środa, 31 grudnia 2025

Grudzień czytelniczo

Rok 2025 kończę książką "Niechciany współlokator", ale też nie wszystkie książki, które przeczytałam, otrzymały swoją recenzję, więc ukażą się już w nowym roku, w styczniu.

W grudniu przeczytałam 22 książki i recenzji też 22, ale w tym są cztery opinie dotyczące książek przeczytanych w poprzednich miesiącach, a były to: 


Najlepszą książkę grudnia 
trudno mi wytypować jak zawsze, bo miałam dużo ciekawych powieści, 
które dostarczyły mi wspaniałych wrażeń. 

Cudowna była trylogia "Córki hrabiny", ale też seria "Ponad czasem" i niezmiennie "Bridgertonowie",  ale tylko w wersji książkowej, z której w tym miesiącu pozonała dwa ostatnie tomy "Magia pocałunku" i "Ślubny skandal".



Najwyższą ocenę otrzymały też:

"Kalendarz adwentowy2" recenzja
"List do Mikołaja" recenzja
"Pas szahida" recenzja

Jednak bezapelacyjnie wygrywa... 

i tu zaskoczenie, 

bo jest to powieść... fantasy...!

TKAJĄCA WIATR
z oceną 6+/6



Książka, która w grudniu mnie zawiodła:

ale może Wam się spodoba :)

"One day I'll lose this Wight"



Na recenzję czekają jeszcze książki, które towarzyszyły mi w ostatnich kilkunastu dniach, a są to:

"Ósma ofiara"
"Rzym na chwilę"
"Niechciany współlokator"
"Tajemnica przeznaczenia zawarta w w imieniu, nazwisku i dacie urodzenia”

I na koniec życzenia :) 


wtorek, 30 grudnia 2025

[226/25] - 1938.: "Detektyw Iks" - Tom II "Cisza po strzale"


"Cisza po strzale"
seria: Detektyw Iks
Tom drugi
Piotr Bolc

„Jeżeli robisz komuś krzywdę, 
to powinieneś mieć w sobie tyle odwagi, 
żeby się z tą osobą spotkać twarzą w twarz.”

Czasami jedno niepozorne zdarzenie, zlecenie czy prośba uruchamia lawinę wydarzeń, którą trudno zatrzymać. Tak właśnie dzieje się w książce "Cisza po strzale", której już sam tytuł sugeruje, że nie będzie to spokojna ani łatwa lektura. Jej bohaterem jest detektyw Iks, którego poznałam w książce „Nudziarz”. To właśnie w jej historii bohater poznał grupę ludzi, wśród których była Diana, jak sie okazuje, teraz te jego partnerka. Niestety postać ta, podobnie jak w pierwszym tomie, nie wzbudziła mojej sympatii. Relacja między Iksem a Dianą została przedstawiona w sposób mało przekonujący. Nie czuć między nimi ani miłości, ani chemii uczuć, przez co ich związek wydaje się sztuczny i pozbawiony emocjonalnej głębi. Nie jest to jednak główny wątek drugiego tomu serii, a jedynie stanowi podłoże do tego, co dzieje się w dalszej części fabuły w życiu bohatera, ale też nie oznacza braku istotnej roli płci pięknej w tej historii. W ogóle kobiety nie są w tej opowieści grzeczne, miłe i układne, lecz raczej wyrafinowane, a nawet niebezpieczne, o czym Iks przekonuje się wkrótce.


Książka „Cisza po strzale” to powieść sensacyjna, której fabuła rozpoczyna się od pozornie prostego zlecenia klienta, który chce, by detektyw Iks śledził pewną kobietę... Sprawa, która początkowo wydaje się rutynowa, szybko okazuje się znacznie bardziej skomplikowana i niebezpieczna. Bohater nie zdaje sobie sprawy, kim naprawdę jest jego cel ani jakie intencje ma zleceniodawca. Gdyby wiedział, w co się wplątuje, zapewne nigdy nie przyjąłby tej pracy.

Wraz z rozwojem akcji detektyw Iks zostaje wciągnięty w sam środek brutalnej wojny gangów. Aby przetrwać, musi lawirować pomiędzy dwiema zwalczającymi się frakcjami, jednocześnie unikając zainteresowania policji i prokuratury. Każdy jego krok wiąże się z ogromnym ryzykiem, a stawką staje się nie tylko wolność, lecz także bezpieczeństwo jego rodziny.

Początek książki rozwija się dość spokojnie, jednak z każdym kolejnym rozdziałem tempo wyraźnie przyspiesza. Wraz z podążaniem za kolejnymi epizodami ukazywanymi z punku widzenia detektywa Iksa,   fabuły pojawia się coraz więcej zwrotów akcji, które skutecznie podtrzymują zainteresowanie aż do samego końca. Finał okazał się dla mnie zaskakujący i nieoczywisty, co uważam za jeden z mocniejszych punktów powieści. Autor umiejętnie stopniuje napięcie, wprowadzając serię nieprzewidzianych wydarzeń, przez co bohater nieustannie wikła się w coraz większe kłopoty.


Styl pana Piotra Bolca jest konkretny i zwięzły, pozbawiony zbędnego rozpisywania się. Autor skupia się przede wszystkim na akcji, przez co emocje oraz wygląd postaci zostały nakreślone dość oszczędnie — momentami brakowało mi ich głębszego wyeksponowania. Zdarza się także, że niektóre zwroty i nazwy są powtarzane zbyt często; szczególnie rzuca się w oczy nagminne wspominanie marki samochodu land rover, co z czasem zaczyna wybijać z rytmu lektury.

Iks jest postacią, o której można by napisać, że kłopoty to jego specjalność i czasami miałam wrażenie, że jest nieporadny, trochę ciapowaty, nijaki, bez charyzmy i pewności siebie. Momentami brakowało mi głębszego wejścia w przeżycia postaci, jednak mimo to niejednokrotnie podczas lektury odczuwałam dreszczyk emocji, zwłaszcza w bardziej niebezpiecznych i dynamicznych momentach. Nie brakuje brawurowych akcji, intryg, tajemnic i ofiar, więc czytało mi się całkiem dobrze o przygodach Iksa.

„Cisza po strzale” to interesująca i trzymająca w napięciu powieść sensacyjna, która mimo pewnych niedociągnięć potrafi wciągnąć akcją, bo co chwilę coś się dzieje. Dynamiczna akcja, liczne niespodziewane wydarzenia oraz zaskakujące zakończenie sprawiają, że książka na długo pozostaje w pamięci. Uważam, że jest to lektura warta uwagi, szczególnie dla osób lubiących kryminały i thrillery, w których bohater nieustannie balansuje na granicy prawa i niebezpieczeństwa. 

Dodam jeszcze, że można ją czytać niezależnie od tego, czy czytało się pierwszy tom serii, gdyż każda sprawa stanowi samodzielną, prowadzoną od początku do końca. Moje zastrzeżenie dotyczy też oznaczenia serii na okładce wraz z numerem tomu, gdyż to wprowadza pewne uporządkowanie. 


Recenzja tomu I "Nudziarz"

Książkę przeczytałam w ramach współpracy z autorem i wydawnictwem


Wydanie: I
Data wydania: 22.10.2025r.
Ilość stron: 312
Okładka: miękka
Wymiary: 195 x 125 mm
ISBN: 978-83-68037-91-3
Moja ocena: 5/6


poniedziałek, 29 grudnia 2025

[225/25] - 1937.: "Bridgertonowie" - Tom VIII "Ślubny skandal"


"Ślubny skandal"
Cykl: Bridgertonowie
Tom ósmy
Julia Quinn

„Kobiety są doprawdy zagadkowymi istotami! 
Gdyby się nauczyły mówić dokładnie to, co myślą, 
wszystko byłoby dużo prostsze.”

Miłość od pierwszego wejrzenia od lat pozostaje jednym z najbardziej romantycznych motywów w literaturze, filmie czy teatrze. Dla jednych jest czymś oczywistym i prawdziwym, dla innych jedynie piękną iluzją. Są też tacy, którzy wierzą, że uczucie potrzebuje czasu, by dojrzeć i nabrać właściwego kształtu. Niezależnie jednak od tego, w jaką formę miłości wierzymy, jedno pozostaje niezmienne – najważniejsze, by była odwzajemniona. I właśnie wokół tej refleksji oscyluje ósma, a zarazem finałowa część cyklu „Bridgertonowie” Julii Quinn, zatytułowana „Ślubny skandal”.


Głównymi bohaterami powieści są Gregory Bridgerton i Lucinda Abernathy. Zanim jednak ich drogi połączą się na dobre, oboje muszą zrozumieć, czym naprawdę są dla siebie – i czy relacja, którą dotąd nazywali przyjaźnią, nie kryje w sobie czegoś znacznie głębszego. Julia Quinn po raz kolejny udowadnia, że potrafi prowadzić czytelnika znaną ścieżką w taki sposób, by sama droga okazała się najciekawszym elementem opowieści.

Gdy rozpoczynałam przygodę z serią tomem „Mój książę”, Gregory miał zaledwie dwanaście lat. Urodzony w 1801 roku, był najmłodszym z synów Violet Bridgerton – chłopcem obserwującym miłosne perypetie starszego rodzeństwa z bezpiecznego dystansu. W powieści „Ślubny skandal” spotykamy go jako dwudziestosześcioletniego mężczyznę, który marzy o wielkiej, romantycznej miłości, najlepiej takiej od pierwszego wejrzenia. Przez długi czas nie spotyka jednak nikogo, kto wzbudziłby w nim to upragnione uczucie, aż do momentu, gdy na jego drodze pojawia się Hermiona Watson. To ona sprawia, że Gregory jest przekonany, iż właśnie znalazł „tę jedyną”.


Szybko okazuje się jednak, że życie – jak to zwykle bywa – ma wobec niego inne plany. W cieniu tej historii znajduje się Lucy, czyli Lucinda Abernathy – rozsądna, empatyczna i pełna wewnętrznej siły bohaterka, która od samego początku zyskała moją sympatię. To postać, która zawsze jest w cieniu pięknej przyjaciółki i nie stawia siebie na pierwszym miejscu. Nie ma w niej zawiści, czy zazdrości, a raczej jest zawsze wspierającą osobą mającą jedynie na celu dobro i szczęście innych. Ona pogodziła się już ze swoim losem, jaki zaplanował dla niej stryj. Wkrótce ma bowiem wyjść za mąż za lorda Haselby’ego, więc nie liczy na uderzenie miłości. Wszystko się zmienia, gdy to uczuciezaczyna kiełkować w sercu dziewczyny, ale nie do narzeczonego, lecz do Gregory’ego. Mimo to pomaga mu w zdobywaniu względów Herminony, która wciąż jest obojętna na jego adorację. Jest przekonana, że w swojej sprawie już nic nie może zrobić. Jej dylematy, wybory i lojalność wobec bliskich doskonale oddają realia epoki oraz ograniczenia, z jakimi musiały mierzyć się kobiety w XIX wieku.


„Ślubny skandal” to niestety ostatnia odsłona historii rodziny Bridgertonów, co wywołuje pewien żal, zwłaszcza że w finałowym tomie spotykamy niemal wszystkich bohaterów poznanych wcześniej. Pojawiają się epizodycznie, ale wystarczająco wyraźnie, byśmy mogli dowiedzieć się, jak potoczyły się ich losy. Każda z dotychczasowych par doczekała się potomstwa, co tylko podsyca wyobraźnię i pozostawia poczucie, że ten świat mógłby być rozwijany dalej. Jednak – jak to bywa – wszystko, co dobre, musi kiedyś dobiec końca.

O talencie Julii Quinn pisałam już wielokrotnie i również tym razem autorka nie zawodzi. Z dużą swobodą sięga po znane schematy, ale potrafi nadać im świeżość i lekkość. Jej styl jest przystępny, często podszyty humorem, a bohaterowie wyraziści i pełni emocji. Quinn nie zapomina również o poruszaniu ważnych tematów, zaskakuje obrotem wydarzeń i do samego końca skutecznie przyciąga uwagę. Choć od początku wiadomo, jak zakończy się historia Gregory’ego i Lucindy – podobnie jak w przypadku par z wcześniejszych tomów – to największą przyjemnością pozostaje obserwowanie drogi, która prowadzi do tego finału .


„Ślubny skandal” to ciepłe i niezwykle satysfakcjonujące domknięcie całej serii, które w naturalny sposób podsumowuje wszystkie opowieści o miłości, jakie poznaliśmy na przestrzeni ośmiu tomów. To hołd dla uczucia, o które nie wystarczy tylko marzyć, lecz które wymaga odwagi, cierpliwości i gotowości do zmiany własnych wyobrażeń. Julia Quinn pokazuje, że prawdziwa miłość często ukrywa się tam, gdzie początkowo jej nie szukamy, a dostrzec ją można dopiero wtedy, gdy opadnie zasłona młodzieńczego zauroczenia i romantycznych iluzji. Dopiero wówczas bohaterowie są w stanie spojrzeć na siebie nawzajem bez oczekiwań narzuconych przez marzenia czy społeczne konwenanse i zrozumieć, że najtrwalsze uczucia rodzą się z przyjaźni, wzajemnego szacunku i codziennej obecności.

Recenzja tomu I "Mój książę"
Recenzja tomu II "Ktoś mnie pokochał"
Recenzja tomu III "Propozycja dżentelmena"
Recenzja tomu IV „Miłosne tajemnice"
Recenzja tomu V "Oświadczyny"
Recenzja tomu VI "Grzesznik nawrócony"
Recenzja tomu VII: "Magia pocałunku" 

Książkę przeczytałam w ramach współpracy z wydawnictwem

Premiera z barwionymi brzegami: 14.11.2025r.
Data 1. wydania polskiego: 2008 (Amber)
Premiera wydania w miękkiej oprawie: 15.11.2022 i 12.08.2025 r. (Zysk i S-ka)
Premiera angielska pierwszej edycji: 2005r.
Data publikacji ang.‏ w tej edycji: 29 czerwca 2021
Ilość stron: 436
Okładka: twarda
Wymiary: 140x205 mm
Tytuł oryginalny: On the Way to the Wedding
Tłumaczenie: Maria Wójtowicz, Kataryna Krawczyk.
ISBN: 978-83-8335-694-5
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Moja ocena: 6/6

sobota, 27 grudnia 2025

[224/25] - 1936.: "Cienie w mroku" Tom III - "Pas Szahida"



"Pas Szahida"
Seria „Cienie w mroku”
Tom trzeci
Wojciech Kulawski

„Oto, co człowiek jest w stanie zrobić 
drugiemu człowiekowi…


Po tym, co zaserwował mi autor w dwóch pierwszych tomach trylogii „Cienie w mroku”, z niepokojem i dreszczykiem napięcia oczekiwałam finałowego tomu „Pas Szahida”. Trudno bowiem było przewidzieć, z czym przyjdzie się mi mierzyć emocjonalnie, bo wydaje się, że już w powieści „Rzeźbiarz kości” i „Projekt 1002” osiągnęło apogeum natężenia wrażeń. Bohaterowie przeszli wiele dramatycznych sytuacji, więc wciąż towarzyszyła mi obawa, co jeszcze może im się przytrafić. Tym czasem okazuje się, że pan Kulawski potrafi jeszcze bardziej podkręcić nasze doznania i docisnąć nasze nerwy do granic możliwości, co wyraźnie jest wyczuwalne w ostatniej części pt.: „Pas szahida”, w której nie ma chwili spokoju.


Trudno też cokolwiek napisać o fabule w tej odsłonie serii, by nie ujawnić za dużo, więc uznałam, że mogę jedynie oprzeć się na tym, co zawiera blurb na okładce. Wynika z niego, że Tomasz Wetliński, Mateusz Dafner i Nadia Ukwiał wyszli z trudnej sytuacji, w jakiej znaleźli się na końcu drugiej części „Projekt 1002” i teraz rozwój wydarzeń zaprowadził ich do Wielkiej Brytanii. Bardzo sugestywnie napisany prolog daje przedsmak tego, o co toczy się gra, a finał tego wszystkiego trudno było przewidzieć.

Pan Wojciech Kulawski zdobył już sobie ugruntowaną pozycję w świecie pisarzy, którzy mają mocne pióro. Za każdym razem serwuje nam historie, która nie wiadomo jak się skoczy, czego się za chwilę spodziewać. Jego umysł i wyobraźnia chodzi naprawdę krętymi ścieżkami, więc nie sposób spokojnie czytać jego opowieści. Do tego pisze tak, że czuć każdą emocję, reakcję, odczucie i wrażenia zmysłowe. Odpowiednio zastosowane słowa trafiają w czułe punkty, docierają do naszej wyobraźnie dając obraz tego, co się dzieje na kartach książki.


Czytając, wciąż miałam w myślach pytanie, dlaczego ten tom ma taki a nie innych tytuł. Po dotarciu do jego końca, uświadomiłam sobie, że to w nim się dzieje, a wraz z tym obejmujące mnie rosnące napięcie trzyma mocno do ostatniej strony w uścisku, niczym tytułowy pas szahida. który jest w rzeczywistości nie tylko narzędziem terroru, ale przede wszystkim potężną metafora nieuchronności zdarzeń.

W finale trylogii „Cienie w mroku” pas szahida staje się zatem symbolem destrukcyjnej siły tajemnic z przeszłości, które, raz zdetonowane, nie pozostawiają miejsca na kompromisy. Autor, niczym konstruktor kamizelki wypełnionej ładunkami wybuchowymi i groźnymi materiałami wypełnił fabułę drobnymi, ostrymi detalami i zwrotami akcji, które w momencie finałowej eksplozji wgryzają się w nas coraz najmocniej.

Także tytuł całej serii jest ogromnie trafny, „Cienie w mroku”, bo właśnie w mrocznej przeszłości tkwią tajemnice, ludzie i wydarzenia, o których ludzkość nie ma pojęcia, a zło wciąż wyciąga swoje macki, mimo upływu lat. To mrożący krew w żyłach obraz tego, co jest w stanie zrobić człowiek drugiemu człowiekowi w imię władzy i pieniędzy jest przerażający. Budzi się bowiem w nas świadomość realności tego rodzaju zdarzeń poraża jeszcze bardziej, gdyż pojawia się myśl, że taki scenariusz mógłby się wydarzyć naprawdę. Jak zawsze autor prowadzi wszystko z dobrze zaplanowaną skutecznością, nie pomijając niczego i nie pozostawiając nic przypadkowości.


Pan Wojciech Kulawski wnikliwie pokazuje również, jak w sytuacji skrajnego zagrożenia zaciera się granica człowieczeństwa. W określonych warunkach empatia, moralność i współczucie schodzą na dalszy plan, a na pierwszy wysuwa się czysty instynkt przetrwania. Bohaterowie podejmują decyzje, których w normalnych okolicznościach nigdy by nie zaakceptowali, co prowadzi do bolesnych, ale bardzo wiarygodnych konsekwencji. Ta obserwacja ludzkich zachowań nadaje powieści dodatkowej głębi i zmusza czytającego do refleksji nad tym, jak cienka jest granica między cywilizacją a pierwotnym odruchem walki o życie.

Historia jest ogromnie poruszająca, pełną zwrotów akcji, suspensu, działająca na zmysły, wchodząca do głowy w postaci obrazów, jakie są opisywanie, więc na pewno nie jest to lektura łatwa, ale skłaniająca do zastanowienia się nad ludzką naturą. Dotyka spraw, które miały miejsce, ale zostały one wplecione w fikcyjną fabułę. Zgodnie z tym, co napisał zaczynając pierwszy tom: zależy mu na tym, by odnaleźć w tej trylogii więcej niż na pierwszy rzut oka jest widoczne. I faktycznie tak się dzieje.

Recenzja tomu I "Rzeźbiarz kości"
Recenzja tomu II „Projekt 1002”

Książkę przeczytałam w ramach współpracy z autorem i wydawnictwem



Wydanie: I
Data premiery: 14.11.2025r.
Ilość stron: 576
Wymiary: 125 x 195 mm
Okładka: miękka
ISBN: 978-83-66767-88-1
Wydawnictwo: Alegoria
Moja ocena: 6/6



wtorek, 23 grudnia 2025

[223/25] - 1935.: "Śmierć w Mieście Duchów" Tom I


"Śmierć w Mieście Duchów"
Tom pierwszy
Agnieszka Kosydar

„Są na tym świecie rzeczy, 
których lepiej nie wiedzieć.”

Po debiuty z reguły sięgam z ostrożnością, gdyż zawsze niosą ze sobą pewną niewiadomą – mogą rozczarować albo zaskoczyć dojrzałością formy. „Śmierć w Mieście Duchów”, pierwsza powieść Agnieszki Kosydar, zdecydowanie należy do tej drugiej kategorii. Napisała bowiem intrygującą historię, dopracowany klimat i wyraźnie zarysowany potencjał na kontynuację. 


Adam wraca do rodzinnej wioski po latach, by sprzedać dom zmarłej ciotki. Miało być szybko, bez emocji. Nie był tu od czasu, gdy jako osiemnastoletni chłopak wyjechał stąd z głową pełną planów. Wierzył, że jego przyszłość związana będzie z Krakowem, więc tam ukończył studia, znalazł pracę, lecz szybko przekonał się, że nie spełnia ona jego oczekiwań. Zrezygnował z niej i otworzył warsztat, w którym naprawiał motocykle, które od zawsze były jego pasją.

Teraz, po latach, wraca w rodzinne strony właśnie na motorze. Dorosły mężczyzna, z bagażem wspomnień z dzieciństwa, nie planuje zostać tu dłużej niż to konieczne. Ale śmierć Adeli okazuje się początkiem czegoś znacznie mroczniejszego. Dziwne sny, tajemnicze postacie, niepokojące wspomnienia z dzieciństwa, to wszystko zaczyna się splatać w sieć, z której nie sposób się wydostać. Do tego powracająca przeszłość, która wciąż tkwi jak zadra i nie pozwala zapomnieć wywołując poczucie winy.

Gdy w zajeździe, w którym się zatrzymał, dochodzi do tragicznego zdarzenia, Adam staje się głównym podejrzanym. Zmuszony do pozostania, rozpoczyna własne śledztwo. Wkrótce odkrywa, że mieszkańcy skrywają więcej, niż chcą przyznać, a las — ten sam, który znał jako chłopiec — wciąż szepcze swoje tajemnice.

Adam traci w pewnym momencie orientację, o co w tym wszystkim chodzi. Codziennie wydarza się coś, co miesza mu w głowie, Wokół niego dzieją się rzeczy, których nie potrafi zrozumieć.


„Śmierć w Mieście Duchów” to  powieść, która już od pierwszych stron buduje gęstą, niepokojącą atmosferę i skutecznie wciąga czytelnika w mroczny świat małego miasteczka pełnego tajemnic.

Adam jest bohaterem złożonym, niejednoznacznym, obciążonym przeszłością, pełnym wewnętrznych konfliktów. Łatwo zaangażować się emocjonalnie w jego historię i próbować zrozumieć jego decyzje. Z każdym kolejnym dniem narasta napięcie, a Adam coraz mniej ufa zarówno ludziom, jak i własnemu osądowi.

Równie ważną rolę odgrywa samo miejsce akcji. Małe miasteczko, pobliski las, dom ciotki, sny i nieprzyjazne otoczenie stają się niemal osobnymi bohaterami, żywymi, mrocznymi przestrzeniami, które skrywają własne tajemnice.



Autorka skutecznie ukrywa niektóre sprawy, wzbudzając jedynie ciekawość. Wiele spraw zostaje jedynie zasygnalizowanych – wiemy, że „coś się wydarzyło”, ale przez długi czas nie poznajemy szczegółów. Ten zabieg skutecznie podsyca ciekawość i potęguje atmosferę zagrożenia. Jako debiutująca pisarka już wykazuje się świetnym styl, wciągającym, skutecznie budując napięcie i poczucie lęku. Dobiera odpowiednie słowa opisując emocje, stosuje zawieszenia na końcu rozdziałów, a ukazanie wydarzeń oczami Adama, ale poprzez narrację trzecioosoboiwą dodatkowo wzmacnia efekt niewidomego. Jest to niewątpliwie zaletą, gdyż wiemy tylko tyle, co on. Wciąż wyłaniające się sekrety, trudne do wytłumaczenia sytuacje dają poczucie zagrożenia.

Tempo powieści stopniowo przyspiesza, a atmosfera niepokoju towarzyszy nam od samego początku. Pełno jest w niej sekretów, trudnych do wytłumaczenia sytuacji i dziwnych zdarzeń, które trudno Adamowi zrozumieć. Niektóre wątki znajdują swoje wyjaśnienie, inne celowo pozostają otwarte, co jest zrozumiałe, ponieważ „Śmierć w Mieście Duchów” stanowi pierwszą część większej historii. Zakończenie, zawierające wyraźną sugestię przyszłych wydarzeń, skutecznie wzbudza ciekawość i potęguje napięcie przed kolejnym tomem.

To intrygująca, mroczna opowieść z elementami thrillera, ale też kryminału, a nawet delikatnej grozy i psychologicznej głębi, która działa na wyobraźnię poruszając emocjonalnie i absorbując uwagę. Debiut Agnieszki Kosydar zapowiada się bardzo obiecująco i zdecydowanie zachęca do sięgnięcia po kontynuację.



Książkę przeczytałam w ramach współpracy z wydawnictwem 


Wydanie: I
Data premiery: 19.11.2025 r.
Ilość stron: 280
Okładka: miękka
Wymiary: 121x195 mm
ISBN: 978-83-8423-073-2
Wydawca: Novae Res
Moja ocena: 5/6


poniedziałek, 22 grudnia 2025

[222/25] - 1934.: "Mad World" Tom I


"Mad World"
Seria: Mad World
Tom pierwszy
Hannah McBride

„Jeśli jest jedno, czego bogaci ludzie zawsze chcą więcej, są to pieniądze.”

Książkę, o której poniżej piszę kilkadziesiąt słów, przeczytałam już jakiś czas temu dla portalu "Dobre Chwile", na którym gdy pojawiła się moja recenzja w szerszej wersji. 

Historia napisana w powieści "Mad World" uświadamia nam, że patrząc na idealnie wykadrowane zdjęcia w mediach społecznościowych, luksusowe wnętrza i uśmiechy ludzi, celebrytów, aktorów, osób pięknie ubranych a markowe ubrania, którzy zdają się mieć wszystko, łatwo ulec złudzeniu, że szczęście można po prostu „założyć” jak drogi płaszcz. Często budzi się zazdrość i chęć wejścia w ich realia, by  znaleźć się na czyimś miejscu, gdyż mamy nadzieję, że znikną problemy, lęki i codzienne troski. 

Książka "Mad World" pokazuje,  że nie wszystko jest złotem, co się świeci, a pieniądza szczęścia nie dają. I to, co widzimy na zewnątrz, to tylko pozory. Przekonała się o tym Maddison Porter, która  od dziecka zna smak walki o przetrwanie. Dorastała w przyczepie kempingowej, obserwując, jak jej matka coraz głębiej pogrąża się w uzależnieniach. Marzeniem  dziewczyny jest ukończenie szkoły i ucieczka z Detroit, w którym trudno jej ułożyć sobie  normalne życie. Wszystko się zmienia, gdy w jednej z gazet widzi zdjęcie nieznajomej dziewczyny, która wygląda dokładnie jak ona.  Madison postanawia się z nią skontaktować, nie spodziewając się, że odpowiedź nadejdzie w najbardziej nieoczekiwany sposób. Madeleine Cabot, córka wpływowego biznesmena, staje na progu jej domu z propozycją, która brzmi jak nierealny sen.

Dziewczyny decydują się na ryzykowną zamianę ról. Madeline, wychowana w luksusie i pod nieustanną kontrolą ojca, chce uciec z pozłacanej klatki. Madison ma przez jakiś czas żyć jej życiem, uczęszczać do prestiżowej szkoły i korzystać z przywilejów, o których dotąd mogła tylko marzyć. W zamian Madeline obiecuje pomóc jej matce rozpocząć leczenie. 

Brzmi jak bajka, ale do czasu... 

Szybko okazuje się jednak, że świat bogactwa i wpływów to pole minowe pełne intryg, wrogów i niebezpiecznych sekretów. Narzeczony Madeline, Ryan, początkowo chłodny i pełen pogardy, zaczyna zauważać zmiany w zachowaniu „przyszłej żony”. Gdy między nimi rodzi się uczucie, gra pozorów staje się coraz trudniejsza, a konsekwencje mogą okazać się nieodwracalne.

Powieść "Mad World" nie jest prostą historią o zamianie ról w stylu „książę i żebrak”. To opowieść o tożsamości, o wyborach i ich konsekwencjach, o lojalności i cenie, jaką płaci się za marzenia. Od pierwszych stron, które wprowadzają w nas niepokój poprzez mocny, niepokojący prolog, intryguje i trudno mi było się od niej oderwać. Uwielbiam takie historie, w których nie od razu wszystko jest jasne i razem z bohaterką odkrywamy prawdę o tym, co wokół niej się dzieje, ale też o niej samej.  


Historia rozwija się stopniowo, budując napięcie i pozwalając zrozumieć, jak pozornie prosty pomysł przeradza się w coś znacznie bardziej skomplikowanego. Jednym z największych atutów powieści są bohaterowie i to zarówno pierwszoplanowi, jak i drugoplanowi. Każda postać została wyraźnie zarysowana i wnosi do opowieści własną perspektywę, dzięki czemu świat przedstawiony zyskuje głębię i wiarygodność. Wprawdzie narracja prowadzona jest z punktu widzenia Maddison, ale to sprawia, że historia jest coraz bardziej intrygująca. Razem z nią  odkrywamy prawdę  często pozostając w niepewności i zaskoczeniu. Autorka wielokrotnie zaskoczyła mnie nieoczekiwanym rozwojem wydarzeń, nie uciekając się przy tym do tanich czy sztucznie podkręcanych dramatów. Zamiast tego oferuje spójną, wielowymiarową historię, logicznie poprowadzoną i nasyconą emocjonalnymi niuansami.

Pierwszy tom trylogii "Mad World" to intensywna, emocjonalna i wciągająca historia, która prowokuje pytania o to, czym naprawdę jest szczęście i czy cudze życie kiedykolwiek może stać się naszym. Zakończenie pozostawia w stanie zawieszenia i sprawia, że po drugi tom sięga się z niepokojem  i ogromną ciekawością. Jeśli "Mad World" to dopiero początek, dalszy ciąg może okazać się jeszcze bardziej elektryzujący.

Recenzja tomu II: "Mad as Hell"

Recenzja tomu III: "Mad Love"



Książkę przeczytałam, dzięki księgarni Bonito i portalowi Dobre Chwile. 
Na Dobre Chwile jest rozszerzona wersja recenzji.

Wydanie: I
Data premiery: 25.09.2024r.
Data premiery wersji oryginalnej: 10.10.2021
Ilość stron: 576
Wymiary: 135 x 210 mm
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Tytuł oryginalny: Mad World
Tłumaczenie: Ewa Rosa
ISBN 978-83-8380-006-6
Wydawca: Wydawnictwo Ale!
Moja ocena: 6/6



niedziela, 21 grudnia 2025

[221/25] - 1933.: "Władza Reliktów" - Tom I "Tkająca wiatr"


"Tkająca wiatr"
Cykl: Władza Reliktów
Tom pierwszy
Julie Johnson

„Słowa są warte jedynie tyle, 
ile czyny, które za nimi stoją.”

Literatura fantasy nie jest tym gatunkiem, który wybieram najczęściej, ale jeśli jest w nim wątek romantyczny i historia nie jest przerażająca, wówczas ulegam pokusie. W przypadku książki pt.: „Tkająca wiatr” dodatkowym atutem było jej wydanie. Jej wygląd i grafika jest po prostu powalająca. Energetyczne, żywe kolory okładki, barwione brzegi, zszywany grzbiet i twarda okładka to mocny akcent zwracający na siebie uwagę.

Od pierwszych stron, bez zbędnych, długich opisów fabuła wprowadza nas w konkretną sytuację, gdy bohaterka znajduje się w niezbyt ciekawej sytuacji. Wie, że za chwilę może zginąć. Znajduje się w rękach najeźdźców, którzy polują na elfy i półelfy, a wraz z nią likwidowane są wszelkie przejawy magii nazywanej tutaj maegią.


Piękna kraina Anwyn zamieniła w miejsce targane strachem, pożogą i śmiercią popada w ruinę. Półelfka Rhya Fleetwood traci powoli nadzieję na ratunek, gdy zjawia się tajemniczy i mroczny dowódca oddziału Scythe, który niespodziewanie staje się jej wybawcą. Jednak czy na pewno? Jego postawa wobec niej - rozkazująca, nieznosząca sprzeciwu i sposób, w jaki ją traktuje nie wskazuje na dobre zamiary.  Nie mówi jej dokąd zmierzają i co ją czeka. Wie jedynie, że Scythe nie chce jej skrzywdzić, a ich celem jest odległa Norlandia. Prawda wyłania się stopniowo w czasie pokonywania kolejnych etapów drogi. Wszystko wskazuje, że przyczyną tego, że Rhya jest przez niego zabrana i pilnowana łączy się ze znamieniem, jaki ona ma na swoim ciele od urodzenia. Wkrótce dowiaduje się, że jest Reliktem, kimś kto potrafi władać wiatrem. Problem w tym, że Rhya nie wie, jak nad tym wszystkim zapanować, komu zaufać i jaka jest jej rola.


Książka jest dosyć opasła, bo ma ponad 530 stron, ale w ogóle tego nie czuć, bo dosyć szybko przewracałam kartkę za kartką, by poznać dalszy ciąg jakiejś sceny. Autorka umiejętnie rzuca czar na czytelnika, owijając go swoimi energiami. To moc, która ogarnia coraz mocniej z każdą stroną. Początkowo wir powietrza jest niewielki, ale im dalej, im mocniej wnikamy w fabułę, tym powiewy są coraz silniejsze, aż dochodzą niemal do fazy huraganu.

Wyraźnie można zauważyć motyw od nienawiści do miłości oraz motyw literatury drogi, jednak ujęte w klimat fantastyki sprawiają, że historia nabiera nieco romantycznego charakteru. Jest to ciekawe tym bardziej, że widzimy wydarzenia oczami Rhyi, więc tak jak ona nie wiemy wszystkiego, w tym, też nie znamy powodów postępowania Scythe’a. Razem z bohaterką odkrywamy tajemnice i dowiadujemy się o niej coraz więcej, ale z jej punktu widzenia. Także wszelkie sytuacje, walki, pojawiające się zjawiska zostały opisane bardzo sugestywnie, więc mamy wrażenie bezpośredniego uczestniczenia w akcji.


W powieści „Tkająca wiatr” Julie Johnson z niezwykłą dbałością buduje fantazyjny świat, dopracowując każdy jego element, a jej dynamiczny, sugestywny styl wciąga bez reszty. Kreuje uniwersum wyjątkowe i pełne życia, które na długo zapada w pamięć. Zarówno czytelnicy dopiero rozpoczynający przygodę z romantasy i fantastyką, jak i ci bardziej doświadczeni, bez trudu zanurzą się w złożonym, pięknie wykreowanym, momentami chaotycznym, a przy tym hipnotyzującym świecie Anwyn. To znakomite połączenie epickiej fantastyki i poruszającego romansu, które z jednej strony nie unika trudnych, mrocznych tematów, a z drugiej potrafi tchnąć w historię nadzieję i optymizm.

To świetnie napisane romantasy, w którym magia i przygoda nabierają rozpędu, gdy bohaterka okazuje się być kluczem do starożytnej przepowiedni, a uwolniona przez nią siła może uratować królestwo pod warunkiem, że nauczy się nad nią panować. Pod płaszczykiem niezwykle barwnej, fantazyjnej opowieści kryją się realne zagadnienia. Przede wszystkim Rhya stopniowo odkrywa swoje prawdziwe przeznaczenie i swoją moc poprzez to, co przeżywa, czego doświadcza i co sobie uświadamia. Jest to zatem opowieść o odkrywaniu siebie poprzez własne doświadczenia, dzięki odwadze, zdobytym umiejętnościom i przyjęciu daru, jakim los ją obdarzył.


„Tkająca wiatr” to historia o dojrzewaniu i samopoznaniu, która przypomina, że każde doświadczenie – nawet to bolesne – niesie ze sobą lekcję. Droga, którą przechodzi bohaterka, pozwala jej coraz lepiej zrozumieć samą siebie, odnaleźć wewnętrzną siłę, nauczyć się panować nad emocjami i własnym losem. Z czasem dostrzega też, że świat nie jest czarno-biały: nie każdy wróg okazuje się zagrożeniem, a nie każdy sprzymierzeniec zasługuje na zaufanie. To właśnie dzięki temu, co przeżywa bohaterka, odkrywa swoją tożsamość, wzmacnia się wewnętrznie i uczy, że pozory potrafią mylić, a zaufanie bywa największym ryzykiem.

I wiecie co? Taką fantastykę zaczynam lubić, która poza barwną fabułą i wykreowanym światem oferuje również głębszą warstwę znaczeń, odkrywaną stopniowo w trakcie lektury.



Książkę przeczytałam w ramach współpracy z wydawnictwem


Wydanie: I
Data premiery polskiej: 21.10.2025r.
Data premiery wersji angielskiej: 08.04.2025r.
Ilość stron: 544
Okładka: twarda
Wymiary: 140 x205 mm
Tytuł oryginalny: The Wind Weaver
Tłumaczenie: Anna Reszka
ISBN: 978-83-8335-671-6
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Moja ocena: 6/6 a nawet 6+