sobota, 28 września 2024

[146./24] 1661. - "Nie Twój interes"


"Nie Twój interes"
Marzena Hryniczak

„Kiedy igrasz z ogniem, możesz się mocno sparzyć…”

Bywa, że pakujemy się w kłopoty zupełnie nieświadomie, pojawiając się w nieodpowiednim miejscu i czasie. Niestety, czasami okazuje się, że na wycofanie się jest za późno, a wówczas żałujemy, że nie podjęliśmy innych decyzji. Podobnie stało się u bohaterów książki „Nie Twój interes”, u których nie tylko przypadek miał znaczenie.

Lidka Szwed żyła sobie do tej pory spokojnie w Cieszynie, wypełniając swój czas pracą i spotkaniami z przyjaciółmi, lub spędzając czas w zaciszu domowym. Pewnego sierpniowego dnia 2019 roku wszystko w jej życiu zostaje wywrócone do góry nogami. Tego dnia, gdy późnym wieczorem wraca z pracy, światła jej samochodu oślepiają jakichś mężczyzn, którzy biją kogoś leżącego na chodniku przed jej kamienicą. Wystraszeni oprawcy pozostawiają swoją ofiarę na pastwę losu i uciekają. Gdyby przyjechała nieco później, z pewnością mężczyzna by już nie żył. Mimo obaw, dziewczyna zabiera go do swojego mieszkania.

Tym mężczyzną jest Wojtek Redyński, który przedstawił się Lidce, jako Wiktor, w obawie, by bandziory nie wpadły na jego trop. By poznać jego przeszłość, cofamy się o kilka lat. W 2015 roku Wojtek w końcu mógł opuścić rodzinę zastępczą, w której nie spotkało go nic dobrego. Miał tam swoją przyszywaną siostrę Karolinę, z którą razem znosił trudne lata pod surową opieką zastępczych rodziców. Gdy chłopak uzyskał pełnoletniość, znalazł pracę w firmie znajdującej się w Czechach w miejscowości Kenirovice. Pewnego dnia widzi coś, czego nie powinien, ale jego ciekawość niestety doprowadza do fatalnych skutków, które poznajemy wraz z wątkiem o Lidce, ale też cofając się w przeszłość.


By zacząć wszystko od początku przenosimy się już na pierwszych stronach powieści do roku 2013 i poznajemy Karolinę, która w narracji pierwszoosobowej opowiada o sobie, o warunkach życia w rodzinie zastępczej i o swojej przyjaźni z Wojtkiem, z którym poznała się, gdy miała osiem lat, a on jedenaście. Los wówczas połączył ich ścieżki i stali się nierozłączni. Jej historię śledzimy na przemian z innymi wątkami, które z kolei są nam przedstawiane z perspektywy trzecioosobowej.

Powieścią „Nie Twój interes” pani Marzena Hryniszak zadebiutowała na pisarskim rynku w 2022 roku i od tamtej pory powstały w jej wykonaniu jeszcze dwie książki „Fikcyjny ja” i „Poza nawiasem”, po które chętnie sięgnę w przyszłości ze względu na umiejętność tworzenia przez autorkę wciągających historii. Wprawdzie z początku było dla mnie zbyt dużo osób w osobnych wątkach, przedstawianych naprzemiennie, a więc w urywanych epizodach, lecz im dalej, tym lepiej poznawałam bohaterów i coraz bardziej intrygowała mnie ta historia.


Fabuła biegnie w czasie obecnym, ale też cofamy się o kilka lat wstecz, by poznać wydarzenia z przeszłości, które doprowadziły do dramatycznych sytuacji, jakich doświadczają bohaterowie. Nie od razu wszystko jest jasne, gdyż autorka stopniuje nam wiedzę o poszczególnych osobach i sytuacjach. Prolog od razu wrzuca nas w jakąś scenkę mającą dramatyczny charakter, która na razie nam nic nie wyjaśnia. To następuje później. 

Nie jest to zupełnie czysty kryminał, gdyż znajdują się w niej elementy obyczajowe, ale w żadnym momencie nie ma czasu na nudę, bo wciąż coś się dzieje, a fabuła coraz bardzie staje się pełna., niczym balon, w który stopniowo wtłaczamy powietrze. Wychodzące tajemnice, intrygi, niewyjaśnione brudne interesy, poczucie zagrożenia i wiele różnych emocji oplata losy bohaterów łącząc to wszystko w jedną, spójną całość, która wyłania się sukcesywnie z każdą kolejną stroną. Całkowicie zgadzam się z rekomendacją pana Wojciecha Wójcika, (autora kilkunastu kryminałów), który napisał w swojej polecajce na tylnej stronie okładki, że "Ta książka ma wszystko, za co kochamy debiuty: oryginalny styl, niebanalną fabułę i osobliwy klimat". Podpisuję się pod tym w pełni. 


„Nie Twój interes” to udana debiutancka, wielowątkowa, mocno rozbudowana powieść pani Marzeny Hryniczak, która jest dowodem na to, że nie tylko mężczyźni potrafią pisać dobre kryminały z dreszczykiem. Jej styl emanuje świeżością, lekkością i odpowiednim tempem, który nie jest cały czas dynamiczny, gdyż czasami są zbyt długie teksty bez dialogów, ale w nich zawartych dużo ważnych informacji i opisów sytuacji. Nie oszczędza swoich bohaterów, tworzy wokół nich wiele trudnych i niebezpiecznych okoliczności, ukazując, że ciekawość nie zawsze bywa drogą do uzyskania jakiejś wiedzy, a wręcz przeciwnie: może być wrotami do piekła.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję autorce.

Wydanie: I
Data premiery: 05.04.
Ilość stron: 480
Wymiary: 140x215 mm
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
ISBN: 978-83-8202-500-2
Wydawca: Zysk i S-ka
Moja ocena: 5/6



piątek, 27 września 2024

[145./24] 1660. - "Ucieczka po miłość"


"Ucieczka po miłość"
Ewa Pisarska

Czasami, zanim zdecyduję się na jakąś powieść, sięgam po opinie czytelników, by zobaczyć, czy warto ją przeczytać. W przypadku książki „Ucieczka po miłość” także zdecydowały pozytywne recenzje na serwisach czytelniczych. Poza tym okładka ma delikatną grafikę w ramce przypominającej koronkę, a do tego opis z tyłu książki dodatkowo wzbudził moje zainteresowanie, tym bardziej, że na jego końcu widnieje ostrzeżenie: „UWAGA, ta książka wciąga!”

Niestety, mnie nie wciągnęła, co nie oznacza, że książka jest zła. Jednak ja spodziewałam się historii o nieco innym charakterze, bardziej romantycznym, z jakimś fascynującym klimatem. Fabuła biegnie raczej spokojnie, niemal monotonnie, bez nagłych zrywów i zaskakujących sytuacji, czy tajemnic. To typowa powieść obyczajowa o pewnej młodej kobiecie, która sama nie wie, czego chce.


Ewelina Kowal wychowała się i nadal mieszka w niewielkiej wsi koło Wrocławia, gdzie czuje się najlepiej w swoim rodzinnym domu. Od czterech lat związana jest z Łukaszem Piekarczykiem, z którym za kilka tygodni ma wziąć ślub. Trwają do niego przygotowania, ale ona nagle zaczyna mieć wątpliwości. Mimo tego nie rezygnuje z wyjścia za mąż ulegając naciskom rodziny swojej i narzeczonego. Do tego wszystkiego od jakiegoś czasu nie może znaleźć pracy, a te, które do tej pory podejmowała, nie spełniały jej oczekiwań i szybko z nich rezygnowała. Czuje się zagubiona, niepewna, zdołowana, zdominowana przez otoczenie i nieszczęśliwa.

Tak niezdecydowanej bohaterki to chyba jeszcze nie poznałam. Od pierwszych stron mnie denerwowała swoim marazmem, marudzeniem, kąśliwością, lenistwem i wieloma innymi cechami. Ewelina ma 25 lat, ale pod względem mentalnym to jeszcze mało dojrzała emocjonalnie dziewczyna, jakby była nastolatką, a nie dorosłą kobietą. Wciąż zmienia decyzje, szybko się zniechęca, podejmuje dziwne kroki, często wbrew sobie, a czasami wynikają one z formy buntu. Potem okazuje się, że to inni mieli racę, a ona znowu jest na początku drogi. Jej dwudziestopięcioletnim życiem wciąż rządzą rodzice, zwłaszcza matka, a teraz dodatkowo jej sąsiadka, a wkrótce teściowa i jej narzeczony, Łukasz. Nikomu nie życzę takiej teściowej, jaką jest Renata Piekarczyk, a dlaczego, to każdy musi ocenić sam.


Szczerze mówiąc, a raczej pisząc, nie polubiłam żadnej osoby w tej historii, no, może poza Łukaszem, którego było mi najbardziej szkoda. Chociaż i on nie był bez winy, bo zbyt dużo i często wyjawiał swojej matce o tym, co znowu zrobiła Ewelina. Ona z kolei, słysząc kolejne pretensje i pouczenia ze strony jego matki, ma dość, ale wciąż tkwi w tym klinczu, z którego nie widzi wyjścia. Z drugiej strony irytującą osobowością, wahaniami nastrojów, niepewnością, wątpliwościami niejednokrotnie mnie denerwowała i miałam dość jej utyskiwań. Jest wpływowa, podatna na sugestie innych, działa czasem pod wpływem chwili, nierozważnie, próbując postawić na swoim.

Według mnie Ewelina to niedojrzała emocjonalnie i psychicznie kobieta, ofiara dwóch toksycznych osobowości oraz wartości wyznawanych w środowisku, w którym się wychowała. Pozytywnym w niej jest jedynie to, że miała swoje marzenia i próbowała je spełnić, wbrew temu, co wszyscy najbliżsi jej doradzali. Często, bowiem jest tak w małych, środowiskach społecznych, że najważniejsza jest opinia innych ludzi, niedzielna msza, rodzinny obiad z rosołkiem na pierwszym planie i obawa przed tzw. wstydem. Zwłaszcza starsze pokolenie przyzwyczajone jest do tradycyjnych zasad i trudno im zrozumieć obecny świat. Próbują czasami ułożyć swoim dzieciom życie, nie biorąc pod uwagę, że młodzi mają zupełnie inne podejście. Tym samym autorka pokazuje, jak bardzo zmieniły się nie tylko warunki życia, możliwości, ale też oczekiwania współczesnej młodych ludzi, ich światopogląd i to, co jest dla nich ważne i o czym marzą. Ewelina jest przywiązana do rodzinnych Brzezin, ale wkrótce zaczyna się dusić w tych warunkach, lecz niewiele robi, by to zmienić. Dopiero spotkanie z dawnymi koleżankami i kolegi sprzed lat, otwiera jej oczy, że można żyć inaczej. Jednak przekonuje się też, że nie wszystko, co widać na zewnątrz, jest prawdziwe. Tak to jest, że szukając jakiegoś lepszego życia, można się mocno sparzyć.

Egzemplarz książki otrzymałam w ramach współpracy z portalem Sztukater

Wydanie: I
Data wydania: 05.03.2024 r.
Ilość stron: 342
Wymiary: 148 x 210 mm
Okładka: miękka
ISBN: 9788365703729
Wydawnictwo: Jasne
Moja ocena: 3/6

środa, 25 września 2024

[144./24] 1659. - "Córki Żywiołów" Tom II - Dziś premiera!

RECENZJA W DNIU PREMIERY


„Córka Powietrza”
Seria „Córki żywiołów”
Tom drugi
Dorota Gąsiorowska

„Niewielu jest ludzi, którzy umieją dostrzec obok siebie magię.”

Świat dawnych wierzeń, nadprzyrodzonych zjawisk i magia natury zawsze przyciągały moją uwagę i tak też się stało w przypadku serii „Córki Żywiołów”. Niedawno przeczytałam uroczą, nasyconą lekkim, niepokojącym klimatem „Córkę Ziemi”, a teraz przyszedł czas na kolejną z nich, tym razem „Córkę Powietrza”, KTÓRA DZIŚ MA SWOJĄ PREMIERĘ!

Tym razem autorka zabiera na teren Puszczy Kurpiowskiej znanej też pod nazwą Puszcza Zielona. Niedaleko miejscowości Czarnia od kilku miesięcy Ava Brus, pisarka powieści fantasy szuka weny twórczej. Odkąd skończyła swoje ostatnią serię powieści pt.: „Eliana, władczyni andaluzyjskich wzgórz”, nie ma pomysłu na nową historię.

W spokojnej okolicy, w pięknie położonym domku swoich rodziców, próbuje odzyskać moc twórczą i znaleźć temat do nowej powieści. Nie pomaga odosobnione miejsce, gdzie tylko słychać szum drzew, śpiew i świergot ptaków, spacery po leśnych dróżkach, przytulanie się do drzew, błoga cisza bez miejskiego szumu i tłumów ludzi. Wciąż brakuje inspiracji, a jedynie kobieta czuje frustrację do tego stopnia, że w pewnym momencie zaczyna ją męczyć to odosobnienie.

Tego dnia, gdy ją poznajemy, jest 16 lipca, a więc są jej urodziny, o których pamiętają rodzice. Przebywają oni wprawdzie w podróży zagranicznej, ale przysyłają jej wraz z życzeniami piękny brulion z roślinnym ornamentem, ale też, w tym samym czasie, inny kurier dostarczył jeszcze jedną paczkę. Gdy Ava ją otworzyła, okazało się, że w środku jest pięknie wykonana rzeźba. Z adresu nadawcy wiadomo jedynie, że przesyłka została nadana we Francji, a przy tym niecodziennym prezencie znajduje się koperta z krótkim liścikiem od nieznanego nadawcy, z którego pisarka dowiaduje się, że jest to rzeźba Sylfidy. Na jej spodzie widnieją tylko inicjały W.O. a to motywuje Avę, by odnaleźć rzeźbiarkę. Jak ławo się domyślić, tą artystką jest Weronika Olszewska, jedna z bohaterek „Córki Ziemi”. Tego samego dnia za oknem nagle pojawia się piękna ważka o niezwykłym ubarwieniu, a wraz z przybyciem Sylfidy, wraca też wena. Spokój nie trwa jednak zbyt długo, bo niespodziewanie do chaty na sąsiedniej działce wprowadza się mężczyzna, który z początku Avę irytuje swoim zachowaniem, tym bardziej, że towarzyszy mu hałaśliwy i energiczny pies.


W notce biograficznej pani Doroty Gąsiorowskiej można znaleźć określenie, że jest ona czarodziejką słowa i w pełni mogę się z tym zgodzić. Po pierwszym tomie obawiałam się, że kontynuacja może nie być już tak dobra, ale moje wszelkie lęki zostały rozwiane, bo ponownie autorka oczarowała mnie napisaną historią. Są w niej wydarzenia realistyczne, ale też takie, które dodają magii naszemu życiu, o ile zauważymy jej symptomy. To może być nagły błysk światła, cudowny widok, niesamowite wydarzenie, które trudno wytłumaczyć, ale może być pojawienie się nagle jakiegoś stworzenia czy owada, tak jak to było w „Córce Powietrza”. W niej też jest bowiem widoczna magia zawarta w symbolice zaklętej w naturze, czy energii emanującej z przedmiotów. Natomiast wydarzenia z przeszłości dotyczące Lalie pokazują, jak bardzo krzywdzące mogą być ludzkie przesądy, obawy i ograniczenia myślowe. Jedenastoletnia Lalie, która mieszka z rodzicami i siostrą Julie w Huelgoat, tworzy piękne wiersze, a historia o niej zabiera nas na początek XX wieku. Co ona ma wspólnego z Avą, kim są jej rodzice, o tym musicie się przekonać sami. 

W tym tomie można zauważyć pewne podobieństwa i schematy, jakie są charakterystyczne dla tej serii. To przede wszystkim dwa wątki, których bohaterkami są postacie żeńskie żyjące w różnych czasach, ale obie mają podobne zdolności pisarskie. W przypadku "Córki Powietrza" różnica między bohaterkami pod tym względem jest w tym, że Ava pisze powieści, natomiast Lalie ujmuje swoje myśli w wierszach. Obydwa te motywy poznajemy naprzemienne z perspektywy pierwszoplanowej, dzięki temu możemy lepiej wniknąć w przeżycia bohaterek. A przeżyć nie brakuje, dzieje się wokół nich wiele niesamowitych zdarzeń, a to z kolei przekłada się na szybkie tempo, z jakim poznawałam kolejne rozdziały. Poza tym ponownie mamy okazję obserwować proces twórczy, tym razem dotyczący powstawania powieści.

Nie chcę zdradzać za dużo z fabuły, mimo że wydawałoby się, że i tak sporo ujawniłam, ale to jedynie niewielki jej zarys. Dodam tylko, że otrzymałam odpowiedzi na moje wątpliwości, które wyraziłam w recenzji „Córka Ziemi”. Zabrakło mi wówczas pewnych elementów i nie wszystko było jasne. Teraz autorka zadbała, by i te kwestie się wyjaśniły i wypełniły. 

Teraz też nie wszystko zostało ujawnione, bo na przykład byłam ciekawa, jak potoczyła się relacja Weroniki i Tymoteusza. O ile ponownie spotykamy ją w drugiej części serii, to o Tymoteuszu i jego bracie nie ma nic, więc tym razem też oczekuję, że kolejna część uzupełni i tę lukę. Pani Dorota Gąsiorowska ma bowiem przemyślaną całą historię, więc dawkuje nam niektóre informacje. Wprawdzie na okładce zaznaczone jest, że każdy tom to osobna historia, ale mimo to są w niej wątki, które łączą się ze sobą.

„Córka Powietrza” to bardzo udana kontynuacja cyklu „Córki Żywiołów”, która otacza dosyć szybko swoim klimatem, pięknem natury, jej niesamowitą energią, magią i symboliką, tworząc niemal mistyczny, czarowny klimat. Pokazuje przy tym złożoność ludzkiej natury, ale też zawiłe relacje rodzinne, odsłaniając sekrety długo skrywane, zarówno w przypadku Lalie, jak i Avy. Ogromnie jestem ciekawa kolejnej odsłony tej historii i mam nadzieję, że nie będziemy długo czekać na przedstawienie nam kolejnych, niezwykłych kobiecych osobowości.

Recenzja tomu I: "Córka Ziemi"
Recenzja tomu III: "Córka Ognia"

Książkę przeczytałam, dzięki wydawnictwu Znak
oraz PRart Media Bogna Piechocka

Wydanie: I
Data premiery: 25.09.2024r.
Ilość stron: 592
Wymiary: 140 x 205 mm
Okładka: miękka
ISBN: 978-83-240-9898-9
Wydawnictwo: Znak
Moja ocena: 6/6


wtorek, 24 września 2024

[143./24] 1658. - "Pleń" Tom I


"Pleń"
Tom pierwszy
Bogdan Tasche

Tytuł książki „Pleń” niewiele nam mówi, dopóki nie poszukamy jego znaczenia w Internecie, ale nie będę zdradzać, co oznacza. Muszę natomiast przyznać, że został trafnie dobrany i doskonale pasuje do historii, o której opowiada autor w tej powieści. Gdy po nią sięgałam, wiedziałam tylko, że jest to kryminał, co też widać po tajemniczej grafice na okładce, ale też można odnaleźć w nim inne elementy, bardziej obyczajowe, które mają znaczenie w całej historii.

Tomek Halicki mieszka ze swoją żoną Emilią w Białymstoku, gdzie pracuje, jako specjalista bezpieczeństwa od IT w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych i Administracji w Białymstoku. Jego życie biegnie raczej spokojnie, a jedynym jego zmartwieniem jest zdrowie żony, która jest w szóstym miesiącu ciąży uznanej za zagrożoną.

Tomek spędził dzieciństwo w podlaskiej wsi Rusiny Stare, gdzie pierwsze lata swego życia miał beztroskie i szczęśliwe. Niestety, pewnego dnia jego ojciec zmarł, a wówczas matka po prostu odeszła pozostawiając Tomka i jego brata Patryka pod opieką babci Tamary Halickiej, dzięki której chłopcy mogli mieć sielankowe dzieciństwo, pomimo tak dramatycznych wydarzeń. Nic więc dziwnego, że teraz, gdy Tomek ma już swoje dorosłe życie i dzwoni do niego wujek Gienek z informacją, że babcia nie żyje, ta wiadomość mocno go dotyka. Jeszcze większym szokiem jest fakt, gdy dowiaduje się, że starsza pani nie zmarła w sposób naturalny, lecz ktoś ją zamordował i to brutalnie. O tym powiadamia go dawny przyjaciel Karol Król, który jest podkomisarzem w Rusinach i to on prowadzi śledztwo razem ze starszą aspirant Magdaleną Grodzką. Tomek w domku babci trafia na pewne dokumenty i próbuje na własną rękę rozwiązać tę sprawę, a przy okazji pragnie też dowiedzieć się więcej o przyczynach śmierci swego ojca, który odszedł z tego świata wiele lat temu. Prawdę zna jego matka, ale z nią nie ma dobrej relacji, więc na ten temat nie chce rozmawiać. Co się stało, dlaczego nie żyje ojciec i brat, to jedna z zagadek powieści, oprócz tego, co się stało z babcią, dlaczego zginęła i kto to zrobił. Wyłaniają się przy okazji sprawy, o których Tomek nie miał pojęcia, wraz z tym, co wydarzyło się w przeszłości.


Powieść zaczyna się niepozornie, a fabuła nieco się ślimaczy, gdy poznajemy Tomka. W fabułę wprowadza nas zagadkowo brzmiący prolog, bo nie do końca wiadomo, kto w nim jest i dlaczego taka scena została nam przedstawiona. Przez pierwsze kilkadziesiąt stron nie czuć żadnego napięcia i wszystko toczy się spokojnie, jak w powieści obyczajowej. Akcja i klimat się zmienia, gdy wychodzi na jaw przyczyna śmieci babci Tomka. Wówczas pojawiają się dziwne zdarzenia, robi się zagadkowo i niebezpiecznie, bo wiemy, że Tomek jest obserwowany i ktoś ma wobec niego złe zamiary. Napięcie zatem wzrasta, a wraz z nim emocje i wyraźnie można poczuć przysłowiowe dreszczyki na plecach. Klimat tworzy niewielkie środowisko, w którym dzieje się historia, a do tego obecna jest magia i czary, bo Podlasie znane jest przecież z obecności szeptuch, które otacza aura tajemnicy i lęku.

Niestety, niewiele wiadomo o autorze. Znalazłam jedynie jego zdjęcie na Facebooku w fanpage’u książki „Pleń”, więc tak jak przypuszczałam, jest to młody człowiek i właśnie napisał swoją pierwszą powieść, która jest wciągająca, ale nie od razu. Jest to, bowiem jedna z tych opowieści, które pozornie mają w sobie spokój, przynajmniej w pierwszych rozdziałach, a akcja toczy się niemal jednostajnie, przerywana przemyśleniami bohaterów, ich wspomnieniami, opisami podlaskich zwyczajów, krajobrazów, więc może wydawać się, że niewiele się dzieje. Jednak niepozornie, stopniowo wgryza się w tę fabułę wątek mroczny, duszny zaznaczany niektórymi tajemniczymi wydarzeniami, niewyjaśnionymi sytuacjami, podejrzanymi osobnikami, a do tego mamy pewną tajemniczą postać, która co jakiś czas się pojawia wprowadzając niepokój.


Autor stworzył, więc oryginalną historią z dobrym pomysłem i kilkoma wątkami, które śledzimy w narracji trzecioosobowej, co umożliwia spojrzenie na toczące się wydarzenia z różnych perspektyw. Niestety, można zauważyć pewne niedociągnięcia, które wyrażają się w ciągłych powtórzeniach tych samych słów, zwłaszcza przy opisach. O ile, więc pan Bogdan Tasche świetnie radzi sobie w tworzeniu kolejnych wciągających epizodów i odpowiedniej atmosfery, jaka zaczyna otaczać bohatera i nas, to nieco słabiej wychodzą mu przedstawienie tła wydarzeń, wyglądu jakiejś osoby, przedmiotu, czy miejsca. Zbyt często używa na przykład zwrotu „był”, „miał”, „stał”, a także takie wyrazy, jak „postać” itp. Z czasem przestałam je zauważać, bo fabuła całkowicie zaabsorbowała moją uwagę i trzymała do końca.

„Pleń” jest, zatem kryminałem, ale z elementami thrillera, z wyczuwalnym dreszczykiem i aurą tajemnicy. Historia zawarta w tej powieści stanowi zamkniętą całość, ale epilog zapowiada kolejną sprawę, więc na końcu okazało się, że „Pleń” jest pierwszym tomem serii. Szkoda, że nie ma takiego oznaczenia na froncie książki, ani w opisie. Niestety, to jest nagminne w ostatnim czasie, a ja może o tym piszę za często, lecz mnie taka sytuacja irytuje. Wolałabym wiedzieć, czy powieść, po którą sięgam jest jednotomową wersją, czy może jakąś kontynuacją, albo początkiem serii.

Egzemplarz książki otrzymałam w ramach współpracy z portalem Sztukater

Wydanie: I
Data premiery: 19.07.2024r.
Ilość stron: 317
Wymiary: 195x125 mm
Okładka: miękka
ISBN 978-83-67260-08-4
Wydawnictwo: AlterNatywne
Moja ocena: 4/6


poniedziałek, 23 września 2024

[142./24] 1657. - "Niemiecka żona"


"Niemiecka żona"
Debbie Rix

„Żona esesmana musi być wzorem przez cały czas.”

Rzadko sięgam po literaturę wojenną, a szczególnie obozową, a z taką skojarzyła mi się okładka książki „Niemiecka żona”. Nie od razu więc miałam ochotę ją przeczytać, ale gdy w opisie zostało zaznaczone, że historia dzieje się nie tylko w czasie wojennej zawieruchy i jest bardziej rozbudowana, niż sądziłam, postanowiłam ją poznać. I nie żałuję tej decyzji.

Annaliese Altman w wieku siedemnastu lat zostaje właścicielką małego sklepu spożywczego w Monachium, który odziedziczyła po zmarłym ojcu. Na jego pogrzebie pogrzebie dostrzega przy jednym z grobów starszą kobietę z młodym mężczyzną, którego spojrzenie wyraźnie skierowane jest w jej stronę. Ich ścieżki ponownie łączą się dwa lata później, gdy Annaliese pracuje w banku i tym razem ich znajomość kończy się w efekcie małżeństwem. Tym mężczyzną jest Hans Vogel, doktor medycyny specjalizujący się w homeopatii, który w nowym porządku, jaki tworzy się w Niemczech, upatruje dla siebie szansę na zrobienie kariery na polu badań nad  lekarstwem, na malarię. Gdy w 1935 roku Hans i Annaliese biorą ślub, dziewczyna ma nadzieję, że w nowym, pięknym domu będą wiedli cudowne, niczym niezakłócone życie rodzinne z gromadką szczęśliwych dzieci. Niestety, życie dosyć szybko weryfikuje jej wyobrażenia, gdyż po kilku idyllicznych miesiącach wszystko się zmienia na gorsze. Do ich życia, jak i do życia wielu ludzi wkracza polityka i brutalna rzeczywistość. 

Po początkowych uczuciach i fascynacji nie ma śladu dosyć szybko, a Annaliese coraz częściej dostrzega zmiany zachodzące w mężu i wkrótce poznaje prawdę o tym, na czym polega jego praca. Nie od razu to następuje, gdyż kobieta przez dłuższy czas nie ma o niczym pojęcia. Dopiero, gdy do porządków w ich ogrodzie zostaje przysłany rosyjski więzień Aleksander Kosomow, dowiaduje się prawdy o tym, co dzieje się w obozie i na czym polegają prowadzone tam badania.


Annaliese reprezentuje niemieckie kobiety, które żyją w nieświadomości u boku swych mężów nie zawsze orientując się, co tak naprawdę oni robią i jak wygląda ich „praca”. Z kolei jej mąż, Hans Vogel to człowiek, który stał się ofiarą systemu wkraczającego brutalnie w politykę w latach 30 XX wieku, wyznaczanego przez prawo ustanowione przez nazistów. Z pewnością, gdyby państwo Vogel żyli w innych czasach, byliby szczęśliwym małżeństwem z gromadką dzieci. Niestety, przyszło im żyć w trudnych czasach, które okazały się zgubne dla ich związku. 

Muszę też zwrócić uwagę na małą nieścisłość, która dotyczy wieku Annaliese. Otóż, gdy ją poznajemy, jest 1984 rok, a nasza bohaterka ma 66 lat, więc urodziła się w 1918 roku. Po tym wstępnym wprowadzeniu cofamy się do lat przedwojennych, by poznać losy bohaterki w okresie od 1932 do 1935 i wówczas, w 1932 roku Annaliese ma 17 lat, a powinna mieć 14 lat, bo tyle mija od chwili jej narodzin, więc autorce nieco się poprzesuwały lata i gdzieś zawiodły wyliczenia. Druga sprawa, która troszkę wprowadza w błąd, to informacja w opisie, że Annaliese zobaczyła pewien artykuł w 1989 roku, a w powieści ma to miejsce w 1984 roku. Są to jednak szczegóły, które nie mają aż takiego znaczenia, gdyż liczy się historia pokazująca ludzkie losy  powywracane do góry nogami wskutek wojny.

Powieść wywołuje wiele emocji, zwłaszcza, gdy opowiada o latach wojennych, ale nie skupia się na walkach na froncie lecz na tym, co się działo w obozach pracy ale też w ówczesnym niemieckim społeczeństwie. Autorka w ujmujący i przemyślany sposób ukazuje wojnę z nieco innej strony, zwracając uwagę na losy więźniów w Dachau, nie tylko od ich strony, ale przede wszystkim tych, który przysparzali im cierpienia, doprowadzając często do śmierci. Pokazuje też świat niemieckiej arystokracji prowadzących beztroskie życie przed wojną, potem w czasie jej trwania oraz po klęsce poniesionej przez hitlerowców.

Autorka zdradziła w swoim końcowym słowie pod nazwą „List od Debbie”, że inspiracją była pewna fotografia młodego mężczyzny, którą ujrzała w monachijskim Centrum Dokumentacji i Edukacji o Historii Narodowego Socjalizmu. Ów mężczyzna był robotnikiem przymusowym i jego los był tragiczny. Jednak wiedza, jaką pani Debbie Rix zdobyła na ten temat i obozu w Dachau, stała się punktem wyjścia dla książki „Niemiecka żona”, chcąc pokazać, jak człowiek, który był porządnym, dobrym lekarzem, stał się ciemiężycielem wykonującym swoje obowiązki bez protestu.

Uważam, że udało się jej to doskonale, gdyż w niesamowicie wyrazistym, a przy tym przystępnym, wciągającym i emocjonującym stylu ukazała do czego jest zdolny człowiek napędzany mechanizmami stworzonymi przez chore umysły i równie chorą ideologię, jaką był i (niestety), nadal jest nazizm. W imię jego niemoralnych i niehumanitarnych zasad, życie straciło wiele milionów ludzi, ale są też i inne ofiary, chociażby takie jak Hans Vogel, który pragnął zrobić coś dobrego dla ludzkości swoimi badaniami. Nie miał początkowo pojęcia, w co wchodzi, a gdy już na własne oczy ujrzał okrucieństwo panujące w obozach pracy, zrozumiał, że stał się częścią reżimu i brutalną maszyną do zabijania. Wiedział też, że nie było już odwrotu i wyjścia z tej pułapki

„Niemiecka żona” jest, zatem powieścią z fikcyjną historią, ale niektóre postacie są prawdziwe lub mają swoje pierwowzory w rzeczywistości. Zostały też ujęte niektóre fakty historyczne, takie jak dojście Hitlera do władzy, czy chociażby procesy norymberskie, więc napisana została ku pamięci, by nigdy już nie doszło do takich barbarzyńskich i nieludzkich czasów.

Książkę otrzymałam z Klubu Recenzenta serwisu nakanapie.pl

Wydanie: I
Data premiery: 28.08.2024r.
Ilość stron: 416
Wymiary:135 x 215 mm
Okładka: miękka ze skrzydełkami
ISBN: 978-83-8289-634-3
Wydawnictwo: Świat Książki
Moja ocena: 6/6


sobota, 21 września 2024

[141./24] 1656. - "Kroniki Czasu Ziemi"


"Kroniki Czasu Ziemi"
Andrzej Góral

„Choć procesy ewolucji zachodzą losowo, to warunki początkowe nadają zawsze taki sam trend ogólny, prowadzący do wykreowania inteligentnej społeczności opartej na tych samych cechach i wartościach."
Chyba każdy słyszał o mitycznej Atlantydzie, czy o, modnych ostatnio, pozaziemskich społecznościach Plejadan, czyli cywilizacjach, wokół jest mnóstwo niewiadomych, więc jest to temat fascynujący i działający na wyobraźnię. Za najstarszą cywilizację uznawana jest sumeryjska, ale czy przed nią było coś jeszcze? Autor książki „Kroniki Czasu Ziemi” uważa, że tak i przedstawia nam teorię o społeczności homoriańskiej, która została stworzona przez pozaziemską cywilizację, jaką byli Wagowie. Na jej podstawie autor stworzył powieść, która zabiera nas w odległe odmęty czasowe, które mogłyby istnieć naprawdę, bo świat przez niego stworzony wygląda bardzo realnie.

Swoją wiedzę na ten temat autor przedstawia w dłuższym wstępie, który ma charakter naukowy i jest nieco nużący, ale potem  następują już fabularne wydarzenia i pojawiają się konkretne postacie. Najpierw wkraczamy do świata homorian, a potem przenosimy się do współczesnego świata, w którym żyjemy. W powieści poznajemy kilkoro bohaterów, którzy należą zarówno do jednej, jak i drugiej cywilizacji, przez większą część te wątki biegną obok siebie, nie zawsze naprzemiennie, by znaleźć swój wspólny finał na ostatnich kartach książki. 

Patrząc na przepiękną okładkę książki nie można od niej oderwać wzroku. Ogromne moje uznanie i brawa dla grafika, który świetnie oddał sens tego, co skrywa się na kartach tej powieści, gdyż front okładki jest magnesem, który zachęca do sięgnięcia po ten tytuł.


Najpierw pan Andrzej Góral przedstawia nam strukturę państwa zwanego Carstwem ze stolicą w Ghintorii, w której funkcję Arcybiskupa pełni Judhosz Kariota - hierarcha drugiego stopnia spośród najwyższych kapłanów boga Moga. Należy on do ścisłej elity sprawującej władzę wykonawczą w strukturze demokracji państwa. Jednak czytając dalsze wiadomości o zasadach panujących w Carstwie, widać, że rządy w nim nie mają zbyt wiele wspólnego z demokracją. Do zadań Karioty należy tępienie wszelkich zagrożeń, jakie mogą się pojawić na przykład pod postacią artykułów, które mogą naruszyć strukturę mocarstwa i zaburzyć światopogląd panujący w społeczeństwie. Brzmi znajomo? 

Kolejny rozdział pt.: „Powrót do korzeni” zabiera nas do naszych czasów, gdzie poznajemy Adama Sadowsky’ego, który wychował się w Stanach Zjednoczonych, ale jego rodzice pochodzili z Polski. Pewnego dnia zapragnął poznać swoich przodków i ich historię, więc przeprowadza się do małej miejscowości Buczkowice położonej w północno-zachodniej części Kotliny Żywieckiej nad rzeką Żylicą. Postanawia wynająć jakieś odosobnione siedlisko, ale z tym, jest problem, bo Polska wygląda teraz zupełnie inaczej, niż opisywał ją ojciec. Wszędzie widać ścisłe zabudowania i trudno znaleźć jakieś miejsce bezludne i spokojne. W końcu pojawia się oferta, ale chata położona w lesie straszy nie tylko swoim wyglądem, ale też złą sławą, gdyż mieszkańcy słysząc, że Adam chce kupić dom nazywany „domem czarownicy”, bledną ze strachu. Ten wątek był dla mnie najbardziej interesujący i wciągający, ale niestety, długo nie było jego kontynuacji, bo w międzyczasie autor opowiadał o innych osobach, zdarzeniach, zarówno z dalekiej przeszłości, jak i teraźniejszości. Powrócił dopiero po jakimś czasie. 


Nie przez całą powieść czytało mi się ją lekko i szybko. Wręcz przeciwnie, gdyż powieść została wydrukowana małymi czcionkami na białym, gładkim papierze, a do tego na kartach o dużym, niestandardowym dla powieści, formacie, co sprawiało, że brnęłam przez kolejne strony wolno. Poza tym tekst na każdej stronie jest dosyć obfity w opisy bez dialogów, co było trochę męczące. Przeszkadzało mi też urywanie wątków i w kolejnym rozdziale zaczynanie nowego, a powrót do nich następował znacznie później. To sprawiało, że musiałam za każdym razem wrócić do nich, by przypomnieć sobie na czym się skończył dany epizod. Trudność też sprawiają imiona związane z cywilizacją homorian i Wagów, z którymi trudno mi było się oswoić, więc rada ode mnie: dobrze jest sobie zapisywać kto jest kim, bo można poczuć mętlik.

Fabuła dziejąca się współcześnie do naszych czasów też nie ma jednego wątku, więc razem z motywem homoriańskim, może wprowadzać nieco chaosu. Czytając pierwsze rozdziały, odniosłam wrażenie osobnych, niepowiązanych wątków, ale jednak potem pojawiają się powiązania, ale tylko między tymi samymi motywami. Całość nabiera sensu i spójności, gdy mamy już za sobą całą opowieść. Wówczas dostrzec można mistrzowskie połączenie wszystkich elementów i pełną historię. Trzeba po prostu przyzwyczaić się do stylu autora i przyswoić sobie imiona postaci, ich funkcje oraz zupełne nowe sformułowania i nazewnictwo, jakim posługują się homorianie.


Jestem pełna uznania dla pana Andrzeja Górala, że nie pogubił się w poszczególnych elementach i wszystko razem ma sens. Po raz pierwszy spotkałam się z zabiegiem połączenia gatunku literackiego typu fantasy z naukowym podejściem, jakie można wyczuć w niektórych tekstach, które pojawiają się w trakcie beletrystycznych wątków.

Szukając informacji o homorianch i Wagach w Internecie nie znalazłam żadnych na ten temat wzmianki, więc trudno jest uwierzyć w prawdziwość tej teorii. Nie ma też żadnych informacji o instytucji HSS NAI, stąd przypuszczenie, że przedstawiona nam historia jest wytworem umysłu autora,  który ma niesamowitą wyobraźnię tworzą powieść beletrystyczną z wątkiem pseudonaukowym.

Powieść jest debiutem pana Andrzeja Górala i w żadnym momencie tego nie wyczułam, jeżeli chodzi o styl, a jedynie widać to w zarzuceniu czytelnika zbyt wieloma informacjami i szczegółami, co staje się w pewnym momencie męczące. Powieść liczy sobie ponad 300 stron, ale gdyby miała wymiary  standardowe, tak jak  jest to w większości książek, wówczas z pewnością miałaby ich znacznie więcej. Moim zdaniem dobrze jest czasami podzielić opowieść na chociażby dwa tomy, ująć nieco opisów, dodać emocji, by całość była bardziej przystępna. Tym bardziej, że historie zawarte w „Kronice Czasu Ziemi” zawierają wątki, które wzbudzają zainteresowanie, intrygują, wciągają, a długie, monotonne opisy w stylu publicystycznym, nieco wybijają z rytmu poznawania losów bohaterów, którzy wzbudzali moje zainteresowanie i określone wrażenia.

Z pewnością jest to publikacja, która wywołuje wiele pytań swoimi zagadnieniami, skłaniają do refleksji nad naszym dziedzictwem ziemskim i pochodzeniu. Zestawienie dziejów nieistniejącej, dawnej cywilizacji z naszym światem pokazuje, że niektóre wartości, zachowania, zależności, mechanizmy władzy czy społecznych relacji i zachowania są podobne. Zmieniły się okoliczności, warunki życia, technologia, ale natura ludzka jest niezmienna.

Książkę przeczytałam dzięki wydawnictwu BookEdit
w ramach akcji czytelniczej lubimyczytac.pl

Wydanie: I
Data premiery: 30.07.2024r.
Ilość stron: 343
Wymiary: 240x170 mm
Okładka: miękka
ISBN: 978-83-68032-38-3
Wydawnictwo: BookEdit
Moja ocena: 4/6


piątek, 20 września 2024

[140./24] 1655. - "Gdzie jest moja żona?"


"Gdzie jest moja żona?"
Anna Matusiak

„Ludzie zawsze będą gadać. 
Bez względu na to, co zrobisz, jak się zachowasz.
Bo taką mają naturę.”

Gdy pani spotyka pana i oboje czują, że są dla siebie stworzeni, wydaje się, że nic nie przeszkodzi im w byciu razem. Chyba, że będzie to różnica wieku, która nie jest wprawdzie problemem zakochanych, tak jak w przypadku bohaterów książki pt.: „Gdzie jest moja żona?”, ale raczej tych, którym taka sytuacja przeszkadza.


Vincent Chybicki prowadzi w Warszawie klinikę dentystyczną, którą odziedziczył o swoim ojcu. Cieszy się bardzo dobrą opinią, więc nie narzeka na klientelę. Pewnego dnia do jego gabinetu przychodzi młoda, piękna kobieta, która od razu robi na nim piorunujące wrażenie. Okazuje się, że z wzajemnością. Miłość wybucha u niego z ogromną, nagłą siłą, natomiast Elżbieta Balicka dostrzega urok Vincenta nie od pierwszego wejrzenia, ale dosyć szybko. Wkrótce dochodzą do wniosku, że chcieliby ze sobą i nie widzą żadnych ku temu przeszkód. Za to inni dostrzegają jeden, istotny dla ogółu problem: Elę i Vincenta dzieli 25 lat różnicy. Mimo to oni wierzą, że razem będą szczęśliwi i nic nie stanie im na drodze. Wkrótce życie weryfikuje ich deklaracje, bo pewnego dnia Elżbieta znika. Okazuje się, że została porwana. W momencie, gdy zaczynamy czytać tę powieść, mamy od razu scenę, gdy Vincent otrzymuje list z żądaniem miliona dolarów. Jest gotów zrobić wszystko, by odzyskać żonę. Jednak, jak pisze na okładce Alek Rogoziński w polecajce: „Dla miłości można zrobić wszystko. Ale… czy warto?”

Tytuł powieści „Gdzie jest moja żona?” sugeruje od razu, że będzie to kryminał, ale nie jest to typowa przedstawicielka tego gatunku. W przeważającej części to bardziej romans, niż kryminalna zagadka, a do tego główny motyw dotyczy kontrowersyjnego tematu dla wielu osób: związku z dużą różnicą wieku. Jego przedstawicielką jest matka Elżbiety, która jest osobą irytująca, upartą, zaciekłą, a do tego mocno toksyczną, gdyż stawia siebie ponad szczęściem córki. Nie potrafi zaakceptować wyboru Elżbiety i zrozumieć jej uczucia i woli stracić dziecko, niż zaakceptować jej wybór. Z kolei młodsze pokolenie ma już zupełnie inne podejście, bardziej tolerancyjne i nowoczesne, co widać po synu Vincenta, Pawle i jego wspaniałej narzeczonej Oli, którzy są w wieku Elżbiety, czyli mają po 25 lat.


Vincent to mężczyzna, który ma w sobie wiele pozytywnych cech i ogromnie było mi go żal, współczułam mu sytuacji, rozumiałam jego obawy i lęki. Natomiast Elżbieta, która początkowo zyskała moją sympatię, gdyż wydawała się miłą, szczerą osobą, podejmującą właściwe decyzje, w drugiej połowie opowieści okazała się kimś, kto mnie nie raz zadziwił swoim zachowaniem i zdenerwował.

Jest jeszcze jeden bohater tej historii, który pokazuje nam swoją perspektywę wydarzeń oraz swoje problemy. To policjant prowadzący sprawę porwania Elżbiety, Dariusz Witkiewicz. Jest uważany za doskonałego specjalistę od porwań i do tej pory wielokrotnie udawało się mu doprowadzić sprawy do szczęśliwego końca. Jednak tym razem jest inaczej, a poza tym ma też problemy w swoim związku z Kamilą oraz alkoholem.

Narracja zastosowana w tej historii jest prowadzona w pierwszej osobie z tych trzech punktów widzenia. To daje nam spojrzenie na psychikę bohaterów, ich sposób podejścia do sprawy, do siebie, ale też na ich emocje i przeżycia. Możemy, więc wniknąć w umysł osoby, która nie wie, co dzieje się z ukochaną, ale też poczuć z czym się zmagają się Elżbieta i Vincent, jeżeli chodzi o związek z tak dużą różnicą wieku. Rodzą się bowiem obawy o to, co ludzie powiedzą, jak zareaguje rodzina i jak to wszystko wpłynie na ich relację. Narracja Dariusza z kolei wprowadza do fabuły kryminalny motyw, ale też pokazuje, jego osobiste sprawy, które rzutują na jego pracę i skuteczność.

Autorka zaserwowała nam w ten sposób mnóstwo emocji, prowadząc przez kolejne zagadkowe sytuacje, by na koniec pozostawić nas z otwartym zakończeniem, ale nie do końca. Postanowiła poeksperymentować i napisała dwa epilogi nazywając je PS, proponując, byśmy wybrali ten, który nam odpowiada. Jeden z nich wybrałam, ale tak naprawdę nie zgadzam się z żadnym z nich, gdyż w ogóle takie rozwiązanie mnie nie satysfakcjonuje.


Cała powieść wciągnęła mnie bez problemów, więc z zapartym tchem i wieloma emocjami czytałam kolejne perypetie bohaterów, ale gdy dotarłam do ostatniej strony, miałam wrażenie, że nie jest to koniec historii, a autorka doprowadziła losy bohaterów do tego stopnia, że trudno było wyjść z tej sytuacji. Jednak zabieg, który pokazała pani Anna Matusiak uzmysławia, że pisarz zawsze ma wybór, jak poprowadzić fabułę swego dzieła i ma prawo zakończyć go, tak jak chce. Nie zawsze musi być to zgodne z oczekiwaniami czytelnika. Zamieszczając dwa zakończenia, dała tym razem wybór czytelnikowi. Tworząc dwie różne wersje finałowe od razu przypominamy sobie, że przeczytaliśmy właśnie coś, co się nie wydarzyło. Oczywiście z reguły wiemy, czy napisana historia jest oparta na faktach, czy jest fikcją, jak w tym przypadku. Jednak czytając, można o tym zapomnieć i mieć wrażenie, że mogłaby ona wydarzyć się naprawdę. Dając wybór epilogu autorka wytrąca nas z tego transu i stawia przed decyzją, która nie jest łatwa. Jednak dla mnie żadna z przedstawionych alternatywnych rozstrzygnięć nie była tą, która by mi odpowiadała. Miałam inny pomysł i z pewnością zakończyłabym tę historię zupełnie inaczej. Jest to jednak ciekawostka, z którą spotkałam się po raz pierwszy.

Doskonale został też pokazany ostracyzm społeczny, który jednoznacznie określa kobietę, która wychodzi za mężczyznę dużo starszego od siebie. Takich przykładów w realnym życiu można znaleźć wiele, np. w Internecie. Wystarczy poczytać hejterskie opinie na temat jakiejś pary, która jest ze sobą pomimo wielu lat różnicy. Trudno jest niektórym zrozumieć taki układ i przyjąć fakt, że dla miłości nie ma znaczenia ile zakochani mają lat.

Egzemplarz książki otrzymałam w ramach współpracy z portalem

Wydanie: I
Data premiery: 10.04.2024r.
Ilość stron: 280
Wymiary: 190x130 mm
Okładka: miękka ze skrzydełkami
ISBN: 978-83-67834-19-3
Wydawnictwo: Bookend
Moja ocena: 4/6



czwartek, 19 września 2024

[139./24] 1654. - "Wybacz"


"Wybacz"
Seria: „Zgadnij kim jestem?”
Tom drugi
Kamila Cudnik

„Są sprawy, z którymi każdy musi uporać się sam.”

Czasami dzieje się w naszym życiu coś, nie jest dla nas niczym miłym ani bezpiecznym. Wówczas mówimy, że gdybyśmy wiedzieli, że to się nam przytrafi, z pewnością podjęlibyśmy inne decyzje i być może uniknęli nieszczęścia. Niestety, bywa tak, że pojawiamy się w danym miejscu w nieodpowiednim czasie i z pewnością taka sytuacja zaistniała u pary osiemnastolatków, których śmierć dopadła w najmniej spodziewanym momencie. Czy był to przypadek, czy może to efekt złych wyborów, a może jeszcze inna okoliczność zaistniała, że dopadło ich przeznaczenie w tak młodym wieku? O tym opowiada powieść „Wybacz”.

Akcja została osadzona w 2022 roku w Toruniu, więc mamy okazję poznać niektóre zakątki tego pięknego miasta, ale nie zawsze są to znane miejsca, z którymi jest ono kojarzone. Późno w nocy ze snu wyrywa komisarza Roberta Bukowskiego telefon od dyżurnego, więc może już zapomnieć o spokojnym odpoczynku. Musi jechać na opuszczony dawny dworzec Toruń – Północ, którego nieczynne budynki, zniszczone tory i opuszczone perony skrywają tajemnicę śmierci dwojga młodych ludzi, którzy dopiero mieli przed sobą dorosłe lata, ale niestety, już ich nie doświadczą.

W trakcie śledztwa wyłaniają się coraz to nowe poszlaki, które prowadzą w dziwny sposób do pewnego znajomego żony Roberta – Izabelli. Tych dwoje ludzi połączyła miłość, a historię ich znajomości można było poznać w książce „Zgadnij kim jestem?”, która okazała się pierwszym tomem serii z tymi bohaterami. Miała ona swoją premierę już dosyć dawno, bo w 2020 roku i dopiero teraz autorka postanowiła powrócić do jej bohaterów. Dosyć długi czas dzieli, zatem obydwa tomy, ale nie jest to przeszkodą, by poznawać powieść „Wybacz”. Nie widziałam, że to drugi tom, ale nie ma to zbyt dużego znaczenia dla prowadzonej sprawy zabójstwa nastolatków. Są wprawdzie niewielkie powiązania związane z życiem osobistym Roberta Bukowskiego i jego żony Izabelli, ale zrobione tak, że nie przeszkadza to w czytaniu.


Narracja prowadzona jest w dwóch perspektywach, ale częściej obserwujemy Roberta, niż Izę. Jego wypowiedzi są dłuższe, dotyczą zarówno śledztwa, więc wiemy, co się dzieje w tym temacie, ale też wiemy, że zajmują go problemy rodzinne, które pojawiają się w tym samym czasie. Oboje mają obawy, co do swojej córki Konstancji, która jest w wieku zamordowanych nastolatków, więc wydaje się czymś naturalnym, że rodzice mają prawo się martwić. Konstancja jednak tego nie rozumie, ma okres buntu i zachowuje się irracjonalnie. Trudno mi było ją polubić, podobnie jak Izę, której wypowiedzi niewiele wnoszą do sprawy, ale dają jedynie obraz tego, co kobieta czuje i myśli. Zachowywała się dziwnie, nie zawsze wiedziałam, o co jej chodzi, bo zamiast wspierać męża, czasami stwarzała niepotrzebnie problemy.

Autorka ma specyficzny sposób przedstawiania zdarzeń, chociaż jednocześnie płynny, z dużą partią opisowego tekstu. Specyfika zaznacza się w tym, że nie raz mamy przedstawioną scenę jakiegoś zdarzenia, z pietyzmem odtworzone tło, czyli miejsce, w którym coś się dzieje, a nieco skromnie nakreślone są postacie pod względem wyglądu czy sytuacji, w jakiej się znajdują.


Widoczne jest to już na początku, gdy pojawia się sprawa zabójstwa nastolatków. Najpierw otrzymujemy obraz zniszczonego dworca, by stopniowo zbliżyć się do chwili, gdy dowiadujemy się kto zginął i jak wyglądają ofiary. Podobnie jest w innych sytuacjach, w których nie zawsze od razu znamy tożsamość rozmawiających ze sobą osób, lub czasami jakieś zdarzenie nie było od razu klarownie przedstawione, co wytrącało mnie z rytmu płynnego czytania. Musiałam nieco cofnąć się o stronę, czy dwie, by rozeznać się w sytuacji. Mimo tych kilku wad, dałam się wciągnąć w bieg wydarzeń, w których przeplatają się wzajemnie wątki kryminalne, ale też obyczajowe, więc nie jest to czysty, klasyczny kryminał. Pojawia się sporo śladów, postaci, a wraz z nimi rodzą się podejrzenia, więc podążając za kolejnymi rozdziałami wciąż miałam wątpliwości, co do osoby winnej zbrodni.

Nie byłam zaskoczona, gdy wszystko wyszło na jaw. Zaskoczeniem był motyw zbrodni, który nie był dla mnie całkowicie przekonujący. Poza tym nie znalazłam w fabule powiązania treści z tytułem i nadal nie wiem, kto komu miał wybaczyć i co. Jest to kryminał, w którym nie ma brutalnych, krwawych opisów, a wątek obyczajowy dotyczy relacji rodzinnych oraz środowiska współczesnej młodzieży, którzy chcą już żyć po swojemu, bez kontroli rodziców, jednak nie zawsze na tym dobrze wychodzą.

Książkę przeczytałam w ramach współpracy z wydawnictwem

Wydanie: I
Data  premiery: 
Ilość stron:
Wymiary:
Okładka: miękka ze skrzydełkami
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
ISBN: 978-83-8335-182-7
Moja ocena: 5/6




środa, 18 września 2024

[138./24] 1653. - "Kamienne kręgi w Polsce"


"Kamienne kręgi w Polsce"
Przewodnik praktyczny oraz ezoteryczny
Bożena Kaszuba, Jacek Kaszuba

„Kręgi znajdujące się aktualnie w Polsce są najstarsze w Europie.”

Polska to kraj pełen pięknych krajobrazów, historycznych zabytków, urokliwych miejsc, miast, miasteczek, ale też sekretów i tajemnic. Wśród nich znajdują się obiekty, wokół których narosło wiele mitów, niesamowitych opowieści i istnieje dużo niewiadomych. O takich miejscach opowiadają autorzy książki „Kamienne kręgi w Polsce”. Przygotowanie do tego zagadnienia mieli poprzez wieloletnią pracę instruktorską w harcerstwie, ale też poprzez zawód pani Bożeny Kaszuba, która jest geologiem-mineralogiem. Natomiast pan Jacek Kaszuba jest z zawodu nawigatorem i podziela pasję żony. Zaznaczają na wstępie, że przedstawione miejsca nie są na podstawie pomiarów geodezyjnych, a jedynie są szkicami oddającymi wygląd opisywanego stanowiska. Przedstawiony w publikacji materiał jest zwieńczeniem ponad trzydziestoletniej pracy państwa Bożeny i Jacka Kaszubów, którzy od wielu lat interesują się kamiennymi obiektami umieszczonymi na terenie naszego kraju.


Jednymi z najbardziej znanych kręgów kamiennych są te, które znajdują się w Węsiorach, Odrach czy Grzybnicy. Turyści przybywają tam, by osobiście przekonać się o krążących o tych miejscach opowieściach o niesamowitej energii mocy. Jednak, jeżeli ktoś spodziewa się znaleźć w tej publikacji sensacyjne informacje na ten temat, opowieści mistyczne, czy też potwierdzenia oddziaływania energetycznego takich kręgów, o czym można przeczytać w sieci, to będzie zawiedziony. Tego rodzaju opisów tutaj nie znajdziecie.

Poza archeologicznymi opisami, suchymi wskazówkami dotarcia do danego obiektu i jego charakteru wyglądu oraz historycznego podłoża, nie ma o żadnych ezoterycznych i tajemniczych zjawiskach. Autorzy zawarli w swoich opracowaniu wskazówki dojazdu do danego kręgu, historię dotyczącą ich odkrycia i powstania, sposobu ułożenia kamieni i archeologicznych odkryć w tym temacie. Nie ma więc w nich żadnych niesprawdzonych wiadomości, sekretów i opisów ezoterycznego charakteru. Tym jestem trochę zwiedziona, bo miałam nadzieję dowiedzieć się o tym czegoś więcej. Liczyłam na to, gdyż podtytuł wskazuje, że jest to nie tylko przewodnik praktyczny, ale też ezoteryczny. Praktyczny jest na pewno, gdyż z pewnością bez problemów można odnaleźć interesujące nas stanowisko według wskazówek znajdujących się w książce. Natomiast ezoteryki nie ma tu praktycznie wcale.


„Kamienne kręgi w Polsce” to przede wszystkim przewodnik po 30 stanowiskach oryginalnych kamiennych kręgów w Polsce. Autorzy chcieliby podkreślić, że ten przewodnik to jedyne tak kompleksowe i pełne opracowanie wszystkich stanowisk kamiennych kręgów istniejących w terenie naszego kraju. Autorom przyświecała idea rzetelnego przedstawienia dotychczasowych wyników badań archeologicznych i naukowych oraz przybliżenia ludziom wszystkich miejsc z tego rodzaju znaleziskami.

Zamieścili swoje dokonania w pięciu częściach, w których opisują stanowiska zachowane w bardzo dobrym stanie, takie jak popularne Węsiory, Odry, Janiewice. Okazuje się, że zachowanych w tak dobrym stanie kręgów nie ma zbyt dużo, bo tylko 9, ale poza nimi są też takie, które są niekompletne, lub też zostały całkowicie zniszczone, tak jak np. w Belnie, Kłodzi czy Ołużnie. Są też takie, po których w ogóle nie ma żadnych śladów, ale autorom udało się je zlokalizować na podstawie zapisów historycznych. Omawiają też miejsca, które zostały ujęte błędnie, jako kręgi kamienne, a tak naprawdę nie mają ich charakteru i znaczenia.


Książka została wydana na gładkim papierze i w dużym formacie, więc jej objętość nie jest zbyt duża, gdyż liczy sobie 200 stron. Plusem tego wydania są kolorowe zdjęcia opisywanych miejsc oraz mapki przedstawiające plan sytuacyjny kręgów kamiennych omawianych stanowiskach oraz mapki z ich lokalizacją. Z tego względu czyta się ją dosyć szybko, bo tekst często nie wypełnia całej strony. Niewątpliwie zamieszczone szkice, fotografie i mapki są ogromnym atutem publikacji, pomocnymi dla tych, którzy chcieliby zweryfikować przedstawioną wiedzę, lub po prostu turystycznie poznać któreś z opisanych miejsc.

Egzemplarz książki otrzymałam w ramach współpracy z portalem


Wydanie: I
Data premiery: 26 kwietnia 2024 r.
Ilość stron 200
Wymiary: 170 x 240 mm
Oprawa: miękka
ISBN 978-83-8011-368-8
Wydawnictwo: WFW
Moja ocena: 4/6