"Rzym na chwilę"
Seria: Miasta Miłości
Tom drugi
Weronika Jaczewska
„Miłość potrafi być wspaniała… to najlepsze uczucie na świecie.
Ale równocześnie potrafi sprawiać ból, jak nic innego.”
Czasem po trudnych doświadczeniach składamy sobie obietnice, które mają być ostateczne. „Już nigdy”, „więcej nie”, „to był ostatni raz”. Życie jednak lubi wystawiać takie deklaracje na próbę i udowadniać, że nie wszystko da się zaplanować ani zamknąć w sztywnych ramach. Stawiamy granice, by ochronić się przed kolejnym rozczarowaniem, a potem przychodzi codzienność i bardzo szybko je weryfikuje, pokazując, że rzeczywistość rzadko przejmuje się naszymi postanowieniami, o czym przekonała się bohaterka książki "Rzym na chwilę".
Victoria Stelmach po bolesnym rozstaniu z narzeczonym podejmuje decyzję, która ma ją uchronić przed kolejnym zranieniem: postanawia już nigdy się nie zakochać. Paradoks polega na tym, że zawodowo tworzy romantyczne historie z obowiązkowym happy endem. Od momentu osobistej porażki nie jest jednak w stanie napisać ani jednego zdania. Twórcza blokada szybko przeradza się w poważny problem, bo pisanie było dla Victorii czymś więcej niż pracą: stanowiło sposób na porządkowanie emocji i ucieczkę od codziennych rozterek. Gdy cierpliwość wydawnictwa się kończy, redaktorka stawia ultimatum: to ostatnia szansa na wywiązanie się z umowy i uniknięcie konsekwencji finansowych.
Rozwiązaniem ma być trzymiesięczny pobyt w Rzymie, który z założenia powinien pomóc Victorii odzyskać równowagę i dystans. Zamiast ciszy i skupienia trafia jednak na sąsiada, który od pierwszej chwili skutecznie wytrąca ją z równowagi. Kiedy następnego dnia poznaje jego zupełnie inne, eleganckie oblicze, sytuacja zaczyna się komplikować. Z czasem okazuje się, że pierwsze wrażenia bywają mylące, a niewinny układ oparty na udawaniu pary niesie ze sobą znacznie więcej emocji, niż obie strony były gotowe przyznać. Przecież to miał być tylko Rzym. I tylko na chwilę.
„Rzym na chwilę” to trzecia książka pani Weroniki Jaczewskiej, którą miałam okazję przeczytać, i kolejny dowód na wyraźny rozwój jej warsztatu. Debiutancka powieść „Niegrzeczny prezes” wciągnęła mnie pomysłem, choć nie była pozbawiona niedociągnięć. Z każdą kolejną powieścią widać jednak coraz większą swobodę w prowadzeniu narracji, naturalniejsze dialogi i lepiej przemyślaną konstrukcję fabularną. Te zmiany były zauważalne już w „Na zawsze Paryż”, a w najnowszej książce wybrzmiewają jeszcze wyraźniej.
Przede wszystkim pani Jaczewska świetnie nakreśla emocje i wewnętrzne rozterki postaci. Victoria jest bohaterką, z którą łatwo się utożsamić, a jej zagubienie, ironiczne podejście do rzeczywistości i próby trzymania uczuć na dystans wypadają wiarygodnie i nie są przesadzone. Również jej rzymski sąsiad nie sprowadza się do roli typowego bohatera romansu. Relacja między nimi rozwija się stopniowo, w rytmie rozmów, drobnych gestów i wspólnie spędzanego czasu.
Ogromnym atutem powieści jest także Rzym, jako nie tylko tło, ale urokliwe miejsce akcji. Autorka umiejętnie oddaje klimat miasta: jego tempo, kontrasty i codzienność, dzięki czemu bez trudu przenosimy się na włoskie ulice i place. To właśnie ta przestrzeń sprzyja zmianom, refleksjom i podejmowaniu decyzji, które bohaterowie początkowo chcieli odłożyć „na później”.
Wiodącym tematem jest lęk przed zranieniem i problem z ponownym zaufaniem, ale także toksyczne relacje rodzinne. Powieść pokazuje, jak istotne bywa wyjście poza strefę komfortu - czasem dosłownie, poprzez wyjazd do innego kraju, a czasem symbolicznie, poprzez odwagę zmierzenia się z własnymi emocjami.
„Rzym na chwilę” stanowi drugą część serii, która nie doczekała się oficjalnej nazwy, ale ja określiłam ją mianem „Miasta miłości”. Każda powieść opowiada osobną historię osadzoną w innym europejskim mieście. Można więc czytać je niezależnie, bo nie łączą się fabularnie, mają innych bohaterów i zupełnie odmienny klimat nawiązujący do charakteru miejsca akcji. Tym razem jest to klimat włoski. Jedynym wspólnym elementem pozostaje miasto, które wpływa na emocje bohaterów i staje się tłem dla ich wyborów.
To bardzo dobrze napisany, pełen emocji, namiętności i sensualnej chemii romans z erotycznym zabarwieniem, które dodaje całości pikanterii. Nie jest to jednak powieść przeładowana scenami intymnymi, a te, które się pojawiają, są napisane ze smakiem, bez wulgaryzmów czy anatomicznych szczegółów. Pani Jaczewska ponownie ujawniła swój pisarski talent, dzięki któremu potrafi oddać wzajemną fascynację i przyciąganie w sposób sugestywny, pozwalając nam naprawdę wczuć się w przeżycia bohaterów. To historia, która przypomina, że czasem trzeba ruszyć w drogę — nawet niechcianą — by spotkać coś lub kogoś naprawdę ważnego. A dokąd ta droga zaprowadzi i jak się skończy, zależy już tylko od nas.
Tytułowy Rzym staje się tu miejscem sprzyjającym zmianom, przestrzenią, w której bohaterka na nowo uczy się słuchać siebie i pozwala sobie na uczucia, przed którymi wcześniej uciekała. Autorka subtelnie sugeruje, że to właśnie oderwanie od znanej codzienności może otworzyć nas na relacje, których nie bylibyśmy w stanie dostrzec, pozostając w bezpiecznych, dobrze znanych ramach. I że zakończenie jakiegoś rozdziału naszego życia i jego dalszy ciąg zależy tylko od nas.
Recenzja tomu I "Na zawsze Paryż"
Książkę przeczytałam, dzięki księgarni Bonito i portalowi Dobre Chwile
Data premiery: 27.10. 2025r.
Okładka: miękka ze skrzydełkami
Ilość stron: 448
Wymiary: 135 x 210 mm
ISBN 978-83-8380-276-3
Wydawnictwo Wydawnictwo Ale!
Moja ocena: 5/6






Bardzo zachęcająca recenzja, zwłaszcza ten wątek z blokadą twórczą i rzymskim klimatem brzmi jak coś idealnego na wieczór. Nie czytałam pierwszej części o Paryżu, ale skoro wspominasz, że można je traktować jako osobne historie, to chyba zacznę właśnie od Rzymu. Przekonałaś mnie tym opisem rozwoju warsztatu autorki.
OdpowiedzUsuńWidać, że naprawdę „poczułaś” tę historię, a nie tylko ją streściłaś. Z Twojego opisu relacji między postaciami wynika, że to raczej spokojnie budowane napięcie niż szybki romans, co dla mnie jest dużym plusem. Trochę mnie tylko zastanawia, czy ta „udawana relacja” nie wpada w schematy, czy jednak autorka coś tu odświeżyła — ale skoro piszesz o naturalnych dialogach i emocjach, to brzmi obiecująco.
OdpowiedzUsuńOgólnie — zachęciłaś. 😊
Lubię dobrze napisane romanse z erotycznym zabarwieniem.
OdpowiedzUsuń