"Zapomniałam, że cię kocham"
Anna Prusik
„Chcę wychodzić, wiedząc, że na mnie czekasz.
Chcę wracać do domu tylko wtedy,
gdy ty tam będziesz.”
Życie potrafi w jednej chwili zburzyć nasze plany — często w sposób, którego nigdy byśmy się nie spodziewali. Czasem robi to delikatnie, ale bywa, że znacznie brutalniej i bezkompromisowo, wymazując to, co wydawało się fundamentem naszej tożsamości. „Zapomniałam, że cię kocham” dobrze pokazuje, jak gwałtownie rzeczywistość potrafi nas do siebie na nowo dopasować.
Po wypadku samochodowym, w którym z impetem uderza w słup energetyczny, Lilianna Maria Sawka budzi się w szpitalu. Choć pamięta swoje dzieciństwo, pochodzenie i wiele faktów z życia, ostatnie dziesięć lat zostało dla niej całkowicie wymazane. Nie ma pojęcia, że jest znaną producentką muzyczną, że prowadzi ważne projekty ani — co najbardziej zaskakujące — że za kilka tygodni ma wyjść za mąż.
Jeszcze większy niepokój budzi fakt, że ludzie odwiedzający ją w szpitalu zdają się oczekiwać od niej rzeczy, których ona zupełnie nie rozumie. Im bardziej Lilianna próbuje odzyskać wspomnienia, tym więcej pojawia się wątpliwości, zwłaszcza gdy powracające obrazy zaczynają prowadzić ją w zupełnie innym kierunku, niż sugerowałoby jej obecne życie. Tym bardziej, że niektóre z nich zachowują się tak, jakby nie rozumiały, że ona nie pamięta swoich ostatnich dziesięciu lat, więc tym bardziej nie wie, o czym oni mówią i czego od niej chcą.
Wypadek i jego następstwa stają się czymś więcej niż tylko dramatycznym punktem zwrotnym. To moment, w którym życie weryfikuje jej dotychczasowe wybory. Brutalnie rozrywa ciągłość tego, co uważała za oczywiste, zmuszając ją, by spojrzała na siebie z perspektywy, której nigdy by nie wybrała dobrowolnie. Nagle wszystko, co było jej codziennością, staje się obcą opowieścią, a ludzie, którzy powinni być najbliżsi, wydają się nosić maski. W tej pustce, w tym niechcianym „zaczynaniu od nowa”, kryje się jednak coś paradoksalnie cennego — możliwość odkrycia, kim naprawdę jest, gdy znikają wszystkie narzucone role, oczekiwania i przyzwyczajenia.
Tym razem pani Anna Prusik postanowiła pokazać nam, jak to jest, gdy utrata pamięci pozbawia nas części życia. Wspomnienia bowiem, to jakby nasza własna książka, której karty wypełniają nasze przeżycia i zapisane są w formie wspomnień. A to zostało zabrane Lilianie, tak, jakby ktoś po prostu wyrzucił część naszych zasobów bibliotecznych. A taką biblioteką jest nasza mapa zapisana w naszym mózgu i sercu.
Wokół tego wątku poruszanych jest wiele innych zagadnień, a jednym z ciekawszych jest zwrócenie uwagi na pracę ratowników górskich, których działania wymagają ogromnej odwagi, zaangażowania, poświęcenia, determinacji i gotowości do ryzyka, w którym granica między życiem a śmiercią bywa wyjątkowo cienka. Autorka zwraca uwagę nie tylko na specyfikę tej pracy, ale też na emocje, jakie towarzyszą bliskim osób, które każdego dnia podejmują tak niebezpieczne wyzwania.
„niczego nie można być pewnym,
więc nie należy liczyć na lepsze okazje”
Drugą ogromną wartością są tatrzańskie, górskie krajobrazy, których piękno, majestat, ale też niebezpieczeństwo tworzy tło dla wydarzeń, które w dalszej części powieści bardziej mnie zaabsorbowały. Trudno mi bowiem było od razu przyzwyczaić się do nowej odsłony stylu autorki, gdyż odbiega on znacząco o tego, który poznałam jej wcześniejszych książkach.
Śledzę twórczość pani Prusik od jej debiutu, jakim była dylogia „Stackhouse”, czyli powieści „Jak naprawić palanta” oraz „Jak nie zepsuć palanta” napisana jeszcze pod pseudonimem Anna Craft. Przy tych tytułach bawiłam się doskonale, bo były lekkie, pełne humoru i charakterystycznego, sarkastycznego zacięcia. Kolejna książka, „Zabiorę cię do piekła”, miała już zupełnie inny charakter naznaczony większymi emocjami, mrocznym klimatem, zbliżonym do thrillera. Licząc na podobne wrażenia, z dużą ciekawością sięgnęłam po najnowszą powieść autorki.
Okazało się jednak, że historia zawarta w książce „Zapomniałam, że cię kocham”, jest zupełnie inna niż poprzednie — jakby wyszła spod pióra innej osoby. Nie ma tu już tak wyraźnego, sarkastycznego tonu, który wcześniej był jej znakiem rozpoznawczym. Humor nadal się pojawia, ale jest znacznie delikatniejszy, bardziej subtelny, a całość utrzymana jest w spokojniejszym, bardziej refleksyjnym rytmie. To świadoma zmiana, która pokazuje, że autorka potrafi wyjść poza własne schematy i odnaleźć się w zupełnie innym sposobie opowiadania historii. Ja musiałam przyzwyczaić się do tego odmiennego sposobu opowiadania, by wciągnąć się w historię, która sama w sobie jest intrygująca, ale podana w trochę bardziej wymagającej uwagi formie.
Stopniowe odzyskiwanie wspomnień przez Lilianę, staje się nie tylko próbą odtworzenia przeszłości, ale też okazją do zrozumienia decyzji, które kiedyś mogły wydawać się niejasne i niedostrzegane. Z czasem okazuje się, że wiele z nich miało swoje uzasadnienie, nawet jeśli z perspektywy „nowej” bohaterki budzą wątpliwości. Paradoksalnie właśnie w tej pustce, w tym niechcianym „zaczynaniu od nowa”, kryje się szansa i możliwość odkrycia, kim naprawdę się jest, gdy znikają wszystkie narzucone role i oczekiwania. Czasem dopiero wtedy, gdy życie gwałtownie przerywa nasz bieg, zaczynamy widzieć, jak wyglądała droga, którą tak pewnie podążaliśmy, a w przypadku Liliany, okazuje się, że serce pamięta lepiej niż jej się wydawało.
Książkę przeczytałam w ramach współpracy z wydawnictwem
Wydanie: I
Data premiery: 06.03.2026 r.
Ilość stron: 374
Wymiary: 130x210 mm
Okładka: miękka ze skrzydełkami
ISBN 978-83-8423-382-5
Wydawnictwo: Amare
Moja ocena: 5/6







Ciekawa fabuła
OdpowiedzUsuńŻycie niespodzianki płata. Niby w książce fikcja, a przecież wiele zdarzeń staje się prawdą, niekoniecznie od naszej woli. Pozdrawiam!
OdpowiedzUsuńBardzo ciekawy pomysł na fabułę.
OdpowiedzUsuńCzytałam tę książkę i bardzo mi się podobała. Wkrótce opowiem o niej na swoim blogu.
OdpowiedzUsuńTakie górskie tło to dla mnie atrakcyjny element fabularny.
OdpowiedzUsuń