niedziela, 20 października 2019

514. - "Gdyby ocean milczał"

Pod patronatem Oazy Recenzji
Recenzja przedpremierowa


Gdyby ocean milczał
Anna Wysocka – Kalkowska 
Premiera 24 październik 2019
„Szum oceanu pcha do przodu, każe walczyć, szukać szczęścia, jest namacalnym dowodem na to, że życie prze do przodu, nie znosi próżni.“
Czasami życie układa dla nas swój własny scenariusz, burząc dotychczasowy świat, niwecząc plany i pokazując zupełnie nowe możliwości. Zawsze najtrudniej chyba pogodzić się ze stratą najbliższych, zwłaszcza gdy ich śmierć jest nagła i dramatyczna. Z tego rodzaju traumą musi poradzić sobie bohaterka książki pt.: „Gdyby ocean milczał“.

źr. zdjęcia: psychoskok.pl
Anna Wysocka – Kalkowska jest autorką, która od wielu lat opisuje odczuwane emocje, uczucia, zapachy, smaki i kształty. Pisarka ceni sobie szczerość, lojalność oraz wszystkie chwile spędzone w gronie najbliższych. Zadebiutowała w 2014 roku powieścią „Kiedy wiosna nie nadchodzi”, która została pozytywnie przyjęta przez czytelników. Rok później powstała książka „Moje życie bez ciebie” a w 2017 roku - „Taniec z motylami”, któremu miałam przyjemność patronować. [zobacz]

To moje drugie spotkanie z prozą pani Anny Wysockiej-Kalinowskiej i uważam je za bardzo udane. Po przeczytaniu jej książki „Taniec z motylami“ byłam pod wrażeniem umiejętności delikatnego, spójnego opowiadania historii, w której można odnaleźć głębszy sens. Podobne elementy odnalazłam w historii stworzonej w „Gdyby ocean milczał“, która również skradła moje serce. 

książki pani Anny Wysockiej – Kalkowskiej
źr. zdjęcia: Facebook - strona autorska
W piękne, majowe popołudnie, w uroczym Paryżu dochodzi do zamachu terrorystycznego. Ginie dużo ludzi, wśród nich siostra głównej bohaterki - Isabel. Pozostawia po sobie swoją sześcioletnią córeczkę Colette.

Nicole Blanchard zawsze chciała mieszkać w Paryżu, do którego przeprowadziła się z małej miejscowości Carnac. Poznajemy ją w momencie, gdy jest na drodze spełniania swoich marzeń. Właśnie odebrała dyplom ukończenia studiów i pragnie pracować jako dziennikarka w jednym z prestiżowych paryskich gazet. Niestety, los weryfikuje jej plany i stawia przed wyborem. Musi zająć się córką Isabel - Colette i porzucić ukochany Paryż, wracając do rodzinnego miasteczka, w którym nie widzi przyszłości. 

Książka pt.: „Gdyby ocean milczał“ ujęła mnie najpierw urokliwą okładką. Gdy ujrzałam ją po raz pierwszy wraz z propozycją patronatu, od razu chciałam zajrzeć za jej kurtynę i poznać kim jest dziewczynka widoczna na zdjęciu, która stoi nad brzegiem oceanu i słucha tego, co szepce jej do ucha muszla. 

Pani Anna Wysocka – Kalkowska po raz kolejny udowodniła, że jest mistrzynią w budowaniu napięcia i nastrojowej aury. Doskonale wie, jak poruszyć najczulsze sfery naszej duszy, oddać piękno świata i opisać emocje, wnikając w umysły oraz serca osób występujących w powieści. Umiejętnie prowadzi czytelnika przez kolejne epizody aż do pasjonującego, zaskakującego i przyprawiającego o przysłowiowe „ciarki“ a nawet łzy, zakończenia. 

Ogromnym atutem powieści są jej postacie, o wyrazistym charakterze i barwnej osobowości. Trudno na początku stwierdzić, która z nich ma uczciwe zamiary. W trakcie dalszego wgłębiania się w treść, wychodzą na jaw różne fakty odkrywające prawdziwe oblicze poszczególnych osób. Na ich przykładach autorka pokazuje, że nikt nie rodzi się złym człowiekiem i każdy ma prawo popełniać błędy. Ważne, byśmy umieli zrozumieć innych bez osądzania, nauczyli się wybaczać i potrafili pogodzić się z tym, co niesie nam życie. Niewypowiedziane w porę słowa, ukrywanie prawdy czy pochopne wydawanie opinii nie przynosi ulgi. Każda nasza decyzja, działanie, słowo ma znaczenie, gdyż może mieć wpływ nie tylko na nas ale na życie innych osób. 

„Błędy nas nie skreślają, one… Każdy powinien mieć drugą szansę. Póki szumi ocean, póki wieje wiatr, póki świecie słońce, póki każdego ranka zaczyna się nowy dzień… wszystko może się zdarzyć."

Postacią, która porusza serca jest mała Colette, której dojrzałość wprawia w zdumienie ale i wywołuje tkliwość. Swoją inteligencją, mądrością i talentami przewyższa nie jednego dorosłego, znajdując zawsze właściwą odpowiedź na każde pytanie. Dziewczynka jest dla mnie przykładem tzw. Dziecka Indygo, gdyż została obdarzona niezwykłymi umiejętnościami artystycznymi ale i mentalnymi. Potrafi dostrzec to, czego nie widzą inni, zarówno w realnym życiu jak i duchowym. Z niezwykłą prostotą i szczerością mówi to, co myśli pokazując w jaki sposób powinniśmy radzić sobie z problemami. To, co dla dorosłych jest trudne i skomplikowane, dla niej nie stanowi przeszkody. Warto tu zaznaczyć, że inspiracją i pierwowzorem postaci Colette była córka autorki - Julia, której przemyślenia zostały wykorzystane w książce. 

– Więc o czym ty marzysz, Colette? – Chciałabym, żebyś zawsze była obok, żebym nie musiała się bać, że znikniesz, i chciałbym, żebyś jeszcze kiedyś zobaczyła dziadka i mamę Isabel… takich, jak ja ich widzę, z olbrzymimi skrzydłami. 

Główna bohaterka - Nicole wzbudziła moją sympatię od samego początku swoim podejściem do siostrzenicy i rozsądnym podejściem do pojawiających się sytuacji. Po śmierci siostry stara się na nowo poukładać priorytety, postanawia znowu odnaleźć szczęście, zarówno dla siebie jak i dla Colette. Trudniej jest jej znaleźć porozumienie z matką, która wobec niej jest oschła i nieprzystępna. 

Motywem przewodnim jest tytułowy ocean, nad którym często przebywa zarówno Nicole jak i Colette. Nicole szuka w jego szumie natchnienia i odpowiedzi na swoje problemy, natomiast Colette spotyka tam osoby, które odeszły z tego świata... 
„Czasami jedna chwila, moment, ułamek sekundy wystarczy, by zmienić nasze życie w diametralny sposób"
Stopniowo, razem z główną bohaterką, odkrywamy prawdę skrywaną przez jej matkę ale też zmarłą siostrę oraz inne osoby, które pojawiają się wokół niej. Gdy do jej pensjonatu przyjeżdża przystojny Frederic Blanc życie Nicole jeszcze bardziej się komplikuje ale też nabiera nowego, fascynującego blasku. 

Narracja pierwszoplanowa zachowana jest prawie w całej powieści, skupiając się na postaci Nicole i jej perypetiach. To pozwala zachować atmosferę niepewności i wspólnie z bohaterką przeżywać jej rozterki. Całość jest niezwykle spójną historią, która porusza serca i skłania do refleksji.

Autorka zastosowała znane schematy, które są charakterystyczne dla romansów, ale liczy się też sposób ich podania, podobnie jak w przypadku gotowania, gdy z tych samych składników można stworzyć wiele różnych potraw. 

Wszystkie wątki przedstawione zostały w sposób przemyślany, ubrane w ładną formę literacką i opowiedziane bez rozwlekania tematu. Wszelkie opisy i dialogi ograniczone do minimum sprawiają, że książkę czyta się szybko, z rosnącym zainteresowaniem i z wypiekami na twarzy. Fabuła nie jest przeładowana retrospekcjami czy zbędnymi szczegółami lecz skoncentrowana na bieżących wydarzeniach, dzięki temu nie tracimy ciągłości sytuacyjnej. 
„ ofiarami tego dnia nie byli tylko ci, którzy zginęli. Ofiarą był każdy, kto tego dnia widział to piekło. Ofiarami byli również ci, który stracili bliskich, którzy każdego dnia zadają sobie pytanie, dlaczego spotkało to mojego męża, córkę czy matkę.“
„Gdyby ocean milczał“ to subtelnie opowiedziana historia dodająca skrzydeł i napawająca nadzieją, że nasi najbliżsi opiekują się nami także po śmierci. Są naszymi aniołami otulając nas swoimi skrzydłami, dając wskazówki i pokazując drogę, dzięki której możemy osiągnąć spokój. Ta mądra, pełna ciepła i wzruszających emocji opowieść skłania do zatrzymania się i zastanowienia nad ważnymi aspektami naszego życia. Autorka daje ku temu okazję, przekazując swoje spostrzeżenia ustami bohaterów, zwłaszcza Colette, co nadaje całości eterycznego, duchowego i refleksyjnego nastroju. Stworzyła wielowątkową opowieść, która łapie za serce od pierwszej strony aż do końca. Nie brakuje w niej emocji, niespodziewanych sytuacji, sekretów i erotycznych uniesień. 

Uświadamia odwieczne prawdy, które powinny towarzyszyć każdemu z nas. Pokazuje, że czasami życie funduje nam różne sytuacje, z którymi niełatwo się pogodzić. Mimo trudnych doświadczeń, traumatycznych przeżyć i tragedii musimy nauczyć się żyć na nowo, by odnaleźć swoją drogę ku szczęściu, które często znajduje się na wyciągnięcie ręki. Trzeba tylko  umieć je dostrzec i pielęgnować w sobie każdego dnia. 

Książkę przeczytałam dzięki wydawnictwu:


8 komentarzy:

  1. Ja jeszcze nie znam prozy tej autorki, ale czuję się bardzo mocno zachęcona.

    OdpowiedzUsuń
  2. Książka zainteresowała mnie już w momencie prezentowania jej zapowiedzi u Ciebie na blogu, więc podtrzymuję chęć jej przeczytania. 😊

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja się nie zawiodłam i mam nadzieję, że Tobie też się będzie podobać :)

      Usuń
  3. Nie znam autorki, ale zainteresował mnie zarys fabuły :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Nigdy wcześniej nie słyszałam o tej autorce. Co do tej historii, to nie jestem do końca przekonana, czy to aby mój klimat, ale skoro pojawia się tam Paryż... Tytuł zapisuję, może kiedyś sięgnę po tę książkę.

    Pozdrawiam,
    http://tamczytam.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

Bardzo dziękuję za każdą wizytę i komentarz. Komentarze bardzo mnie cieszą . Będzie mi miło, gdy będą one podpisywanie,chociażby imieniem, gdyż mam wówczas możliwość poznania czytelników:) Wpisy o charakterze spamu oraz reklamami firm lub produktów będą usuwane.