RECENZJA PRZEDPREMIEROWA
Premiera
30.04.2026r.
"Lost Hope"
Karolina Witkowska
"Miłość wyzwala w nas
niepohamowane pokłady siły"
Czasem najtrudniejszą walką, jaką musi stoczyć człowiek, jest ta o własną godność i prawo do normalności. Zwłaszcza wtedy, gdy ktoś, kto miał kochać i chronić, okazuje się największym zagrożeniem. Historia bohaterki w powieści „Lost Hope” pokazuje, że ludzie nie zawsze są tacy, jakimi wydają się na początku, a droga do odzyskania siebie bywa pełna bólu, lęku i nieoczywistych wyborów. Ci, których nazywa się „porządnymi”, potrafią skrywać najciemniejsze oblicze, natomiast ci, którzy na pierwszy rzut oka budzą niepokój, czasem okazują się jedynymi, którzy wyciągają rękę w chwili, gdy świat wali się w gruzy.
Hope Davidson była przekonana, że odnalazła coś, o czym marzy większość ludzi – miłość dającą poczucie bezpieczeństwa, zrozumienia i prawdziwej bliskości. Zamiast tego trafiła w pułapkę relacji, która stopniowo odbierała jej wolność, godność i kontrolę nad własnym życiem. Gdy zaczyna wierzyć, że nie ma już dla niej ratunku, na jej drodze pojawia się Manson Harper – mężczyzna równie niebezpieczny, co fascynujący. Bezwzględny, dominujący i przyzwyczajony do życia według własnych zasad, pomaga jej wydostać się z koszmaru, ale zamiast tego wciąga ją w rzeczywistość, w której przetrwanie wymaga siły, a zaufanie jest luksusem, na który niewielu może sobie pozwolić. Okazuje się, że to nie koniec kłopotów, bo niełatwo wyrwać się że szponów tyrana.
"Lost Hope" to debiut pani Karoliny Witkowskiej, która zwraca uwagę na ważne zagadnienia dotyczące przemocy kobiet. O tym, że jest to pierwsza wydana powieść autorki jest chwilami wyczuwalne, chociażby w dialogach, które czasami wypadają zbyt mało wiarygodnie i brzmią nienaturalnie, ale też przemiana bohaterki nie zawsze jest przekonująca. Następuje wprawdzie stopniowo, ale nie wszystkie sytuacje wydawały się realne.
Mimo tych niedoskonałości widać jednak ogromny potencjał, zarówno w sposobie budowania napięcia, jak i w umiejętności kreślenia mrocznego, emocjonalnego tła. Ważnym elementem tej historii jest sposób, w jaki autorka pokazuje psychiczne konsekwencje przemocy. Świetnie oddaje stan emocjonalny i psychiczny bohaterki – jej zagubienie, strach, ale też stopniowo rodzącą się determinację, by zawalczyć o samą siebie.
Hope, mimo wyrwania z piekła, wciąż nosi w sobie „wgrany program” ofiary przemocy. Jej ciało i umysł reagują szybciej, niż jest w stanie to świadomie kontrolować. Panika pojawia się nawet wtedy, gdy ktoś podnosi głos nie ze złości, lecz z zaskoczenia; gdy ktoś wykonuje gwałtowny ruch, choć nie ma zamiaru jej skrzywdzić. Kilkuletnie znęcanie się nad nią wypracowało w niej automatyczne mechanizmy obronne — odruch cofania się, zamierania, przepraszania za coś, czego nie zrobiła. Autorka bardzo trafnie oddaje te reakcje, pokazując, że trauma nie znika w momencie zmiany otoczenia. Pokazuje, że można uciec z miejsca, w którym doświadczyło się przemocy, ale nie da się tak łatwo uciec od tego, co zostało zapisane w psychice.
Relacja z Mansonem Harperem wprowadza do tej historii zupełnie nową dynamikę – nie jest to typowe „ocalenie”, a raczej wejście w kolejny skomplikowany układ, w którym granice dobra i zła nie są oczywiste. To sprawia, że czytelnik pozostaje w ciągłym napięciu, nie do końca wiedząc, komu można zaufać i jakie konsekwencje przyniesie każdy kolejny wybór bohaterki.
W tym momencie powieść z obyczajowego charakteru stopniowo skręca w rejony mafijne, co sprawia, że można ją podzielić na dwie wyraźne części, chociaż formalnie nie zostało to zaznaczone. Fabuła nabiera nabiera jeszcze bardziej intensywnego charakteru, gdyż wchodzimy w świat mafijnych układów, niebezpieczeństw i brutalnych zasad, gdzie liczy się siła, lojalność i bezwzględność. Akcja przyspiesza, pojawia się więcej zagrożeń zewnętrznych, emocji, dynamiki i napięcia.
„Lost Hope” to opowieść o kobiecie, która musi nauczyć się żyć na nowo, choć jej ciało i umysł wciąż pamiętają każdy krzyk i każdy cios. Hope udało się zmienić otoczenie, ale nie potrafiła w jednej chwili zmienić siebie. Wciąż drży, gdy ktoś podnosi głos. Wciąż zamiera, gdy ktoś wykonuje szybki ruch, przeprasza za rzeczy, których nie zrobiła. Jest więc w tej historii wiele autentycznych reakcji, zachowań i sytuacji, które ukazują obraz ofiary przemocy.
Autorka nie łagodzi rzeczywistości, nie próbuje jej upiększać, tylko pokazuje jej brutalność wprost, co dla wielu odbiorców może być zarówno atutem, jak i wyzwaniem. Wnika bardzo sugestywnie zarówno w stan emocjonalny ofiary, jak i daje poczuć sposób funkcjonowania osoby ze skłonnościami do niekontrolowanej agresji. Pokazuje, że ucieczka od oprawcy to dopiero początek walki, bo najtrudniej uciec od tego, co zostało zapisane głęboko w psychice. To mroczna, intensywna historia o przemocy, psychicznej destrukcji i próbie odbudowania siebie po latach życia w strachu. Pani Karolina Witkowska stworzyła opowieść pełną emocji, napięcia, intensywności i nieoczywistych relacji, która zostaje w umysłach na dłużej i zmusza do zastanowienia się, jak niewiele potrzeba, by czyjeś życie zmieniło się w koszmar… i jak wiele siły trzeba, by z niego wyjść.
Książkę przeczytałam w ramach współpracy z wydawnictwem
Data wydania: 30.04.2026r.
Ilość stron: 348
Okładka: miękka
ISBN: 978-83-68129-21-2
Wydawnictwo: Orzeł
Moja ocena: 5/6


















































