystyczny, jednak powtarzające się kwestie w rodzaju: „Zjedz coś, zobacz, jak ty wyglądasz!” sprawiają, że ten zabieg z czasem traci na świeżości. Babcia pojawia się nawet wówczas, gdy pod choinką leży kolejna ofiara.
Książka „Trup pod choinką” została określona jako świąteczna komedia kryminalna, jednak wydarzenia, wokół których toczy się fabuła, nie zawsze mają wiele wspólnego z humorem. Ktoś morduje pracowników Urzędu Miasta, a czarne poczucie humoru zdaje się należeć głównie do sprawcy, który ze swoich czynów robi swoisty teatr. Humor pojawia się raczej w dialogach oraz komentarzach bohaterek niż w samych wydarzeniach, ponieważ trudno uznać morderstwa za zabawne.
Sięgając po tę powieść, spodziewałam się lekkiej, świątecznej historii pełnej zabawnych sytuacji. Tymczasem fabuła bardziej przypomina klasyczny kryminał, w którym – oprócz policji – w śledztwo angażują się także Melka, jej przyjaciele oraz ciotka Irena. Momentami można odnieść wrażenie, że postronne osoby mają zbyt duży dostęp do tajemnic śledztwa, zwłaszcza że Melka ma zaledwie dziewiętnaście lat. Również bohaterowie nie zostali na tyle wyraźnie scharakteryzowani, by łatwo było wniknąć w ich osobowości i wyobrazić sobie ich wygląd czy wiek. Delikatnie zarysowany wątek relacji między Ireną a podkomisarzem Krzysztofem Rybarczykiem – sugerujący coś więcej niż dawną znajomość – nie został wyraźnie rozwinięty.
„Trup pod choinką” to powieść napisana przystępnym i sprawnym stylem, jednak nie do końca spełniająca oczekiwania związane z gatunkiem komedii kryminalnej. Narracja prowadzona z perspektywy dwóch bohaterek wprowadza momentami lekkość i subtelny humor poprzez ich komentarze, spostrzeżenia i sposób wypowiadania się. Mimo to książkę czytało mi się raczej wolno, a niektóre fragmenty wymagały ponownego sięgnięcia do wcześniejszych stron. Nie jest to jednak powieść zła – posiada ciekawy pomysł, charakterystyczne tło i świąteczny klimat, który może zainteresować czytelników poszukujących kryminału osadzonego w zimowej scenerii, choć pozostawia pewien niedosyt.
Książkę przeczytałam z Klubu Recenzenta serwisu nakanapie.pl
Wydanie: I
Data premiery: 16.12.2025r.
Ilość stron: 300
Wymiary: 147 x 210 mm
Okładka: miękka ze skrzydełkami
ISBN: 978-83-972167-6-1
Wydawnictwo: Czarny Papillon
Moja ocena: 4/6







Kiedyś lubiłam tego typu książki, teraz ciężko mi się do nich przekonać :)
OdpowiedzUsuńOpis babci Grazi z pierogami na miejscu zbrodni wygrywa wszystko. Szkoda, że potencjał humoru nie został w pełni wykorzystany, ale Twój opis skutecznie mnie zaciekawił – chyba sama muszę sprawdzić, co ten morderca-teatralista ma w głowie. Świetna, rzeczowa recenzja.
OdpowiedzUsuńMoże w tym przypadku zabrakło lepszej pracy redaktora. Ale okładka bardzo mi się podoba.
OdpowiedzUsuńraczej tej książki nie mam w planach, pozdrawiam:)
OdpowiedzUsuń