"W raju kwitną jabłonie"
Ewelina Miśkiewicz
„Życie nie byłoby tym, czym jest, gdyby stanowiło
jedynie pasmo permanentnego szczęścia.”
Wyobraźcie sobie, że budujecie dom w pięknym miejscu. Każde drzewo w ogrodzie sadzicie własnymi rękami, znacie każdego sąsiada i myślicie, że spędzicie tam całe życie. Pewnego dnia dowiadujecie się jednak, że wasza miejscowość zniknie z mapy. To scenariusz bardzo realny, bo tak wydarzyło się w Machowie koło Tarnobrzega.
Dziś Machów jako wieś już nie istnieje, gdyż w latach 70. i 80. XX wieku jej teren był silnie eksplorowany przez odkrywkową kopalnię siarki. Gdy zakończyły się prace wydobywcze, przeprowadzono rekultywację, a w miejscu wyrobiska powstało Jezioro Tarnobrzeskie zwane na początku Zalewem Machowskim. Od 1976 roku obszar dawnego Machowa został włączony do miasta Tarnobrzeg stanowiąc jego dzielnicę.
Ten fakt stał się dla autorki książki „W raju kwitną jabłonie” podstawą do napisania przejmującej historii rodziny Machów, której losy to przykład dziejów dawnych mieszkańców wsi i ich dramatów. Na ich przykładzie pokazuje, jak wkraczające inwestycje potrafiły wywrócić dotychczasowe życie ludzi, którzy musieli na nowo budować swój świat.
Machów, jak większość miast i wsi w 1945 roku powoli otrząsa się po wojennej zawierusze. To tutaj przybywają z Wołynia Bogdan i Weronika Mach, by na nowo ułożyć swoje życie i odnaleźć upragniony spokój. Powoli uzyskują stabilizację, a narodziny córeczki przynoszą im radość i nadzieję na lepsze dni. Decydują się postawić dom, wrosnąć w miejsce, które początkowo było tylko przystankiem. Jednak los nie zamierza zostawić ich w spokoju. Przychodzi czas niepokoju wraz z odkryciem złóż siarki pod Tarnobrzegiem. To ponownie burzy ich stabilizację, zmuszając do kolejnych decyzji, kolejnych poświęceń i kolejnych prób odnalezienia się w zmieniającej się rzeczywistości.
Fabuła rozpoczyna się w czasach współczesnych. Poznajemy Rozalię, która wie, że jej kres życia nadchodzi nieubłagalnie. Od swojego lekarza otrzymuje diagnozę, która nie pozostawia złudzeń. Można wprawdzie zacząć leczenie, ale jego efekty nie są jednoznaczne. Kobieta, z niewiadomych dla innych powodów, odmawia leczenia. Ta decyzja nie jest jednak kaprysem ani buntem przeciwko medycynie. To raczej echo dawnych przeżyć, które przez lata obrastały milczeniem. Autorka prowadzi nas więc w przeszłość, począwszy od 1945 roku chronologicznie, aż do współczesności, gdy poznajemy ciąg dalszy sceny z prologu.
Całość jest przejrzysta dla czytelnika, gdyż autorka zadbała o każdy szczegół. Oznaczyła każdy rozdział datą i miejscem akcji, więc nie mamy problemów z odnalezieniem się w danym wątku. Zastosowała konstrukcję klamrową, która bardzo dobrze sprawdza się w tej historii. Współczesność płynnie przechodzi w przeszłość, a kolejne rozdziały prowadzone są chronologicznie, dzięki czemu bez trudu odnajdujemy się w wydarzeniach. Stopniowo odsłania kolejne elementy rodzinnej układanki, pozwalając lepiej zrozumieć motywacje bohaterów i wagę podejmowanych przez nich decyzji.
Dużym atutem książki jest także tło historyczne. Widać, że autorka poświęciła sporo czasu na poznanie historii Machowa i Tarnobrzega. Nie ograniczyła się jedynie do wspomnienia o odkryciu złóż siarki, ale pokazała, jak ogromny wpływ miało to wydarzenie na życie mieszkańców. Zrobiła dobre rozpoznanie, gdyż wgłębiła się w historię Tarnobrzega i Machowa budując na prawdziwych faktach fikcyjną, wciągająca historię.
To, czego zabrakło mi podczas lektury, to bardziej szczegółowych opisów wyglądu postaci. Owszem, pojawiają się pojedyncze informacje, ale są one na tyle skromne, że trudno stworzyć w wyobraźni wyraźny obraz bohaterów. Nie jest to jednak wada, która znacząco wpływa na odbiór powieści, ponieważ autorka zdecydowanie większy nacisk położyła na ich wnętrze i emocje.
A tych w książce nie brakuje. Tak naprawdę to właśnie bohaterowie stanowią sedno tej opowieści. To ich emocje, codzienne zmagania i życiowe dylematy sprawiają, że historia angażuje od pierwszych stron. Smutek, tęsknota, strach i niepewność przeplatają się z miłością, nadzieją oraz chwilami szczęścia. Narodziny i śmierć, codzienne troski, rodzinne problemy i małe radości tworzą obraz zwyczajnego życia, które nieustannie splata się z historią. Emocje nie są wyolbrzymione ani sztucznie podkręcone. Wypływają z wydarzeń i decyzji bohaterów, dzięki czemu wydają się autentyczne, a ich losy łatwo śledzić z zaangażowaniem.
„W raju kwitną jabłonie” to poruszająca serca, momentami bolesna, życiowa i pełna emocji saga rodzinna. Na niewiele ponad trzystu stronach autorka zamknęła historię kilku pokoleń, prowadząc nas przez powojenne zmagania, przemiany społeczne i gospodarcze aż do współczesności. Autorka pokazuje, że niezależnie od czasów ludzie kochają, tracą, boją się, mają nadzieję i każdego dnia próbują odnaleźć swoje miejsce na ziemi. To opowieść o tym, że dom to nie tylko cztery ściany, lecz przestrzeń, którą tworzą przede wszystkim ludzie i ich codzienne wybory, a to właśnie one pozostawiają najtrwalszy ślad w życiu kolejnych pokoleń.
Książkę przeczytałam w ramach współpracy z wydawnictwem
Data premiery wersji drukowanej i e-booka: 07.05.2026r..
Rozmiar MOBI: 0,94 MB
Ilość stron: 320
Okładka: miękka ze skrzydełkami
Wymiary: 208 x 135 mm
ISBN 978-83-8293-364-2
Wydawnictwo: Videograf S.A.
Moja ocena: 6/6




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Jeśli któryś z komentarzy nie jest widoczny, proszę o cierpliwość. System bloggera czasami wrzuca komentarze do zatwierdzenia.
Każda recenzja to moje subiektywne odczucia! Wasze mogą być zupełnie inne i zawsze jestem ciekawa Waszych opinii.
Bardzo dziękuję za każdą wizytę i komentarz. Komentarze bardzo mnie cieszą.
Wpisy o charakterze spamu oraz z reklamami firm lub produktów będą usuwane.