Liwia
W cieniu zemsty
Rita Rogowska
„Zrodziłam się z bólu.
Odpowiedziałam na wołanie o pomoc,
którego nikt nie słyszał.
Jestem sprawiedliwością, która
nie daje pokrzepienia, a wzmaga pragnienie.”
Powyższy cytat najlepiej oddaje ideę powieści, która sprowadza się do tego, że każde działanie niesie ze sobą konsekwencje, nawet jeśli nie przybierają one formy sprawiedliwego wyroku. Krzywda raz wyrządzona nie znika, a odkupienie win potrafi powrócić w innej postaci, często wtedy, gdy najmniej się tego spodziewamy. Granica między ofiarą, sprawcą a biernym obserwatorem bywa zaskakująco cienka. Nigdy nie wiadomo, kiedy oprawca stanie się ofiarą, a ofiara kimś, kto zacznie wymierzać własną sprawiedliwość. Ci, którzy krzywdzą innych, rzadko zastanawiają się nad tym, jakie skutki uruchamiają swoimi działaniami. Zło bowiem zawsze rodzi kolejne zło, a konsekwencje własnych czynów potrafią z całą siłą uderzyć także w tych, którzy je zapoczątkowali. Motyw ten wyraźnie wybrzmiewa w powieści „Liwia. W cieniu zemsty”, której już sam tytuł sugeruje mroczną opowieść o następstwach przemocy i milczenia.
Bohaterem powieści jest osiemnastoletni Nikodem Dunaj - spokojny, introwertyczny i empatyczny chłopak, który uważnie obserwuje otoczenie i wszystko analizuje. Nie czuje potrzeby bycia w centrum uwagi; woli przyglądać się światu z boku i wyrabiać własne opinie. Jego skłonność do refleksji sprawia, że w książce pojawia się wiele okazji do przemyśleń dotyczących ludzkiej natury i sensu istnienia.
Do jego klasy uczęszcza Liwia Różańska, która jest obiektem drwin i prześladowań, tylko dlatego, że swoim zachowaniem wyróżnia się od rówieśników. Jest cicha, wycofana i skromna, trzymająca się na uboczu, a to sprawia, że każdy dzień w szkole jest dla niej kolejną próbą przetrwania. Kulminacja przemocy, której świadkiem jest Nikodem, okazuje się momentem przełomowym, ale chłopak nie znajduje w sobie odwagi, by zareagować. Gdy Liwia znika ze szkoły na kilka dni, zaczyna się o nią martwić. Jej powrót przynosi jednak więcej pytań niż odpowiedzi.
Liwia wraca bowiem odmieniona: pewna siebie, arogancka, nawet bezczelna, charyzmatyczna i niepokojąco przenikliwa. Mówi rzeczy, których nie powinna wiedzieć, a jej spojrzenie i słowa niosą w sobie coś mrocznego. Wraz z jej powrotem zaczynają dziać się dziwne, trudne do racjonalnego wyjaśnienia zdarzenia, pojawiają się ofiary, a Nikodem coraz częściej dręczony jest koszmarami i niepokojem. Czuje, że za przemianą Liwii kryje się coś złego i postanawia odkryć prawdę, uświadamiając sobie, że coraz bardziej zaczyna mu na niej zależeć.
Może się wydawać, że zdradziłam zbyt wiele z fabuły, ale to zaledwie wierzchołek historii, jaką opowiada pani Rita Rogowska. Jej styl i sposób, w jaki wciąga nas w odmęty powieści, są zaskakująco dojrzałe, świadome i skuteczne. Nic nie zdradza, ze jest to debiut, a historia powstała, gdy autorka miała zaledwie piętnaście lat. Po czasie leżakowania na dnie szuflady, ujrzała ona światło dzienne i uważam, że był to dobry krok, by pokazać ją czytelnikom.
Cała historia przedstawiona jest z perspektywy Nikodema, co sprawiło, że bardzo mocno weszłam w jego tok myślenia. Towarzyszyłam mu w analizach, wątpliwościach i próbach logicznego wytłumaczenia tego, co dzieje się wokół. Jest tu sporo opisów i wewnętrznych monologów, ale uznałam je za w pełni uzasadnione charakterem bohatera i dobrze oddające jego introwertyczną naturę.
Szczerze mówiąc, spodziewałam się zupełnie innego obrotu spraw. Liczyłam na historię skupioną głównie na wątku przemocy rówieśniczej i próbach przeciwstawienia się szkolnym oprawcom. Tymczasem fabuła skręca w znacznie mroczniejszym kierunku. Zamiast sensacyjnej opowieści otrzymałam thriller psychologiczny z wyraźnymi elementami grozy, a momentami nawet horroru. Mrok narasta stopniowo, lecz bardzo sugestywnie, a atmosfera zagrożenia staje się coraz bardziej odczuwalna.
Powieść okazała się znacznie głębsza także pod względem psychologicznym i ukazywanych problemów, niż początkowo się wydawało. Autorka doskonale buduje klimat narastającego zła, które kumuluje się w postaci Liwii będącej ucieleśnieniem bólu, krzywdy i upokorzeń doświadczonych ze strony otoczenia. To opowieść o prawie przyczyny i skutku, o karmie zaznaczającej się jako nieuchronna konsekwencja wcześniejszych czynów. Zło, które zostało zignorowane, wraca, przybierając jeszcze mroczniejszą i bardziej niszczącą formę.
Pani Rita Rogowska umiejętnie buduje napięcie powoli, stopniowo, lecz konsekwentnie. Mrok sączy się z kolejnych stron, narastającego poczucia winy bohatera oraz z dziwnych zdarzeń, które zaczynają nawiedzać Lisią Górkę. Postać Nikodema wyraźnie ewoluuje: z przestraszonego, niepewnego siebie chłopaka stopniowo staje się kimś naładowanym złością, determinacją i odwagą, gotowym przeciwstawić się temu, co coraz wyraźniej przybiera niepokojący kształt. To jakby metafora tego, że sprzeciw wobec zła może przywrócić poczucie sprawczości i właśnie takiego rozwiązania oczekiwałam. Jednak i tu autorka mnie zaskoczyła.
Po lekturze tej książki nie poczułam ulgi. Nie jestem fanką horrorów i zupełnie nie spodziewałam się, że „Liwia. W cieniu zemsty” podąży w tak mrocznym kierunku. A jednak ciekawość nie pozwoliła mi jej odłożyć. Chciałam wiedzieć, jak to się skończy i dokąd autorka doprowadzi swoich bohaterów.
Zakończenie okazało się nieoczywiste, niepokojące i pozostawiające wiele niedopowiedzeń. Dowiadujemy się więcej o tym, co naprawdę się wydarzyło i jaka była w tym rola Nikodema, lecz nie wszystko zostaje jasno wyjaśnione. Miałam nadzieję na bardziej jednoznaczne zwycięstwo dobra nad złem i poczucie sprawiedliwości, więc mam nadzieję, że będzie kontynuacja tej historii. Wskazuje na to także epilog, który zamiast domykać opowieść, otwiera nowe drzwi i pozostawia z niepokojącym przeczuciem, że to dopiero początek większej gry.
Książkę przeczytałam w ramach współpracy z wydawnictwem
Data premiery:10.12. 2025
Wymiary: 130x210 mm
Ilość stron: 356
Okładka: miękka
ISBN: 978-83-8423-223-1
Wydawca: Novae Res
Moja ocena: 5/6






















































