„Diamentowe cienie”
Anna Sobota
„Czasem warto zrobić coś nieoczywistego”
W czasach, gdy w telewizji i mediach społecznościowych bez przerwy przewijają się obrazy idealnego życia celebrytów, ich luksusowych wnętrz, perfekcyjne ujęcia, drogie kreacje i szerokie uśmiechy tworzą iluzję świata, który wydaje się nie mieć wad. Powieść „Diamentowe cienie” pokazuje, że nawet najbardziej błyszczące życie może być pułapką że za fasadą bogactwa często kryją się samotność, presja i życie podporządkowane oczekiwaniom innych.
Avery Vanderbilt żyje w świecie, który z zewnątrz wygląda jak spełnienie marzeń. Luksus, prestiżowa szkoła, wpływowa rodzina. Wszystko niby idealnie poukładane. Problem w tym, że jej życie jest zaplanowane co do sekundy, a ona sama coraz bardziej przypomina aktorkę odgrywającą rolę, której nigdy nie chciała. Ten aspekt jej postaci najbardziej mnie przyciągnął. Avery nie jest ani przesadnie dramatyczna, ani sztucznie idealna – po prostu zmęczona życiem według cudzych zasad, które jest nudne i przewidywalne. Wszystko się zmienia, gdy do jej szkoły zaczyna uczęszczać nowy uczeń.
Dean Carter od pierwszych stron wnosi do historii zupełnie inną energię. Impulsywny zamknięty w sobie z przeszłością o której nie chce mówić. Jego pasja do wyścigów samochodowych dodaje fabule tempa ale to nie ona robi największe wrażenie. Najciekawsze są momenty w których spod twardej fasady zaczynają przebijać emocje i niepewność bo wtedy Dean staje się naprawdę wielowymiarowy.
Powieść „Diamentowe cienie” jest drugą książką pani Anny Soboty, która jest znacznie dłuższa niż jej debiutancka "When I Love You". Nie miałam okazji jej przeczytać, natomiast w niniejszej opowieści pokazała, że ma bardzo ciekawe pomysły na historię. Natomiast jej styl wymaga jeszcze ugruntowania pisarskiego. Jest mało dynamiczny i zbyt rozwleczony, pojawiają się uproszczenia, powtórzenia tych samych słów i określenia - chociażby takie jak wskazywanie postaci poprzez p kolor jej włosów typu „rudowłosa spojrzała”, co niestety jest częste u młodych twórców. To drobiazg ale powtarzany zbyt często zaczyna razić. Podobnie z niektórymi wątkami które zostały zasygnalizowane a potem porzucone. Szczególnie dotyczy to scen z pierwszego rozdziału obiecujących budujących napięcie a jednak pozostawionych bez rozwinięcia. Nie zdradzę czego dotyczą bo to element który warto odkryć samemu ale brak ich domknięcia zostawia pewien niesmak.
Oczywiście że nie jest to książka wolna od schematów miłośnicy romansów bardzo szybko rozpoznają kilka dobrze znanych motywów a niektóre wydarzenia da się przewidzieć mnie to jednak mi aż tak bardzo nie przeszkadzało. Jednym z zaskakujących wątków było to, w jaki sposób potoczyła się relacja między Avery i Deanem, którzy przez większą część fabuły toczyli ze sobą spory, wysyłali wobec siebie sprzeczne sygnały, ale moment przełomowy przychodzi znacznie później. Ona jest zafascynowana jego światem, innym od tego, którym się wychowała. Czuje swobodę, lekkość i w końcu wie, że żyje. W jej postaci autorka pokazuje, że nie wszystko, co z zewnątrz wygląda bajkowo, faktycznie tak jest.
Istotną rolę odgrywają też postacie drugoplanowe, szczególnie przyjaciel Cartera – Gavin. Typowe dla tego rodzaju powieści są udawane związki, inne dziewczyny, które są nachalne wobec facetów i jest „ta trzecia” oraz niechęć rodziców głównej bohaterki wobec chłopaka z niższych sfer. Nie są to elementy, które mi przeszkadzają, ale czasami miałam wrażenie, jakbym czytała wciąż tę samą opowieść.
Jednak najbardziej zaskoczył mnie koniec, który zamiast wywołać u mnie łzy, poruszenie, ckliwość, wzbudził irytację bo to, co zafundowała mi autorka na ostatnich stronach, kompletnie do mnie nie przemówiło. Finał nie spełnił moich oczekiwań, gdyż a sposób poprowadzenia losów bohaterów pozostawił spory niedosyt.
Powieść „Diamentowe cienie” pozostawiła mnie z mieszanymi odczuciami. Z jednej strony znalazłam tu ciekawy pomysł na historię, bohaterów, których losy potrafią zainteresować, oraz kilka momentów, które skutecznie zachęcały do przewracania kolejnych stron. Z drugiej strony nie wszystkie wątki zostały wykorzystane tak dobrze, jak mogłyby być, a zakończenie okazało się dla mnie największym rozczarowaniem. Mimo to książka Anny Soboty pokazuje, że autorka ma potencjał i jestem ciekawa, jak rozwinie swoje pisarskie skrzydła w kolejnych książkach.
Książkę przeczytałam w ramach współpracy z wydawnictwem
Wydanie: IData premiery: 22.01.2026r.
Ilość stron: 280
Okładka: miękka ze skrzydełkami
Wymiary: 130x210 mm
ISBN: 978-83-8423-315-3
Wydawnictwo: Novae Res
Moja ocena: 4/6







Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Jeśli któryś z komentarzy nie jest widoczny, proszę o cierpliwość. System bloggera czasami wrzuca komentarze do zatwierdzenia.
Każda recenzja to moje subiektywne odczucia! Wasze mogą być zupełnie inne i zawsze jestem ciekawa Waszych opinii.
Bardzo dziękuję za każdą wizytę i komentarz. Komentarze bardzo mnie cieszą.
Wpisy o charakterze spamu oraz z reklamami firm lub produktów będą usuwane.